HEMAR – ​ KTO RZĄDZI ŚWIATEM ? -dalej aktualne

Marian HemarPoeta, satyryk, komediopisarz, dramaturg, tłumacz poezji, autor tekstów piosenek. Urodził się 6 kwietnia 1901 we Lwowie, zmarł 11 lutego 1972 w Dorking pod Londynem.
Jan Marian Hescheles, syn Ignacego i Berty z domu Lem [był kuzynem Stanisława Lema], urodził się we Lwowie, gdzie mieszkał 24 lata. Później w Warszawie 14 lat, a w Londynie 30 lat.
 
  • Kto rządzi światem

    Po latach rozmyśliwań,
    Niemal u schyłku życia,
    Dokonałem niezmiernie
    Głębokiego odkrycia.

    Moje wielkie odkrycie
    Raz na zawsze, niezbicie
    Rozwiązuje odwieczną
    Zagadkę, mianowicie,

    Rozstrzyga nieomylnie,
    Ustala niezachwianie
    Ostateczną odpowiedź
    Na ciekawe pytanie,

    Co dręczy nas od wieków
    I wciąż wraca od nowa:
    KTO RZĄDZI ŚWIATEM? Jaka
    Mafia anonimowa?

    Nie wierzcie w bajki. Nie ma
    Żadnego Synhedrionu
    Sekretnych władców. Nie ma
    Żadnych „Mędrców Syjonu”.

    Więc to bajka. I bujda,
    Że „światem rządzą kobiety”
    I nieprawda, że światem
    Rządzą Żydzi – niestety.

    Nie my, tj. nie oni.
    Nie Żydzi i nie masoni,
    Nie mormoni, nie kwakrzy
    Nie fabrykanci broni.

    Nie junkrzy, nie sztabowi
    Wojskowi kondotierzy,
    Nie monopole, kartele,
    Bankierzy ni bukmakierzy,

    Nie związki zawodowe,
    Nie „Standard Oil”, nie Watykan,
    Nie internacjonałka
    Kalwinów czy anglikan,

    Nie międzynarodówka
    Komuny, czy „kapitału” –
    Ktoś inny. Kto? – pytacie.
    Zaraz, ludzie, pomału.

    Gotowiście na wszystko?
    Ha, dobrze, jam też gotów.
    Słuchajcie: światem rządzi
    Wielka zmowa idiotów.

    Światem rządzi sekretna
    Pomiędzynarodówka
    Agresywnego durnia
    I nadętego pólgłówka.

    Trade union grafomanów,
    Tajna loża bęcwałów,
    Klub ćwiercinteligentów,
    Konfederacja cymbałów,

    Aeropag jełopów,
    Jałowych namaszczeńców,
    Pompatycznych ważniaków,
    Indyczych napuszeńców.

    To oni, sprzymierzeni
    W powszechnym związku, który
    Rozstrzyga o powodzeniu
    Teatru, literatury.

    Gramofonowej płyty,
    Filmy, obrazu, symfonii.
    To oni decydują
    O kulturze, To oni.

    Przydzielają posady
    Stypendia, nagrody, szanse,
    Ordery, renumeracje,
    Bonusy i awanse.

    Samym instynktem głupoty
    Odnajdują się wzajem.
    Rozumieją się wspólnym
    Językiem i obyczajem.

    I hasłem, które woła
    Z ochotą raźną i rączą:
    KRETYNI WSZYSTKICH KRAJÓW
    LĄCZCIE SIĘ Więc się łączą.

    Przeciw wszelkim ambicjom,
    Przeciw wszystkim talentom,
    Przeciwko swoim wrogom,
    Przeciw nam – inteligentom.

    To oni – pan generał,
    Co dziś rozumie bezwiednie,
    Jak dziś w cuglach, szach mach, wygrać
    Wszystkie wojny poprzednie.

    To cenzor, ktory skreśla
    Wszystkie mądre kawały,
    Tak, aby w rękopisie
    Same głupie zostały.

    To krytyk, co bełkoce,
    Chociaż nikt go nie słucha
    I czepia się cudzego
    Pióra, jak wesz kożucha.

    Ekonomista, który
    Kosztem ogólnej nędzy
    Uzdrowi „wymianę dewiz”
    I „pokrycie pieniędzy”.

    To polityk, mąż stanu
    Dyplomata, co wkopie
    Niewinnych ludzi w Azji,
    W Afryce i w Europie

    W tak trudne sytuacje,
    W tak kręte labirynty,
    W tak polityczne kanty
    I dyplomatyczne finty,

    Że z nich jedyne wyjście
    Na świat i światło Boże –
    Przez wojnę, której nikt nie chce,
    Przez morze krwi i morze

    Łez. – Oni nas trzymają
    W ryzach, za twarz i pod batem.
    To ONI – i to jest właśnie
    Ta mafia, co rządzi światem.

    A jaka na nich rada?
    Bo czuję moi mili,
    Że z dziecięcą ufnością
    Pytacie mnie w tej chwili,

    Muszę prawdę powiedzieć,
    Wbrew ufności dziecięcej:
    Niestety, nas jest za mało.
    Durniów jest znacznie więcej.

    My skłóceni, więc słabi.
    Durnie zgodni, więc silni.
    My się często mylimy.
    Durnie są nieomylni.

    My sceptycy, zbłąkani
    Na ziemi i na niebie –
    A ONI tak aroganccy
    I tacy pewni siebie

    I tacy energiczni
    Że serce z trwogi mdleje.
    Ach, nie znam żadnej rady.
    Mam tylko jedną nadzieję.

    Żyję tylko tą drobną
    Otuchą i nadzieją
    Że my umiemy śmiać się.
    A durnie nie umieją.

    Kto wie… może po wiekach,
    Kto wie… może w oddali,
    To jedno przed durniami
    Obroni nas i ocali.

    Tym śmiechem was zasłonię
    I do serca przygarnę.
    I może nie pójdziemy
    Ze wszystkim na he… marne

 Przyslal Adam Mer

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: