Muzyka

Zaginiona biblioteka jesziwy – lubelski „złoty pociąg”

Adam Kopciowski –

lubelskie wydanie „Gazety Wyborczej” 

 

Czytelnia lubelskiej jesziwy (H. Seidman, Szlakiem nauki talmudycznej, W-wa 1934.)
Tekst przyslal Tomek Kassina

Gdy latem 1941 r. w niemieckiej Bibliotece Państwowej w Lublinie pojawił się z wizytacją Otto Ahlers, wysoki urzędnik hitlerowski rządu GG, ze zdumieniem odkrył, że wśród pracowników umysłowych niemieckiej (!) instytucji kultury znajduje się ortodoksyjny Żyd („Kaftan-Jude”).

W raporcie z inspekcji za skandaliczne uznał, że osobnik ów nie dość, że pracuje w osobnym pomieszczeniu, to nie znajduje się pod stałą kontrolą przełożonych.

Poinformowany przez pracowników biblioteki o specjalnym zadaniu, jakie wykonuje „Kaftan-Jude”, Ahlers całkowicie zmienił wcześniejszą ocenę tej postaci. Informując ponownie szefa Głównego Zarządu Bibliotek w GG Gustava Abba o swoich ustaleniach względem Lublina, ubolewał nad „zbyt małym, jak dla pracownika umysłowego, wynagrodzeniu” i proponował, aby je podnieść z dotychczasowych 150 do 220 zł za miesiąc.

Rabin Lebwohl

Niemiecka Biblioteka Państwowa w Lublinie (Staatsbibliothek in Lublin) powstała jako jedna z trzech tego typu instytucji w Generalnym Gubernatorstwie (obok Krakowa i Warszawy) 1 kwietnia 1941 r. w budynku przy ul. Narutowicza, a raczej Theaterstrasse 4, mieszczącym do 1939 r. Muzeum Lubelskie oraz Bibliotekę im. Hieronima Łopacińskiego. W zamierzeniu okupantów miała być to centralna książnica, w której planowano zdeponować zasoby wszystkich funkcjonujących w mieście bibliotek. Znalazły się w niej, zwożone tu od lata 1940 r., zbiory 35 większych i mniejszych bibliotek lubelskich, w tym m.in. Biblioteki Seminarium Duchownego, biblioteki jezuickiego Kolegium „Bobolanum”, Miejskiej Biblioteki Publicznej, Biblioteki KULoraz, rzecz jasna, Biblioteki im. H. Łopacińskiego. Ten olbrzymi i nieustannie rozrastający się księgozbiór (w 1943 r. liczący pół miliona woluminów) był oficjalnie dostępny jedynie dla Niemców. Od chwili uruchomienia kierownikiem placówki został pochodzący spod Lwowa reichsdeutsch Wasyl Kutschabsky, sprawujący przed przybyciem do Lublina podobną funkcję w Kilonii.

Dokładnie w dniu oficjalnego otwarcia Staatsbibliothek, 1 kwietnia 1941 r., zatrudniono w niej wspominanego przez Ahlersa ortodoksyjnego Żyda. Był nim urodzony w 1909 r. w Ustrzykach Dolnych Aron Lebwohl, rabin, absolwent Uczelni Mędrców Lublina, jeden z ulubionych uczniów rabina Szapiry, zasiadający w zarządzie lubelskiej uczelni i pełniący w nim funkcję sekretarza. Głównym i jedynym zadaniem Lebwohla było porządkowanie jeszcze jednego księgozbioru przejętego przez Staatsbibliothek – zbiorów biblioteki lubelskiego jeszybotu.

Centralna Biblioteka Tory

Powstała w 1930 r. Uczelnia Mędrców Lublina miała w zamierzeniu jej twórcy, rabina Majera Szapiro, stać się w krótkim czasie najważniejszą na świecie uczelnią rabinacką oraz głównym ośrodkiem religijnych studiów żydowskich. Celowi temu służyć miało stworzenie wielkiej biblioteki rabinicznej, zwanej Centralną Biblioteką Tory w Lublinie. W chwili otwarcia jesziwy księgozbiór ten liczył już około 12–13 tysięcy tomów. Zbieranie książek zapoczątkował sam Szapiro podczas swoich podróży po Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, kiedy zbierał wśród wiernych datki na powstanie uczelni. Wizyty rabina w wielu miastach poprzedzane były zwykle rozlepianiem w dzielnicach zamieszkałych przez ortodoksyjnych Żydów ogłoszeń informujących o jego planach utworzenia w Lublinie wielkiej biblioteki i zbiórce na ten cel wartościowych druków.

Największy zbiór książek (cztery tysiące tomów) Szapiro otrzymał od amerykańskiego filantropa Benjamina Guta. Wielu innych amerykańskich Żydów poszło za jego przykładem i jeszcze przed oficjalnym otwarciem jesziwy udało się zdobyć dla przyszłego księgozbioru szkoły pokaźną liczbę tomów, wśród nich wiele unikatowych manuskryptów i druków. Podobna akcja została przeprowadzona również w ośrodkach żydowskich w Polsce. W wielu miastach powstawały Komitety Biblioteki Lubelskiej, zbierające książki dla jesziwy. Ubożsi Żydzi, nie mogąc sobie pozwolić na datki pieniężne na budowę szkoły, przekazywali na jej potrzeby książki. W ten sposób do 1939 r. powstał w Lublinie jeden z najcenniejszych w skali całego świata księgozbiór żydowskich wydawnictw religijnych, liczący kilkadziesiąt tysięcy wydawnictw, w tym wiele białych kruków.

Spalona czy pilnie strzeżona i pożądana?

Po wkroczeniu Niemców do Lublina uczelnię rabinacką zamknięto, lokując w jej budynku posterunek żandarmerii, następnie zaś szpital wojskowy. Wyposażenie jesziwy – określanej jeszcze w 1936 r. przez hitlerowski „Der Stürmer” jako „prawdziwe i tajne centrum panowania zdeprawowanego ducha żydowskiego nad całym światem” – zniszczono. Wedle przekazów niemieckiej prasy zagładzie ulec miał także księgozbiór szkoły. W marcu 1941 r. „Frankfurter Zeitung” informował o „chwalebnym” czynie młodych hitlerowców, czyli dewastacji jesziwy. „Wyrzuciliśmy z budynku wielką bibliotekę talmudyczną i zanieśliśmy książki na plac targowy, gdzie je podpaliliśmy. Ogień płonął przez dwadzieścia godzin. Zgromadzeni wokół Żydzi gorzko płakali, niemal nas ogłuszając. Sprowadziliśmy więc orkiestrę wojskową i przy radosnych okrzykach żołnierzy zagłuszyliśmy płacz tych Żydów”.

Jesziwa podczas otwarcia w 1930 r.Jesziwa podczas otwarcia w 1930 r. Fot. Ośrodek Brama Grodzka Teatr NN

 

Ten porażający opis barbarzyństwa jest, jak się zdaje, jedynie wymysłem, specyficznym produktem hitlerowskiej propagandy. Biblioteki nie zniszczono, a co więcej, stała się ona jedną z ważniejszych i lepiej strzeżonych zdobyczy niemieckich w okupowanym Lublinie. Jak wyjaśniał Ahlers, stanowiła ona „jedyną w swoim rodzaju bibliotekę, przydatną do poznania żydowskich podludzi i członków świata przestępczego”, a także „niebezpieczeństwa żydowskiego ducha porównywalnego do bolszewizmu”. Wydaje się, że zdanie Ahlersa podzielał w całej rozciągłości gubernator dystryktu lubelskiego Ernst Zörner, gdyż kilkakrotnie przyszło mu bronić księgozbioru jesziwy przed zakusami innych bibliotek i instytutów badawczych i jak wskazuje Ahlers „był mocno zdeterminowany, by zatrzymać bibliotekę talmudyczną w Lublinie”. W samym 1941 r. negatywnie rozpatrzono prośby Instytutu Badań Kwestii Żydowskiej we Frankfurcie nad Menem (oddział Wyższej Szkoły NSDAP w Berlinie) oraz monachijskiego Instytutu Rzeszy dla Historii Nowych Niemiec. Zakusy na zbiory jesziwy przejawiała także krakowska Sekcja Badań Żydowskich przy Instytucie Niemieckiej Pracy na Wschodzie, jednak lubelski gubernator uzależnił decyzję w tej sprawie od „pisemnego rozkazu generalnego gubernatora Franka”, a tego uzyskać się nie udało. Jako że jednym z głównych powodów tej odmowy było wskazanie na brak kompetentnej „siły roboczej” w Krakowie, postanowiono „siłę” taką znaleźć na miejscu, pokazując tym samym władzom GG, iż to właśnie Lublin jest najbardziej odpowiednim miejscem na przechowywanie i katalogowanie żydowskich książek. Prawdopodobnie z polecenia Zörnera kierownik Wydziału Szkolnictwa Heinrich Klünder (któremu na szczeblu dystryktu podlegały sprawy biblioteczne) polecił zatrudnienie w lubelskiej Staatsbibliothek Arona Lebwohla, „wybitnego talmudysty” znającego świetnie język niemiecki i powierzony mu księgozbiór.

„Rzetelny i uczciwy pracownik”

Praca Lebwohla trwała do 7 listopada 1942 r. i była pozytywnie oceniana przez przełożonych. Polegała przede wszystkim na katalogowaniu książek. Jak informowało kierownictwo biblioteki: „Opracowywanie zbioru następuje w taki sposób, że każde dzieło rejestruje się w katalogu książkowym, przypisując mu odpowiedni numer i jednocześnie zakładając dwie karty: katalog alfabetyczny (z niemieckim tłumaczeniem tytułu) oraz kartę zgodną z numeracją byłej biblioteki talmudycznej, przez co jest możliwe odtworzenie starych katalogów, które zaginęły”. Przejęta biblioteka miała liczyć 14 tysięcy dzieł. Jesienią 1941 r. oceniano, że Lebwohl („który faktycznie pracuje rzetelnie i uczciwie”) potrzebuje jeszcze około dwóch lat, by zakończyć katalogowanie całości. Praca postępowała wolno, a na dodatek w maju 1942 r. ze zlikwidowanego właśnie getta na Podzamczu do Staatsbibliothek przywieziono kolejne 10 tysięcy żydowskich książek, pochodzących z prywatnych zbiorów. Lebwohl powierzonego mu zadania nie skończył. Po masowych wywózkach ludności żydowskiej z Lublina do obozu zagłady w Bełżcu, razem z kilkoma tysiącami ocalałych Żydów przeniesiono go do tzw. getta szczątkowego na Majdanie Tatarskim. Dwa dni po, jak się okazało, ostatnim dniu pracy rabina w bibliotece, getto to zlikwidowano, przepędzając jego mieszkańców do obozu na Majdanku, gdzie większość z nich skierowano prosto do komór gazowych.

Pociąg w nieznane

Katalogowane przez Lebwohla książki z jesziwy do wiosny 1944 r. z całą pewnością nadal znajdowały się w Lublinie. Wraz ze zbliżającym się frontem, już od marca tego roku zaczęto przygotowywać plany ewentualnej ewakuacji najcenniejszych zbiorów Staatsbibliothek na zachód. Miało się to odbywać w ramach nadzorowanej przez komisarza von Crasuhara akcji ratowania bibliotek państwowych w GG, znanej pod kryptonimem Milkau. W jej wyniku wczesnym latem 1944 r. z Lublina odeszło przynajmniej kilka pociągów. Kierowano je głównie do Krakowa, skąd później (razem z książkami ewakuowanymi ze Lwowa) trafiły do Görbitsch (Garbicz), wsi oddalonej około 30 km na wschód od Frankfurtu nad Odrą, obecnie w województwie lubuskim. Wydaje się jednak, że nie było wśród nich książek z jesziwy. Według jednego z dokumentów datowanego na 9 czerwca, dyrektor Kutschabsky polecił „natychmiastowe przeniesienie najcenniejszej części starego księgozbioru z Lublina do Warszawy i złożenie jej w jednym z budynków tamtejszej Biblioteki Państwowej”. Połowę tej przesyłki stanowić miało „około 20 tysięcy tomów biblioteki lubelskiej Wyższej Szkoły Talmudycznej”.

Cegiełka na budowę jesziwy o wartości 25 groszyCegiełka na budowę jesziwy o wartości 25 groszy Fot. Ośrodek Brama Grodzka Teatr NN

 

Nie wiadomo niestety, czy transport taki rzeczywiście zorganizowano. Jak z kolei wspomina jedna z byłych polskich pracownic biblioteki Kazimiera Gawarecka, Kutschabsky planował wysłanie 60 skrzyń z biblioteką jesziwy do Berlina, co jednak nie znajduje żadnego potwierdzenia w zachowanych dokumentach. Być może jakaś część zbiorów trafiła rzeczywiście do Warszawy, na co wskazuje informacja osoby kierującej akcją zabezpieczania bibliotek warszawskich, wedle której w nieznanym kierunku poza GG wysłano „6 skrzyń z Lublina, […] treści nieznanej”. Pewne światło na sprawę rzuca informacja z listopada 1944 r. W tym czasie wspomniany wcześniej Heinrich Klünder znalazł się na Śląsku, w Opolu, skąd zawiadamiał, że udało mu się ulokować tam „zbiór lubelskich bibliotek”.

Co się stało z księgozbiorem jesziwy?

Trudno dziś jednoznacznie stwierdzić, kiedy i dokąd wywieziono bibliotekę Uczelni Mędrców Lublina. Jeśli trafiła do Warszawy, być może zniszczona została w trakcie lub po powstaniu w akcji planowego niszczenia przez Niemców polskich zbiorów. Niewykluczone, że uległa podziałowi na dwie części, z których jedna opuściła Lublin, druga zaś pozostała na miejscu i – jak wspominają dawni pracownicy biblioteki im. H. Łopacińskiego – została przekazana tuż po wojnie tajemniczemu „komitetowi żydowskiemu”. Rozproszeniu zbioru sprzyjały również działania polskiego personelu Staatsbibliothek, który sabotując rozkazy o wywózce najcenniejszych pozycji upychał do skrzyń na ich miejsce makulaturę i właśnie książki z jeszybotu. Być może – i ta hipoteza wydaje mi się najbliższa prawdy – najbardziej wartościową część księgozbioru zabrał ze sobą na Górny Śląsk Klünder i ulokował w Opolu. Możliwe, że właśnie ten kierunek ewakuacji zbiorów podyktowany był dwoma czynnikami: zamknięciem przez Armię Czerwoną drogi kolejowej na Warszawę oraz chęcią ulokowania lubelskich zbiorów w Pradze. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w stolicy Czech na bazie istniejącego tam od 1906 r. Muzeum Żydowskiego Niemcy planowali otworzyć tzw. Centralne Muzeum Wymarłej Rasy, w którym miano eksponować materialną i duchową spuściznę europejskich Żydów. Gromadzenie zbiorów do tej placówki (zamierzano ją oficjalnie otworzyć latem 1945 r.) obejmowało obszar całego podbitego przez Niemcy kontynentu (m.in. w połowie 1944 r. z polecenia Adolfa Eichmanna przewieziono tam zbiory budapesztańskiego Seminarium Rabinicznego). Śląski, a poniekąd i czeski trop, potwierdza nie tylko informacja Klündera, ale także znalezisko z 2008 r., kiedy to w bóżnicy w Bielsku-Białej odkryto parochet z lubelskiej Wielkiej Synagogi. Być może podróżował on razem z książkami z jesziwy i innymi żydowskimi artefaktami z Lublina właśnie w kierunku Pragi i „utknął” w Bielsku-Białej (w inwentarzu figuruje on od 1945 r.). Możliwe zatem, że śladów „złotego” pociągu z księgozbiorem lubelskiego jeszybotu szukać należy w okolicach Opola, ewentualnie w przepastnych gmachach praskiego Klementinum – jednego z największych kompleksów budowlanych w Europie, obecnie siedzibie Czeskiej Biblioteki Narodowej.

Odnalezione w Lublinie książki z jesziwyOdnalezione w Lublinie książki z jesziwy Adam Kopciowski

 

Na jedyne zachowane egzemplarze książek z jesziwy udało mi się natrafić pod koniec ubiegłego wieku w Izbie Pamięci Lubelskich Żydów przy ul. Lubartowskiej. Wśród dziesiątek starych ksiąg religijnych znalazłem tam kilka opatrzonych pieczęcią „Jesziwas Chachmej Lublin”. Nikt nie wie, skąd się tam wzięły.

Zaginiona biblioteka jesziwy – lubelski „złoty pociąg” Adam Kopciowski – lubelskie wydanie „Gazety Wyborczej” 11 września 2015 r.

Kategorie: Muzyka, Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: