Uncategorized

Zmyslenia cz.11


Eliza Segiet – absolwentka studiów magisterskich Wydziału Filozofii, autorka siedmiu tomów wierszy, monodramu, farsy i mikropowieści. Jej teksty można znaleźć w licznych antologiach, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Członek Stowarzyszenia Autorów Polskich oraz World Nations Writers Union. Laureatka Międzynarodowej Publikacji Roku (2017 r., 2018 r.) w Spillwords Press (USA) oraz Nagrody Literackiej Złota Róża im. Jarosława Zielińskiego (za tom Magnetyczni) w 2018 r. Dwukrotnie jej wiersze (2018 r., 2019 r.) zostały wybrane jako jedne ze 100 najlepszych wierszy roku  w International Poetry Press Publications (Kanada). W The 2019 Poet’s Yearbook  została nagrodzona prestiżową nagrodą Elite Writer’s Status Award jako jeden z najlepszych poetów 2019 r. Nominowana do Pushcart Prize 2019 oraz do Naji Naaman Literary Prize 2020.


This image has an empty alt attribute; its file name is zmyslenia.jpg

Zmyślenia” to zbiór krótkich form prozatorskich, w których Eliza Segiet przygląda się człowiekowi zagubionemu, poszukującemu, dręczonemu, wykluczonemu.

Recenzja Kingi Mlynarskiej


Plaża

Myślała, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Spokojne wakacje w małym nadmorskim miasteczku. Lubiła takie miejsca bez tłumów – cisza, spokój, tylko szum fal ubarwiał błogostan. Wszystko było wspaniałe, aż nadmorską, cudowną nudę przerwał przystojny facet, który usiadł obok niej na plaży. Przedstawił się i spytał:

– Czy mogę obok ciebie?

Spojrzała na niego pytającym wzrokiem. Nie zareagował na jej spojrzenie. Po prostu usiadł.

− To chyba jakieś nieporozumienie − powiedziała. Zdziwienie jej było tym większe, że zaczął mówić jej na ty. Pomyślała jednak, że chyba teraz jest taka maniera.

− Plaża jest dla wszystkich.

− Teoretycznie to racja, ale wokół jest tyle miejsca, że powinien pan znaleźć inne, a nie właśnie to obok mnie! Nie widzę powodu, dlaczego mam odpoczywać w towarzystwie! W dodatku pan bezczelnie usiadł na moim kocu.

− Obiecuję, będę milczał. Nie chcę teraz być sam.

Teraz sam? To zabrzmiało dziwnie. Potrzebuje bliskości drugiej osoby − pomyślała. Nie zauważyła w nim nic niepokojącego, zupełnie nic. Oczywiście oprócz tego, że przysiadł się jak jakiś kompletny kretyn. Niech sobie chwilę posiedzi i niech spada stąd, bo zaraz się wścieknę − snuła swoje przemyślenia.

Widziała, że był zafascynowany krążącymi nad nimi mewami i groźnie wyglądającymi spacerującymi łabędziami. Siedzieli obok siebie, spoglądając w morze. Próbowała do niego jakoś zagadać, ale on tylko mówił:

– Później, jeszcze nie teraz.

Czuła, że musi coś przemyśleć, zastanowić się.

– Pewnie potrzebujesz ciszy − szepnęła. Odważyła się powiedzieć mu na ty.

Nic nie odpowiedział.

Miała już dość tego kretyńskiego spotkania. Zastanawiała się, po co usiadł obok niej, skoro na plaży nie było ludzi. Tylko jakaś para spacerowała nad brzegiem morza. Miał tyle miejsca, a z niewiadomych przyczyn znalazł „gościnny” koc, aby się dosiąść. Zaczęła domyślać się, że usiadł właśnie w tym miejscu, bo ono było jedyne, które mogło oddzielić jego spodnie od piachu.

– To ci dopiero cwaniaczek – szepnęła pod nosem.

− Przyszłam, aby trochę odetchnąć w spokoju, a nie tkwić w tak nienormalnej sytuacji. Co ty sobie myślisz? Miałam zamiar odpocząć od wszystkiego, co mnie męczy. Od rzeczywistości, w jakiej ostatnio tkwię. Jestem tutaj, bo kocham morze i takie ustronne miejsca. To ma być relaks, a nie jakaś szarada z nieznajomym. Proszę sobie znaleźć inne miejsce − powiedziała w nerwach.

− Jak to z nieznajomym? Przecież się przedstawiłem.

− To już jakiś totalny żart. To obłęd! Myślisz, a raczej pan myśli, że kiedy ktoś powie, jak ma na imię, to znaczy, że już jest znajomym. Proszę dać mi spokój. Nie mam ochoty spędzać z panem swojego wolnego czasu.

− Nie spędza go pani ze mną, ja tylko siedzę i milczę. To pani się niepotrzebnie denerwuje. Odpoczywajmy i już.

Nagle zaczął mówić do niej per „pani”. Fale miały ją uspokoić, a przez tę kretyńską sytuację nawet nie zwracała na nie uwagi. Patrzyła w stronę toni, ale myślami wciąż była przy nieznajomym, na którego nie miała sposobu, by go wypłoszyć. Kiedy słońce zaczęło zachodzić, przemówił do niej:

– Może już na nas pora?

Była bardzo zdziwiona, że przyszła sama, a nagle jakiś przystojniaczek zaczyna mówić do niej – osoby wolnej, bez zobowiązań – jak do kogoś, z kim zjadł niejedno śniadanie. W pierwszej chwili bardzo się zdenerwowała, ale za moment nawet zaczęło jej się to podobać. Może ją to po prostu bawiło. Nigdy wcześniej nie miała takiej przygody.

Być może to nie jest tylko jednorazowe spotkanie – pomyślała. – Nie ma już formy ja i on, ale my”.

Pierwszy raz w życiu dotarło do niej, że to może być właśnie to. Spokojny, lubiący morze kandydat na męża. Nie wiadomo dlaczego w facecie kobiety zaraz widzą materiał na męża, na ojca swoich dzieci. Jakoś tak dziwnie się dzieje, że oni, mężczyźni, widzą kandydatki na żony dużo, dużo później. Ale czy to jest ważne? Może będzie nam dane być razem? Wprawdzie on jest trochę wariatem, może nawet bardziej jak trochę, ale takim spokojnym i nieszkodliwym − pomyślała. – Chyba nawet romantyczny. Może warto dać mu szansę. Zakochać się od drugiego spojrzenia albo westchnienia.

Nie, nie wzdychał do niej, ale do fal.

– Wow – mówił, kiedy zbliżała się w ich stronę jakaś większa woda.

Tak jej się to spodobało, że postanowiła nadać mu ksywkę „Romantyk. Kiedy się przedstawiał, nie słuchała go, nie wiedziała, że będzie chciał uwikłać samotną dziewczynę w jakieś dziwne „my”, „nas”. Przecież nie może teraz spytać:

– Hej, powiedz, jak masz na imię? Bo wiesz, zapomniałam.

Teraz wszystko się zmieniło, zaczął się jej podobać, a może raczej ją intrygować. Mogła o nim tylko pomyśleć: romantyczny facet.

Wstali razem, jakby znali się od bardzo, bardzo dawna. Spakowała swój koc, w dłonie wzięła sandały i razem wyszli z plaży. Ważne, że bez słów potrafili się porozumieć. Może to nie przypadek? Może to jakiś znak? Pójść na plażę i zacząć planować nowe życie, zacząć mówić my?

Kiedy szli, wydawało jej się, że rozumieli się jak stare dobre małżeństwo. Nie zwracali uwagi na życie ulicy, jakby nie dochodziły do nich dźwięki techniki. Szli wolni od pośpiechu, może umieli przeprowadzać selekcję niechcianych sygnałów świata. Ona coraz bardziej czuła, że to jest to, że on jest tym, na którego czekała. Chyba każdy człowiek chciałby mieć obok siebie kogoś, z kim może pomilczeć, porozmawiać, przytulić się, pójść do kina…

Szli obok siebie. Milczeli. Kiedy już otwierała usta, by zwierzyć mu się ze swych intymnych myśli, on nagle spojrzał na nią dziwnym, mętnym, zagubionym wzrokiem. Nie mówiąc nic, zaczął uciekać od niej w przeciwną stronę, wycofując się, biegł tam, gdzie kiedyś nie było „ich”, gdzie „on” przysiadł się do „niej”. A teraz zaczął się oddalać, znikać. Uciekał jak długodystansowiec, nie zwracając uwagi na ludzi, których w swoim szaleńczym biegu potrącał, a ona, zdumiona sytuacją, stała, nie mogąc zrozumieć tego, co wydarzyło się przed chwilą. Jednak pomyślała, że zostawił coś cennego w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło. Na plaży. W miejscu, gdzie zaczęła rozumieć, że nie chce już sama patrzeć w morze. W miejscu, w którym miała oswoić się ze swoimi problemami.

Postanowiła biec za nim, szybko jednak opadła z sił, bo kondycję zawsze lepiej zdobywać we dwoje. A ona wciąż była sama. Wiedziała jednak, że musi jakoś znaleźć Romantyka. Już zaczęła dostrzegać w nim cały świat. Musiała zwolnić, bo zmęczenie dawało o sobie znać. Wolnym krokiem zaczęła iść w kierunku „ich” plaży. W ogóle nie dopuszczała do siebie myśli, że go tam nie będzie. Kiedy znalazła prześwit, którym wychodzili z plaży, ogarnął ją dziwny niepokój, że nie zastanie go nad brzegiem morza.

Bała się, że tylko przez moment mogła pomyśleć „my” zamiast samotnego „ja”. Ze strachem zaczęła iść w stronę fal, ale cały czas zastanawiała się, dokąd pójdzie, kiedy go tam nie zastanie. Wiedziała jedno, jeżeli go znajdzie, musi jej wytłumaczyć, odpowiedzieć na pytanie: „Dlaczego? Dlaczego to zrobił? Dlaczego się do niej dosiadł, dlaczego z nią szedł i dlaczego od niej uciekł?!”. Jej obawy, że go nie znajdzie, rozwiały się, kiedy nad samym brzegiem, pośród rozkołysanych fal zobaczyła... W pierwszej chwili nie zwróciła na niego uwagi, bo wypatrywała wysokiego, przystojnego mężczyzny, a on klęczał i wznosił ręce do nieba. Znalazła…

Podbiegła i krzyknęła:

− Co ty odwalasz? Dlaczego uciekłeś? Dlaczego mnie zostawiłeś na środku drogi?

− Ja, ja, ja… uciekłem, bo tak będzie dla nas lepiej.

− Lepiej? To tylko słowo. W jakim celu dosiadłeś się do mnie? Po jasną cholerę wyszedłeś za mną z plaży? Po jaką cholerę…, a zresztą gówno, a nie lepiej!

− Nie mów tak! Chcesz usłyszeć prawdę? Uprzedzam… ona boli, bardzo boli.

− Kogo? Ciebie czy mnie zaboli? Nie podobam ci się?

− Jak mam ci to wytłumaczyć? Chyba nie umiem.

− Przestać gadać jak pokręcony. Nie umiesz! To się naum! A może ci ułatwię? Zwykle chodzisz w sutannie? Czy może masz jakieś inne preferencje, których nie chcę nazywać po imieniu?

− Dosiadłem się do pięknej dziewczyny, która… miałem nadzieję… w jakiś sposób sprowadzi mnie na inną, może lepszą, drogę.

− Z tobą się nie da rozmawiać. Nie mam zamiaru nikogo sprowadzać ani przeprowadzać do innej rzeczywistości, w której będzie się czuł jak uwięziony. Każdy ma taki świat, jaki sobie stworzy, każdy jest tym, kim jest. Nie krytykuję nikogo za przekonania, za to, kim jest. To nie znaczy, że lubię złych, podłych ludzi. A ty na takiego nie wyglądasz.

− Twoje słowa dużo dla mnie znaczą. Może mi się uda i wyduszę to z siebie.

− Nie musisz już nic mówić. Wszystko wiem, ale możemy zostać przyjaciółmi.

− Zawsze. Nie przeszkadza ci to, kim jestem?

− Nie. Dla mnie najważniejsze jest to, że nie jesteś plastikowy…

Przystojniak

Od lat wszyscy widzieli, że Kasi bardzo podoba się wuefista. Muskularny, przystojny facet tak naprawdę podobał się wszystkim koleżankom z pracy, ale jakoś tak nigdy nie było żadnej z nich „po drodze”, żeby umówić się z Adamem nawet na kawę. Zawsze dawał wymijające odpowiedzi, wciąż był zajęty. Dziewczyny niejednokrotnie rozmawiały między sobą na jego temat, jednak pogawędki kończyły się z reguły na cichym jęku:

– Taki facet i na żadną nawet nie spojrzy! My możemy nie mieć czasu, ciągle dajemy korepetycje tym nieudacznikom, którzy nie mają ochoty ani czasu na naukę, a zawsze znajdują go na jakieś komentarze na portalu społecznościowym dopowiadały.

− Przecież mogłabym nawet dostosować godziny, a nawet dni na lekcje z uczniami − szepnęła Magda − do jego wolnego czasu. Żeby tylko chciał… gdziekolwiek pójść ze mną. 

− Myślisz, że ja inaczej? Zadzwoniłabym do rodziców, że muszę zmienić dni zajęć z ich dziećmi – dodała Ania. − Dla niego mogłabym wiele zmienić.

Tak rozmawiały godzinami, każdą przerwę poświęcały Adamowi, a on jakby nie zauważał, że one są nim zainteresowane. Jedyną osobą, do której czasem coś powiedział, była Kasia. Nie była piękna, ale po chwili rozmowy już nikt tego nie zauważał. Sympatyczna, koleżeńska, zawsze służyła pomocą. Chyba nigdy nikomu nie odmówiła żadnej przysługi. Często koleżanki ją nawet wykorzystywały, ale zawsze tak jest w takich sytuacjach – jak ktoś zobaczy w kimś dobro, to bez granic korzysta z jego „serca”. Dzięki niej dziewczyny nie miały nigdy problemów z wcześniejszym wyjściem – Kasia zawsze brała za nie zastępstwo. Mówiła:

− Nie mam rodziny i nigdzie się nie spieszę.

Wychowała się w domu dziecka. Może dlatego, że doznała od życia tyle krzywdy, postanowiła dawać ludziom dobro. Może Adam też zauważył, że dziewczyna ma w sobie tyle empatii, i postanowił to wykorzystać.

Długo w szkole nikt nie podejrzewał, że − niedostępny, a upragniony przez damską część grona pedagogicznego i uczennice ze starszych klas − jest homoseksualistą. Aż pewnego dnia na ścianie budynku ktoś napisał: „Adam jest gejem, a my się z niego śmiejem!!!”.

Wszystkich bardzo bawił ten napis, ale nikt oprócz wuefisty nie brał go do siebie.

Adam przypomniał sobie, jak kiedyś, podczas spowiedzi, wyznał księdzu swój sekret. Zawsze tak jest, że jak coś nas gnębi, męczy, to mamy ochotę zwierzyć się komuś. Jakby oczyścić się z tego, co – w pewnym sensie − nie daje nam spokoju. Tak zrobił – wyżalił się księdzu, który w tej samej szkole był katechetą, a ten – najwidoczniej – nie dotrzymał tajemnicy i powiedział komuś z grona pedagogicznego. Ruszyła lawina spojrzeń, szeptów, dziwnych rozmów w pokoju nauczycielskim. Nagle wszyscy byli znawcami psychiki ludzkiej. Jakby całe ciało pedagogiczne było seksuologami. Dyskusje były tak „profesjonalne”, że Adam nie był w stanie zabierać głosu, czym przypieczętowywał swój homoseksualizm.

Koleżanki nie miały już ochoty na przystojniaka, tylko Kasia nie opuściła kolegi. Rozmawiali ze sobą jak dawniej, a może nawet dużo częściej. Wychodzili razem z pracy. Po miesiącu już − jak to w szkole nazwano − spotykali się regularnie. To uspokoiło plotki i dziwne spojrzenia. Adam uznał, że tylko małżeństwo pozwoli mu przetrwać w małym miasteczku, w którym ksiądz i nauczyciel stoją na piedestale.

Już po dwóch miesiącach od kiedy zaczął spotykać się z Kasią, zaproponował jej małżeństwo. Dla wszystkich stało się jasne, że parę tygodni później dziewczyna będzie żoną i na pewno matką. Koleżanki uznały, że skoro ślub jest w tak szybkim czasie, to coś znaczy: on nie jest gejem, ona jest w ciąży. Zaczęły się nawet spekulacje – będzie chłopiec czy dziewczynka?

– Oby dziecko było podobne do niego − komentowały.

− Dobrze, że nie uwierzyła w plotki, a my głupie dałyśmy się nabrać i sprzątnęła go nam sprzed nosa. Chyba już nigdy nie będę słuchać plotek – dopowiedziała Magda.

− Plotka może zabić człowieka – żachnęła się Ania. − A we mnie zabiła pożądanie do tego faceta. Jestem idiotką. Jak mogłam wierzyć w takie bzdury?!

Od dnia ślubu Kasia z Adamem zawsze przychodzili do pracy i wychodzili z niej razem. Wydawali się bardzo zgodnym i rozumiejącym się małżeństwem. Nikt nie wiedział o tym, że Kasia coraz częściej zastanawiała się, czy wcześniejsze pogłoski nie były prawdą. Adam nie miał ochoty nawet na przytulenie żony. Jej bardzo brakowało bliskości, w dzieciństwie była odrzucona przez rodziców, a teraz przez człowieka, którego od dawna kocha, a w dodatku jest jej mężem. Kiedy wszystko przemyślała, zapytała go wprost:

− Adamie, czy ty jesteś gejem? Czy ja cię nie podniecam? Czy ze mną jest coś nie tak? Mam w sobie coś zmienić, mam być inna? Może nie powinnam pokazywać, że tak bardzo cię kocham?

Po dłuższym milczeniu spojrzał na żonę i odpowiedział:

− Nie zmieniaj w sobie nic. Jesteś cudowną osobą. To ja powinienem w sobie zmienić chyba wszystko. To nie jest moja wina, że bardziej pociągają mnie mężczyźni, to nie jest moja wina, że na swój sposób cię kocham, lubię z tobą rozmawiać, śmiać się, płakać, lubię z tobą żyć i być. Ale wybacz, nie mogę się zmuszać do seksu z tobą. Ani ty, ani ja nie powinniśmy się okłamywać. Nie chcę się z tobą rozstawać, ale pozwól, proszę, że nie będziemy ze sobą sypiać. Wiesz, kiedy dotykam męskiego ciała, poruszają się we mnie wszystkie zmysły, a kiedy dotykam kobiety…

− Milcz! Skończ już ten wywód… Mogłeś to powiedzieć przed ślubem. A ty zrobiłeś ze mnie parawan. Milcz! Skończ ten żałosny spektakl pochwał…

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.