POD TURBANEM SIKHA

Marian Marzynski

 

Wpań­stwo­wej odchu­dzalni w Cet­nie­wie, gdzie w win­dzie zabra­nia się „wci­skać byle jakiego guzika”, ska­kać, prze­wo­zić psa bez kagańca i “doko­ny­wać napraw w tak zwa­nym wła­snym zakre­sie”, w tej twier­dzy PO, dokąd pisow­ski namiest­nik jesz­cze nie dotarł, jest nad­bał­tycka jadal­nia i w niej stół z napi­sem „Rese­rved. 1,000 Kalo­rii”, obsia­dły przez takich, co poza kon­trolą wła­snego ciała wszystko już osią­gnęli, a wśród nich sie­dzę ja i mój brzuch, który mimo dwu­na­stu już tu poby­tów ciężko odpusz­cza.

Poza odchu­dza­niem, piszę tu mój pierw­szy sce­na­riusz fabu­larny „Zły wygląd”, oparty na pamięt­niku 18-let­niej Żydówki, która po ucieczce z getta ukry­wała się „po aryj­skiej stro­nie”. W doku­men­tach fil­muje się to co jest, tutaj świat fizyczny lat czter­dzie­stych trzeba odtwo­rzyć: co mówił wtedy ksiądz na kaza­niu, jak wyglą­dał gabi­net den­ty­styczny z nożną maszyną do boro­wa­nia, co wyda­wali na nie­miec­kie kartki żyw­no­ściowe po stro­nie aryj­skiej, a co można było kupić w radzie star­szych getta, jakie mun­dury nosili eses­mani, jakie żan­darmi, a jakie gestapo, jak się strzy­gło kró­liki ango­rowe i na jakim koło­wrotku przę­dło się ich wełnę, co się jadło na wojen­nych wigi­liach, gdzie są wagony kole­jowe z tych lat, parowe loko­mo­tywy i sta­cje kole­jowe nie­zmo­der­ni­zo­wane przez PRL, w jakich trum­nach cho­wano umie­ra­ją­cych w get­cie i jak w Tam­tych cza­sach, przed ucieczką z getta, utle­niało się kru­czo-czarne, żydow­skie war­ko­cze.

W fabule do tego wszyst­kiego zatrud­nia się kon­sul­tan­tów, ale zanim do tego doj­dzie wybra­łem się do Wła­dy­sła­wowa na strzy­że­nie do fry­zjerki dam­sko-męskiej pod sie­dem­dzie­siątkę i tak ją zapy­ta­łem:

— Jak długo jesz­cze będzie Pani zaj­mo­wała się fry­zjer­stwem?

— Nie wyobra­żam sobie życia bez grze­bie­nia w ręku — odpo­wie­działa.

Roz­mowa zeszła na utle­nia­nie wło­sów w roku 1941. Dowie­dzia­łem się, że dzi­siej­sza woda utle­niona ma stę­że­nie 14 pro­cent plus łagodne dodatki che­miczne, któ­rych wtedy nie było — i dla­tego parzyło, gdy ktoś chciał roz­ja­śnić się nagle i we wła­snym zakre­sie. Dzi­siaj zamiana czar­nych wło­sów na białe trwa kilka dni: naj­pierw jest się rudą, potem sza­tynką, a na końcu blon­dynką….

Przy­jem­nie jest roz­ma­wiać z kimś, kto wszystko wie i kogo niczym nie można zasko­czyć.  Spró­bo­wa­łem jed­nak odwza­jem­nić się fry­zjerce wia­do­mo­ścią od nie­dawno pozna­nego Sikha, któ­rego zapy­ta­łem: jak to się dzieje, że jego tur­ban jest taki szczu­pły,  mimo że zawarte są w nim wszyst­kie nie­ob­ci­nane od dzie­ciń­stwa włosy.

– Bo to jest tak — opo­wie­dział mi trzy­dzie­sto­letni Sikh — włosy, które nigdy nie były strzy­żone rosną tak długo, jak rośnie czło­wiek, na ogół prze­stają rosnąć przed 18 rokiem życia, spójrz na moja brodę, nie ma wię­cej niż pięć cen­ty­me­trów —  po czym roz­wi­nął tur­ban i uka­zał mi włosy dłu­go­ści war­ko­czy mojej boha­terki fil­mo­wej.

— A wie pan? Tego nie sły­sza­łam — zare­ago­wała fry­zjerka, doda­jąc: na naukę nigdy nie jest za późno.

Dobry film jest łatwo zro­bić, powie­dział pewien wete­ran-fil­mo­wiec : pokaż mi to czego nigdy nie widzia­łem i powiedz mi to, czego nigdy nie sły­sza­łem.

Wszystkie wpisy Mariana

KLIKNIJ TUTAJ

Artykul ukazal sie na portalu Studio Opinii

Marian Marzyński: Pod turbanem Sikha

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: