letnisko w domu smiercie

Letnisko w domu śmierci

Gdy następnego dnia przyjechali przed południem czterej żandarmi z Jarosławia, wynajęty przez strażaków Wincenty Miara kończył już kopać dół za domem Lejby. Żandarmi witali się ze strażakami, w powietrzu unosił się zapach świeżo pieczonego chleba i kiełbasy, przygotowanych dla gości – zapamiętał 10-letni wówczas Jan Zamorski. Powitalne śniadanie nie trwało dłużej niż pół godziny. Potem najedzeni żandarmi i strażacy wzięli się do pracy. Jedni wyszli przed dom, stanęli koło studni i przeładowali broń, drudzy weszli do domu, wyłapywali ofiary i dostarczali pod lufę.

O zagładzie w domu Trinczerów mogli opowiedzieć tylko ci, którzy uniknęli śmierci z rąk sąsiadów. Ale było ich niewielu i wszyscy oni, nim skończyła się wojna, zostali wytropieni przez strażaków i zabici.

Jesienią 1942 r. wpadł Nuchym Lejzor. Do komendantury Wehrmachtu mieszczącej się w gniewczyńskiej szkole dostarczył go jeden ze strażaków. Nuchym został kilka dni potem zastrzelony za wsią przez Niemca. Podobny los spotkał w czerwcu 1943 r. Fajbę i jego synka Abramka, ukrywających się przez wiele miesięcy na obrzeżach wsi.

Najdłużej poszukiwany był Lejba (którego Markiel nazywa Lejbą Drugim, bo nie może przypomnieć sobie jego nazwiska), jedyny z czteroosobowej rodziny, który w maju 1942 r. wyrwał się z wielkiego macania. Lejbę strażacy wytropili w marcu 1944 r. Zastrzelili go nad rzeką. Skąd mieli broń? Byli przecież też partyzantami. Nie wiadomo jedynie, czy skórzane buty kazali mu zdjąć jeszcze przed śmiercią, czy ściągali je z trupa.

„Pozostało po zamordowanych rodzinach osiem żydowskich domów – napisał we wspomnieniach Markiel – teraz już zasiedlonych przez sąsiadów. Długo po tym opukiwano ściany i zrywano podłogi w poszukiwaniu ukrytych pieniędzy tych nędzarzy. Rozpruwano ciepłe jeszcze pierzyny, poduszki i kołnierze ubrań w poszukiwaniu złotych pierścionków i łańcuszków”.

Jeden tylko dom w Gniewczynie stał pusty – dom Trinczerów. – Nikt z miejscowych tego domu śmierci nie chciał wziąć – mówi Markiel.

Jan Zamorski, który po wojnie wyjechał ze wsi, przy każdej wizycie próbował wracać do sprawy: – Milczeli albo zmieniali temat. Nikomu nie zależało, by to wyjaśnić, bo zbyt wiele rodzin było w to zamieszanych.

Tadeusz Markiel też wyjechał. Najpierw na studia do Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, potem do pracy w Stalowej Woli. – Nie znałem tam nikogo na tyle zaufanego, by rozmawiać o tym, co widziałem, a Gniewczyna wciąż powtarzała: tego nie było – wspomina.

Pierwszy o zagładzie Żydów w Gniewczynie wspomniał po wojnie rolnik Jan Ryfa. Starał się o przejęcie gospodarstwa Adlerów, więc zeznał w sądzie, że cała ich rodzina została w czasie wojny zamordowana przez Józefa Laska. Laska skazano za kolaborację z Niemcami. Bronił się, że wszystko robił na rozkaz gestapo, bo chciał żyć.

Calosc KLIKNIJ TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: