Muzyka zydowska cz 4 ( Lublin )

Czy w Lublinie muzykowano tylko po karczmach i weselach?

Oczywiście, że nie. Równolegle rozwijała się tradycja śpiewu liturgicznego. Akta grodzkie miasta Lublina często wzmiankują kantorów synagogalnych. Z 12 marca 1627 roku pochodzi wpis, notujący na tym stanowisku Mokszo Lewkowicza15. W XVII wieku kantorem był również Pesach Cwi ha-Chochen Szac, znany jako Hirsz Chazan z Lublina – autor hebrajsko-jidyszowej pieśni Cemach li-Cwi (hebr. Rośliny Cwiego/Jelenia)16. Kantorami w Lublinie byli ponadto: Chaim z Podzamcza (1637), Ezechiel Michel Safowicz(1681) i Niesanel z ulicy Żydowskiej (1681)17. Z naszego miasta pochodził także chazan Michael ben Natan, który na początku XVIII wieku przeniósł się do Amsterdamu i zrewolucjonizował tamtejsze obyczaje synagogalne. Wprowadził do amsterdamskiej synagogi funkcję kantora i zapoczątkował zwyczaj śpiewu chóralnego18. Co ciekawe, takie połączenie chóru i kantora określano mianem polskiego stylu, który wkrótce potem wyparł zachodnioeuropejskie formy muzyki synagogalnej, upodobnione do nabożeństw chrześcijańskich19. W Lublinie, w 1880 roku, urodził się także inny utalentowany kantor – Izrael Dawid Gotlib. Był artystą, który udzielał się muzycznie w Nowym Targu i Budapeszcie (również w innych węgierskich miastach), a następnie wyemigrował do Ameryki. Na przestrzeni XIX i XX wieku kantorami byli: Chaim Cymerman, Abraham Gertler, Chaim Izrael Gottlieb, Nechemia Gottlieb, Bejrisz (Chelemer) Greber, Hersz Górnicki, Zelig Gabriel Lubliner, Mojżesz Majzels, Szlama Rawec, Abraham Spiro czy Mosze Glatsztejn, wuj słynnego poety Jakuba Glatsztejna i ojciec utalentowanych dyrygentów – Jakuba i Józefa Szlamy. Występów kantorów w lubelskich synagogach nie brakowało także w okresie międzywojennym. Co więcej, Lublin odwiedzali wówczas słynni i cenieni śpiewacy synagogalni, jak na przykład chazan Szwarcenberg, który w 1929 roku wystąpił w synagodze Maharama.

 

Wspólną cechą kantorów […] była znakomita muzykalność, piękny, silny głos, mógł to być tenor liryczny lub bohaterski, baryton, a nawet bas, duże uduchowienie i emocjonalność interpretacji, a także zdolność improwizacji, stojącej na pograniczu oryginalnej kompozycji.

Marian Fuks, Księga sławnych muzyków pochodzenia żydowskiego, Poznań–Warszawa 2003, s. 26.

 

Reklama występu kantora Szwarcenberga, Lubliner Tugblat, R. 10, 1927, nr 150 (ze zbiorów Biblioteki Narodowej, www.polona.pl); treść: Światowej sławy nadkantor M. Szwarcenberg, dotychczasowy warszawski, a teraz rowieński chazan w nadchodzącą sobotę wystąpi w synagodze Maharama wraz z chórem. Bilety wstępu na piątkowy wieczór i na szabes w cenie 50 groszy. Porządku będzie pilnowała ściśle policja! Dochód przeznaczony na rzecz organizacji Hachnassat Kallah [הכנסת כלה organizacja wspomagająca ubogich, którzy chcą się pobrać – przyp.]. Bilety do kupienia w: Hachnassat Kallah przy Rynku 8, u reb Dawida Kelera przy Krakowskiej [Krakowskim Przedmieściu – przyp.], Icchoka Wejsfisza w sklepie galanteryjnym przy Nowej 19, Jankiela Frajzingera przy Cyruliczej 4, Gedalii Zuchermana przy Cyruliczej 5, Szmula Rina przy Lubartowskiej 11 i u Lejba Getrajchmana przy Szerokiej 6, tłum. Piotr Nazaruk

 

Nigun Widzącego

Ulubioną pieśnią Widzącego z Lublina był nigun Lael aszer szawat, który cadyk nucił w każdy piątkowy wieczór. Jak głosi legenda, pewnego razu Widzący wpadł w ekstazę religijną i odbył duchową podróż do nieba, podczas której usłyszał nową melodię owego hymnu.

 

W piątkowy wieczór przy uczcie Widzący z Lublina zawsze wpadał w ekstazę; następnie zaczynał śpiewać Lael aszer szabat. Jednego razu – opowiadają chasydzi – wpadł w głębokie zachwycenie. Czekają godzinę, dwie; zrobiła się północ, a cadyk wciąż siedzi przy stole, zamyślony, jakby całkiem z tego świata był wyjęty. Nikt z chasydzkiej braci nie odważył się oderwać Widzącego od przedwiecznych zaświatów, aż cadyk odzyskał przytomność i na nową melodię zanucił hymn Lael aszer szabat. Dla chasydów była to prawdziwa rozkosz. Po uczcie, gdy pobłogosławili, cadyk wyjawił, że usłyszał tę melodię w niebie. Wtedy ustanowiono zwyczaj, któremu hołdują następcy cadyka z Popczyc, żeby w piątek wieczorem ośpiewać Lael aszer szabat.

M. Unger, Di chasidisze welt, New York 1955, s. 152, tłum. A. Ciałowicz. 

 

 

Czy zachowały się jakieś lubelskie pieśni religijne?

Tak. W połowie XVII wieku w naszym mieście powstała slicha (l.m. slichot, hebr. przebaczenie; rodzaj modlitwy o przebaczenie), która odnosiła się do procesów o mord rytualny, jakie miały miejsce w Lublinie w 1636 roku. Modlitwę tę, nazywaną także pieśnią lubelską skomponował mieszkający w Lublinie Cwi Hirsz ben Mordechaj z Podhajec. Opowiada ona o męczeńskiej śmierci Nachmana (Lachmana) ben Jehoszui Jaakowa, który wraz z niejakim Beniaszem został oskarżony o zamordowanie chrześcijańskiego dziecka. Proces toczył się przed Trybunałem Koronnym od 27 do 30 maja 1636 roku. Poddawany torturom Beniasz przyznał się do winy, ale Nachman wszystkiemu zaprzeczył. Choć obydwu zwolniono od zarzutów, 1 sierpnia Nachman, najprawdopodobniej w wyniku odniesionych ran, zmarł. Lubelska slicha powstała najprawdopodobniej wiele lat po procesie, toteż nie nie jest dokładnym opisem tych wydarzeń. Opis w pieśni miesza się ze szczegółami z drugiego procesu o mord rytualny z 1636 roku. Oskarżono wówczas balwierza Marka (Mordechaja ben Meira) i jego wspólników o to, że ze względów rytualnych wytoczyli krew z nowicjusza karmelitańskiego20. Ofiary lubelskich procesów o mord rytualny były opiewane także w innych modlitwach żydowskich, które miały znajdować się w modlitewniku w synagodze w Pińczowie. Treść tych utworów znana jest jedynie fragmentarycznie z przedruków dokonanych na przełomie XIX i XX wieku21.

cdn

P0przednie czesci

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: