Uncategorized

Ritchie Boys: Tajna jednostka amerykańska wzmocniona przez urodzonych w Niemczech Żydów, którzy pomogli aliantom pokonać Hitlera

Przyslal J.Fleischer

Bo tak zwyczajnie, jak często używamy słowa „bohater”, czasami nie stosuje się żadnego mniej ważnego określenia. Dziś wieczorem przedstawimy wam członków tajnej amerykańskiej jednostki wywiadowczej, którzy walczyli podczas II wojny światowej. Co jest najbardziej niezwykłe w tej grupie: wielu z nich było urodzonymi w Niemczech Żydami, którzy uciekli ze swojej ojczyzny, przybyli do Ameryki, a następnie wstąpili do armii amerykańskiej. Ich misja: wykorzystać znajomość języka i kultury niemieckiej do powrotu do Europy i walki z nazizmem. Chłopcy Ritchie, jak byli znani, szkolili się w szpiegostwie i przesłuchaniach na pierwszej linii. I co niewiarygodne, odpowiadali za większość wywiadu bojowego zebranego na froncie zachodnim. Przez dziesięciolecia nie rozmawiali o swojej pracy. Na szczęście niektórzy z Ritchie Boys wciąż zyja, aby opowiedzieć swoje historie, takim jest Guy Stern, lat 99.

ritchieboysscreengrabs00.jpg
  Guy Stern

Jon Wertheim: Pracujesz 6 dni w tygodniu, codziennie rano pływasz, wykładasz, jakieś oznaki spowolnienia

Guy Stern: Cóż, myślę, że nie (śmiech), ale nie biegam tak szybko, nie pływam tak szybko, ale czuję się zadowolony ze swoich zadań.

Zaledwie dwa tygodnie przed ukończeniem 100 lat, Guy Stern ocieka witalnością. Nadal pracuje sześć dni w tygodniu. A jeśli wstaniesz wystarczająco wcześnie, możesz przyłapać go na treningu w lokalnym parku na przedmieściach Detroit.

Ale zapytaj go o jego najbardziej kształtujące doświadczenie – a on nie waha się. Była to jego służba w wojsku podczas II wojny światowej.  

Jon Wertheim: Jak to było dla ciebie, opuszczając nazistowskie Niemcy, uciekając jako Żyd, a następnym razem, gdy wrócisz do Europy, to walka z tymi facetami? Co to było?

Guy Stern: Byłem żołnierzem wykonującym swoją pracę i to wykluczało jakiekolwiek obawy, że wracam do kraju, do którego kiedyś byłem bardzo przywiązany.

Guy Stern: Miałem do stoczenia wojnę i udało mi się.

ritchieboysscreengrabs01.jpg
Stern 80 lat temu

To jest Guy Stern 80 lat temu. Jest jednym z ostatnich ocalałych Ritchie Boys – grupy młodych mężczyzn – wielu z nich to niemieccy Żydzi – którzy odegrali ogromną rolę w pomocy aliantom w wygraniu II wojny światowej. Swoją nazwę wzięli od miejsca, w którym szkolili się – Camp Ritchie, Maryland – tajnego amerykańskiego centrum wywiadu wojskowego w czasie wojny. 

Począwszy od 1942 r. ponad 11 000 żołnierzy przeszło rygorystyczne szkolenie w pierwszej w armii scentralizowanej szkole wywiadu i wojny psychologicznej.  

David Frey: Celem placówki było szkolenie przesłuchujących. To była największa słabość, jaką Armia miala, a mianowicie wywiad z pola bitwy i przesłuchania w większości jeńcami wojennymi, w celu uzyskania od nich informacji.

David Frey jest profesorem historii i dyrektorem Centrum Badań nad Holokaustem i Ludobójstwem w Akademii Wojskowej USA w West Point. 

Jon Wertheim: Jak skuteczni byli w gromadzeniu informacji wywiadowczych?

David Frey: Byli niesamowicie skuteczni. Ponad sześćdziesiąt procent danych wywiadowczych zebranych na polu bitwy zostało zebranych przez Ritchie Boys.

David Frey: Tak.

David Frey: Wnieśli ogromny wkład w zasadniczo każdą bitwę, którą stoczyli Amerykanie – w całe zestawy bitew na froncie zachodnim.

Rekrutów wybierano na podstawie ich znajomości języka i kultury europejskiej, a także wysokiego IQ. W zasadzie byli intelektualistami. Najliczniejszą grupę absolwentów stanowiło 2000 urodzonych w Niemczech Żydów. 

David Frey: Jeśli weźmiemy Camp Ritchiego w mikrokosmos, to był to niemal ideał amerykańskiego tygla. Miałeś ludzi z całego świata, którzy jednoczyli się w konkretnej sprawie.

Jon Wertheim: Wszystko w służbie wygrania wojny?

David Frey: Wszyscy w służbie wygrania wojny. I nic nie tworzy jedności lepiej niż posiadanie wspólnego wroga. To jest Guy Stern 80 lat temu. Jest jednym z ostatnich ocalałych Ritchie Boys – grupy młodych mężczyzn – wielu z nich to niemieccy Żydzi – którzy odegrali ogromną rolę w pomocy aliantom w wygraniu II wojny światowej. Swoją nazwę wzięli od miejsca, w którym szkolili się – Camp Ritchie, Maryland – tajnego amerykańskiego centrum wywiadu wojskowego w czasie wojny. 

Od 1942 r. ponad 11 000 żołnierzy przeszło rygorystyczne szkolenie w pierwszej w armii scentralizowanej szkole wywiadu i wojny psychologicznej.  

David Frey: Celem placówki było szkolenie przesłuchujących. To była największa słabość, jaką armia rozpoznała, a mianowicie wywiad pola bitwy i przesłuchania potrzebne do rozmowy z czasami cywilami, w większości jeńcami wojennymi, w celu uzyskania od nich informacji.

David Frey jest profesorem historii i dyrektorem Centrum Studiów nad Holokaustem w Akademii Wojskowej USA w West Point. 

David Frey: Wnieśli ogromny wkład w zasadniczo każdą bitwę, którą stoczyli Amerykanie – w całe zestawy bitew na froncie zachodnim.

Rekrutów wybierano na podstawie ich znajomości języka i kultury europejskiej, a także wysokiego IQ. W zasadzie byli intelektualistami. Najliczniejszą grupę absolwentów stanowiło 2000 urodzonych w Niemczech Żydów.

David Frey: Jeśli weźmiemy Camp Ritchiego w mikrokosmos, to był to niemal ideał amerykańskiego tygla. Miałeś ludzi z całego świata, którzy jednoczyli się w konkretnej sprawie.

Jon Wertheim: Wszystko w służbie wygrania wojny?

David Frey: Wszyscy w służbie wygrania wojny. A nic nie tworzy jedności lepiej niż posiadanie wspólnego wroga. 

ritchieboysscreengrabs05.jpg
  David Frey

David Frey: Miałeś całą masę imigrantów, którzy naprawdę chcieli wrócić do walki.

Imigranci tacy jak Guy Stern. Dorastał w zżytej rodzinie w Hildesheim w Niemczech. Kiedy Hitler objął władzę w 1933 roku, Stern mówi, że klimat stawał się coraz bardziej nieprzyjazny.

Guy Stern: Moi koledzy – to była wyłącznie męska szkoła – odeszli od ciebie.

Jon Wertheim: Ponieważ byłeś Żydem, zostałeś poddany ostracyzmowi?

Guy Stern: Zgadza się.

Guy Stern: Pewnego dnia poszedłem do ojca i powiedziałem: „zajęcia stają się salą tortur”  

Do 1937 r. nasilała się przemoc wobec Żydów. Wyczuwając niebezpieczeństwo, ojciec Sterna próbował wydostać rodzinę. Ale Sternowie mogli wysłać tylko jednego z nich do USA. Wybrali swojego najstarszego syna.  

Jon Wertheim: Czy pamiętasz pożegnanie z rodziną?

Facet Stern: Tak.

Jon Wertheim: Co z tego pamiętasz?

Guy Stern: Chusteczki do nosa, w tym momencie nie wiedziałem, że już nigdy nie zobaczę mojego rodzeństwa, rodziców, babci i tak dalej i tak dalej.

Guy Stern przybył do USA sam w wieku 15 lat, osiedlając się z wujem w St. Louis. Kiedy Japończycy zbombardowali Pearl Harbor w 1941 roku, Stern, wówczas student college’u, ścigał się, by się zaciągnąć.

Guy Stern: Natychmiast zareagowałem na to i to była moja wojna z wielu powodów. Oczywiście osobiście, ale też tego kraju – naprawdę dobrze mnie potraktowano.

W Nowym Jorku Paul Fairbrook miał podobny impuls. W wieku 98 lat Fairbrook jest byłym dziekanem Kulinarnego Instytutu Ameryki. Jego żydowska rodzina opuściła Niemcy w 1933 roku, kiedy miał 10 lat.  

ritchieboysscreengrabs02.jpg
  Paul Fairbrook

Jon Wertheim: Dlaczego początkowo chciałeś się zaciągnąć?

Paul Fairbrook: Słuchaj, jestem niemieckim Żydem. I nie ma nic, czego bardziej pragnęłam, żeby zemścić się na Hitlerze, który zabił moich wujków, ciotki i kuzynów, i nie miałem żadnych wątpliwości, ani żadnego ze wszystkich mężczyzn w Camp Ritchie. Tak wielu z nich było Żydami. Wszyscy nadawaliśmy na tych samych falach. Byliśmy zachwyceni, że mogliśmy zrobić coś dla Stanów Zjednoczonych.

W tamtym czasie jednak wojsko nie przyjmowało ochotników, którzy nie urodzili się w USA. Jednak w ciągu kilku miesięcy rząd zdał sobie sprawę, że ci tak zwani wrodzy kosmici mogą być cennym zasobem w wojnie.  

Jon Wertheim: Dlaczego Ritchie Boys odnieśli taki sukces?

Paul Fairbrook: Cóż, ponieważ była to niezwykła część armii Stanów Zjednoczonych.

Paul Fairbrook: Możesz nauczyć się strzelać z karabinu w sześć miesięcy, ale nie nauczysz się biegle niemieckiego w sześć miesięcy. I to był klucz do sukcesu

Jon Wertheim: Czy była to twoja znajomość języka, czy znajomość psychologii i kultury niemieckiej?

Paul Fairbrook: Och, to bardzo dobre pytanie. To jest klucz do bycia dobrym przesłuchującym. Naprawdę znasz strasznie wiele subtelności, kiedy rozmawiasz z innym Niemcem, a my byliśmy w stanie znaleźć w ich odpowiedziach rzeczy, które pozwoliły nam zadać więcej pytań. Naprawdę musisz zrozumieć, że urodzenie się w Niemczech pomaga – aby wykonywać dobrą pracę.

Obaj uchodźcy, tacy jak Fairbrook i Stern, a także wielu urodzonych w Ameryce rekrutów z wymaganymi umiejętnościami językowymi – zostali wcieleni do armii i wysłani do Camp Ritchie.

Jon Wertheim: Jak dowiedziałeś się, że wybierasz się do Camp Ritchie?

Guy Stern: Wezwano mnie do biura firmy i powiedziałem, że wyjeżdżasz. i powiedziałem „czy mogę wiedzieć, dokąd idę?” i powiedział „nie, tajemnica wojskowa”.

on Wertheim: Przyrzekli ci dochować tajemnicy?

Stern: Tak.

Początkowo ośrodek, Camp Ritchie był osobliwie idyllicznym miejscem, w którym przygotowywano się na surowość i brutalność wojny. Położony w Blue Ridge Mountains w stanie Maryland – z dala od wścibskich oczu i wścibskich szpiegów – ale wystarczająco blisko decydentów w Pentagonie.  

Jon Wertheim: Daj nam wyobrażenie o rodzajach kursów, na których brali udział.

David Frey: Cóż, najważniejszą częścią szkolenia było to, że nauczyli się przesłuchiwać, w szczególności jeńców wojennych.

David Frey: Techniki, w których chcesz, aby ludzie z tobą rozmawiali. Chcesz ich przekonać, że jesteś godny zaufania. Chcesz dać im poczucie, że wiesz kim są, oni wiedzą kim jesteś. Już dużo o nich wiesz. Więc wszelkie informacje, które ci przekazują, są informacjami, które prawdopodobnie już znasz.

David Frey: Ale zrobili też analizę terenu, zrobili też analizę zdjęć i analizę rozpoznania lotniczego. Odbyli szkolenie kontrwywiadowcze.

Jon Wertheim: To był naprawdę szeroki zakres działań wywiadowczych.

David Frey: To był bardzo szeroki zakres i zrobili to wszystko w ciągu ośmiu tygodni.

Jon Wertheim: To, co opisujesz, brzmi prawie tak, jakby byli to prekursorzy agentów CIA.

David Frey: W rzeczywistości byli. Część z nich została wyszkolona na szpiegów, a część z nich poszła do kariery szpiegów

Victor Brombert: Moi rodzice byli pacyfistami, więc pomysł mojego pójścia na wojnę był dla nich zgubny, jednak zdali sobie sprawę, że to była konieczna wojna, szczególnie dla nas.

ritchieboysscreengrabs06.jpg
  Wiktor Brombert

Victor Brombert, mający teraz 98 lat, jest byłym profesorem języków i literatury romantycznej w Yale, a następnie w Princeton. Urodził się w Berlinie w rosyjskiej rodzinie żydowskiej. Kiedy Hitler doszedł do władzy, Brombertowie uciekli do Francji, a następnie do Stanów Zjednoczonych. Chętny do walki z nazistami, on również wstąpił do armii. Gdy rekruterzy dowiedzieli się, że zna cztery języki, wysłali go do Camp Ritchie, gdzie wyczerpujące nauczanie w klasie było połączone z wyczerpującymi ćwiczeniami w terenie. 

Victor Brombert: Były długie i wymagające ćwiczenia oraz trening walki wręcz. „Jak zabić wartownika od tyłu.” Pomyślałem: „Nigdy tego nie zrobię”, ale pokazano mi, jak to zrobić.

Jon Wertheim: A więc trening walki fizycznej i inteligencja?

Victor Brombert: Tak, dobrze kijem. W pewnym sensie wymachujesz nim wokół szyi od tyłu, a następnie pociągniesz.  

Wśród niezwykłych widoków w Ritchie: zespół żołnierzy amerykańskich ubranych w niemieckie mundury. Chłopcy Ritchie szkolili się do wojny przeciwko fałszywym Niemcom z fałszywymi niemieckimi czołgami wykonanymi z drewna. Inny niezwykły widok: górujący nad rekrutami Frank Leavitt, weteran I wojny światowej i ówczesny gwiazdor wrestlingu, był jednym z instruktorów.  

Szkolenie zostało zaprojektowane tak, aby było jak najbardziej realistyczne. Ritchie Boys ćwiczyli walki uliczne w replikach niemieckich wiosek naturalnej wielkości i przesłuchiwali udawanych cywilów w pełnowymiarowych niemieckich domach. Niektórzy więźniowie byli prawdziwymi jeńcami niemieckimi przywiezionymi do obozu Ritchie, aby Ritchie Boys mogli ćwiczyć swoje techniki przesłuchań. 

Jon Wertheim: Rozumiem – miałeś sparingpartnerów. Grałeś.

Victor Brombert: Trzeba było grać, gdy niektórzy ludzie byli więźniami, a niektórzy z nich byli prawdziwymi więźniami.

Do wiosny 1944 r. Ritchie Boys byli gotowi do powrotu do Europy Zachodniej – tym razem jako naturalizowani Amerykanie w amerykańskich mundurach.  

Mimo to, gdyby zostali schwytani, wiedzieli, co zrobią im naziści.  

Niektórzy z nich prosili o nowe nieśmiertelniki – nie bez powodu.

Jon Wertheim: Ten nieśmiertelnik mówi po hebrajsku. Czy twój nieśmiertelnik identyfikował cię jako Żydówkę?

Guy Stern: Wolałem go nie mieć. Poprosiłem ich, aby to zostawili

Jon Wertheim: Nie chciałeś być identyfikowany jako Żyd wracający do Europy Zachodniej.

Guy Stern: Nie, bo o tym wiedziałem – kontakt z Niemcami może nie być zbyt miły.

6 czerwca 1944 r. D-Day – alianci rozpoczęli jedną z najbardziej rozległych operacji wojskowych w historii. Potężny atak ponad 160 000 ludzi, 13 000 samolotów i 5000 okrętów. l

Guy Stern: Byliśmy na łodzi PT, startującej z Southampton. I wszyscy się baliśmy. Poinformowano nas, że Niemcy nie przyjmą nas zbytnio. Jako Żyd wiedziałem, że mogę nie być traktowany dokładnie według reguł genewskich.  

Podzieleni na 6-osobowe zespoły, Ritchie Boys zostali przydzieleni do różnych jednostek armii. Ich praca: dostarczanie informacji wywiadowczych na polu bitwy. Gdy wylądowali na plażach Normandii, czekały na nich oddziały Wehrmachtu – dobrze uzbrojone i dobrze przygotowane.  

Victor Brombert był z pierwszą amerykańską dywizją pancerną, która wylądowała na plaży Omaha. Nadal prześladuje go to, czego doświadczył tego dnia.

Victor Brombert: Widziałem ogromne szczątki. Ranni ludzie. Martwi ludzie.

Victor Brombert: Pamiętam, jak pierwszej nocy byłem na klifie nad plażą Omaha. I zostaliśmy ostrzelani i powiedziałem sobie: „teraz to koniec”, bo mogłem – czułem kule karabinu maszynowego

Jon Wertheim: Czy to wtedy, gdy po raz pierwszy zdajesz sobie sprawę – jestem – jestem tutaj na wojnie?

Victor Brombert: Tak, zdałem sobie sprawę, że się boję. Nigdy nie obliczyłem, że istnieje coś takiego jak przerażenie, strach. Doświadczyłem więc wewnętrznie strachu.

ritchiescreengrabs2.jpg
Członkowie Ritchie Boys

Na liniach frontu, począwszy od Normandii, Ritchie Boys walczyli w każdej większej bitwie w Europie, zbierając dane wywiadu taktycznego, przesłuchując więźniów i cywilów, a wszystko to w celu wygrania wojny. 

W 1944 r. Ritchie Boys udali się do Europy, aby wziąć udział w wojnie, która była dla nich bardzo osobista. Byli członkami tajnej grupy, której opanowanie języka i kultury niemieckiej pomogło im w dostarczaniu informacji wywiadowczych na polu bitwy, które okazały się kluczowe dla zwycięstwa aliantów. Ritchie Boys wylądowali na plażach Normandii w D-Day i pomogli wyzwolić Paryż. Wkroczyli do Niemiec z armiami alianckimi i byli świadkami okropności nazistowskich obozów koncentracyjnych. Przez cały czas szukali dowodów i przesłuchiwali nazistowskich zbrodniarzy, później sądzonych w Norymberdze. Również w Europie niektórzy z nich, jak Guy Stern, dowiedzieli się, co stało się z pozostawionymi przez nich rodzinami.

Latem 1944 r. wojska niemieckie w Normandii były liczniejsze i obezwładnione. Alianci wyzwolili Paryż w sierpniu i wypędzili wojska nazistowskie z Francji. Ale Hitler był zdecydowany kontynuować wojnę. W belgijskim regionie Ardenów Niemcy przeprowadzili zmasowaną kontrofensywę, która stała się znana jako Bitwa o Ardeny.

Jon Wertheim: Widzę namiot w tle tego zdjęcia tuż przed tobą.

Guy Stern: Tak, to mój namiot przesłuchań.

Jon Wertheim: A więc to ty w pracy. Jesteś w Belgii?

Guy Stern: Tak, przeprowadzam przesłuchanie. 

W chaosie wojny Guy Stern i pozostali Ritchie Boys mieli zadanie do wykonania. Umieszczeni w każdej jednostce armii, przesłuchiwali dziesiątki tysięcy schwytanych żołnierzy nazistowskich, a także cywilów – wydobywając kluczowe informacje strategiczne na temat siły wroga, ruchów wojsk i pozycji obronnych. Następnie wpisywali swoje codzienne raporty w terenie, aby przekazać je w hierarchii dowodzenia.

Victor Brombert: Nasze przesłuchania – dotyczyły pilnych problemów taktycznych. I dlatego cywile mogą być przydatni, a żołnierze mogą być przydatni, „gdzie jest pole minowe?” bardzo ważne, bo ratujesz życie, jeśli wiesz, gdzie jest mina – „gdzie jest gniazdo karabinu maszynowego?” „Ile masz tam karabinów maszynowych?” „Gdzie są twoje jednostki rezerwowe?” a jeśli nie dostaniesz go od jednego więźnia, możesz go dostać od drugiego.  

98-letni Victor Brombert mówi, że polegali na treningu Camp Ritchie, aby zachęcić ludzi do otwarcia się.

Victor Brombert: Improwizowaliśmy w zależności od sytuacji. Według rodzaju jednostki, według rodzaju osoby, którą przesłuchiwaliśmy. Ale z pewnością to, co nie zadziałało, to przemoc lub groźba przemocy. Nigdy. To, co zadziałało, to współudział.

Jon Wertheim: Co… Co masz na myśli?

Victor Brombert: Mówiąc o współudziale mam na myśli: „Och, jesteśmy razem w tej wojnie. Ty po jednej stronie, a my po tej stronie. Czy to nie jest żałosna sprawa?

Jon Wertheim: Wspólne doświadczenie?

Victor Brombert: Dokładnie wspólne doświadczenie. Rozdawanie papierosów również bardzo pomaga. Przyjazne podejście – próba bycia człowiekiem. https://34c9cd5e2eaabb4fcc39bd4f79ef3cda.safeframe.googlesyndication.com/safeframe/1-0-38/html/container.html

Chłopcy Ritchie kontaktowali się z więźniami na tak różne tematy, jak rywalizacja o jedzenie i piłkę nożną, ale nie unikali oszustw na trudnych celach. Chłopcy Ritchie odkryli, że naziści byli przerażeni, że trafią do rosyjskiej niewoli, i wykorzystali to ze świetnym skutkiem. Gdyby niemiecki jeniec nie chciał mówić, mógłby stanąć twarzą w twarz z Guyem Sternem przebranym za rosyjskiego oficera. 

Guy Stern: Miałem cały mundur z medalami, rosyjskimi medalami. I nadałem sobie imię komisarz Krukov.

Jon Wertheim: Tak się nazywałeś?

Guy Stern: To był mój pseudonim.

Jon Wertheim: Jak ci poszło, komisarzu?

Guy Stern: Dziękuję za pytanie. Dałem sobie wszystkie ekwipunek, by wyglądać jak zaciekły rosyjski komisarz.

Guy Stern: I niektórych nie złamaliśmy, ale 80% tak cholernie bało się Rosjan i tego, co zrobią.

Jon Wertheim: Więc jest prawdziwy element – ​​kostiumy, oszustwo i akcenty. 

Guy Stern: Tak i to jest teatralne w pewnym sensie tak.

Ich poddani wahali się od niższych niemieckich żołnierzy do wysokich rangą nazistowskich oficerów, w tym Hansa Goebbelsa, brata głównego propagandy Hitlera, Josepha Goebbelsa.

Kolejna nieodzowna robota Ritchie Boy: porządek bitwy armii niemieckiej. Paul Fairbrook pomógł w napisaniu tego zwartego podręcznika, znanego jako czerwona księga, który szczegółowo przedstawiał skład praktycznie każdej jednostki nazistowskiej, informacje, które każdy Ritchie Boy zapisywał na pamięć.  

Paul Fairbrook: Kiedy żołnierze powiedzieli „nie będę rozmawiać”, mogli powiedzieć „poczekaj chwilę. Wiem o tobie wszystko. Słuchaj, mam tu książkę i mówi mi, że byłeś tutaj i poszedłeś tam i twój szef był tym.” I byli pod wrażeniem.

Jon Wertheim: Wygląda na to, że oficerowie w terenie mieli przewodnika po armii niemieckiej, aby mogli następnie skuteczniej przesłuchiwać niemieckich jeńców wojennych.

Paul Fairbrook: Dokładnie tak.

Ritchie Boys zdobyli reputację dzięki szybkiemu dostarczaniu ważnych informacji taktycznych, wnosząc duży wkład w każdą bitwę na froncie zachodnim.  

David Frey: Pracę, którą wykonują w terenie, będąc w stanie zebrać informacje po prostu – z munduru, który nosi jeniec schwytany, rodzaju posiadanej broni lub jednostki, którą właśnie schwytali. Ta informacja ma kluczowe znaczenie, ponieważ mówi ci, gdzie są określone jednostki, a jeśli wiesz, gdzie są określone jednostki, wiesz, gdzie są słabe punkty. Wiesz, gdzie są mocne strony i wiesz, czego unikać, a czego atakować. 

David Frey uczy historii kadetów w Akademii Wojskowej USA w West Point.

David Frey: W tym miejscu obecność oficera wywiadu z Camp Ritchie miała kluczowe znaczenie. Ponieważ znaliby te informacje. Twój przeciętny dowódca w polu może nie. 

Jon Wertheim: Ich praca ratowała życie?  

David Frey: Absolutnie. Z pewnością ratowali życie. Myślę, że to wymierne. 

David Frey: Częścią tego, co zrobili Ritchie Boys, było przekonanie niemieckich jednostek do poddania się bez walki. 

Jon Wertheim: A ty mówisz, że część tego pochodzi z Camp Ritchie?

David Frey: Wiele z nich powstało w Camp Ritchie, ponieważ nigdy tego nie robiono – nigdy wcześniej. Jak przemawiasz do ludzi w ich własnym języku? Umiejętność kształtowania tej atrakcyjności miała kluczowe znaczenie dla sukcesu mobilnych jednostek nadawczych.  

W ciężarówkach wyposażonych w głośniki Ritchie Boys udali się na linię frontu pod ciężkim ostrzałem i próbowali po niemiecku przekonać swoich nazistowskich odpowiedników do poddania się. Sporządzili także i zrzucili ulotki z samolotów za liniami wroga.

Jon Wertheim: To była jedna z wyrzuconych ulotek…

Guy Stern: Z samolotu. Mam kilka, które zostały zastrzelone.  

Guy Stern: To była nasza najskuteczniejsza ulotka i dlaczego? Bo Eisenhower to podpisał, a Niemcy mieli niesamowicie naiwne podejście do wszystkiego, co zostało podpisane i zapieczętowane.

Jon Wertheim: I myślisz, że ponieważ miał ten podpis, jakoś to potwierdzał.

Guy Stern: Tak, to niosło ze sobą wagę, a wiara w druki była bardzo wielka.

Jon Wertheim: To jest rodzaj rzeczy, które byś wiedział.

Facet Stern: Tak.

Jon Wertheim: Jako były Niemiec, który rozumiał psychologię i mentalność.

Guy Stern: Zgadza się.  

Oprócz walk, istniały inne zagrożenia stojące przed Ritchie Boys. Ze względu na ich obcy akcent szczególnie groziło im pomylenie ich z wrogiem przez własne wojska, które wprowadzały hasła na posterunkach kontrolnych.  

Victor Brombert: Co się stało z jednym z Ritchie Boys – w nocy w drodze do latryny został poproszony o hasło i podał imię – słowo na hasło – ale z niemieckim akcentem. Został zastrzelony od razu i zabity.

Jon Wertheim: Czy kiedykolwiek martwiłeś się, że twój akcent może cię zabić?

Victor Brombert: Tak, oczywiście. Wiesz, nie mówię jak osoba z Alabamy czy Teksańczyk.

ritchiescreengrabs4.jpg
  Max Lerner

Niektórzy Ritchie Boys zostali zwerbowani do tajnych misji podczas wojny. 97-letni Max Lerner, austriacki Żyd biegle władający językiem niemieckim i francuskim, służył jako agent specjalny w korpusie kontrwywiadu, przekazując informacje francuskim podziemnym grupom oporu.

Jon Wertheim: Zostałeś wyszkolony na szpiega?

Max Lerner: Tak.

Jon Wertheim: Do czego byłeś przeszkolony?

Max Lerner: Nosić cywilne ubrania, przekazywać wiadomości, zabijać.

Jon Wertheim: To idzie za liniami wroga. To znaczy – tutaj bierzesz swoje życie w swoje ręce.

Max Lerner: Cóż, to była wojna.

Jon Wertheim: Tak na to patrzyłeś.

Max Lerner: To była moja wojna. A ja musiałem odzyskać swoje. Rozpaczliwie chciałem coś zrobić.

W pewnym momencie Max Lerner przebrał się za niemieckiego oficera i zakradł za linie wroga – prowadząc nocą drużynę amerykańskich żołnierzy do niemieckiego składu i niszcząc sprzęt.

Jon Wertheim: Czy martwiłeś się, co może się stać, jeśli zostaniesz schwytany?

Max Lerner: Nie byłem wystarczająco bystry.

Jon Wertheim: Jak podejrzewasz, co mogło się wydarzyć?

Max Lerner: Och, zostałbym zabity.

Wiosną 1945 roku siły alianckie zbliżyły się do Berlina, a Hitler odebrał sobie życie w swoim podziemnym bunkrze. Niemcy poddały się 8 maja tego roku. 

ritchiescreengrabs3.jpg
Korespondent Jon Wertheim z Guy Stern

Jon Wertheim: Co pamiętasz, kiedy czułeś się tamtego dnia?

Guy Stern: Podekscytowany.

Guy Stern: To było absolutnie, wygraliśmy dzieciaku.

Jon Wertheim: A to są twoi – to są twoi towarzysze.https://34c9cd5e2eaabb4fcc39bd4f79ef3cda.safeframe.googlesyndication.com/safeframe/1-0-38/html/container.html

Facet Stern: Tak.

Jon Wertheim: To są twoi ludzie.

Facet Stern: Tak.

Ale radość zamieniła się w przerażenie, gdy żołnierze alianccy i świat dowiedzieli się o pełnej skali nazistowskiej masowej eksterminacji.

Guy Stern wspomina, że ​​przybył do obozu koncentracyjnego Buchenwald trzy dni po jego wyzwoleniu wraz z kolegą amerykańskim sierżantem. 

Guy Stern: Szliśmy razem i widziałeś tych wychudzonych, okropnie wyglądających, bliskich śmierci ludzi. Więc cofnąłem się, bo nie chciałem, żeby mnie widziano płaczącego do zahartowanego żołnierza, a potem rozejrzał się, żeby popatrzeć, gdzie jestem, jak się opóźniłem, a on, ten dobry gość ze środka Ohio, ryczał tak samo, jak Byłem.

Kilka dni później Stern wrócił do miejsca swojego urodzenia, mając nadzieję na ponowne połączenie się z rodziną. Ale Hildesheim był teraz w ruinie. Przyjaciel z dzieciństwa opisał Sternowi, jak jego rodzice, młodszy brat i siostra zostali zmuszeni do opuszczenia domu i deportowani. 

Guy Stern: Zginęli albo w Warszawie, albo w Oświęcimiu.

Guy Stern: Nikt z mojej rodziny nie przeżył. Tylko ja się wydostałem.   

Jon Wertheim: Czy kiedykolwiek zadałeś sobie pytanie, dlaczego ja? Dlaczego to ty dotarłeś do Stanów Zjednoczonych?

Guy Stern: Tak, nawet ostatniej nocy. A ja powiedziałem: „Cóż, w slangu, nie ma w tobie nic specjalnego, ale jeśli zostałeś zbawiony, musisz pokazać, że jesteś tego wart. I to była siła napędowa mojego życia.

Jon Wertheim: Jako sposób na uhonorowanie rodziny, która zginęła.

Guy Stern: Tak.

Po kapitulacji armii niemieckiej Guy Stern i pozostali Ritchie Boys podjęli się nowego zadania: polowania na czołowych nazistowskich oficerów odpowiedzialnych za okrucieństwa, które zabiły tak wielu, w tym wielu ich bliskich.

Chłopcy Ritchie byli członkami tajnej amerykańskiej grupy wywiadowczej, której opanowanie języka i kultury niemieckiej okazało się kluczowe dla zwycięstwa aliantów nad Hitlerem. Wielu z nich to żydowscy uchodźcy z Europy, którzy uciekli ze swojej ojczyzny, przybyli do Ameryki i wstąpili do armii amerykańskiej. Po klęsce Hitlera wielu z nich podjęło się nowego, trudnego zadania – wykorzystując swój język i umiejętności przesłuchiwania, aby znaleźć i aresztować czołowych nazistowskich zbrodniarzy wojennych.

Jon Wertheim: Jak myślisz, jaki jest największy wkład Ritchie Boys?

Guy Stern: Myślę, że to ciągły przepływ wiarygodnych informacji naprawdę pomógł przyspieszyć koniec wojny.

Jon Wertheim: Miało to realny, materialny wpływ na II wojnę światową.

Facet Stern: Tak.

Dla 99-letniego Guya Sterna, niemieckiego Żyda, którego cała rodzina została zabita przez nazistów, zwycięstwo aliantów nad Hitlerem było kulminacją zarówno publicznej, jak i prywatnej krucjaty.

Guy Stern: Pokonanie Wehrmachtu i Waffen SS oraz wszystkich wymyślnych oddziałów, które mieli, było satysfakcją zarówno jako członka zespołu, jak i osobistą satysfakcją. Sam aspekt tych SOB-ów będących teraz pod moją komendą (śmiech) dał mi również pewną osobistą satysfakcję.

Po kapitulacji Niemiec Ritchie Boys podjęli się trudnego zadania identyfikacji i śledzenia nazistowskich przestępców. Długoletni profesor z Yale i Princeton Victor Brombert pomogli wprowadzić w życie oficjalną aliancką politykę usuwania wpływów nazistów z niemieckiego życia publicznego – znaną jako denazyfikacja.    

Jon Wertheim: Tak więc w maju 1945 Niemcy poddają się i zostajesz przydzielony do procesu denazyfikacji. Co – co to oznaczało?

Victor Brombert: Mieliśmy aresztować ważnych nazistowskich urzędników. Nie byle jaki członek partii nazistowskiej.

Victor Brombert: To było bardzo, bardzo trudne, bardzo trudne i bardzo rzadkie, żeby Niemiec zadenuncjował innego Niemca w tym momencie. Czy to dlatego, że bali się, że naziści mogą wrócić, że to nie koniec? A może to tylko nawyk lub nawyk posłuszeństwa lub godności? Nie wiem

Victor Brombert: I wielkim wysiłkiem znaleźliśmy ludzi, aresztowaliśmy ich, byliśmy z tego dumni.  

W ramach denazyfikacji zdjęcia nazistowskich okrucieństw zostały umieszczone w niemieckich witrynach sklepowych, a Ritchie Boys oprowadzali obywateli kraju po obozach koncentracyjnych, aby edukować miejscową ludność o złu popełnionym przez Hitlera. Czasami całe niemieckie miasta były zmuszane do oddawania hołdu zmarłym.  

Max Lerner został przydzielony do przesłuchania niemieckich cywilów, aby pomóc ocenić, w jakim stopniu służyli oni sprawie nazistowskiej i ustalić, którzy powinni zostać ukarani.  

Jon Wertheim: Wyobrażam sobie, że nagle nikt nie chce przyznać się do bycia nazistą 

Max Lerner: Nie było nazistów. Wszyscy zostali do tego zmuszeni.

Jon Wertheim: Tak ci powiedziano. Potępiam to i zostałem do tego zmuszony.

Max Lerner: Tak.

Max Lerner: Wszyscy się usprawiedliwiali. „To była straszna sytuacja. I nie miałem wyboru”. „Nie miałem wyboru.” To była mantra. – Zostałbym zabity, gdybym nie poszedł.

Jon Wertheim: Czy kiedykolwiek skonfrontowałeś się z nazistą, który powiedział, że „to było moralnie naganne?”

Max Lerner: Nie.

Jon Wertheim: „Bez zasad i niehonorowy i przepraszam?”

Max Lerner: Nie.

Jon Wertheim: Nigdy?

Max Lerner: Nigdy.

Jednym ze sposobów, w jaki zidentyfikowali osoby poszukiwane do przesłuchania, było zapoznanie się z księgą – Centralnym Rejestrem Przestępców Wojennych i Podejrzanych o Bezpieczeństwo – która zawierała listę obywateli wroga podejrzanych o popełnienie dziesiątek tysięcy zbrodni wojennych w Europie – wszystkich z niższych rangą członków uzbrojonych sił do najwyższych nazistowskich urzędników. Dla alianckich śledczych stał się rodzajem biblii nazistowskiego myśliwego.  

Jon Wertheim: Lubiłeś polować na nazistów? Czy dało ci to satysfakcję?

Max Lerner: Dało mi to ogromną satysfakcję. „Ciesz się” być może nie jest właściwym słowem. Ale dało mi to ogromną satysfakcję.

Jon Wertheim: Dlaczego konkretnie?

Max Lerner: Ponieważ pamiętałem moich rodziców. Mój ojciec miał 49 lat i — a moja matka miała 48 lat i zostawili wszystko, co zbudowali. I przybył do Stanów Zjednoczonych bez grosza.

Jon Wertheim: I byłeś w stanie skonfrontować się z ludźmi, którzy to spowodowali – z tą traumą.

Max Lerner: Tak.

Wszyscy członkowie SS podlegali automatycznemu aresztowaniu. Założone przez Hitlera i kierowane przez Heinricha Himmlera SS było odpowiedzialne za bezpieczeństwo i gromadzenie danych wywiadowczych w Niemczech. SS kontrolowało niemieckie siły policyjne i obozy koncentracyjne i kierowało tak zwanym „ostatecznym rozwiązaniem”, by zabić wszystkich europejskich Żydów. Max Lerner wspomina, że ​​przynajmniej pod jednym względem zidentyfikowanie większości członków SS było łatwe. 

Max Lerner: Wiesz jak powiedzieć esesmanowi?

Jon Wertheim: Jak?

Max Lerner: Mają tatuaż swojej grupy krwi pod lewymi pachami.

Jon Wertheim: Mówisz, że esesmani mają tatuaż pod lewym ramieniem z grupą krwi?

Max Lerner: Tak.

Max Lerner: Albo próbowali to wymazać.

Celem tatuażu było zidentyfikowanie grupy krwi żołnierza w przypadku konieczności transfuzji lub zaginięcia jego nieśmiertelników.   

Max Lerner wspomina, że ​​był odpowiedzialny za jednego wybitnego niemieckiego więźnia uwięzionego w niemieckim Weisbaden: był to Julius Streicher – założyciel i redaktor nazistowskiej gazety „Der Stuermer” i jeden z czołowych antysemitów w kraju.  

Max Lerner: Spędził kilka dni w moim więzieniu. I upewniłem się, że wiedział, że to Żyd go kontroluje.

Jon Wertheim: Dałeś mu znać, że jesteś Żydem?

Max Lerner: O tak.

Striecher został później osądzony i skazany przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze, gdzie ocaleni z obozów koncentracyjnych, którzy byli świadkami masowego mordu, stawili czoła swoim nazistowskim oprawcom.  

Dziesiątki Ritchie Boys pracowały w procesach norymberskich jako prokuratorzy, śledczy i tłumacze.   

Ritchie Boys zebrali również dowody, które doprowadziły do ​​oskarżenia wielu wysokich rangą nazistów, w tym Hermanna Goeringa, szefa Luftwaffe; Rudolph Hess, zastępca Adolfa Hitlera; oraz Wilhelm Keitel, szef Wehrmachtu, niemieckich sił zbrojnych.  

Wszyscy zostali skazani za swoje zbrodnie, a wielu zostało straconych.  

Po wojnie Guy Stern i inni Ritchie Boys byli celebrowani za swoje osiągnięcia.

Guy Stern: Brązową Gwiazdę otrzymałem pod koniec działań wojennych. To jest medal za dobre zachowanie – do którego tak naprawdę nie mam prawa (śmiech), a to jest medal europejskiego teatru działań z pięcioma bitwami, w których brałem udział

Jon Wertheim: Czy uważasz się za bohatera?

Guy Stern: Boże nie. Mówię wam, kiedy wylądowaliśmy na plaży Omaha, były tam–całe wyżyny były zajęte przez niemiecką artylerię i spojrzałem na te wyżyny i tam byli nasi amerykańscy żołnierze w pełnej okupacji w dniu D plus 3 i powiedziałem: ja, „to się nie da zrobić”. I aby pokonać te wysokości przeciwko ciężkiemu ostrzałowi, wspinać się po tych stromych klifach, i oczywiście zostało to zrobione. Dowody były przed nami. To byli bohaterowie.

Guy Stern wrócił do Normandii w 2016 roku, aby oddać hołd ponad 9300 mężczyznom pochowanym na tamtejszym amerykańskim cmentarzu, na urwisku z widokiem na uświęconą plażę.  

Jon Wertheim: Czy Ritchie Boys na nowo zdefiniowali, co to znaczy być żołnierzem i przyczyniać się do wojska?

David Frey: Myślę, że tak. Ponieważ służyli w tak wielu różnych funkcjach.  

Profesor historii David Frey kieruje Centrum Badań nad Holokaustem i Ludobójstwem w Akademii Wojskowej USA w West Point. 

David Frey: Byli Ritchie Boys, którzy byli w pierwszej fali pierwszego dnia D-Day. Byli Ritchie Boys, którzy byli w obozach jenieckich osadzonych i zbierających informacje w Stanach Zjednoczonych. Niektórzy nawet nie pojechali do – do Europy. Byli Ritchie Boys, którzy brali udział w praktycznie każdej bitwie, o jakiej można pomyśleć, a niektórzy rzeczywiście ponieśli najgorszy los. Było dwóch, którzy zostali faktycznie schwytani w bitwie o Ardeny. A kiedy ich tożsamość została odkryta, zostali doraźnie rozstrzelani przez Niemców, którzy ich pojmali.

Jon Wertheim: Bo byli Żydami?

David Frey: Ponieważ byli Żydami.  

Kapitan Wehrmachtu Curt Bruns, skazany przez trybunał wojskowy za wydanie rozkazu zamordowania tych dwóch Ritchie Boys, został rozstrzelany przez pluton egzekucyjny w czerwcu 1945 roku.

Po wojnie Ritchie Boys kontynuowali swoją pracę. 98-letni Paul Fairbrook pomógł założyć sekcję niemieckich dokumentów wojskowych w Camp Ritchie – obszerny katalog ponad 20 000 przechwyconych niemieckich dokumentów.

Paul Fairbrook: Odesłali nas z powrotem do Camp Ritchie i stworzyli coś, co nazywam odpowiednikiem Biblioteki Kongresu. Musieliśmy… mieliśmy wielu więźniów niemieckich, którzy byli gotowi pomóc nam skatalogować wszystkie te dokumenty.

Projektował szczegółowo każdy aspekt działań armii niemieckiej podczas wojny, w tym strukturę, sposób mobilizacji i wykorzystanie wywiadu. Departament Wojny Stanów Zjednoczonych wykorzystał ten zbiór niemieckich dokumentów do zbadania walk Niemiec z Sowietami na froncie wschodnim, aby być lepiej przygotowanym na przyszły konflikt z Rosją.

Jon Wertheim: Więc ten obóz w Maryland ma wiele wpływów lata, lata i lata po wojnie?

David Frey: Tak. Nie chodziło tylko o krótkotrwały wpływ na pole bitwy. To był wpływ na zbrodnie wojenne. Następnie, kształtując epokę zimnej wojny, odegrali naprawdę znaczącą rolę.

Po wojnie Guy Stern, Victor Brombert, Paul Fairbrook i Max Lerner wrócili do domu, pobrali się i poszli do szkół Ivy League na podstawie GI Bill. Guy Stern został profesorem i uczył przez prawie 50 lat.

Wszyscy wspięli się na szczyt swoich możliwości, podobnie jak wielu innych Ritchie Boys. 

Jon Wertheim: Rozumiem, że jest kilku Ritchie Boys, którzy stali się dość prominentnymi postaciami.

David Frey: Istnieje cała gama wybitnych Ritchie Boys.  

Okazuje się, że autor JD Salinger był Ritchie Boyem. Podobnie Archibald Roosevelt, wnuk Theodore’a Roosevelta. Podobnie jak filantrop David Rockefeller… oraz baron mediów i miliarder John Kluge.

David Frey: Niektórzy zostali ambasadorami. Inne były naprawdę ważne w amerykańskiej nauce.  

Profesor Frey mówi, że ponad 250 Ritchie Boys po wojnie nadal pracowało w dziedzinie wywiadu, stając się zawodowymi szpiegami. 

David Frey: Wielu z tych, którzy trenowali w Camp Ritchie, faktycznie przeszło do OSS – prekursora CIA. Oznaczało to, że ludzie, którzy nauczyli się swojego rzemiosła w Camp Ritchie, odegrali znaczącą rolę w tworzeniu tego, co ostatecznie stało się CIA 

Jon Wertheim: Jak myślisz, jak powinniśmy wspominać Ritchie Boys?

David Frey: Myślę, że patrzymy na tę grupę i widzimy prawdziwych bohaterów. Widzimy tych, którzy są najwięksi z najwspanialszego pokolenia. To są ludzie, którzy wnieśli ogromny wkład. Kto pomógł ukształtować to, co to znaczy być Amerykaninem i kto – w niektórych przypadkach – oddał swoje życie w służbie temu krajowi.

Jon Wertheim: To… To niezwykła historia. Dlaczego tak niewielu Amerykanów o tym wie?

David Frey: Ponieważ dotyczy wywiadu wojskowego, większość z nich była właściwie utrzymywana w tajemnicy aż do lat 90.https://34c9cd5e2eaabb4fcc39bd4f79ef3cda.safeframe.googlesyndication.com/safeframe/1-0-38/html/container.html

David Frey: Wiele z tego, czego się nauczyliśmy i zastosowane metody są ważne, aby zachować tajemnicę. I dopiero na początku 2000 roku zaczęliśmy oglądać zjazdy Ritchie Boys. 

Teraz, pod koniec lat 90., ci skromni wojownicy nadal utrzymują kontakt, wymieniając historie o rozdziale w amerykańskiej historii, który wreszcie został opowiedziany.   

Jon Wertheim: Jak to jest, kiedy spotykacie się i zastanawiacie się nad tym doświadczeniem, które miało miejsce 80 lat temu?

Guy Stern: Zawsze znajdujemy inną anegdotę do opowiedzenia.

Jon Wertheim: Kiedy myślisz, masz uśmiech na twarzy.

Guy Stern: Tak, tak się dzieje.

Trudno było nam nie zauważyć, że poza opowieściami kryje się głębokie poczucie dumy.https://34c9cd5e2eaabb4fcc39bd4f79ef3cda.safeframe.googlesyndication.com/safeframe/1-0-38/html/container.html

Paul Fairbrook: (śmiech) Założę się o życie, że jestem dumny z Ritchie Boys. Cudownie było być ich częścią.

Paul Fairbrook: Byłem dumny z bycia w armii amerykańskiej i mogliśmy zrobić to, co było do zrobienia. Nie sądzę, że jesteśmy bohaterami. Ale możliwość pomocy w walce i wygraniu wojny była wspaniałym sposobem. Mogę spojrzeć każdemu prosto w oczy i powiedzieć, że zasłużyłem na prawo do bycia Amerykaninem. I to właśnie… to właśnie dla mnie zrobił.

Wyprodukowane przez Katherine Davis. Współproducent Jennifer Dozor. Współpracownik radiowy, Elizabeth Germino. Pod redakcją Stephanie Palewski Brumbach i Roberta Zimeta.

Ritchie Boys: Tajna jednostka amerykańska wzmocniona przez urodzonych w Niemczech Żydów, którzy pomogli aliantom pokonać Hitlera

Przetlumaczyl Sir Google Translate

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.