Uncategorized

Pogromy z 1945 i 1946 roku. Krwawe wydarzenia w Rzeszowie, Krakowie i Kielcach we wspomnieniach świadków


Lata 1945-1946 niechlubnie zapisały się w historii Polski. W szeregu polskich miast powojenne napięcia, fałszywe oskarżenia i plotki doprowadziły do brutalnych pogromów wracającej do dawnych miejsc zamieszkania ludności żydowskiej. Jak te wstrząsające wydarzenia wspominają ofiary prześladowań?

Kielce nie były pierwszym miejscem, gdzie nie chciano powracających Żydów. Wcześniej przeprowadzono pogromy w Rzeszowie, Przemyślu (oba w czerwcu 1945 roku) i Krakowie (w sierpniu). Były one najczęściej efektem pomówień i fałszywych oskarżeń przeciwko ludności żydowskiej, a jednocześnie reakcją na dramat drugiej wojny światowej.

Wydarzenia w Rzeszowie

Późnym wieczorem 11 czerwca 1945 roku w Rzeszowie, w piwnicy kamienicy przy ulicy Tannenbauma 12 (dziś ulica Okrzei), znaleziono zmasakrowane zwłoki dziewięcioletniej Broni Mendoń. Ciało dziewczynki odnalazł kilkunastoletni chłopiec, Kazimierz Woźniak.

Zwłoki znajdowały się w okropnym stanie, skóra z twarzy dziewczynki była zdarta, a mięśnie nóg i rąk powycinane. O zbrodnię oskarżono mieszkańców kamienicy. Tak się złożyło, że byli to Żydzi. [Jak opowiada Moryc Rosen:]

W kamienicy przy Tannenbauma 12 na drugim piętrze mieszkało kilkunastu Żydów (…). W ich mieszkaniu znaleziono dowody, które wskazywały, że sprawcą śmierci dziewczynki mógł być któryś z mieszkańców tej kamienicy. Znaleziono nóż i kartkę z zeszytu szkolnego tej dziewczynki.

Po wojnie tylko niewielka część deportowanych przez Niemców Żydów wróciła do Rzeszowa. Na zdjęciu deportacja z getta rzeszowskiego, 1942 rok (domena publiczna).

(…) W nocy z 11 na 12 czerwca milicja zatrzymała Żydów z tej kamienicy, a od rana 12 czerwca dokonywano aresztowań innych Żydów, którzy mieszkali przy ulicy Tannenbauma i pobliskiej ulicy Sobieskiego, a także Żydów, którzy w tym dniu znaleźli się na dworcu kolejowym. Zamknięto ponad 150 osób. Po kilku godzinach zatrzymanych zwolniono i jeszcze tego samego dnia większość z nas [Żydów] opuściła Rzeszów.

(…) Poszła w miasto plotka, że w piwnicy milicja znalazła ciała kilkunastu polskich dzieci. Wieści szybko rozeszły się po Rzeszowie. W dniu 12 czerwca przy ulicy Tannenbauma 12 zebrał się tłum ludzi. Wznoszono antyżydowskie okrzyki. Bito Żydów, także tych, po których przyszła milicja.

„Milicjanci nie reagowali…”

Milicjanci nie reagowali, jak tłum linczował ludzi. Czekali spokojnie, a potem zabierali pobitych Żydów na posterunek przy ulicy 3 Maja. Wśród aresztowanych był mój wujek, jego pobili sami milicjanci już na posterunku. Mieszkania aresztowanych Żydów zostały splądrowane, okradziono także fabrykę Landaua.

 (…) Po kilku dniach prokuratura znów wydała nakaz aresztowania Żydów, tym razem tylko czternastu osób z kamienicy przy Tannenbauma 12. Ale że większość z nas wyjechała z Rzeszowa (zaraz po zwolnieniu), to aresztowano tylko Landesmanna, który jako jeden z nielicznych nie wyjechał z miasta.

Trzymali go w więzieniu do listopada 1945 roku. Był tam bity i torturowany przez milicję i współwięźniów, głównie żołnierzy AK. Zwolnili go, a sprawcy morderstwa nigdy nie ustalono.

Część historyków uważa, że wydarzenia w Rzeszowie nie były pogromem, gdyż nikt podczas nich nie poniósł śmierci. Choć oczywiście skala tych wydarzeń była nieporównywalna choćby z pogromem w Krakowie czy pogromem w Kielcach, to jednak byli poszkodowani, pobito ludzi, okradziono i niesłusznie zatrzymano.

Efektem były ucieczka rzeszowskich Żydów z miasta, wyjazd do innych miejsc w Polsce i w zdecydowanej większości decyzja o opuszczeniu Polski.

Pogrom w Krakowie

11 sierpnia 1945 roku podczas szabatu doszło do pogromu ludności żydowskiej w Krakowie. Pretekstem do zajścia były pogłoski o tym, że w synagodze znaleziono ciała i krew chrześcijańskich dzieci.

Żydów, którzy modlili się w sobotni poranek w synagodze Kupa, zaatakował zgromadzony na pobliskim placu tłum. Ataki rozprzestrzeniły się na pozostałe ulice Kazimierza. Dowodów żydowskiej zbrodni w postaci ciał i krwi nie znaleziono. Sprawa okazała się prowokacją, choć jej winowajców jednoznacznie nie wskazano.

W wyniku zajść od strzałów zginęła Róża Berger (inne relacje z tamtych dni wymieniają pięć ofiar śmiertelnych), wiele osób zostało rannych, w tym kilka bardzo ciężko. [Jak opowiada Jakub Jakubowicz:]

Od lata 1945 roku przed synagogą Kupa co chwila dochodziło do wystąpień przeciwko Żydom. Napisaliśmy nawet skargę w tej sprawie do wojewody (…). Pisaliśmy tam, że niemal w każdy piątek, kiedy zaczynała się modlitwa, gromadził się motłoch, szumowiny społeczne i wyrostki, którzy atakowali synagogę, obrzucali budynek kamieniami, niszcząc dach i rozbijając okna.

Powojenny Kraków

Tym aktom towarzyszyły przeraźliwe krzyki, wyzwiska, obelgi i śmiechy, a często też usiłowanie wtargnięcia do wnętrza synagogi. Ataki powtarzały się w każdy piątek. Nasz rabin dwa razy dostał kamieniem.

„Wrzało na ulicach…”

(…) W sierpniu wśród mieszkańców Krakowa zaczęły krążyć pogłoski o odnalezionych ciałach polskich dzieci. Dzieci te miały być okrutnie zamordowane przez Żydów. (…) Wrzało na ulicach, do wybuchu doszło rankiem 11 sierpnia 1945 roku. (…) Synagoga została obrzucona przez dzieciarnię kamieniami, wybiegło z niej kilku Żydów, aby ich odpędzić. Jeden z naszych pochwycił wyrostka rzucającego kamienie w okno bożnicy i uderzył go.

Chłopak wyrwał się i uciekł, pobiegł na bazar, krzyczał, że Żydzi próbowali go porwać i zamordować. Plotka bardzo szybko przeszła przez miasto, rosnąc z każdą godziną – w końcowej fazie mówiono o kilkudziesięciorgu dzieciach zabitych przez Żydów.

Tłum, w którym znajdowało się wielu pijanych mężczyzn, ruszył w stronę synagogi. Krzyczano (…): „Jak was Hitler nie potrafił wykończyć, to my was wszystkich wykończymy!”, „Mordercy polskich dzieci!” (…).

Splądrowano wiele żydowskich mieszkań, na ulicach dokonywano linczu. Polacy, którzy próbowali  stawać w obronie Żydów, obrzucani byli obelgami, grożono im. (…) Po południu tłum wtargnął do synagogi. Zdemolował wnętrze, a z wyniesionych rodałów ułożył stos, który następnie podpalono. Po południu milicja i wojsko rozgoniły tłum.

Stara synagoga na Kazimierzu (domena publiczna).

„Cywilna odwaga” Polaka

A tak wydarzenia te widziała Hanna Zajdman:

W pewnym momencie zauważyłam, że ulicznicy zaczepiają nas. Zaczęli krzyczeć: „Żydówy, Żydówy!”. Zebrał się tłum około pięćdziesięciu osób, który otoczył mnie i zaczął bić. Przewrócono mnie i zdjęto buty, zabrano torbę z pieniędzmi, około tysiąca złotych, i zaczęto bić i kopać, i bić (…).

Zawieziono mnie do II Komisariatu MO, gdzie zatelefonowano po karetkę pogotowia. Było tam jeszcze pięć osób, między innymi ciężko poraniona Polka. W karetce pogotowia usłyszałam uwagi sanitariusza i żołnierza eskortującego, którzy wyrażali się o nas jako o żydowskich ścierwach, które muszą ratować, że nie powinni tego robić, żeśmy dzieci pomordowali, że trzeba by nas wszystkich wystrzelać.

Zawieziono nas do Szpitala św. Łazarza przy ulicy Kopernika. Pierwsza poszłam na salę operacyjną. Tuż po operacji zjawił się żołnierz, który twierdził, że wszystkich po operacji zabierze do więzienia. Tenże bił jednego z poranionych Żydów czekających na operację.

Trzymał nas pod odbezpieczonym karabinem i nie pozwolił napić się wody. Po chwili przyszli trzej kolejarze, z których jeden powiedział: „To skandal, żeby Polak nie miał cywilnej odwagi uderzyć bezbronnego człowieka” – i uderzył rannego Żyda.

Pogrom kielecki

Pada wiele pytań, kiedy rozmawiamy o pogromie w Kielcach. Zastanawiamy się, kto sprowokował tę zbrodnię, komu na niej zależało i co spowodowało wzburzenie tłumu, które doprowadziło do tak krwawych zajść.

Pytamy także o to, czy wydarzenia kieleckie były inspirowane przez ówczesną władzę albo były efektem jej prowokacji, a może sami Polacy bali się powracających Żydów, a tym samym ich uzasadnionych roszczeń dotyczących zwrotu przedwojennego majątku.

Ale to wszystko nie dotyka sedna problemu. Bo przecież zamordowano ludzi, a ktoś tego czynu dokonał, ktoś stracił swe i tak cudem ocalone życie, a inny je odebrał. Czy ktoś na tym zyskał?

„Baliśmy się Polaków”

[Majer Herszkowicz opowiada:]

W Kielcach w 1946 roku było kilkuset Żydów. To byli nie tylko kieleccy Żydzi, drugą grupę stanowili tacy jak ja, czyli Żydzi z okolicznych miasteczek, osoby, które bały się mieszkać w swoich przedwojennych miejscach. A czego się baliśmy? Baliśmy się Polaków.

 Trzecia grupa to byli Żydzi z najróżniejszych miejsc przedwojennej Polski, których los rzucił akurat tutaj. Wielu z nas już wtedy myślało o emigracji, trzymaliśmy się więc razem. Przewodził nam doktor Seweryn Kahane. (…)

Był 4 lipca 1946 roku, na ulicy Planty 7 zebrał się tłum. Byli tam również milicjanci i żołnierze. Tłum był wzburzony i wznosił okrzyki. Co się stało? Rozeszła się plotka, że porwano chłopca – Henia Błaszczyka.

Ludzie opowiadali sobie, że dzieci są porywane przez Żydów, by pobierać od nich krew na transfuzje dla wycieńczonych pobytem w obozach Żydów. Doszło do przeszukania piwnicy. Tłum wdarł się do budynku, w którym byli zabarykadowani Żydzi.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

„Wkrótce będzie po wszystkim…”

[Z kolei Israel Terkieltaub wspomina:]

Wkrótce [po rozpoczęciu pogromu] trzej porucznicy weszli do budynku Komitetu Żydowskiego. Byłem wtedy w pokoju doktora Kahane, przewodniczącego kongregacji. Kiedy oficerowie weszli do pokoju, dr Kahane miał w ręku słuchawkę i próbował połączyć się z miastem, ale łączność telefoniczna została przerwana.

Budynek przy ulicy Planty 7,gdzie w 1946 roku doszło do masakry Żydów kieleckich

Oficerowie powiedzieli, że przyszli, aby zabrać broń, na której noszenie niektórzy Żydzi mieli pozwolenie. Jeden z nich (z oficerów) podszedł do dr. Kahane, kazał mu się uspokoić, ponieważ wkrótce będzie po wszystkim, następnie podszedł do niego z tyłu i zastrzelił go z bliskiej odległości strzałem w głowę. Mogło to być około jedenastej.

Następną rzeczą, jaką pamiętam, było to, że leżałem nagi między zwłokami. Przed pochowaniem mnie żywcem obronił mnie doktor Balanowski, który zauważył, że ruszam ręką.

Poważnie ranny, zostałem zabrany do szpitala w Łodzi, gdzie spędziłem dwa miesiące. (…) Nigdy nie zostałem wezwany do prokuratora lub sądu, aby złożyć zeznanie w sprawie śmierci doktora Kahane i zidentyfikować mordercę.

33 tysiące emigrantów

Wśród ofiar pogromu byli też repatrianci z Rosji, zdemobilizowani żołnierze i Żydzi, którzy przeżyli w obozach i na tak zwanych aryjskich papierach. Pogrom wstrząsnął opinią publiczną w Polsce, nie miano wówczas wątpliwości co do prowokacyjnego podłoża tych zajść.

[Majer Herszkowicz relacjonuje:]

Scenariusz pogromu do złudzenia przypomina przebieg pogromów żydowskich organizowanych w carskiej Rosji, w Kiszyniowie, Odessie, Homlu czy Kijowie. Nie zapomniano, dokładnie tak jak w słynnym procesie Bejlisa, o „niewinnym dziecku”, które porwano na „macę”. (…)

Próby organizowania pogromów żydowskich w Polsce miały miejsce już latem 1945 roku w Rzeszowie, Krakowie, Będzinie, Sosnowcu, Szczecinie, Białymstoku i innych mniejszych miastach. Dlaczego wybrano Kielce na takie zajścia? Nie potrafię odpowiedzieć (…).

Pomnik ofiar pogromu kieleckiego

Podczas pogromu przy ulicy Planty 7/9 w Kielcach zostało zamordowanych 37 Żydów, a kolejnych kilkudziesięciu zostało rannych. W protokole z oględzin zwłok ofiar czytamy:

Zwłoki płci męskiej, odżywienia miernego, długość 155 cm, z wyglądu około 25 lat. Zwłoki płci żeńskiej, odżywienia miernego, długości 153 cm, z wyglądu około 15–16 lat. Na lewym przedramieniu tatuaż: B-1119, A-16416, A-61910 [„A” jak Auschwitz, „B” jak Bergen-Belsen]”.

Pogromy z 1945 roku nie wpłynęły znacząco na emigrację ocalonych Żydów, dopiero wydarzenia kieleckie i morderstwa, których się dopuszczono w ich efekcie, wywołały masową ucieczkę ludności żydowskiej. W sierpniu 1946 roku Polskę opuściły 33 tysiące Żydów.

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Haliny Hili Marcinkowskiej Wieczni tułacze. Powojenna emigracja polskich Żydów (Prószyński i S-ka). Książkę znajdziesz w atrakcyjnej cenie na stronie Empiku.

Tytuł, lead, śródtytuły i teksty w nawiasach kwadratowych pochodzą od redakcji. W celu zachowania jednolitości tekstu usunięto przypisy, znajdujące się w wersji książkowej. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów.

Ilustracja tytułowa: Ofiary pogromu w Mińsku Mazowieckim, 1936 rok. Zdjęcie poglądowe (domena publiczna).

Autor

Halina Hila Marcinkowska

działaczka społeczności żydowskiej w Polsce, redaktor naczelna Forum Żydów Polskich i przewodnicząca Rady Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP. Działa również w Towarzystwie Opieki nad Zabytkami w Kaliszu. Autorka licznych artykułów i książek. W 2019 roku ukazał się jej reportaż Wieczni tułacze. Powojenna emigracja polskich Żydów.

Kategorie: Uncategorized

3 odpowiedzi »

  1. O pogromach 1945-47 nasi rodzice nam nie opowiadali.
    W 1968 poczulismy na wlasnej skurze.

  2. „Proby zorganizownia pogromow…” Ciagle to usilowanie zwalenia odpowiedzialnosci na kogos kto „organizowal”.

  3. wytatuowany numer na rece kobiet zamordowanej w Kielcach swiadczy o jej uwiezieniu w Birkenau.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.