Uncategorized

Mémé stawia przed nią danie z wieprzowiny. Sarah je i wymiotuje. Jej żydowskość się rozpada


Sarah Kofman, Paryż 1985 r.
Sarah Kofman, Paryż 1985 r. (Fot. Roger Violet/East News)Sarah nie pozwala sobie na żałobę nie tylko po rodzonej matce. Nie opłakuje też Mémé. Tęsknić będzie tylko za ojcem zakatowanym w Auschwitz

Żandarm puka do drzwi przy paryskiej rue Ordener 9 lutego 1943 roku. Fineza Kofman, z domu Koenig, i jej córka, dziewięcioletnia Sarah, właśnie jedzą kolację, gdy słyszą, że idzie po nie gestapo. W pośpiechu ubierają się i uciekają do mieszkania przy rue Labat. Próbują pozorować spokój, ale Sarah co chwilę wymiotuje. Będzie wymiotowała jeszcze setki razy, mieszkając przy rue Labat. Do domu rodzinnego na rue Ordener, gdzie faktycznie krótko po ich ucieczce zjawiają się Niemcy, nigdy już nie wróci. Całe jej życie zostanie rozdarte między dwie ulice, dwa domy. I dwie matki.

Berek modli się za morderców

Rabbi Berek Kofman urodził się w niewielkiej miejscowości jakieś 40 kilometrów od Warszawy. W 1929 roku wraz z rodziną – miał z Finezą w sumie szóstkę dzieci, trzy córki i trzech synów – przeprowadził się do Francji, gdzie wszyscy dostali obywatelstwo. Kofman był ortodoksyjnym Żydem, więc spokojne życie nad Sekwaną nie trwało długo. Pół roku przed tym, jak gestapo załomotało do drzwi, by zabrać panią Kofman i Sarah, rabin Berek został aresztowany przez policję rządu Vichy wraz z 13 tys. innych Żydów i internowany w obozie w Drancy. Sarah będzie mówiła potem, że ojciec dowiedział się o łapance i pobiegł ostrzec innych, a potem sam oddał się w ręce policji, by ocalić rodzinę przed aresztowaniem.

Żona i dzieci nie zobaczyli go nigdy więcej.

Sarah zapamiętała, że gdy ona, jej siostry i bracia byli mali, tato odrysowywał ich rączki, których zarysy były podpisami dzieci pod listami wysyłanymi do przyjaciół i krewnych.

Z Drancy Kofmana wywieziono do Auschwitz, skąd po wojnie przyszedł akt zgonu. A potem rodzina dowiedziała się, jak Berek zginął. Odmówił pracy w szabat i się modlił. Jak podkreślał: zarówno za ofiary, jak i za morderców. Kapo skatował go za to kilofem, a potem pogrzebał żywcem. Po wojnie wrócił do Francji i otworzył sklep.

Ach, te żydowskie nosy

Drzwi mieszkania przy rue Labat otwiera madame Fagnard. Przed wojną mieszkała w sąsiedztwie Kofmanów, teraz jest gotowa dać schronienie Sarah i Finezie. Pani Kofman zdołała ukryć pozostałą piątkę dzieci, ale Sarah nie chciała zostać bez niej.

Jak na ironię wspólne ukrywanie się rozdzieli je na zawsze.

Madame Fagnard ma pomysł, jak chronić małą. Po pierwsze, chrzest. Tłumaczy Finezie, że kiedy zagrożenie minie, konwersję się anuluje, więc ta się zgadza. Dla zmyłki Sarah zostaje Suzanne i sypia w jednym łóżku z Mémé – tak pani Fagnard chce być nazywana. Fineza nocuje w sąsiednim pokoju. Gdyby w nocy zdarzył się nalot, sytuacja wyglądałaby bardziej wiarygodnie

Od tego momentu jednak nic już nigdy nie będzie proste. Mémé z całą pewnością kocha dzieci, a Sarah (Suzanne) kocha szczególnie. Tuli ją i całuje częściej niż mama Kofman, ubiera z czułością i delikatnie zaplata włosy w równe warkocze. Dziewczynka uwielbia czytać, więc Mémé podsuwa jej coraz to nowsze książki.

Często mówi, że Żydzi są bardzo mądrzy, wymienia genialnych filozofów i artystów. Ale od czasu do czasu rzuca też, że to Żydzi zamordowali Jezusa. Że kochają pieniądze. Że mają – ona, Suzanne, niestety, też – charakterystyczne nosy.

Pewnego dnia stawia przed małą danie z wieprzowiny. Uważa, że koszerne jedzenie jej nie służy. Wychowana przez ortodoksyjnych Kofmanów Sarah je i wymiotuje. Jej żydowskość się rozpada, dziewczynka popada w konflikt lojalności między dwiema matkami. Opisze to potem w „Przeklętym jedzeniu” („La nourriture sacrée”) jako sytuację bez wyjścia: „Niczego nie mogłam przełknąć, a zaraz po jedzeniu wymiotowałam”.

Wreszcie Sarah porzuca matkę na rzecz Mémé. Odcina się od swojej żydowskiej tożsamości, choć do końca wojny od czasu do czasu będzie odrysowywała swoją rękę na kartce papieru, tęskniąc za ojcem. W autobiografii – jej tytuł, jakżeby inaczej, brzmi „Rue Ordener, rue Labat” – przyzna ze wstydem, że kiedyś na Dzień Matki kupiła Mémé ładniejszy prezent niż rodzonej matce. Mimo tego zażenowania w książce ani razu nie wspomni imienia matki.

Bez żałoby po matkach

Sarah stała się wyjątkową kobietą. Przyznawał to po jej śmierci m.in. jej wieloletni przyjaciel Jaques Derrida. Była nie tylko inteligentna, ale też uwielbiała się śmiać. Ci, którzy ją znali, mówili, że była jak mała dziewczynka, która w niekontrolowany sposób śmieje się, lekceważąc wszelkie świętości. Tłumaczka jej autobiografii Ann Smock nazwała ją „przekomarzającą się dziewczynką, której śmiech przeszkadza filozofowi przy biurku, rozprasza jego poważne prawdy”.

Ale – tu znów Derrida – ten świeży i niewinny śmiech nigdy nie zdusił tragedii, jaka ją dotknęła. Jej życie i pracę cechowała „nieobecność jakiejkolwiek iluzji”.

Rozerwana na pół między dwie matki Sarah nigdy się nie zrosła.

Odwróciła się od Finezy, w „Rue Ordener, rue Labat” opisze ją w tonie oskarżycielskim. Pani Kofman jest tam głośną, nieoświeconą i nieokrzesaną żydowską matką, budzącą wręcz odrazę.

Dorota Głowacka z University of King’s College w poruszającym eseju „Filozofia w rodzaju żeńskim oraz świadectwo Zagłady: Sarah Kofman” zauważa, że o śmierci Finezy jej córka wspomina wyłącznie w kontekście utraty ojca: „Kiedy zmarła moja matka, nie mogliśmy znaleźć kartki [chodzi o ostatnią wiadomość od Bereka Kofmana z obozu w Drancy]. To było tak, jakbym ponownie straciła ojca”.

Ale Sarah nie pozwala sobie na żałobę nie tylko po rodzonej matce. Nie opłakuje też Mémé. Lakonicznie pisze we wspomnieniach, że nie była w stanie iść na jej pogrzeb. Głowacka pisze, że w jej relacji zamiast ciepła są wrogość i niesmak wobec obu matek, które przecież ocaliły ją przed niechybną śmiercią.

Odzyskać matkę w filozofii

Otwarcie Sarah Kofman opłakiwała tylko ojca. Ale miała swoje sekretne życie, które wiódł jej wyrafinowany umysł: tropiła kobiecość w filozofii. A ściślej: jej brak. Dokonywała feministycznej (choć nie używała tego słowa) – jak pisze Głowacka – interwencji w wielkie teksty filozoficzne i próbowała w ich przesiąkniętych patriarchatem wierszach umieścić kobietę. Uważała, że filozofii udało się z sukcesem przezwyciężyć to, co materialne i zmysłowe, lecz stało się to kosztem utraty pierwiastka kobiecości. Inna francuska myślicielka Luce Irigaray nazwie to tysiącletnim zaniedbaniem kobiety przez filozofię.

Kofman będzie brać na tapet m.in. Kanta, Rousseau i Nietzschego i tropić to, jak bardzo zdławili w sobie kobiecy pierwiastek, rozpracowując prawdę o świecie.

A ponieważ naprawdę była tą roześmianą, przekomarzającą się dziewczynką, zajęła się też największym mizoginem wśród filozofów, czyli Freudem. Rozprawa „The Enigma of Woman: Woman in Freud’s Writings” stała się najbardziej znaną jej książką.

Dorota Głowacka stawia tezę, że badaniem „podziemnego prądu sił popędowych w tekstach męskich filozofów” Sarah Kofman desperacko próbowała odzyskać matkę. Oraz drugą prawdę, o której mówi, że Kofman by się na nią krzywiła: że jej twórczość ujawnia „zależność pomiędzy wymazywaniem pierwiastka kobiecego w filozofii Zachodu i niemożnością zmierzenia się z Zagładą przez tradycyjną filozofię”.

Auschwitz jest zawsze możliwe

Zagłada musiała być jej wielkim tematem, po takim dzieciństwie nie mogło być inaczej. Pytała wciąż: jak o tym mówić? I odpowiadała: nie można o niewyobrażalnym, a tym był Holocaust, pisać w sposób „wielki”, apodyktyczny, zdecydowany. Bo moc i siła zawsze umniejszają jednostce, umniejszają ofiarą. Trzeba pisać bez siły i mocy, żeby zrobić miejsce na milczenie tych, których tragedia wciąż dławi i nie umieją wydobyć słowa z zaciśniętego gardła.

Ale – mówiła – pisać i mówić o tym trzeba, bo ludobójstwo zaczyna się od słów. Słowa są wszechmocne: zabijają, ale też ocalają od zapomnienia.

Uważała, że w Auschwitz, gdzie żydowski rzeźnik zakopał żywcem Bereka Kofmana, zabito też ludzkość, jaką stworzyła nasza cywilizacja, a ściślej – oświeceniowy humanizm.

I zauważała, że jednak ludzie po Holocauście wciąż istnieją, co dowodzi, że człowieka tak naprawdę nie można zniszczyć, ale jednocześnie otwiera to niekończącą się otchłań, w której nie ma żadnych granic dla prób dokonania takiego zniszczenia.

Przestrzegała, że Auschwitz jest zawsze możliwe, bo człowiek zawsze ma w sobie jednocześnie moc zabijania i moc oddawania drugiemu człowiekowi głosu, czyli uznawania jego ważności. I przypominała, że mordercy i ofiary są częścią tej samej rasy ludzkiej. Dlatego jej ojciec modlił się przed śmiercią za jednych i drugich.

Szkice i samobójstwo

Napisała 25 książek i niezliczone artykuły. Ale dopiero w 1992 roku odważyła się opowiedzieć o sobie. Zimą tego roku wyjęła z torebki Finezy Kofman złamane wieczne pióro swojego taty Berka, jedyną rzecz, jaka jej po nim pozostała. Położyła je na biurku i uznała, że wszystkie jej książki okrężną drogą prowadziły ją do tego momentu. „Rue Ordener, rue Labat” była gotowa w 1994 roku. W tym też roku, konkretnie 15 września, Sarah Kofman, Suzanne, córka Finezy Koenig Kofman oraz Mémé Fagnard, a także Bereka Kofmana, popełniła samobójstwo.

W jej mieszkaniu bliscy znaleźli kilkaset szkiców na bristolu: same jakby w pośpiechu lub w transie nakreślone ołówkiem twarze o pustych oczach, wykrzywione, czasem krzyczące. Bez ciał. Wyłaniające się z białego tła. A może w nim ginące.

15 września to dzień śmierci Frederica Nietzschego. Wielu badaczy uznaje wybór tego dnia za jeszcze jeden przekaz od Kofman. Dorota Głowacka pisze, że gotowa jest zaryzykować popadnięcie w patos, lecz dostrzega w tym „geście przekomarzania się” pewien akt samokreacji. Ostatecznie, pisząc tuż przed samobójstwem autobiografię, która dopełniła jej dorobku, Sarah Kofman jako filozofka zmierzyła się z wymazywaniem z filozofii kobiet, Żyda i Zagłady.


Natalia Waloch

Mémé stawia przed nią danie z wieprzowiny. Sarah je i wymiotuje. Jej żydowskość się rozpada

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.