Historia Kowalskich [CAŁY FILM]

Film opowiada o Polakach zamordowanych za udzielanie pomocy swym sąsiadom – Żydom. Temat filmu odnosi się do mordu dokonanego na ludności cywilnej przez niemieckie oddziały żandarmerii dnia 6 grudnia 1942 roku w miejscowości Stary Ciepielów i Rekówka na Mazowszu. Tego dnia spalono żywcem 34 osoby, wśród nich Adama i Bronisławę Kowalskich wraz z ich pięciorgiem dzieci. W Ciepielowie, typowym polskim miasteczku, przed wojną zamieszkiwała w symbiozie społeczność polska i żydowska. Mord sprzed 66 lat nadal owiany jest milczeniem. We wspomnieniach krewnych wywołuje ciągle silne emocje. Konstrukcja filmu oparta jest na relacjach naocznych świadków tej tragedii, członków rodzin kolejnych pokoleń zamordowanych, relacjach osób badających tło mordu, a także fabularnej inscenizacji wydarzeń z tamtych dni, w szczególności sceny mordu dokonanego na rodzinach Kowalskich, Kosiorów, Obuchiewiczów i Skoczylasów.

.

One Response to “Historia Kowalskich [CAŁY FILM]”

  1. Elzbieta Gieysztor 12/04/2016 at 11:10

    Oto fragment wspomnien mojego brata z radomskiej wsi, gdzie Rodzice przetrwali okres II WS

    Wojenno-okupacyjna rzeczywistość coraz bardziej wciskała się w nasze wiejskie życie. Właśnie siedziałem bokiem na ramie roweru Tatusia i jechaliśmy piaszczystą drogą w stronę Jasieńca. Nagle stało się jasne, że dalej stoją wojskowe samochody, więc Tatuś skręcił w bok. Ale już i oni nas zobaczyli. Donośne „halt” nie pozostawiało wątpliwości Nizej fragment wspomnien mojego brata, Jerzego Gieysztora, z pobytu na radomskiej wsi, gdzie Rodzice przetrwali okres II WS

    Wojenno-okupacyjna rzeczywistość coraz bardziej wciskała się w nasze wiejskie życie. Właśnie siedziałem bokiem na ramie roweru Tatusia i jechaliśmy piaszczystą drogą w stronę Jasieńca. Nagle stało się jasne, że dalej stoją wojskowe samochody, więc Tatuś skręcił w bok. Ale już i oni nas zobaczyli. Donośne „halt” nie pozostawiało wątpliwościczego się domagają, a teren był otwarty i nie było możliwości ucieczki. Wobec tego Tatuś zawrócił i po chwili rosły żandarm sprawnie przeszukał wnętrze teczki, zawieszonej na rowerowej ramie. Materiał na spódnicę żandarm uznał na nasze szczęście za dopuszczalny i byliśmy wolni. Szukano pewnie mięsa – strategicznego towaru potrzebnego III Rzeszy, do prowadzenia wojny z ZSRR.

    Osiemnastego marca 1942 w pobliskiej wsi Karolin Niemcy dokonali mordu na dużej grupie okolicznych Polaków. Zginęli wtedy i chłopi i ziemianie i przyjezdni. Większa część przeznaczonych do zgładzenia była wskazana na specjalnej liście przygotowanej z pomocą niemieckich kolonistów, sąsiadów mieszkańców tegoż Karolina. Z kręgu najbliższych znajomych zginął wtedy pan Jerzy Grabowski, mąż pani Bogny z domu Czaplińskiej. Osierocił maleńkiego Witka i kilkotygodniową Joasię. W czasie egzekucji, do ostatniej chwili podtrzymywał słabszych duchem skazańców. Godną postawą imponował nawet mordercom. Przy wyszukiwaniu umieszczonych na liście, gestapowcy zabierali i innych spotkanych mężczyzn. Zagarnięty przypadkowo szesnastoletni Janek, wysłany na wieś przez matkę w obawie przed łapankami w Warszawie, rozpłakał się nad wykopanym dołem, kiedy odczytano wyrok. Żandarm zapytał chłopca, ile ma lat. Gdy dostał odpowiedź, kazał mu iść do domu. Trudno się dziwić, że ten puścił się biegiem. Wtedy inny żandarm zastrzelił uwolnionego. Przybyła na drugi dzień matka, krew syna zcałowała ze śniegu…

    W tym samym roku 1942, szóstego grudnia okolicę przeraził pożar w Ciepielowie, naszym, najbliższym miasteczku. To Niemcy znaleźli Żydów ukrywanych przez Polaków. Jedni i drudzy zostali zapędzeni do domu, który po zamknięciu spalono. Jak na dłoni, widoczny z naszego podwórka czarno-brązowy dym tego pożaru przygnębiał wszystkich.

    Nasza okolica odczuła zwiększenie terroru, gdy do Ciepielowa zjechało karne niemieckie komando. Od tego dnia, wieczorem lub w nocy gościńcem przed zagrodą Mieśników, przejeżdżał złowrogi samochód. Rozchodziły się wiadomości o kolejnych aresztowanych i rozstrzelanych. Rodzice postanowili „odskoczyć” z miejsca, gdzie byliśmy znani jako nietutejsi, a w dodatku „miastowi” i mogliśmy być obiektem zainteresowania Niemców.

    Więc wczesnym zimowym rankiem, już po grudzie, nasza czwórka jechała na dwóch rowerach do odległego o kilka kilometrów Przyłęka. Zamieszkaliśmy u gościnnego właściciela małego dworku. Za małego, żeby Niemcom opłacało się nim interesować. Tyrawscy, pan Jurek i pani Iza z domu Czaplińska z Sycyny, z kilkumiesięczną Ewą, mieszkali we wsi, w tym samym Przyłęku. Mieli mały drewniany dom i gospodarstwo, które w czasie wojny miało im dać utrzymanie. Tatuś podarował im malutkiego bociana stojącego na jednej nóżce, jako mającego przynieść dalsze dzieci. Ten drobny szczegół pokazuje umiejętność łączenia wesołego żartu z przezornością, niezbędną w sytuacji zagrożenia życia. Uciekając przed karnym komandem, Tatuś nie zapomniał o zabraniu zabawki dla znajomych.

    Po kilku dniach naszego pobytu w Przyłęku, niemieckie komando wyjechało z Ciepielowa. Mogliśmy więc wrócić do Mieśników.

    Już po naszym wyjeździe z Przyłęka, Tyrawscy obudzili się którejś nocy, w domu ze wszystkich stron ogarniętym pożarem. W ostatnim momencie uniknęli spalenia żywcem, wynosząc maleńką Ewę z płonącego domu. Po wielu latach, odwiedzając panią Izię w Radziczu niedaleko Nakła, dowiedzieliśmy się, że powodem tamtego podpalenia miała być zemsta na poprzednich właścicielach domu. Tak to, bestialstwa okupantów tworzyły klimat bezprawia. W tej atmosferze stracił życie sąsiad Czaplińskich, pan Zygmunt Osiecki. Był budzącym powszechną sympatię, wspaniale zbudowanym, młodym mężczyzną. Na pogrzebie pana Zyzia, jego rodzinę przepraszali ci, co pomylili go z gestapowskim konfidentem!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: