
Spacerując po Manhattanie, raz po raz napotykałem znajome pytanie od żydowskich chłopców: „Jesteś Żydem?”. Takie pytania wydawały się być standardową częścią tętniącego życiem krajobrazu tego zróżnicowanego miasta. Za każdym razem odpowiadałem im – nie – i szedłem dalej.
Bo jak wytłumaczyć, że jestem Polakiem, ale Żydem, że mój dziadek, komunista z Krymu, w pewnym momencie swojego życia musiał zaprzeczyć swojej żydowskiej tożsamości, a matka mojej matki pochodziła z rodziny żydowskich konwertytów na katolicyzm? Wreszcie, że moja własna tożsamość, bycie katolikiem, obejmuje również żydowski rodowód – w moich żyłach płynie 36,6% żydowskiej krwi: traktuję tę przybliżoną liczbę symbolicznie, jak temperaturę zdrowego ciała.
Zdrowa pamięć i świadomość niuansów, polskiej, żydowskiej i środkowoeuropejskiej historii, o której, jeśli chcemy stwierdzić coś pewnego, to to, że nie jest oczywista.
Te pytania o korzenie zbiegły się z widokiem religijnych Żydów niosących liście lulawu podczas radosnego święta Sukkot. Widziałem je także na lotnisku, gdy następnego dnia biegłem na samolot do Warszawy. Nic nie zapowiadało koszmaru, który mnie czekał.
7 października byłem już w Warszawie, gdy dotarła do mnie wiadomość o haniebnym ataku Hamasu w pobliżu Strefy Gazy. Po krótkim okresie chaosu, wszystko zaczęło układać się w całość. Hamas dokonał największej masakry Żydów od czasów II wojny światowej w południowym Izraelu.
Skala tego wydarzenia była ogromna.
Mając doświadczenie w wojnie informacyjnej związanej z Ukrainą, wiedziałem, że musimy zacząć nadawać informacje ze źródła tak szybko, jak to możliwe, zanim inni zaczną dyktować, co powinniśmy przedstawić. Nasza reporterka Diana Skaya, która od jakiegoś czasu mieszkała w Izraelu, była w Tel Awiwie i dzięki niej mogliśmy rozpocząć relację na miejscu od pierwszych chwil po masakrze dokonanej przez Hamas.
Byłem pewien, że mamy niewiele czasu, zanim większe media przejmą kontrolę nad narracją. Było dla mnie jasne, że po latach karmienia nas sloganem „Nigdy więcej”, musimy przyznać, że „znowu” jest teraz. Odkładając na bok wszystkie polityczne i historyczne spory dotyczące Izraela i Palestyny, musimy zrozumieć przyczynowo-skutkowy przebieg trwającej wojny. Jako szef kanału informacyjnego i polski patriota nie mogłem oddzielić tego od polsko-żydowskiego kontekstu.
Obiektywizm kierował naszymi relacjami z izraelsko-palestyńskiej walki z terroryzmem Hamasu. A jednocześnie sprzyjało to ogromnej empatii wobec Izraela w polskim społeczeństwie. To było bez porównania z Europą Zachodnią.
Z pewnością ma na to wpływ poczucie wspólnego zagrożenia ze strony naszego wschodniego sąsiada i świadomość, że ostatecznie w razie niebezpieczeństwa jesteśmy przede wszystkim samodzielni. Mam nadzieję, że ta wspólna walka kultywuje nowe spojrzenie Żydów na Polskę. Jako ich sojusznika, nie tylko w słowach, ale w wielu kontaktach międzyludzkich.
Kategorie: Uncategorized

