Historia niezwykle zwykła

Z portalu „U Puszczyka”

u puszczyka

„Słabo oświetlone, ciemne i uroczyste ich wnętrza pachniały głębokim zapachem farb, laku, kadzidła, aromatem dalekich krajów i rzadkich materiałów”
(Sklepy Cynamonowe. Bruno Schulz)

Gdzie mieli swój sklepik cynamonowy Luzer Łowicki i jego żona Etka dziś już nikt nie odpowie. Wiadomo tylko, że gdzieś w Aleksandrowie Kujawskim. Po rodzinie zostało tylko nazwisko i świadectwo w Centralnej Bazie Danych Ofiar Holocaustu w Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie

Okno na świat

Sklepów pod szyldem artykuły kolonjalne w Aleksandrowie przed wybuchem wojny było ponad dwadzieścia jak podaje publikacja Polish Business Directory 1929. I nie można ich mylić ze zwykłymi sklepami spożywczymi, które w liczbie o połowę mniejszej wyróżnione są w odrębnym zestawieniu. Skąd taki popyt na herbatę, przyprawy w prowincjonalnej mieścinie? Każdy sklepik pod szyldem artykuły kolonialne oferował przysłowiowe mydło
i powidło, ale czym lepiej przyciągnąć klienta jak nie egzotyką w nazwie. Niemniej jednak wnętrze wypełnione było aromatem cynamonu, pieprzu i imbiru i innych stu nieznanych, co przywodziło na myśl zamorskie kraje i ich bogactwa jak w babcinych bajkach. Było w tym coś magicznego.
W dni targowe wtorki i piątki sklepik przeżywał przysłowiowe oblężenie, kiedy to z całej okolicy zjeżdżali handlarze, którzy za sprzedane produkty mogli dokonać zakupu towarów z dalekich stron. To były dni na dobry geszeft, na poprawę humoru.

Góra z górą…

To po ojcu Chaimie Łowickim stał się Luzer właścicielem sklepiku i z nim związał swoją przyszłość. Jako dobrze sytuowany właściciel sklepu mógł o niej poważnie pomyśleć.
Do tego potrzebna mu była towarzyszka. W owych czasach dobieraniu par w środowisku żydowskim zajmował się zawodowo, ktoś zwany szadchan zamiennie swat. Po
wnikliwym zbadaniu rodowodów i pobraniu zwyczajowej opłaty 2% wiana skojarzył Luzera z Etką Stupaj z Włocławka.
Etka była córką Salomona i Rebeki, a urodziła się 6 czerwca 1895 w Gąbinie pod Włocławkiem. Była najstarsza z ośmiorga rodzeństwa. Około roku 1895 cała rodzina przeprowadza się do Włocławka i zamieszkuje przy ulicy Browarnej. Środki do życia zapewnia im sklep z zegarkami i srebrami w reprezentacyjnej ulicy miasta – 3 Maja. Jej młodość przypadła na czasy burzliwe I wojny i wojny bolszewickiej, a potem kryzysu. Mimo to skończyła gimnazjum, a potem żydowską szkołę religijną. Zawsze łączyła ją przyjaźń z bratem Jakubem Stupajem późniejszym dr. medycyny, absolwentem berlińskiego Uniwersytetu im. Fryderyka Wilhelma. Jakub osiedlił się na Piotrkowskiej w Łodzi razem z żoną Florą i dwójką dzieci Genią i Teodorem. Ich losy będą się splatać jeszcze wielokrotnie. Trudne czasy wydłużyły bardzo okres pozostawania w stanie niezamężnym. Dopiero rok 1935 okazał się decydujący, kiedy to rodziny Łowickich i Stupajów spotkały się na ulicy Browarnej we Włocławku, aby młodej parze towarzyszyć pod chupą i życzyć mazeł tow. Od tego momentu ich życie skupiało się wokół sklepu w Aleksandrowie i córeczki Racheli Malki, która przyszła na świat rok po ślubie.

Tragiczna niespodzianka

A któż by się tam wojny spodziewał, a któż by się wojny bał. Niejedną już w końcu przeżyli.
Przyjdą wojska i pójdą dalej, jak to już wcześniej bywało. Tak mniemała większość Żydów i Polaków zresztą też. Już pierwsze dni wojny pokazały jej nowe oblicze, totalne. To była wojna, którym naczelną ideą było masowe mordowanie dla zdobycia tzw. przestrzeni życiowej.
Ofiary bombardowań, rozstrzeliwań, represje, a dodatkowo antysemickie wystąpienia lokalnych wandali, którzy zdemolowali sklep, jedyne źródło utrzymania kazały szukać pomocy na zewnątrz. Próba znalezienia wsparcia u brata Jakuba w Łodzi okazała się daremna. On sam musiał uciekać z miasta po znalezieniu się na liście osób niebezpiecznych dla rzeszy. Ucieka do Warszawy, znajduje zatrudnienie jako lekarz i tam też ściąga już we wrześniu Etkę z rodziną.

Droga bez powrotu

Zamieszkali w dzielnicy przeznaczonej dla Żydów. Ich świat stanowił skrawek miasta ograniczonej ceglanym murem, najeżonym drutem kolczastym i lufami karabinów gotowych do strzału. Trafiło im się przynajmniej dobre sąsiedztwo. Przy ulicy Miłej, gdzie z kilkoma innymi rodzinami dzielili lokum mieszkał też Mordechaj Anielewicz ;przywódca powstania w Getcie w kwietniu 1943 roku. Tego wydarzenia jednak nie było dane im doczekać.
Początkowo bez środków do życia, mogli liczyć na pomoc Jakuba. Dzięki jego staraniom Luzer otrzymuje pracę przy produkcji wyrobów skórzanych i to chroni rodzinę przed niechybną śmiercią głodową.
Tak przetrwali prawie trzy lata, aż do chwili, kiedy w lipcu 1942 trzymając za ręce sześcioletnią wówczas Rachelę pomaszerowali wraz z innymi na Umschlagplatz tuż przy dworcu Warszawa Gdańska. Tu na bocznicy kolejowej czekał już na nich pociąg, którym dotarli do stacji ostatecznej – obozu zagłady w Treblince
I tam słuch po nich zaginął. Nic już nie zostało po sklepach cynamonowych, których magię zniszczyła nienawiść i jako wspomnienie został tylko ten znany mi fragment losu rodziny Łowickich. Całkiem zwykły w tamtych czasach niezwykłych.

Zbyszek Sołtysiński

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: