Uncategorized

Matki żołnierzy z Izraela zamrażają plemniki zmarłych synów. Wszystko po to, by mieć wnuki


Przyslala Rimma Kaul

Kadr z filmu 'Na jego podobieństwo', reż. Tami Ravid

Kadr z filmu 'Na jego podobieństwo’, reż. Tami Ravid (Fot. Witfilm / WATCH DOCS)Rodzice muszą pozwać państwo, by zezwoliło im na użycie nasienia zmarłych synów. Muszą udowadniać przy pomocy świadków, że zmarły naprawdę chciał mieć dzieci.

Z TAMI RAVID, REŻYSERKĄ FILMU DOKUMENTALNEGO „NA JEGO PODOBIEŃSTWO”, ROZMAWIA URSZULA JABŁOŃSKA

Jak długo żyją plemniki po tym, gdy mężczyzna umrze?

– Z aktualnych badań wynika, że mniej więcej 72 godziny. Czasami nieco dłużej. Oczywiście im wcześniej po śmierci pobierze się nasienie mężczyzny, tym będzie lepszej jakości.

Zawsze staram się myśleć, że wszystko ma ewolucyjny powód, więc długo zastanawiałam się, dlaczego tak jest. Myślę, że budowa plemników umożliwia im przetrwanie długiego czasu w ciele kobiety, więc żyją też w ciele zmarłego mężczyzny. To fascynujący fakt.

Ludmiła, jedna z bohaterek twojego filmu, kiedy w 2002 roku dowiedziała się o śmierci swojego syna w izraelskiej armii, wpadła na pomysł, żeby pobrać jego nasienie. Czy jej pierwszej przyszło to do głowy?

– Tak, ona podjęła taką decyzję jako pierwsza w kraju. Pochodzi z Ukrainy, w 2002 roku akurat była w Izraelu w odwiedzinach u syna. Nagle w drzwiach stanęli przedstawiciele armii i powiedzieli, że syn zginął na ulicy w ataku terrorystycznym. Ochraniał dzieci w szkolnym autobusie. Ludmiła była w szoku, więc dali jej coś na uspokojenie. Z powodu ogromnego wstrząsu i tych tabletek przebywała w trochę innej rzeczywistości. Wyruszyli do kostnicy, żeby obejrzeć ciało, zatrzymali się na stacji benzynowej. Ludmiła poszła do toalety i pomyślała: „Mój jedyny syn odszedł, nigdy nie będę już miała dzieci ani wnuków”. I nagle przyszło jej do głowy, że może da się ocalić jego nasienie, żeby mogła mieć wnuka. To było jak objawienie, nigdy nie czytała o podobnej praktyce, nie wiedziała, czy to jest w ogóle możliwe.

I co zrobiła?

– Nie znała języka, w samochodzie towarzyszył jej młody mężczyzna, który mówił po rosyjsku. Poprosiła go, żeby znalazł jej prawnika. Zadzwonił do znajomego, tak się złożyło, że to był prawnik od nieruchomości. Ale mimo to od razu poszedł do sądu i w ciągu kilku godzin uzyskał zgodę na pobranie nasienia. To była pierwsza taka decyzja w kraju.

Bardzo ważny dla sądu był kontekst tej sprawy. Ludzie, którzy tracą dzieci w izraelskiej armii, mogą liczyć na dużo szacunku od państwa. Więc wszystkim było żal tej kobiety, która straciła w wojsku jedynego syna, chcieli jej pomóc. W kostnicy urolog z pobliskiego szpitala pobrał z jądra mężczyzny dwadzieścia probówek nasienia. Ale to nie oznaczało, że mogło zostać użyte. Do tego potrzebna była kolejna zgoda sądu. Więc Ludmiła zamroziła spermę, przechowywała ją w szpitalu w Tel Awiwie i przez lata nic z nią nie zrobiła.

Dlaczego?

– Chyba po prostu wpadła w depresję. Ale w międzyczasie inni rodzice zmarłych żołnierzy dowiadywali się z wiadomości, że udało się jej pobrać nasienie, więc robili to samo. Kilka lat później było na świecie już czworo dzieci.

Ludmiła spotkała Irenę, kobietę, która urodziła dziecko jej syna, dużo później. Musiały pozwać państwo, by dostać zgodę sądu na zapłodnienie. Jej wnuczka, Weronika, przyszła na świat w 2015 roku.

Kiedy ty zainteresowałaś się tym tematem?

– W 2007 przeczytałam w holenderskiej gazecie krótki artykuł o rodzicach starających się uzyskać sądownie prawo do wykorzystania nasienia, które ich syn zamroził, zanim zmarł na raka. Tak bardzo chcieli sprowadzić na świat jego dzieci.

Pomyślałam, że to się mogło zdarzyć tylko w Izraelu, gdzie związki rodziców z dziećmi są wyjątkowo silne. Europa jest znacznie bardziej indywidualistyczna. W wieku 18 czy 20 lat dzieci wyprowadzają się z domu i zaczynają swoje życie. W Izraelu dziecko pozostaje dzieckiem bardzo długo. W tej historii zafascynowało mnie to, że ci rodzice troszczą się o syna nawet po jego śmierci.

Wycięłam notkę z gazety, odłożyłam do teczki i zapomniałam o niej. W 2013 roku, kiedy byłam w Izraelu, trafiłam na stronę prawniczki, która pomagała rodzicom uzyskać prawo do korzystania z nasienia zmarłych synów. Zorientowałam się, że dzieci zmarłych rzeczywiście przychodzą na świat. I wtedy pomyślałam, że muszę porozmawiać z tymi rodzicami i poznać ich motywacje. Najbardziej intrygowało mnie pytanie – czy teraz, kiedy mają wnuki, są mniej zrozpaczeni śmiercią dzieci?

Czy to popularna praktyka?

– Wiem, że w Izraelu urodziło się już około 20 dzieci zmarłych mężczyzn. Ale na pewno nie wiem o wszystkich przypadkach. Niektórzy rodzice pewnie robią to w sekrecie, ich historie nie pojawiają się w mediach. Wiem też, że tych przypadków jest coraz więcej. W ciągu ostatnich dwóch tygodni pojawiły się w prasie doniesienia o kolejnych sprawach rodziców, którzy chcą wykorzystać nasienie syna.

Czy to zdarza się tylko wśród rodzin żołnierzy?

– Także wśród rodziców, których synowie zmarli na raka albo w wypadkach samochodowych. Ja jednak zdecydowałam się pokazać historie związane z armią. Również dlatego, że aktualnie w Izraelu toczy się dyskusja, czy żołnierze powinni spisywać „biologiczne testamenty”.

Co to takiego?

– Aktualnie sytuacja wygląda tak, że rodzice muszą pozwać państwo, by zezwoliło im na użycie nasienia zmarłych synów. Muszą udowadniać przy pomocy świadków czy pamiętników, że zmarły naprawdę chciał mieć dzieci, założyć rodzinę. Bo pojawia się pytanie, czy etyczne jest powoływanie na świat dzieci, kiedy nie wiemy, czy taka była wola tego mężczyzny. Te sprawy trafiają do sądów i ciągną się latami. To jest bardzo trudne dla rodziców w żałobie. Więc pojawił się pomysł, żeby żołnierze, zanim w wieku 18 lat wstąpią do wojska, spisywali „biologiczny testament”, w którym zaznaczą, czy w przypadku śmierci pozwalają rodzicom na użycie swojego nasienia, czy nie. Jeżeli dosadnie wyrażą swoją wolę, rodzice nie będą musieli iść do sądu. Więc niektórzy żołnierze spisują taki testament, ale na razie niewielu.

Nie ma żadnych regulacji prawnych w tej kwestii?

– Nie. Za każdym razem rodzice muszą pozwać państwo, a ono się broni, ponieważ generalnie stoi na stanowisku, żeby nie udzielać zgody. Sądy nie chcą doprowadzić do sytuacji, w której każdy rodzic będzie mógł wystąpić o prawo do korzystania z nasienia syna, bo wtedy zrobi się bałagan. Przecież wielu młodych ludzi ginie, czy to w wypadkach samochodowych, czy w wojsku. A procesy kosztują dużo pieniędzy i czasu. Więc sądy generalnie wolą odmawiać. Ale zwykle dużo zależy od sędziego. Niektórzy robią wyjątki. Sprawa Ludmiły była takim wyjątkiem.

Rodzice Shakeda nie dostali zgody sądu na użycie nasienia syna. Dlaczego im odmówiono?

– Ponieważ ich syn miał żonę, gdy zmarł. Początkowo i rodzice, i wdowa zgodzili się na pobranie nasienia. Jednak ona przemyślała sprawę i po jakimś czasie uznała, że wciąż jest młoda i nie ma powodu, by sprowadzać na świat dziecko bez ojca. Poznała kogoś nowego i teraz ma z nim dwójkę dzieci. Więc rodzice spytali, czy oni mogą wykorzystać nasienie i jednak mieć wnuki z inną kobietą. Wdowa odmówiła. Więc rodzice udali się do sądu. Ta sprawa rozgrywała się wokół pytania, czego Shaked by chciał. Wdowa twierdziła, że świetnie go znała i jest pewna, że on by się nigdy na to nie zgodził. I sędzia potwierdził, że prawnie to jest decyzja wdowy. Rodzice odwoływali się kilka razy, ale wdowa wygrała.

Matka Shakeda teraz walczy o to, by wprowadzić prawo, które zapewni rodzicom dostęp do nasienia zmarłych synów.

– Chce, żeby rodzice mieli takie same prawa do nasienia jak wdowy. Wdowa mogłaby podjąć decyzję jako pierwsza, ale jeżeli nie będzie chciała z niego skorzystać, prawo przechodziłoby na rodziców. Nie wydaje mi się prawdopodobne, żeby powstało takie prawo. Ale dobrze, żeby jakieś powstało, bo aktualnie mamy w tej kwestii dziki zachód. Każdy może chcieć prawa do nasienia, pozwać państwo, a sędzia zdecyduje, co się wydarzy.

Rodzice Matana, który zmarł na raka, otrzymali zgodę sądu na użycie nasienia. Jak znaleźli kobietę chętną, by urodzić dziecko, które będzie w połowie sierotą?

– Poznali ją przez przyjaciela rodziny. Inbal miała już 38 lat, pracowała w kancelarii prawniczej, właśnie się rozwiodła. Naprawdę chciała mieć dziecko, ale nie wiedziała, jak to zrobić, więc przyjaciel poznał ją z rodzicami Matana, wystąpił w roli swatki. Poszli na kawę i natychmiast się porozumieli. Rodzice od razu wiedzieli, że chcą, by Inbal została matką ich wnuka. Ona też poczuła do nich wielką sympatię. Mieszkają w tym samym mieście, pochodzą z tej samej grupy etnicznej – z Tunezji i Maroka. Kiedy się dogadali między sobą, zaczęli też rozmawiać z prawnikami, bo musieli iść do sądu i udowodnić, że Inbal nadaje się na matkę.

Musiała przejść przez wywiady z pracownikami społecznymi i psychologami. Pytali ją, dlaczego się rozwiodła, dlaczego jej małżeństwo trwało tylko rok. Prosili, żeby udowodniła, że naprawdę chce dziecka. Musieli sprawdzić, czy zdaje sobie sprawę, w jaką sytuację wkracza – będzie wychowywać dziecko z parą ludzi, którzy są w żałobie. To nie będzie proste. Chcieli się dowiedzieć, czy sobie z tym poradzi.

Dlaczego singielki podejmują decyzję, żeby użyć nasienia zmarłego mężczyzny, zamiast po prostu wziąć je z banku, który zapewnia anonimowość dawcy?

– One nie chcą tej anonimowości. Jeżeli wezmą nasienie z banku, nigdy się nie dowiedzą, kto jest ojcem. Dorosłe dzieci, które przyszły na świat w ten sposób, dzisiaj często opowiadają, że są zagubione. Kiedy stoją na ulicy, mają poczucie, że każdy mężczyzna, który ich mija, może być ich ojcem. I to jest dla nich bardzo frustrujące. Dlatego na przykład w Holandii zmieniono prawo. Dzieci dawcy mogą poznać nazwisko ojca, kiedy skończą 18 lat. Kiedy mężczyźni oddają spermę do banku, muszą zgodzić się na to, że pełnoletnie dziecko może się z nimi skontaktować.

W Izraelu wciąż wszystko odbywa się anonimowo. A matki czasami wolą mieć rodzinę. Dziecko i tak nie będzie miało ojca, ale będzie miało dziadków, którzy odpowiedzą na jego pytania. Będzie wiadomo, jakie choroby były w tej rodzinie, dlaczego syn ma brązowe oczy i kręcone włosy. Kobiety, z którymi rozmawiałam, wybrały taką opcję, ponieważ widzą w tym zaletę.

Nie zdarza się, że dziadkowie chcą potem nadmiernie ingerować w życie kobiety i wychowanie dziecka?

– Obie strony podpisują kontrakt w obecności prawnika. I tam jest wyraźnie zaznaczone, że matka jest jedynym rodzicem. Dziadkowie mogą pomagać w wychowaniu, ale nie mają prawa decydować o przyszłości dziecka – do jakiej pójdzie szkoły, w jakim będzie mieszkać mieście, co będzie jadło. Nie mają też prawa ingerować, jeżeli matka postanowi się z kimś związać.

W praktyce wygląda to różnie. Ludmiła właściwie wychowuje swoją wnuczkę, bo jej matka dużo pracuje. Ale kobiety decydują się na taki układ, bo chcą zaangażowania dziadków, więc nie mają nic przeciwko temu.

Poza tym przecież nawet jeżeli dzieci mają ojca i matkę, często zdarza się, że dziadkowie nadmiernie angażują się w wychowanie wnuków. To naturalne. To zadanie rodziców, żeby ustalić granice.

Czy zdarzył się przypadek, kiedy dziadkowie chcieli wychować dziecko sami, bez udziału matki?

– Tak. Byli stosunkowo młodzi, przed pięćdziesiątką. Stracili najstarszego syna, pobrali jego spermę i wystąpili do sądu o zgodę na skorzystanie z usług surogatki. Odmówiono im. Sprawy najczęściej są rozstrzygane pozytywnie, kiedy potencjalna matka jest singielką. Wiadomo, że w wypadku odmowy i tak skorzystałaby z banku spermy. W tym przypadku również psycholog wydał opinię, że to nie jest zdrowa sytuacja dla dziecka. Powinno mieć chociaż jednego rodzica.

Sądy stoją na stanowisku, że decyzję o poczęciu dziecka może podjąć osoba, która jest właścicielem spermy albo komórki jajowej, albo macicy. Tylko jedna z tych osób może starać się o prawo do poczęcia dziecka. Na przykład Inbal była właścicielką komórki jajowej i macicy, więc zgodę dostała. Jeżeli para gejów chce mieć dziecko z singielką – a takich spraw też jest w Izraelu sporo – to oni są właścicielami spermy i też jest spora szansa na pozytywne rozpatrzenie sprawy. Ale dziadkowie nie zaliczali się do żadnej z tych kategorii.

W Izraelu w wojsku służą też kobiety. Co z ich komórkami jajowymi w przypadku śmierci?

– Pobranie komórek jajowych jest dużo bardziej skomplikowane technicznie, nie można ich tak po prostu wyjąć za pomocą igły i strzykawki. Kobiety są płodne zaledwie przez jeden czy dwa dni w miesiącu. Ale słyszałam, że w Arabii Saudyjskiej był już przypadek, kiedy dziewczynce, o której było wiadomo, że jest bezpłodna, w bardzo młodym wieku pobrano tkankę jajników i zamrożono ją. Kiedy dorosła i zapragnęła mieć dziecko, pod wpływem sztucznych hormonów doprowadzono do jajeczkowania i pobrano komórkę jajową. Dokonano transferu zarodka i kobieta urodziła dziecko. To skomplikowany proces. W Izraelu próbowano go przeprowadzić, ale się nie udało. Jednak myślę, że w przyszłości będzie to jak najbardziej możliwe. Poza tym być może kobiety zaczną mrozić komórki jajowe, zanim wstąpią do wojska. Dużo kobiet i tak to robi, kiedy ma dwadzieścia kilka lat, bo obawiają się, że może nie spotkają odpowiedniej osoby wystarczająco szybko.

W Polsce Kościół jest całkowicie przeciwny in vitro, ludzkiej ingerencji w proces poczęcia. Co na to religijne środowiska w Izraelu?

– Kiedy jeden z członków parlamentu rzeczywiście chciał wprowadzić prawo, które regulowałoby te kwestie, sprzeciwiły się temu głównie religijne partie. Więc z jednej strony religijne środowiska rzeczywiście są przeciwne wszystkiemu, co ma związek z technologią przy poczęciu dziecka. Ale z drugiej strony rodzenie dzieci jest niezwykle ważne w Izraelu i rząd bardzo to promuje. Płaci za kolejne próby in vitro, dopóki kobieta nie ma dwójki dzieci. Nawet jeżeli jest rozwiedziona i ma już jedno dziecko z poprzedniego małżeństwa. W Holandii kobieta może podjąć trzy próby, dopóki nie skończy 42 lat. Również dlatego wskaźnik dzietności w Izraelu jest bardzo wysoki, wynosi 3,1. W Holandii jest o połowę niższy. Można mieć pieniądze, karierę, dom, ale w Izraelu to dzieci są najważniejsze.

Dzisiaj nawet wierzące osoby stosują in vitro. A rabini mówią różne rzeczy. Jedni stoją na stanowisku, że wszystko w rękach Boga, a drudzy twierdzą, że trzeba iść z duchem czasu i trochę Bogu pomóc.

Pytanie brzmi, kto ma prawo podjąć decyzję o tym, by powołać na świat nowe życie. Dawniej wszystko było jasne – mąż i żona. Teraz zrobiło się trudniej.

– Wyszliśmy z ram tradycyjnej rodziny i trzeba ustalić nowe zasady. Mamy możliwość przechowywania komórek rozrodczych na bardzo długi czas, technologia rozwija się niezwykle szybko. W szpitalach już jest mnóstwo materiału genetycznego z in vitro i to także generuje wiele pytań. Co się z nim stanie, jeżeli właściciel umrze? Kto ma prawo skorzystać z jego genów po śmierci? Nie wiemy, jakie pomysły będą ludzie mieli w przyszłości. Wciąż pojawiają się nowe. Może kobieta, która w młodości zamroziła swoje komórki jajowe, ale przez całe życie nie zdecydowała się ich wykorzystać, nagle w wieku 70 lat uzna, że jednak chce powołać na świat dziecko. Czy będzie jej wolno? Najwyższy czas zacząć rozmawiać na te tematy.

Wracając do pytania, z którym przystąpiłaś do pracy nad dokumentem – udało ci się dowiedzieć, czy wnuki niosą rodzicom w żałobie pocieszenie?

– Wielu rodziców, z którymi rozmawiałam, było bardzo szczęśliwych z wnukami. Naprawdę widzieli w nich swoich zmarłych synów. Przecież to geny – ten sam uśmiech, te same oczy. Poza tym dzieci generalnie przynoszą ludziom mnóstwo radości. Jednak trudno jest zajrzeć w duszę takiej osoby i dowiedzieć się, czy wnuki rzeczywiście pomogły im ukoić ból po stracie, czy nie.

Mnie się wydaje, że jeżeli człowiek generalnie jest optymistą, będzie nim, nawet jeżeli w jego życiu zdarzy się nieszczęście. Natomiast jeżeli ból był tak wielki, że go w jakiś sposób pokonał, nie jestem pewna, czy cokolwiek pomoże zagoić te rany.

Ludmiła po 20 latach od straty syna wciąż bardzo cierpi. Jej ból nie minął z czasem, mimo że jest bardzo szczęśliwa z wnuczką, ma wokół siebie rodzinę i nie jest sama.

Urszula Jablonska


Matki żołnierzy z Izraela zamrażają plemniki zmarłych synów.

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.