
W przeciwieństwie do Zełenskiego, ulubieńca Zachodu, Netanjahu jest oczerniany, a jego kraj potępiany, nawet przez sojuszników, w tym Ukrainę, w ONZ.
Zbiorowe westchnienie, które wybuchło w piątek w europejskich stolicach – i odbiło się echem w niektórych kręgach w Jerozolimie – było uzasadnione. Nigdy wcześniej konfrontacja między prezydentem USA Donaldem Trumpem a prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim w Gabinecie Owalnym nie była tak publiczna i tak surowa.
Nawet Trump nie mógł powstrzymać się od zauważenia pod koniec słownej awantury, że to dobra telewizja. Miał rację. Wymiana zdań natychmiast stała się wirusowa na każdej platformie mediów społecznościowych.
Przez ostatnie dwa dni analitycy na całym świecie zastanawiali się, w jaki sposób prawie godzinne spotkanie / zaimprowizowana konferencja prasowa – w obecności wiceprezydenta JD Vance’a, sekretarza stanu USA Marco Rubio i mnóstwa reporterów – nagle stało się kwaśne po bardzo cywilnym, a nawet przyjaznym początku. Kłótnia składa się z dwóch części.
Jedna dotyczy przyzwoitości, a sympatycy Ukrainy oskarżają Vance’a o podżeganie do zasadzki, do której entuzjastycznie przyłączył się Trump. Druga koncentruje się na treści – warunkach i mądrości porozumienia „pokojowego”, które Trump próbuje wynegocjować między Zełenskim a prezydentem Rosji Władimirem Putinem.
Jeśli chodzi o pierwszą kwestię, niezależnie od tego, jakie stanowisko zajmuje się w sprawie wojny na Ukrainie, zachowanie Zełenskiego było całkowicie nie na miejscu. W rzeczywistości to on zaskoczył swoich gospodarzy, a nie odwrotnie.
Rzeczywiście, wskazał, że celem jego wizyty w Białym Domu – nawiasem mówiąc, na własną prośbę – było podpisanie umowy o wspólnych inwestycjach USA i Ukrainy w rzadkie minerały i inne zasoby Ukrainy. Wyjaśnił jednak przed mediami, że nie jest to wystarczające, aby zagwarantować bezpieczeństwo Kijowa wobec Moskwy.
Nie był to też pierwszy raz w ciągu niecałych dwóch tygodni, kiedy Zełenski wywinął taki numer z nową administracją w Waszyngtonie. Ale jego bezczelna bezczelność, sarkazm i próżna postawa wobec Trumpa i Vance’a wywoływały wzdrygnięcie.
Nie oznacza to, że Putin jest kimś innym niż złośliwym aktorem lub że nie ma powodu do niepokoju o wyniki Trumpa. Mimo to panikarze mogą nie dostrzegać szerszej kalkulacji stojącej za pozornym uspokojeniem Kremla przez Trumpa: manewru Realpolitik mającego na celu odciągnięcie Rosji od osi Chiny-Iran.
W szczególności Izrael dobrze by zrobił, gdyby przeanalizował strategiczne implikacje tej zmiany, zanim pospieszy się z osądem. Podczas gdy trudna sytuacja Ukrainy jest tragiczna, to Jerozolima – a nie Kijów – znajduje się w centrum najbardziej krytycznego globalnego konfliktu.
Ambicje nuklearne Teheranu, jego sojusznicy próbujący unicestwić państwo żydowskie oraz pogłębiające się więzi z Pekinem i Moskwą stanowią egzystencjalne zagrożenie dla Izraela. Jeśli kontakt Trumpa z Putinem zaowocuje wbiciem klina między Rosję i Iran, jest to kompromis wart rozważenia.
Krytycy zaczęli ostrzegać, że jeśli Trump może zwrócić się przeciwko sojusznikowi USA, takiemu jak Ukraina, to równie łatwo może stracić cierpliwość w stosunku do Izraela, zwłaszcza jeśli zniecierpliwi się prowadzeniem wojny w Strefie Gazy przez premiera Benjamina Netanjahu. Być może, na przykład, był zirytowany, gdy Netanjahu nie wykorzystał w pełni zielonego światła do rozpętania „całego piekła” przeciwko Hamasowi.
Jak dotąd jednak obaj przywódcy wydają się być zgodni. W weekend Netanjahu i wysłannik Trumpa na Bliski Wschód, Steve Witkoff, zgodzili się wstrzymać kolejną fazę porozumienia o zawieszeniu broni, zamiast tego przedłużając rozejm do Ramadanu i Paschy, starając się zapewnić uwolnienie dodatkowych zakładników. Decyzja ta, podobnie jak decyzja Netanjahu z niedzielnego poranka o wstrzymaniu wszelkiej pomocy humanitarnej dla Strefy Gazy, została podjęta z błogosławieństwem Trumpa.
Rubio podkreślił jednoznaczne poparcie administracji, „podpisując deklarację o wykorzystaniu władz nadzwyczajnych w celu przyspieszenia dostawy około 4 miliardów dolarów pomocy wojskowej dla Izraela”.
Wyjaśnił: „Decyzja o odwróceniu częściowego embarga na broń administracji Bidena, które niesłusznie wstrzymało dostawy broni i amunicji do Izraela, jest kolejnym znakiem, że Izrael nie ma większego sojusznika w Białym Domu niż prezydent Trump”.
Kontynuował: „Od czasu objęcia urzędu, administracja Trumpa zatwierdziła prawie 12 miliardów dolarów w dużej sprzedaży FMS [Foreign Military Sales] do Izraela. Ta ważna decyzja zbiega się w czasie z uchyleniem przez prezydenta Trumpa memorandum z czasów Bidena, które nakładało bezpodstawne i upolitycznione warunki na pomoc wojskową dla Izraela w czasie, gdy nasz bliski sojusznik toczył wojnę o przetrwanie na wielu frontach przeciwko Iranowi i pełnomocnikom terrorystycznym”.
Na koniec oświadczył: „Administracja Trumpa będzie nadal wykorzystywać wszystkie dostępne narzędzia, aby wypełnić wieloletnie zaangażowanie Ameryki w bezpieczeństwo Izraela, w tym środki przeciwdziałania zagrożeniom dla bezpieczeństwa”.
Porównaj to z sytuacją Ukrainy. Rubio był wyraźnie sfrustrowany niespójnymi komunikatami Zełenskiego po spotkaniu w Białym Domu. Początkowo ukraiński prezydent wyraził gotowość do rozważenia proponowanego przez Trumpa porozumienia – tylko po to, by wrócić do domu i powiedzieć prasie, że odmówił jakiegokolwiek kompromisu.
Mieszane sygnały nie tylko zirytowały administrację Trumpa, ale także osłabiły pozycję Ukrainy. Jak Trump dosadnie powiedział Zełenskiemu: „Nie masz kart”.
Zamiast milczeć, Zełenskij odpowiedział: „Nie gram w karty”.
Jako przywódca dobrze zorientowany w bardzo złych rozdaniach, izraelski premier mógł wyprostować swojego ukraińskiego odpowiednika w tej kwestii. W przeciwieństwie do Zełenskiego, który był ulubieńcem Zachodu, Netanjahu był oczerniany podczas wielofrontowej wojny obronnej Izraela przeciwko islamskim terrorystom. A jego kraj został potępiony nawet przez sojuszników – w tym Ukrainę – w Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Jeśli Zelenskyy chce walczyć z nowym szeryfem w mieście – któremu otwarcie sprzeciwiał się w Pensylwanii podczas kampanii prezydenckiej – musi czytać atmosferę i poruszać się po scenie z pokorą, a nie okazywać pogardę tym, którzy „trzymają karty”, których pragnie. W przeciwnym razie będzie zmuszony spasować bez żetonów.
Kategorie: Uncategorized


@Marousia
„O Ukrainie straszne tu bzdury, czysta kremlowska propaganda, wstyd!”
Co racja, to racja. Należy okazywac głęboką wdzięczność za ukraińskich wachmanów z Sobiboru i Treblinki oraz za waleczne dokonania SS Galizien. A także za Banderę i za UPA. No i popierać kraj, który zawsze starał się dokopać Izraelowi w ONZ.
Za Iwana Demianiuka też się wdzięczność należy.
O Ukrainie straszne tu bzdury, czysta kremlowska propaganda, wstyd!