PUPA.DOC CZYLI ODA DO DUPY

Jest to opowiadanie z ksiazki Viki Korb „Witaj Germanio” o ktorej mozna przeczytac w jednym z wczesniejszych wpisow

witaj_germanio_tyl_okladki
Także językowo. Jak wszyscy cudzoziemcy za granicą i ja miotam się między co najmniej dwoma językami oraz walczę z komputerem. Szczególnie fascynujące i męczące jest powiązanie tych dwóch bojów. Nietrudno tu popaść w tarapaty.

W dzisiejszych czasach trzeba przecież szpamować, a nie szpanować lub szanować wiedzę.
A do tego ze mnie prędzej wampirzyca niż komputerzyca! No ale przy pomocy polskiego kumpla kumputerowego udało mi się przed laty zainstalować, skompatybilizować, a jak sądziłam, nawet rozgryźć program automatycznego spolszczania słów. Ma on dodawać do liter polskie znaki, zamieniać cme na ćmę itp. Zwie się Cor for Windows, w skrócie Corwin. Ja natomiast zwę go pieszczotliwie
Kurwinem. Po kilku bezsennych nocach zdołałam zmusić go, by czasem robił to, co chcę. Rozjuszona tym sukcesem zwabiłam znów mego komputerowego mega-freaka (czy to się po polsku wymawia fryka lub może frykasa? A kobieta
to fryczka?). Komputer-owiec przybiegł, pieszczotliwie dotknął klawiszy komputera i podkablował go oraz dorzucił program automatycznego tłumaczenia. Potem spytał „Gdzie masz mysz?” i zaczął wiać. Gdy złapałam go za frak, prosząc o jakieś
instrukcje, wrzeszczał coś o blondynach. Zostałam sam na sam z programem. Studiując pomoc i naciskając klawisze
według jej wskazówek lub własnego instynktu, odniosłam sukces, próbując zmusić go do przetłumaczenia jednego tekstu z polskiego na niemiecki. Gdy skończył, oniemiałam. Otóż ekran komputera zaroił się, przepraszam najmocniej
– od pup. Pełno było w nim słów takich jak: pupadaj, pupa co, pupatem, pupaproś, pupadatek, puparządek, pupapiół, pupamoc, pupakotem, pupapłoch, pupaspólstwo, pupawody, pupazew, Pupalska… Rozszyfrowałam, że przedtem były to następujące słowa: Podaj, po co, potem, poproś, podatek, porządek, popiół, pogoda, pomoc, pokotem, popłoch, pospólstwo, powody,
pozew, Polska… Liczne pupy wisiały też na ekranie samotnie. Musiałam się nieźle zagłębić w te pupy, aż po przetarciu oczu i upewnieniu się, że ani nie śnię, ani nie jestem pijana, pojęłam, że mój komputer po-pisał się zamianą polskiego przyimka i sylaby
„po” na ich odpowiednik w niemieckim – czyli „pupa”. Bowiem niemieckie słowo „Popo”, w skrócie Po, to po polsku właśnie „pupa”. Tak więc mój nowy program dokonał rzeczy niebywałej – przetłumaczył tekst z polskiego na polski, używając
po drodze niemieckiego ekwiwalentu „Po”, czyli pupy. Krzyknęłam wściekła do komputera:– Po-całuj mnie w pupę, ale żeś mnie upupił! Po po-nownym popoceniu się nad nim, stwierdziłam, że nie było mowy o pop-rawieniu go. Nawet
gdybym dłubała w nim godzinami lub oddała go do po-prawczaka. Był wszakże równie debilny, co kompatybilny. Wprawdzie gdzieś wyskoczyła rada, by w razie problemów skontaktować się z opera-torem, ale takie bujdy wszyscy znamy.
Od tego czasu w komputerze w nic nie wierzę! „Pisz na Berdyczów”, jak mówistare przysłowie. Porzuciłam więc ten po-dupa-dły wynalazek. Dwujęzyczny kocio-kwiczek starczył mi raz na zawsze. Do tego przypomniał mi się artykuł z polskiej prasy pod tytułem „Umrzeć dla pięknej pupy” opisujący śmierć pacjentki po liposukcji. Dobrze, że nie „odwaliła kity” ani nie „wyciągnęła ko-pyt”. Żal mi jej było, ale ucieszyłam się, że chociaż ja mogę się odczepić od spraw pup. Olałam ten popu-larny super-duper program (jak mówią Francuzi) i gnijeon w moim komputerku. Już nie jestem jego po-plecznikiem. Zamykając komputer, odkryłam też, że ledwie zipie też ZIP, program, który pakuje dane. Posprzątałamw komputerze, choć na ogół czyszczeniem u mnie zajmuje sięsprzątaczka. Potem potem się zlałam i dopadła mnie ciężka electronitis – miałam po dziurki w nosie elektronicznego terroru, oczopląsu, dżungli i kontaktówz elektro-nikiem. Tak więc obecnie tłumaczę i poleruję swój polski języczek sama, a tylko Kurwin po-maga mi w dodawaniu polskich liter. Tymczasem wystarczy kropnąć się z kropką i już cześć pracy! Dzień przedtemnatknęłam się przecież na ogłoszenie, w którym widniało „kontkat” zamiast kontakt.Jakże słusznie! Może nadejdzie hasło „Elektron na tron”? Jest już blisko! Ostatni szczyt szczytów odbył się w końcu grudnia 2011, gdyelektryczny samochód usamodzielnił się na stadionie piłki nożnej w Teksasie i ruszył w „amokalną” jazdę, raniąc siedem realnych osób. Natomiast bezpańska komórka znaleziona w pół godziny po starcie w samolocie Air-France w drodze z USA do Francji spowodowała przerwanie lotu i powrótdo Teksasu.

Ciekawe, co nas jeszcze czeka? Zbulwersowało mnie też, że mój nowy program elektroniczny w komputerze usiłuje za mnie decydować, co chcę robić i sam wysyła za mnie maile, które muszę potem odszczekiwać. Jakże słusznie sądzi tygodnik „Wprost”, że „komputer nie osiągnął jeszcze sprawności mózgu myszy”.
Nawet gdy słucham radia, co jest dużo przyjemniejsze od gapienia się w jakiś e-kran, moderatorka zamiast podać prognozę śpiewa uwodzicielsko, by obejrzeć ją sobie „oooonline…” . Podrapałam się zdezorientowana popo-ty-licy, jak to czynią politycy. Zamiast słuchać lub główkować, powinnam się „po prostu” zalogować i wygooglować…
Odechciało mi się bycia internetystką, choć media zapowiadały nawet spotkanie papieża z „pokoleniem internetu”. Chromolę także „Chrom” w internecie! I nawet nie chcę wiedzieć, co to takiego „wątki queerowe” i „cyfryzacja”, o których
czytam w O-necie. Może cyfryzacja to nowy rodzaj fryzowania frajera ? Mało tego, internet usiłuje nieproszony dzielić autorów moich maili na znajomych i przyjaciół oraz podejrzanych i wrogów. Próbuje mi też zabronić dostępudo listów, grożąc straszliwymi skutkami, jeśli ją otworzę. A przy tym skacze i kracze. Próbując się oderwać od terroru elektronicznej poczty, zaczęłam czytaćw ONET wiadomości zrealnego świata, ale natychmiast dojrzałam, że internet właśnie po-stanowił, jakie buty mam nosić w tym sezonie i po-stawił ich reklamę.
Przypominały mi one łapcie rosyjskich żołnierzy z czasów wojny. Łapcie okazję i zamówcie je taniej przez internet – zachęcała reklama… Już, już, łapu capu!
Ale ja wolałabym pójść na pik-nik, gdzie dzieciaczki ciaćkają się z ciasteczkami.

Tego dnia już więcej nie kiwnęłam palcem i dobrze mi to zrobiło, choć niemal cały dzień przeleciał mi między palcami. Dopiero późnym wieczorkiem odbiła mi szajba i poszłam do knajpy na dole wypić piwko z są-siada-mi.
Wracając do domu, zauważyłam, że na podwórku stoi kontener na śmieci o nazwie „Indupa”. No a po polsku de. (de. to skrót od Deutschland) też brzm ifikuśnie. A słowo “entpuppen” znaczy po niemiecku zdemaskować… Co za pokusa i po-budka!
Oczywiście wdzięki sylaby „po” po-winny najbardziej rozbawiać Niemców, dla których oznacza ona pupę. Na przykład w nazwie miasta Po-ts-dam. Ale o niemieckim po-czuciu humoru już było… Ale może wart Pac pałaca, a pałac Paca, bo „po” i „pop” łączą też Polaków i Niemców w słowach Po-licja (Po-lizei) i popularnoś (Popu-larität). A w Polsce ukazują się (dosłownie!) albumy popowe. Cośmnie tknęło – może to nie przypadek, że wielka partia w Polsce w skrócie zwie się PO i wydaje pismo o nazwie „POgłos”??
I chyba nie bez po-wodu w polskim ONECIE po-jawiła się ru-bryka „PoProblemie.pl”?
Miejmy tylko nadzieję, że w polsko-niemieckich układach już nigdy „kupa kupy nie ruszy”!
Ale jednak kupa mięci, mięci kupa… No, ale są jeszcze inne kraje – we francuskim mamy na przykład słowo „duplex”, oznaczające piętrowe mieszkanie, a po Genewie jeżdżą autobusy biura podróży Dupraz. No i może „pop” ma też coś wspólnego z popem, rosyjskim księdzem? Bo przecież także sylaba pop jest często składnikiem polskich słów – na przykład w słowie poprawka czy popłoch. Czasem pojawia się też w czystej formie. Jak przeczytałam ostatnio, „Nowe POP-y wkrótce pojawią się w Warszawie”. Zdumiona przestudiowałam tekst i po-jęłam,
że to skrót od Punktów Obsługi Pasażerów metra. Sami Polacy też nie unikają słów z zawartoscią dup, na przykład „dup-likat”.
Z kolei moja koleżanka napisała kiedyś w szkole przed lekcją rosyjskiego na tablicy „żopa so smietanoj” przekonana, że żopa to rzepa. Aż przyszedłl belfer, wrzepił się w to i ją ochrzanił… Po-cieszmy się tym, że Pupa i Puppe oznaczają po włosku i po niemiecku lalkę… No i w polskim jest też częsta końcówka „kał”, na przykład w szcze-kał, szu-kał, pu-kał i nikt się z tego nie śmieje. Niemcy natomiast
wkroczyli na polski rynek z wyrobami firmy „Osram”, zupełnie nie zastanawiając się nad aspektami językowymi. A oto następny poetycki, zawsze aktualny przykład stosunków polsko-niemieckich i narodowych patrio-tyzmów:
47
Polski las *
Polski las,
a w nim:
Polska trawa
Polskie dęby
Polski mech
Polskie wiewiórki i
Polski je-len je-leń
I Polski pająki
Polskie mrówki i ich kopce.
I NASZA WIELKA POLSKA KUPA.
Deutscher Wald *
Ein deutscher Wald
und dadrinnen:
Deutsches Grass
Deutsche Eichen
Deutsches Moos
Deutsche Eichhörnchen
Deutsche Hirsche
und Deutsche Spinnen.
Deutsche Ameisen und ihre Haufen.
UND UNSER GROßER, DEUTSCHER
SCHEIßHAUFEN.
* Powyższe wiersze są dwoma wersjami narodowych tekstów. Mogą być jednak użyte dla
każdego kraju i języka łącznie z chińskim.

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: