Święto zmarłych w Rechcie ( 2 )

Napisali i przyslali

DARIUSZ LIBIONKA (ur. 1963) — adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN,

 pracownik Biura Edukacji Publicznej IPN Oddział w Lublinie.

PAWEŁ P. RESZKA (ur. 1977) — dziennikarz „Gazety Wyborczej” w Lublinie.


Meldunek niemieckiego posterunku żandarmerii w Rechcie:
1 XI 1943 — w Rechcie, 24 km na południowy wschód od Lublina, bandyci (Żydzi) podpalili zabudowania. Próbowali później zamordować wielu mieszkań- ców. 13 Żydów zostało przy tym zatłuczonych na śmierć.

Jan Adamczyk (ostatni żyjący świadek zdarzenia):
No cóż. Jak się później okazało, to oni się tu ukrywali. I ten, co ich ukrywał, nie miał ich za co żywić. No i chodzili normalnie na rabunek; ktoś im sprzedał kara- biny. Ale to nie, że z chęci zysku szedł rabować czy napadać. Chciał żyć, cholera… […] byli na napadzie, wracali. No i natknęli się na placówkę NSZ. Tam mój ko- lega był, Heniek Teter. Jak mi później opowiadał — jak ci szli, to on zapytał: „Kto to?!”. I Heniek wziął strzelił. To te cholery „bach! bach!”, oddali parę strzałów i uciekli daleko na łąki. Ukryli się u takiego Kułagi.
Później jak pojechałem, to już akcja trwała. […] Wziąłem do siebie jeszcze jed- nego chłopaka, Ryszarda Mierzwę, karabiny i pojechaliśmy na Dębniak. Podjeż- dżamy i już karabin maszynowy się odezwał. Przyjechali chłopaki, jakiś podod- dział.
[…] Chciałem podejść bliżej i zobaczyć, co się tam dzieje. Wyjrzałem, a któryś z tych chłopaków z posterunku mówi: „Spierdalać!”. Zsunęliśmy się z powrotem. A tam strzelanina. I w tym samym czasie zaczęło się palić. Spalił się dom Żyda, Szymona. To była celowa robota. Polecieliśmy do ognia. No i cała sprawa.
[…] Że nastawienie jakieś celem chęci zysku, to nie. Jak rozmawiałem kiedyś z Teterem — bili się z bandą. A nie wiedzieli, że ci pod ziemią to Żydy, bo skąd?

Zofia Sidor (z domu Radomska, wnuczka Adama Kułagi)
W Rechcie przed wojną mieszkały cztery rodziny żydowskie: Rejwaki, Pieniaki, Szymony i jeszcze jedna — wiem, że Hersiek było jednemu na imię. A na Dębnia- ku mieszkała jeszcze jedna rodzina — mieli gospodarstwo. […]
Szymony mieli sklep, Pieniaki byli krawce. Rejwaki to handlarze, u nich była naj- większa bieda. A Hersiek był szewcem.
Pieniak dorabiał po ludziach, u mojego ojca też. Miał konia, takiego siwego, wy- schniętego. W polu robił czy pniaki w lesie rąbał. Był bardzo wysoki, barczysty, ale strasznie chudy i bardzo lubił słoninę. Mówił do mojego ojca: „Ja wiem, panie Ra- domski, że pan mnie nie wyda, że słoninę jem”.
[…] U Rejwaków było takie Żydziątko śliczne. Chłopaczek, kręcone włosy miał. Wiecznie po pas zasmarkany. Mój ojciec miał pszczoły, on leciał za nim. Mama mówiła: „Wlej mu w miskę miodu”; dała mu jeszcze kromkę chleba, Boże, jak on się zajadał. […] Były we wsi dzieci, jak to są — dranie niektóre. […] Takie wyrod- ki, co tam w okiennice Żydów stukali, przeważnie w szabas, ale to wyjątki. Tak to każdy był zżyty z Żydami. […]
Wszystkich Żydów Niemcy wywieźli do Bełżca. Kazali im się zgłosić — do By- chawy czy Niedzwicy, że będą przetransportowani do obozów. I zgłaszali się.
[…] Miałam koleżankę. Esta się nazywała, córka tego Szymona, co mu dom spa- lili. Zakochał się w niej Polak, Zych. Rok ją w oborze przechowywał, w Rechcie. Później pomógł ją gdzieś wywieźć na wschód. Dostała się do Rosji i przeżyła.
[…] Mieliśmy psa, szczekał normal- nie, ale jak ktoś jechał czy szedł z bro- nią, zmieniał głos. Więc jak żandarmi niemieccy jechali, to wiedzieliśmy. Za- wsze kogoś gdzieś zabili. Na jednego z nich wołali Otto. Kiedyś w Kiełczewi- cach Górnych Otto zabił idącego szosą człowieka. Bo miał taką satysfakcję. To było w zimie. Wiosną nie było już śnie- gu, wszystko spłynęło, a tę krew cały czas było widać. Ciągle wychodziła gdzieś z ziemi. Później, jak już party- zanty były, to Niemcy bali się tak jeź- dzić.

Stanisław Mazur:(z relacji, lipiec 2004

Po żniwach 1942 roku przywiozłem osiemnaście osób narodowości żydowskiej z Zakrzówka do siebie do domu. Po trzech dniach jedną kobietę z dzieckiem wy- wiozłem do Marjanki do jakiegoś poznaniaka, nazwiska nie znam, gdzie przeby- wała do maja 1943. Później zaś przewiozłem ją do Mojechrowskiego […]. Nato- miast trzech młodych mężczyzn poszło do partyzantki.

Żydzi przebywali u mnie do maja 1943. W międzyczasie byli około dwóch mie- sięcy u Franciszka Barana, zamieszkałego w Kiełczewicach Górnych. W maju 1943 zauważył ich Stefan Cieśla, zamieszkały w Dębinie i zawiadomił oddział „Znicza”. Potem „Znicz” wysłał Jana Wojtysiaka […] do Franciszka Mańki, komendanta pla- cówki [Narodowych Sił Zbrojnych w Dębinie], żeby zawiadomił, że na jego tere- nie są Żydzi. O tym opowiedział mi Wojtysiak. Wówczas ja, w porozumieniu z Adamem Kułagą, przeprowadziłem ich do zabudowań Kułagi. Ja razem z zię- ciem Kaługi [Adamem] Radomskim zanosiliśmy żywność tym Żydom.

(z protokołu przesłuchania, 22 marca 1957)

Zofia Sidor:

Trzech mężczyzn odeszło, zostało troje czy czworo dzieci, para staruszków, a re- szta kobiety. Jedna z kobiet miała kręcone, czarne włosy. Była piękna, średniego wzrostu. Zapamiętałam ją, bośmy najwięcej rozmawiały. To były Rajsy, najbogat- sze Żydy w Bychawie. Byli u nas osiem miesięcy. […] Mieli wypłacić skórami, bo u Mazura mieli skład tych skór. Umówili się pewno o cenę. Za co ojciec by kupił jedzenie, jak myśmy w komornym mieszkali? Mama piekła chleb dla trzynastu osób, to sobie można wyobrazić.
Stefan Mazur (syn Stanisława):
(z relacji, lipiec 2004)
Ojciec przed wojną znał wielu Żydów. Zawsze mi mówił — jak robisz źle, to ni- komu tylko sobie, jak robisz dobrze, to nikomu tylko sobie. […] Jakiś czas Żydzi byli u nas, ale ojciec był za to prześladowany. Raz, przed samymi żniwami w 1943 roku, przyszedł do nas jeden Żyd, a ojciec powiedział: „Masz chleba i kawałek sło- niny i idź, bo jak by kto zobaczył, to co by było”.

Zofia Sidor:
Mój ojciec Adam Radomski był za Żydami. Przed wojną miał sklep w Sobie- szczanach. Kiedy nie miał pieniędzy, Żydzi dawali mu na kredyt.
[…] Chciał dziadzio zarobić, ojciec chciał zarobić, bo był czas niemiecki. A Ży- dzi obiecywali, że odwdzięczą się po wojnie; a tak, to aby tyle, co za żywność pła- cili. Skórę dawali.
[…]
Dół pod stodołą, gdzie się ukrywali, boki miał zabezpieczone deskami. Położo- ne były belki, a na nie gałęzie i słoma. Ale nie grubo — tak, żeby dochodziło po- wietrze. I wyjście było. Dziadzio zbudował. Był stolarzem, cieślą. […]
[…] Przyszli wyschnięci jak cienie. Nic o sobie nie opowiadali, nie było kiedy. Później dobrze wyglądali. Bo matka zupy gotowała, dużo warzyw. Od tego przyty- li. Myśmy nosili, że to niby jedzenie dla pszczół — syrop w wiadrach, w bańkach. Żeby sąsiedzi się nie dowiedzieli, że kogoś ukrywamy.
Rozmawiałam z nimi o wszystkim. Nawet nosiło się im ulotki, różne pisma —
polityczne, partyzanckie. Mój mąż [Edward Sidor] służył w NSZ.
(z relacji, lipiec 2004)

Genowefa Kowal*:
Była pasieka, ze sto uli. Sidory i Radomskie nosiły tym Żydom jeść. Nieraz chleb nosiły. Jak babcia się pytała, odpowiadały, że pszczołom. Nikt się nie domyślał. Mamy to nie interesowało, dziadki były bogobojne. Nic ich nie interesowało. Ży- ły sobie jak u pana Boga za piecem. Dziadek koszyki robił i tym handlował.
(z relacji, lipiec 2004)

Zofia Mazur:
1 listopada [1943] przyszedł do nas do mieszkania Stanisław Adamczyk […]. Mówił, że gdzieś podsłuchał, że Żydzi, którzy się ukrywają u Kułagi, mają być wy- mordowani przez NSZ-owców.

Maria Radomska (córka Adama Kułagi):
(z protokołu przesłuchania, 19 stycznia 1949)
Kiedy Żydzi byli już w stodole, to mój nieboszczyk ojciec widział kilkakrotnie, jak Bogdan Kiciński podsłuchiwał pod tą stodołą. Kiciński mieszkał u Franka Mańki […]. Kiciński razem z Mańką jeździł na rabunki i był jego szpiclem, szpie- gował mojego ojca i nas.
Ojciec zauważył również pewnego wieczora, jak pod stodołę podczołgał się Cze- sław Łupina i podsłuchiwał. Wtedy ojciec szukał już innego miejsca, żeby usunąć Żydów, ażeby ci mogli przeżyć.
30 października do mieszkania mego ojca Kułagi przyszedł stary Adamczyk, szwagier Stanisława Mazura, i powiedział, że już placówka NSZ dowiedziała się, że tu są Żydzi i już na to konto popijali i że przyjdą i ich wybiją. Wtedy mój ojciec przyszedł do mnie celem usunięcia Żydów. […] Ja weszłam do tej kryjówki i kaza- łam im uciekać, lecz oni bali się uciekać.
Kiedy wyszłam z mieszkania, to ci z NSZ szli z różnych stron w kierunku domu mego ojca i od razu mnie zatrzymali i jeden powiedział: „Zabi
tę żydowską ciotkę”.
(z protokołu przesłuchania, 16 stycznia 1949)
* Personalia zostały zmienione na prośbę rozmówczyni.

Julia Kułaga (żona Adama):
Stanisław Adamczyk […] powiedział mężowi, żeby Żydzi uciekali, ponieważ w nocy mają ich zabić. Mój mąż poszedł do kryjówki, która znajdowała się w rogu stodoły i zawiadomił o tym znajdujących się tam Żydów. Oni, pomimo że byli uprzedzeni, nie wyszli z kryjówki. […] Po odnalezieniu Żydów, przyszli dwaj [męż- czyźni] nie znani mężowi do mieszkania i powiedzieli: „Chodź”. Przy tym używali słów powszechnie uznanych za obraźliwe. Wyprowadzili mnie przed mieszkanie […] i powiedzieli: „Musisz patrzeć, jak my będziemy mordowali Żydów, jak odej- dziesz, to cię spalimy”. Obaj stali koło mnie cały czas, tak że nie mogłam odejść i patrzyłam na cały mord. Obaj byli z karabinami, trzymali je w ręku.
Jak wyprowadzili mnie z mieszkania, zauważyłam na podwórzu dużo ludzi. Wśród tych ludzi poznałam Franciszka Mańkę, Jana Gajowiaka, zauważyłam rów- nież jednego mężczyznę w żydowskiej czapce — z figury podobny był do Bolesła- wa Świątka — który podszedł do mnie i mówił: „[…] Cholero na co ci to było”. […] Karabin miał w ręku. […] Podszedł do mnie jeszcze przed mordowaniem Żydów. Po pewnym czasie kilku mężczyzn zaczęło strzelać do kryjówki, po uprzednim rozebraniu przybudówki, żeby im było wygodniej strzelać. […] Po oddaniu kilku strzałów, wyciągnęli Żydów z kryjówki. Kto strzelał, nie zauważyłam, ponieważ mężczyźni ci byli odwróceni do mnie tyłem. Po wyciągnięciu pierwszej partii, je-
den mężczyzna, którego nie rozpoznałam, ciął siekierą wyciągniętych Żydów.
(z protokołu przesłuchania, 15 marca 1957)

Edward Sidor:
1 listopada 1943 byłem u mojej narzeczonej […]. Gdy wyszedłem na dwór i mia- łem udać się do domu, a wraz ze mną wyszła moja narzeczona, […] zauważyliśmy pożar. Palił się dom pożydowski oraz usłyszeliśmy strzały w zabudowaniach Kuła- gi […]. W tym czasie udałem się do pożaru, gdzie gasiłem ogień wraz z innymi. […] Gdy ogień został ugaszony, udałem się do miejsca, gdzie mordowano Żydów. Po drodze spotkałem Teofila Madeja, zamieszkałego w Dębinie, który również biegł w tym kierunku.
Przy zbliżeniu się do Kułagi, zauważyłem Jana Adamczyka, zamieszkałego w ko- lonii Pawłów […]. Był on z karabinem. Wyżej wymieniony powiedział do mnie:
„Uciekaj, bo i ciebie sprzątną, ty również wiedziałeś, że tu się ukrywają Żydzi”. Lecz ja nie uciekłem, tylko oznajmiłem mu, że nie wiedziałem […].
Widziałem, jak mordercy wyciągnęli z kryjówki tych ludzi i na podwórzu mordo- wali ich, strzelając w nich oraz rąbiąc szablami i różnymi narzędziami tępymi. Po- między mordercami poznałem Bolesława Świątka, […] Jana Gajowiaka […], Toma- szewskiego […], Edwarda Kota […], Józefa Tetera, […] Jana Muraka […], Romana Kaweckiego […]. Madej, który wraz ze mną biegł w kierunku zabudowań Kułagi, gdy ja się zatrzymałem, dołączył do pozostałych i wraz z nimi mordował. […] Wię- cej osobników rozpoznać nie mogłem, bo było ciemno, a tylko tych rozpoznałem, którzy podchodzili blisko mnie.
[…] Po skończonym mordzie wszyscy mordercy udali się do Franciszka Mańki, gdzie dzielili się zrabowanym łupem.
(z protokołu przesłuchania, 19 stycznia 1949)

Potwierdzam w całej rozciągłości moje zeznania, które mi dziś ponownie zosta- ły odczytane. Dodatkowo wyjaśniam — widziałem z odległości około pięciu kro- ków, jak Bolesław Świątek strzelał z karabinu do stłoczonych w rogu stodoły Ży- dów (którzy nie chcieli stamtąd wyjść), oddał do nich około pięciu strzałów. Ilu

Bolesław Świątek
Żydów zastrzelił, nie mogę podać, bo by- ła noc i ja do stodoły tej nie wchodziłem, jednak po strzałach były wyciągane ze stodoły zwłoki, a nie widziałem, by ktoś inny w tym kierunku strzelał.
1. Teofil Madej rąbał (zabijał) szablą tych rannych, którzy zostali wyciągnięci ze stodoły i ten Madej wygrażał mi się na Zamku w Lublinie, mówiąc, że nie wszy- scy winowajcy zostaną schwytani, a ci, co zostaną na wolności, mogą się […] po- mścić.
2. Andrzej [powinno być Edward] Kot, nie żyje, rąbał rannych siekierą.
3. Ryszard Mierzwa, nie żyje, również rąbał rannych siekierą.
4. Jan Gajowiak, Józef Teter i Toma- szewski, imienia nie znam, stali z karabi- nami tuż przy tamtych, ale nie widziałem, by strzelali lub w inny sposób brali udział w samym mordowaniu Żydów.
[…] Edward Teter stał i zachowywał się biernie, a był bez broni. Roman Kawecki i Franciszek Mańko, bez broni, kręcili się
po podwórzu […] i poganiali innych do mordowania, przeważnie […] Mańko krzy- czał: „Wyciągać ze stodoły, rąbać zwłoki po tych miejscach, w których są otwory kul, żeby Niemcy nie spostrzegli, że Żydzi byli strzelani” [chodziło u uniknięcie prześla- dowań za posiadanie broni].
[…]
Głównymi sprawcami, a raczej inicjatorami tego mordu byli: Bolesław Świątek, Józef Teter, Franciszek Mańko oraz Roman Kawecki. […] Świątek i […] Mańko oraz Kawecki byli wówczas komendantami placówek NSZ, zaś Józef Teter był za- stępcą komendanta Mańki. […] Będąc w związku z niniejszą sprawą przez trzy ty- godnie w więzieniu, słyszałem od Mańki, że kryjówkę tych Żydów zdradził Jan Adamczyk ze wsi Pawłów i Ryszard Mierzwa, a mianowicie obaj tegoż dnia, to jest
1 listopada 1943, powiedzieli o tej kryjówce […] Świątkowi i […] Kotowi, a ci dwaj powiadomili poszczególnych komendantów pozostałych placówek.
(z protokołu przesłuchania, 17 lutego 1949)
Zdzisław Seweryński:
1 listopada 1943 zostałem wyznaczony na wartę wiejską według kolejności. Wraz ze mną wartowali Jan Nalepa, […] Kazimierz Lis, […] Stanisław Bartyszko. […] mieliśmy trzy karabiny, a ja miałem pistolet nagan. Wieczorem, było już dobrze ciemno, […] staliśmy w Kiełczewicach Maryjskich, a w tym czasie usłyszeliśmy
strzały karabinowe w miejscowości Dębina. […] Udaliśmy się w tym kierunku. Gdy uszliśmy około 50 metrów […], usłyszeliśmy, że z tamtej strony jedzie furmanka
i to bardzo szybko. […] Krzyknęliśmy: „Kto jedzie?” i chcieliśmy ją zatrzymać, […] po głosie poznaliśmy, że to Stanisław Tomaszewski […]. Zatrzymał się, kazał nam szybko wsiadać na furmankę i jechać z nim, przy tym mówił, że Żydzi pobili Gajo wiaka i są koło Franciszka Mańki. […]
Gdy przyjechaliśmy na miejsce i weszliśmy na podwórko Kułagi, […] zauważyłem

grupę ludzi z bronią i bez broni, którzy obstąpili kryjówkę pod ziemią i mówili do nas, że tam są Żydzi. W tym czasie słyszałem, jak Mańko powiedział, żeby już nie strzelać do dołu, tylko wejść i wszystkich stamtąd wydostać oraz zapytał, kto chce wejść na ochotnika. […] Zgodzili się wejść Kazimierz Lis […] oraz Jan Gajowiak. Będąc w kryjówce, podawali do góry będące tam osoby — niektóre już zabite, a niektóre ranne — na zewnątrz, odbierali ich pojedynczo Edward Kot i Teofil Madej. […] Wyżej wymienieni dobijali rannych siekierą i innymi tępymi narzędzia- mi oraz wszystkim zadawali ciosy tymi narzędziami dla zamaskowania, że byli oni strzelani z broni.
[…] Podczas tego zajścia ja stałem w odległości około 15 metrów i patrzyłem, lecz udziału w mordzie nie brałem.

cdn.

Poprzedni odcinek

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: