Gołda Tencer: Chciałam przewietrzyć teatr, ale bez przeciągów. I chyba się udało

Dziewięć dni koncertów, spektakli, warsztatów, wystaw i spacerów tematycznych, goście z całego świata i niepowtarzalna atmosfera. W sobotę 25 sierpnia rozpocznie się jubileuszowy Festiwal Kultury Żydowskiej Warszawa Singera. Pomysłodawczyni i szefowa tej imprezy, Gołda Tencer, obchodzi właśnie półwiecze swojej działalności artystycznej, a kierowany przez nią Teatr Żydowski jest w przeddzień jubileuszu 70-lecia. – Teatr to spełnienie moich marzeń – mówi w rozmowie z Onet Kultura.
  • XV Festiwal Kultury Żydowskiej Warszawa Singera, organizowany przez Fundację Shalom, rozpocznie się 25 sierpnia i potrwa do 2 września
  • Podczas blisko 200 wydarzeń wystąpi 250 artystów z całego świata
  • Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie to jeden z dwóch w Europie stałych teatrów wystawiających spektakle w języku jidysz. Gołda Tencer kieruje nim od 2015 roku

Ewa Rogala: Spotykamy się tuż przed 15. Festiwalem Warszawa Singera, prawdziwym świętem kultury żydowskiej. To wydarzenie ożywia Warszawę i przyciąga tłumy gości z różnych zakątków świata. W ciągu kilkunastu lat festiwal bardzo się zmienił i rozrósł.

Gołda Tencer: Pamiętam doskonale ten pierwszy, który trwał cztery dni, a składało się na niego kilkanaście wydarzeń. Teraz to prawie dwieście imprez w ciągu dziewięciu dni. Ten pierwszy festiwal odbył się w październiku 2004 roku, gdy obchodziliśmy setną rocznicę urodzin Isaaca Bashevisa Singera. Plac Grzybowski wyglądał wtedy zupełnie inaczej, nie było odnowionych budynków ani eleganckich knajpek. W zaaranżowanej przestrzeni starych kamienic ulicy Próżnej były wystawy, otworzyliśmy festiwalową restaurację, winiarnię, piekarnię, przed którą ustawiała się długa kolejka po chleb. Te miejsca miały duszę, niepowtarzalną atmosferę. Myślę, że wolałam tamten klimat… Dziś nie możemy niestety wejść do starych pomieszczeń, nie możemy zajrzeć na podwórka kamienic przy Próżnej.

Ale wróci tam Pani wraz z kierowanym przez siebie Teatrem Żydowskim. Władze Warszawy obiecały przekazać wam na nową siedzibę kamienicę przy Próżnej 14. Czy cieszy Panią ta zapowiedź?

To coś, na co długo czekaliśmy. Z naszej starej siedziby zostaliśmy wyrzuceni dosłownie na bruk, to bardzo bolało, zresztą boli do dziś, to był przecież nasz dom. Teraz jest tam parking. Tułamy się, gramy w różnych miejscach Warszawy, nasza publiczność cierpliwie za nami podąża. Wspaniała jest świadomość, że za jakiś czas – może dwa, trzy lata – będziemy znów u siebie. Próżna 14 jest spełnieniem moich marzeń. Kocham ten dom, znam go bardzo dobrze. W czasie pierwszych festiwalowych edycji można było tam wejść, ja zapuszczałam się nawet do drugiego piętra. Jest tam pomieszczenie, które było kiedyś pokojem modlitw, na ścianach zostały hebrajskie napisy, na ramie drzwi ślad po mezuzie. Ten budynek ma swoją historię, chcemy ją utrwalić, pielęgnować pamięć o czasach minionych. Ogromnie się cieszymy, z cały zespołem, że będziemy mieć nowy adres i że wrócimy na Plac Grzybowski.

Mimo braku stałej siedziby, Teatr Żydowski pracuje na pełnych obrotach. W minionym sezonie mieliście aż jedenaście premier. Jak Pani tego dokonała?

Po prostu lubię z życiu ryzykować. Powiedziałam kiedyś do Mai Kleczewskiej, która robiła u nas „Dybuka”, że chciałabym przewietrzyć teatr, ale bez przeciągów. I chyba się udało. W naszym repertuarze pojawiły się spektakle twórców młodego pokolenia. Gramy w całej Warszawie, w Garnizonie Wojskowym, w Zachęcie, w Synagodze Nożyków, Teatrze Nowym, Teatrze Polskim. Sezon, który zakończyliśmy, jest sukcesem całego zespołu, naszej teatralnej rodziny. Stworzył ją wieloletni dyrektor teatru, mój nieżyjący od czterech lat mąż, Szymon Szurmiej oraz Ida Kamińska, której oddaję hołd w spektaklu z Joanną Szczepkowską w roli tytułowej. Gdy pojawiłam się w Teatrze Żydowskim, zamieszkałam w garderobie Kamińskiej, której już wtedy nie było, ale wciąż czuło się jej obecność.

Gołda Tencer Foto: Andrzej Rybczyński / PAP

Gołda Tencer

O czym wtedy marzyła 20-letnia Gołda?

Aby zostać w tym teatrze na zawsze. Czułam, że to mój najpiękniejszy czas, najszczęśliwsze dni. Choć początki wcale nie były łatwe. Bywało, że na widowni siedziało 20 osób, a mnie łzy ciekły po policzkach i zastanawiałam się, co ja tu właściwie robię. Na każde przedstawienie przyjeżdżał z Łodzi mój tato. Mama mi potem opowiadała, że na widowni szturchał sąsiadów i mówił: to moja córka, ta najładniejsza. Gdy byłam mała i ktoś mnie pytał, kim chcę być, zawsze odpowiadałam, że aktorką. Do dziś powtarzam, że w życiu trzeba spełniać swoje marzenia. Teatr to spełnienie moich marzeń.

Jakie marzenia będzie Pani spełniać w kolejnym teatralnym sezonie?

Szykujemy cztery duże premiery. Zaczniemy „Rejwachem” wg doskonałej książki Mikołaja Grynberga. Spektakl wyreżyseruje mieszkający na stałe w Nowym Jorku Andrzej Krakowski. Później Olga Lipińska, która robi dla nas sztukę o Jurandocie, a Maciej Wojtyszko przygotuje adaptację nieznanej sztuki brata Singera. Na zakończenie sezonu prawdziwy muzyczny hit, czyli „Śpiewak Jazzbandu” w reżyserii Wojciecha Kościelniaka. Mój zespół już wie, że w styczniu przez trzy tygodnie będą warsztaty taneczne dla aktorów. Oczywiście, wciąż gramy nasze najbardziej znane spektakle, bo publiczność je kocha.

Teatr Żydowski przygotowuje się do obchodów 70-lecia, okrągły jubileusz świętuje także założona przez Panią Fundacja Shalom, która od 30 lat stara się ocalić od zapomnienia bogate dziedzictwo kultury jidysz. Co uważa Pani za największy sukces tych trzech dekad?

Najbardziej cieszy mnie to, że założyłam żydowskie przedszkole, pierwszą taką placówkę w kraju po 1968 roku, a obecnie jedyną. Był przełom ’89 i ’90 roku, do przedszkola chodziło początkowo tylko pięcioro dzieci, między innymi mój syn, teraz placówka ma ponad 60 wychowanków. Nasz sukces to również renowacja pomnika Bohaterów Getta, przeprowadzona wspólnie z Fundacją Polsko-Niemiecką. Gdybyśmy tego nie zrobili, być może pomnika już by nie było… Teraz nie chcę już stawiać pomników, wolę sadzić drzewa. Moim marzeniem było posadzenie na Placu Grzybowskim wierzby płaczącej, która symbolizowałaby żydowskie i polskie matki, ratujące dzieci w strasznym czasie Zagłady. Drzewko zasadziłam 19 kwietnia, w 75. rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim. Zostanie w tym miejscu, mam nadzieję, na zawsze.

Wszystko co Pani robi, łączy się z pamięcią. Tak jak wędrująca wystawa „I ciągle widzę ich twarze”, która zdobyła międzynarodowy rozgłos i cały czas budzi wielkie emocje.

Pamięć powinna być pielęgnowana jak drogocenny przedmiot. Sama gromadzę najróżniejsze pamiątki. Dwadzieścia lat temu ogłosiłam apel, by każdy, kto ma jakieś zdjęcia przedstawiające ludność żydowską, podzielił się nimi. Wiele osób mówiło mi: Gołda, to nie ma sensu, po tylu latach nikt już nie przechowuje zdjęć. Ogłoszenia dawałam wszędzie, nawet do „Gospodyni domowej” czy „Strażaka”. Przysłano mi dziewięć tysięcy zdjęć! Wystawa objechała prawie cały świat, pokazano ją między innymi w Izraelu, w Ameryce Południowej i Północnej. W samych Stanach Zjednoczonych w pięciu miastach, najdłużej w Nowym Jorku, gdzie miała być miesiąc, ale została na pół roku, tak wielkie było zainteresowanie. Wystawa cały czas jeździ, najmniej pokazywana była w Polsce, ale to jeszcze przed nami.

Wróćmy jeszcze do zbliżającego się festiwalu Warszawa Singera. W tym roku odbędzie się około dwustu wydarzeń, które z nich poleca Pani najbardziej?

Na pewno wyjątkowy będzie koncert finałowy. Na Placu Grzybowskim zagra skrzypcowy geniusz Ara Malikian z Hiszpanii. W swoim repertuarze ma Vivaldiego, Beethovena, melodie żydowskie, klezmerskie. Odkryłam go w Internecie i zachwyciłam się. Jest niesamowity, charyzmatyczny, cieszy się niesamowitą popularnością, jestem pewna, że porwie festiwalową publiczność. Przyjeżdża do nas 250 artystów z całego świata, między innymi Japończycy grający muzykę klezmerską. Oczywiście będą spektakle teatralne, koncerty w synagodze, warsztaty, spotkania – każdy znajdzie coś dla siebie, gorąco zapraszam.

Finałowy koncert festiwalu Warszawa Singera odbędzie się 2 września, a 13 września zespół Teatru Żydowskiego wystąpi w Łodzi na Festiwalu Czterech Kultur z „Dybukiem” w reżyserii Mai Kleczewskiej. Ten spektakl będzie połączony z uroczystością 50-lecia Pani pracy artystycznej. Jak często odwiedza Pani swoje rodzinne miasto?

Rzadko tam jeżdżę, więcej razy byłam w Ameryce niż w Łodzi. Tak się jednak złożyło, że mój jubileusz odbędzie się w Teatrze Nowym imienia Kazimierza Dejmka. Wrócę więc do korzeni. Na tej scenie występowałam jako dziecko, obok była szkoła, do której chodziłam, nasze boisko sąsiadowało z budynkiem teatru. Świat jest naprawdę mały.

https://kultura.onet.pl/teatr/golda-tencer-chcialam-przewietrzyc-teatr-ale-bez-przeciagow-i-chyba-sie-udalo-wywiad/0q04ztv?utm_source=kultura_viasg&utm_medium=nitro&utm_campaign=allonet_nitro_new&srcc=ucs&utm_v=2

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: