Przyslala Rimma Kaul ktora dodaje
Zaśmiecanie języka
Z Polski Ludowej wyjechałem na stałe mając 30 lat. Nasłuchałem się nowomowy pełnej sowietyzmów, a ciekawsze słowa i wyrażenia zapisywałem sobie, ale nie nasiąkłem nią, może dlatego, że miałem wspaniałych polonistów w szkole podstawowej i średniej. Od ponad pięćdziesięciu lat pilnowałem się by nie przyswajać w mojej mowie wyrażeń z języków krajów, w których dłużej przebywałem: włoskiego, francuskiego, a przede wszystkim z angielskiego.
Nie tak dawno jeden z Polaków z fali posolidarnościowej powiedział: „na kunerze złapałem basa prującego w stronę…” Domyśliłem się o czym mowa – by być pewnym, że go dobrze zrozumiałem, na głos przetłumaczyłem, że chodzi co to, że na skrzyżowaniu ulic wsiadłeś do antobusu, by dojechać … Zdziwił się, że jestem aż tak tępy, że nie rozumiem polskiej mowy prawdziwych Polaków. Gdy nastała w Polsce III Rzeczpospolita bywałem tam kilka razy do czasu kiedy wymarła mi bliższa rodzina i przyjaciele, z wyjątkiem jednego. Zauważyłem, że nasz piękny język coraz bardziej jest zaśmiecany. Dochodziłem powoli do wniosku, że tu na obczyźnie mówimy poprawnieszą polszczyzną niż niektórzy rodacy w kraju.

Drogówka z radarem
Celowe zaśmiecanie języka przez młodzież i więźniów
Język polski choć jest młodym językiem – ma niewiele ponad 500 lat – jest językiem bogatym i bardzo fleksyjnym. Trudno nim prawidłowo posługiwać się wielu Polakom, łatwo nim manipulować. Takimi manipulantami są studenci, a także różnego rodzaju „złota” młodzież; tacy, którzy to nie hańbią swych rączek jakąkolwiek pracą, chyba że chodzi o przekręty i przestępstwa. Tacy prędzej czy później trafiają za kratki i w czasie tego przymusowego „urlopu” upajają się językiem więziennym i chętnie uczestniczą w rozwijaniu i upiększaniu go. Język ten już nawet trudno nazwać językiem polskim, to slang.

Milicja przed akcją rozpraszania demonstrantów
Ludzie ci tworzą swoje języki z jakieś potrzeby wewnętrznej z wielu powodów; najważniejszym z nich jest konieczność poczucia się członkiem jakiejś ściśle określonej grupy, z przynależności do której są dumni, wtedy na resztę współobywateli spoglądają z pogardą. Innym powodem jest to, by osoby niepowołane po prostu nie rozumiały o czym mowa. Wydaje mi się, że te dwa wymienione aberracje językowe rzadko wchodzą na stałe to oficjalnej polszczyzny, tylko niektóre słowa chwytliwe i prowokujące przebijają się do mowy potocznej. Wtedy to nasi językoznawcy nie mają wyboru, muszą ze względu na tak zwany usus, czyli wielką popularność wśród większości Polaków, włączać je do słownika języka polskiego. Słownik wzbogaca się o kilka słów, ale nie znaczy to, że język staje się piękniejszym. Gdy na przykład profesorowie Miodek czy Bralczyk wyrażają zgodę na guglowanie, hejty, lajki czy nara, spoko itp., choć robią przy tym dobre miny, przypuszczam, że nie są nimi zachwyceni.
Ilekroć przebywałem w Warszawie zawsze poruszałem się po mieście tramwajami lub autobusami, wybierałem godziny szczytu nie dlatego, że lubię się czuć jak sardynka w puszce, ale żeby łatwiej wsłuchać się w „prawdziwy język prawdziwych Polaków”. Jestem poza Polską około pół wieku, więc przysłuchiwanie się mowie w środkach transportu lub na ulicy było naturalnym odruchem by sprawdzić, czy jeszcze mówię poprawnym językiem, co się w tym języku zmieniło, czy mój język jest już archaiczny, a jeśli tak, to w jakim stopniu.

Milicja w akcji
Po każdym takim eksperymencie klepię się po ramieniu i mówię sobie: nie jest z tobą źle, bratku. Większość ludzi starszego pokolenia w tramwaju mówi po polsku nieźle, nawet często słychać tzw. wielkie słowa. Niestety nawet w ich mowie angielskie najpopularniejsze słowa zastępują polskie, mimo że mają polski odpowiednik, a gdy takie obce słowo czy wyrażenie jest przeinaczone czy wypowiadane tak jak jest napisane (np. hi fi zamiast wymowy haj faj), wtedy przykro tego słyszeć. Prawie kompletnie zniknęły z mowy potocznej słowa: tak, dobrze, byle jak, zastępowane są prawie zawsze przez słowa brzmiące: je, ja, okej, w skrócie oki, ołrajt, so so. To tylko wybrane wyrażenia, jest ich dużo więcej; im ktoś bardziej kiepsko zna literacki język polski, tym więcej używa takich słów.
Calosc TUTAJ
Kategorie: Ciekawe artykuly


MEF, żądny młęciny brądnej łydasty łaniele samoćpaku mimajki
S. Lem
50 lat poza Polską i jeszcze mu zależy? Języki tak właśnie rozwijają się. Przez wpływy z innych języków i przez rozwój miejscowy. Żadne zaśmiecenie, ewolucja.
„Wezmę majzel wraz z ferszlusem i do boju ruszę kłusem”
S. Lem, „Bajki Robotów”.
Pod uwagę polonistów o delikatnej naturze.
To nie ściema, że autor wprost upierdliwie czepia się polszczyzny, niby to badziewie jakie.
Artykuł ciekawy, ale słowo fałszywka użyta przez autora to chyba rusycyzm. Nie razi, bo przyszedł z języka bardzo pokrewnego z polskim.
Język policjantów bardzo przypomina język ich moskiewskich kolegów, również obśmiewany w humorze ulicy. Istne perły biurokratycznej mowy.