Izrael

Ministerstwo zdrowia podpisało już umowę z dwoma amerykańskimi producentami szczepionek przeciwko koronawirusowi, aby Izrael był jednym z pierwszych odbiorców ich szczepionek, jeśli im się powiedzie: Moderna i Arcturus. Obecnie na całym świecie opracowywanych jest 165 szczepionek, a 27 poddawanych jest próbom na ludziach.

Amerykańska firma Moderna ogłosiła w poniedziałek rozpoczęcie trzeciej fazy testów szczepionki mRNA-1273. Jest to pierwsza w swoim rodzaju szczepionka mRNA przeciwko COVID-19, kodująca stabilizowaną postać białka wypustkowego – głównego białka powierzchniowego, które nowy koronawirus wykorzystuje do wiązania się z receptorem, który działa jak drzwi do komórki człowieka. Jest to szczepionka dwudrożna. W trzeciej fazie testów część uczestników badania otrzyma placebo, a inni otrzymają 100 mikrogramów szczepionki. Według Moderny, firma jest na dobrej drodze do dostarczania począwszy od 2021 r. około 500 milionów dawek rocznie, a być może nawet miliarda dawek rocznie. Cena jednej szczepionki została wstępnie wyceniona na 60 dolarów. W czerwcu Izrael podpisał umowę z firmą Moderna na zakup jej szczepionki.

Firma Arcturus z siedzibą w Kalifornii w tym tygodniu rozpoczęła drugą fazę testów swojej szczepionki Lunar-COV19, która jest rozwijana we współpracy z Singapurską Szkołą Medyczną Duke-NUS. W badaniu bierze udział 108 uczestników. Jak dotąd Arcturus z powodzeniem zastosował swoją technologię w badaniach na myszach, szczurach, królikach i świniach. W ostatni weekend Izrael podpisał wstępną umowę z Arcturusem, aby mieć dostęp do nowej szczepionki. Strony zamierzają w ciągu 30 dni podpisać kompleksową umowę. Szczepionka Lunar-COV19 wykorzystuje technologię autotranskrypcji i replikacji mRNA (STARR) oraz jej dostarczania za pośrednictwem lipidów LUNAR.

Firma Migvax Corp. jest filią izraelskiego Instytutu Badawczego Migal Galilee. MigVax pracuje nad nową doustną podjednostkową szczepionką przeciw COVID-19. Przez ostatnie cztery lata zespół naukowców Migal Galilee opracowywał szczepionkę przeciwko wirusowi zakaźnego zapalenia oskrzeli (IBV), który wywołuje chorobę oskrzeli dotykającą drób. W lutym rozpoczęto prace nad dostosowaniem szczepionki do człowieka. Oczekiwano, że próby na ludziach rozpoczną się w czerwcu, ale zostały opóźnione. Szczepionka wykorzystuje wektor białkowy, który może tworzyć i wydzielać chimeryczne rozpuszczalne białko, które przenosi antygen wirusa do tkanki i powoduje wytwarzanie przez układ odpornościowy przeciwciał przeciwko wirusowi. Obecnie trwają pracuje nad dostosowaniem szczepionki do genotypu wirusa COVID-19. Wykorzystując proces fermentacji, MigVax dąży do przygotowania w ciągu kilku miesięcy materiału do badań klinicznych.

W zeszłym miesiącu naukowcy z Izraelskiego Instytutu Badań Biologicznych (IIBR) poinformowali, że pomyślnie ukończyli testy na chomikach i spodziewają się, że w ciągu kilku tygodni rozpoczną badania trzeciej fazy na ludziach, mając na celu ukończenie szczepionki przed nadchodzącą zimą. Nowością w izraelskiej szczepionce jest zastosowanie wirusa VSV – rodzaju wirusa, który nie wywołuje chorób u ludzi. Dzięki inżynierii genetycznej, białka są przyłączane do wirusa VSV, tworząc „korony” koronawirusa, które organizm identyfikuje jako COVID-19. W rezultacie organizm wytwarza przeciwko niemu przeciwciała.

Izrael negocjuje również zakup praw do zakupu szczepionki opracowywanej przez Oxford University i AstraZeneca. Żadna z tych umów nie została jeszcze sfinalizowana.


Nie trzeba być zwolennikiem teorii spiskowych, aby zdać sobie sprawę, że w ciągu ostatnich pięciu lat północna granica Izraela stała się miejscem, w którym zdarzają się cuda. Dochodzi tam do jednego po drugim, groźnych incydentów obfitujących w efekty pirotechniczne, ale wszystkie te transgraniczne zdarzenia kończą się bez ofiar śmiertelnych, a nawet bez rannych.

Na przykład kilka tygodni temu izraelski bezzałogowy dron wystrzelił pociski w jeepa należącego do wysokiego dowódcy Hezbollahu. Do zdarzenia doszło na granicy Libanu z Syrią. Podczas tego ataku jeep spłonął, ale w jakiś cudowny sposób jego pasażerowie mogli uciec bez obrażeń. Dron wystrzelił rakietę ostrzegawczą, a dopiero po ucieczce ludzi, kolejna rakieta zniszczyła jeep. W odpowiedzi na to, terroryści Hezbollahu w trzech różnych miejscach sabotowali ogrodzenie graniczne. Nikt z izraelskich żołnierzy nie wykrył sprawców, ani nie zarejestrował samego momentu wycięcia otworów w płocie granicznym. Hezbollah w ten sposób pokazał swoje zdolności, nie przeprowadził jednak infiltracji granicy.

W innym incydencie we wrześniu ubiegłego roku wspierana przez Iran szyicka grupa terrorystyczna wystrzeliła pocisk przeciwpancerny Kornet w wojskowy ambulans medyczny na granicy. Ponownie, w cudowny sposób nie odnotowano żadnych ofiar, podczas gdy helikopter, który przypuszczalnie przewoził rannych izraelskich żołnierzy, wylądował przed szpitalem w Hajfie, a tak zwani „ranni” natychmiast wstali z noszy i odeszli. Wszystko było bardzo dobrze zainscenizowanym przedstawieniem. Izraelskie helikoptery wystrzeliły wtedy pociski w oddział Hezbollahu, ale nie trafiły w cele i znowu nikt nie został ranny. Co za zbieg okoliczności…

W ostatni poniedziałek, izraelscy żołnierze zauważyli ​​czterech uzbrojonych terrorystów Hezbollahu zbliżających się w biały dzień do terytorium kontrolowanego przez Izrael w rejonie Har Dov. Cały obszar potencjalnej infiltracji znalazł się pod ciężkim ostrzałem karabinów maszynowych i artylerii, ale po raz kolejny nikt nie odniósł obrażeń. A przecież napastnicy wyruszyli na swoją misję z libańskiej przygranicznej wioski Kfar Shouba, która jest ściśle monitorowana przez Siły Obronne Izraela.

Do ostatniego krwawego incydentu doszło w 2015 r., kiedy w wyniku izraelskiej operacji zginął Dżihad Mughnijeh, syn szefa działań operacyjnych Hezbollahu Imada Mughnijeha. Dowodził on działaniami Hezbollahu na syryjskich Wzgórzach Golan, skąd zamierzano zaatakować Izrael. W odpowiedzi, Hezbollah wystrzelił pocisk przeciwpancerny w dwa niezabezpieczone pojazdy wojskowe, zabijając dwóch izraelskich żołnierzy.

Od tego czasu obie strony rzekomo wyznaczyły czerwoną linię: Izrael będzie kontynuował swoje działania w Syrii, podczas gdy Hezbollah będzie unikał wciągnięcia Libanu w kolejną wojnę. I od tego czasu stało się to powtarzającym rytuałem. Izraelskie siły powietrzne atakują trsnsporty z bronią w Syrii, i czasu do czasu członkowie Hezbollahu odnoszą obrażenia. W odwecie, ta szyicka organizacja terrorystyczna przeprowadza atak, który kończy się bez strat po izraelskiej stronie.

Wyjaśnienie tych wszystkich „cudów” zdarzających się wzdłuż granicy, można znaleźć w siedzibie międzynarodowych sił UNIFIL w Naqura w południowym Libanie. Odbywają się tam regularne spotkania przedstawicieli ONZ, armii libańskiej reprezentującej Hezbollah, a przede wszystkim Sił Obronnych Izraela. Strony przekazują sobie wiadomości i wzajemne pretensje. I być może ustalają scenariusze wydarzeń, które umożliwiają wyjść Hezbollahowi z różnych sytuacji z tzw. „zachowaniem twarzy” przed swoimi zwolennikami w Libanie. Z pewnością Hezbollah nie jest zainteresowany kolejną konfrontacją z Izraelem, gdyż zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkie straty poniósłby wówczas cały południowy Liban. Wszyscy chcą tego uniknąć. Pozostaje jednak pytanie bez odpowiedzi: Jak długo taka sytuacja może się utrzymać?


Efraim

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: