Uncategorized

Pokaż mi swoje dżinsy, a powiem ci, kim jesteś. Historia spodni wszech czasów


Przyslala Rimma Kaul


Październik, 1943 r. Nowy Londyn, Connecticut. Marynarze przyglądają się kobietom w dżinsach.

Po latach dżinsy stały się bardziej obcisłe, co doprowadziło do skandalicznego wyroku wydanego w latach 60. przez sąd we Włoszech. Mężczyzna został uwolniony od zarzutu gwałtu, ponieważ… „Żałuję, że to nie ja wynalazłem dżinsy” – miał powiedzieć słynny projektant Yves Saint Laurent. Wyprzedził go Jacob Youphes, biedny żydowski krawiec, emigrant ze wschodniej Europy. Spodnie które stworzył, przed II wojną światową nosili jedynie farmerzy na amerykańskim Zachodzie, ale już kilkadziesiąt lat później – cały świat.

Nazwa raczej bezpiecznego 200-tysięcznego miasta Spokane w stanie Waszyngton wiosną 1996 r. znalazła się na pierwszych stronach gazet. Nieznani sprawcy podłożyli tam trzy bomby i obrabowali dwa banki. FBI namierzyło podejrzanych, pozostało tylko udowodnić im winę. Co prawda zdjęcia bankowych kamer wyraźnie uchwyciły jednego z napastników, ale mężczyzna był zamaskowany. Richard Vorder Bruegge z działu fotograficznego laboratorium kryminalistycznego FBI szanse na identyfikację dostrzegł w… dżinsach, które napastnik miał na sobie. Przeanalizował każdy szew, załamanie oraz wytarcie materiału, następnie porównał je ze śladami na 27 parach dżinsów zabezpieczonych w domach sprawców i wskazał właściciela. Zdradziły go charakterystyczne zagniecenia nogawek, przetarcia szwów w tych samych miejscach i ślad po okrągłej puszce tytoniu do żucia, którą stale nosił w tylnej kieszeni.

W czasach kiedy badania DNA nie były jeszcze powszechne, analiza spodni wystarczyła, żeby bandyci dostali wieloletnie wyroki. Według Paula Trynki, współautora książki „Denim. From Cowboys to Catwalks”, nie ma w tym nic dziwnego: „Dżinsy dopasowują się do ciała i po jakimś czasie stają się naszą wizytówką”.

Kilka lat po wydarzeniach w Spokane przekonała się o tym Lynn Downey, która na prośbę słynnego producenta dżinsów Levi Strauss & Co. odtwarzała historię marki, ponieważ siedziba firmy i jej archiwum spłonęły w pożarze po trzęsieniu ziemi w San Francisco w 1906 r. W ręce Lynn wpadł list od niejakiego Homera Campbella z Arizony napisany do firmy w 1920 r. z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego dżinsy, które załącza, są tak zniszczone. „Nosiłem je przez trzy lata codziennie z wyjątkiem niedziel, ale z jakiegoś powodu – mam nadzieję, że mi to wyjaśnicie – rozpadły się na kawałki. Proszę, dajcie mi znać, czy to moja wina” – pisał Campbell.

Spodnie miały naszyte mnóstwo łat, więc Downey postanowiła się dowiedzieć, kim z zawodu był Campbell – górnikiem, drwalem, kowbojem, a może kowalem, który potrzebował dodatkowych kieszeni na młotek i inne narzędzia. W Desert Caballeros Western Museum w Arizonie przekonała się, że był górnikiem, który z przodu spodni naszył łaty, aby zabezpieczyć ubranie przed sypiącym mu się na nogi gruzem, a z boków i z tyłu, by chować narzędzia.REKLAMAhttps://0a25825ecef9957501bed18be94220c7.safeframe.googlesyndication.com/safeframe/1-0-38/html/container.html

– Dżinsy po prostu mówią wiele o naszym stylu życia . A ponieważ wszyscy je noszą, można powiedzieć: „Pokaż mi swoje dżinsy, a powiem ci, kim jesteś” – uważa Paul Trynka .

Wyprawa po złote runo

Kiedy w 1854 r. Jacob Youphes, 23-letni żydowski krawiec z Rygi, wsiadał na statek płynący do Ameryki, liczył na poprawę losu, ale nie przypuszczał, że za sprawą pewnej trudnej klientki stworzy najbardziej rozpoznawalną amerykańską markę na świecie – blue jeans (nazwa weszła do języka polskiego, a słowniki podają dziś jej spolszczoną formę „dżins”) – i stanie się bogatym człowiekiem. W Ameryce Youphes zmienił nazwisko na Davis. Przenosił się z miejsca na miejsce i szukał szczęścia w różnych zawodach: w Nowym Jorku był krawcem, w Wirginii sprzedawcą papierosów, w Kanadzie poszukiwał złota, a w Reno w Nevadzie zajął się produkcją piwa, co doprowadziło go do bankructwa.

Nic nie wychodziło mu tak dobrze jak krawiectwo, więc przy Virginia Street w Reno otworzył pracownię, w której szył plandeki, namioty, koce pod siodła i ubrania dla robotników pracujących przy budowie kolei Central Pacific. Surowca – mocnej tkaniny przypominającej płótno nazywanej cotton duck, a potem także bawełny zwanej denim – dostarczała mu firma Levi Strauss & Co. z San Francisco.

Jej właściciel – niewiele starszy od Davisa Loeb Strauss – przebył podobną drogę sześć lat wcześniej. Przypłynął do Ameryki z Buttenheim w Niemczech, gdzie pracował jako obnośny handlarz. W Nowym Jorku Loeb zmienił imię na Levi i pod wrażeniem gorączki złota, która pchała na zachód rzesze biedaków marzących o eldorado, ruszył ich śladem. Nie łudził się, że dojdzie do fortuny, przesypując piasek w korycie rzeki. Postanowił zarabiać na dostarczaniu poszukiwaczom towarów niezbędnych do życia. W San Francisco założył hurtownię, importował ubrania, tkaniny, pasmanterię i naczynia. Pod koniec lat 60. XIX w. był już zamożnym przedsiębiorcą, działaczem kulturalnym i filantropem, który wspierał napływających do Ameryki Żydów. Wybudował pierwszą w mieście synagogę i łożył na sierocińce.

Jacob Youphes - czyli Jacob Davis - krawiec z Rygi, który po przybyciu do Ameryki wymyślił trwałe robocze spodnie wzmocnione nitami, co miało zapobiegać rozrywaniu się szwów.

Jacob Youphes – czyli Jacob Davis – krawiec z Rygi, który po przybyciu do Ameryki wymyślił trwałe robocze spodnie wzmocnione nitami, co miało zapobiegać rozrywaniu się szwów. Fot. Archiwum

Patentowane spodnie

W tym czasie Jacob Davis wciąż walczył o przetrwanie jako krawiec. Pewnego dnia w 1870 r. w jego pracowni pojawiła się żona drwala z okolic Reno z trudnym zamówieniem: Davis miał uszyć tanie spodnie dla jej „dużego” męża, który szybko niszczy ubrania. Zapłaciła trzy dolary z góry z zastrzeżeniem, że spodnie mają być tak wytrzymałe, jak to tylko możliwe. Davisowi przyszło do głowy, by wzmocnić kieszenie i inne narażone na rozdarcie miejsca, stosując w rogach na szwach miedziane nity, których używał do mocowania pasków na kocach przeznaczonych pod końskie siodła.

Spodnie z nitami tak się spodobały, że w ciągu półtora roku Davis dostał zamówienie na 200 par i z niepokojem stwierdził, że inni krawcy zaczynają kopiować jego pomysł. Jako ojciec szóstki dzieci postanowił zabezpieczyć interes dzięki patentowi. Miał już w tym pewne doświadczenie, bo wcześniej starał się o patent na niewielką łódź parową i prasę do miażdżenia rud metali, ale tym razem nie miał wolnych 68 dol. na opłaty. Zwrócił się więc z propozycją współpracy do dostawcy Leviego Straussa w San Francisco i wspólnie wystąpili o patent, który pod nazwą „Improvement in Fastening Pocket-Openings” (udoskonalony sposób szycia kieszeni) został im przyznany 20 maja 1873 r. i miał numer US-139,121. W tym samym roku, żeby się odróżnić od konkurencji, Davis ozdobił tylną kieszeń spodni (wówczas była tylko jedna) podwójnym szwem z pomarańczowej nici, by pasowała do miedzianych nitów.

Początkowo spodnie szyły we własnych domach wynajęte krawcowe, ale zamówień przybywało, więc Strauss zbudował w San Francisco fabrykę, której szefowanie powierzył Davisowi. Jego 450-osobowy zespół początkowo szył spodnie z brązowej cotton duck, jednak szybko przerzucił się na tkany ukośnie niebieski denim – mocniejszy, w dodatku zabrudzenia były na nim mniej widoczne: rzecz nie bez znaczenia w przypadku roboczych ubrań.

Rysunek spodni wzmocnionych nitami, który Jacob Davis załączył do aplikacji o patent zgłoszony 9 sierpnia 1872 r., a przyznany rok później. Opatrzył go adnotacją: 'Niniejszym deklaruję, że poniższy opis i załączony rysunek wystarczą każdej osobie posiadającej pewną wiedzę w zakresie sztuki, której to dotyczy, aby zrobiła użytek z mojego wynalazku bez żadnych dodatkowych pomysłów czy eksperymentów'.Rysunek spodni wzmocnionych nitami, który Jacob Davis załączył do aplikacji o patent zgłoszony 9 sierpnia 1872 r., a przyznany rok później. Opatrzył go adnotacją: 'Niniejszym deklaruję, że poniższy opis i załączony rysunek wystarczą każdej osobie posiadającej pewną wiedzę w zakresie sztuki, której to dotyczy, aby zrobiła użytek z mojego wynalazku bez żadnych dodatkowych pomysłów czy eksperymentów'. USPTO.GOV

W kolorze blue

Słowo „denim” pochodzi od „de N^mes”, czyli „z miasta N^mes” we Francji, gdzie już w średniowieczu produkowano trwały, lekki materiał z jedwabiu i wełny używany do obicia mebli i szycia ubrań, głównie dla marynarzy i pracowników portowych. Z kolei z Genui, począwszy od XVI w., sprowadzano do Anglii bawełnę z domieszką lnu lub wełny, którą nazywano „jeans”, od francuskiego „de Genes”. Jeszcze w XIX w. denim i dżins różniły się splotem – denim był wykonany z pojedynczej nici, dżins zaś był tkany z dwóch nitek, często niebieskich (stąd nazwa „blue jeans”), barwionych indygo, czyli wyciągiem z kwiatów niskopiennego krzewu rosnącego w Indiach.

Historycy nie są zgodni co do tego, jak to się stało, że obu tych nazw – „denim” i „jeans” – zaczęto używać jako synonimów, i to jeszcze na określenie zupełnie innej tkaniny, wyłącznie bawełnianej, ale stało się to już w Ameryce na przełomie XVIII i XIX w. Tamtejsi producenci, chcąc się uniezależnić od angielskich dostaw, sami zaczęli produkować materiał. Używali do tego wyłącznie bawełny złożonej z dwóch splotów, z których jeden, wewnętrzny, pozostawał biały, a drugi, zewnętrzny, niebieski. Ponieważ barwnik nie wnikał w tkaninę głęboko, tylko osadzał się na powierzchni, a z czasem odpadał, powstawały charakterystyczne przetarcia. Pierwsi przekonali się o tym marynarze, którzy podczas rejsów prali swoje dżinsy, ciągnąc je w sieciach za statkiem. Przez co stawały się one tak wyblakłe, że prawie białe.

Guzik czy suwak?

Wygląd spodni powoli się zmieniał. W 1886 r. Strauss kazał naszyć na pasek z tyłu skórzaną plakietkę z rysunkiem dwóch koni próbujących rozerwać parę dżinsów, co miało świadczyć o wytrzymałości materiału. Cztery lata później z tyłu pojawiła się druga kieszeń, a kiedy w 1890 r. patent Straussa i Davisa na wzmocnione nitami dżinsy wygasł i rynek zalały identyczne produkty innych marek, z boku naszyto czerwoną metkę z napisem „Levi’s”, która miała dodatkowo wyróżniać najstarszą markę denimów. Firma zeszła też z ceny i wprowadziła na rynek nowy model spodni o numerze 501, który wkrótce stał się bestsellerem. Z początkiem XX w. pięćsetjedynki stały się najpopularniejszymi spodniami roboczymi w Stanach Zjednoczonych.

Jednak konkurencja nie spała. Henry David Lee z Kansas w 1926 r., gdy tworzył nowy model marki Lee, zrezygnował z guzików przy rozporku i wprowadził suwak. Od tej pory świat podzielił się na dwa obozy – noszących dżinsy zapinane na guziki i wolących zamek błyskawiczny. Firmie Leviego Straussa przekonanie się do tego pomysłu zajęło 20 lat. Ale najpierw znaleziono odpowiednią ideologię do wprowadzenia zmian: w 1947 r. suwaki pojawiły się przy kobiecych spodniach na biodrze, bo taki rodzaj zapięcia uznano za bardziej przyzwoity.

Harry David Lee - przemysłowiec, jeden z pierwszych konkurentów Levis'a, który dokonał w dżinsach rewolucyjnej zmiany - zamiast guzików wprowadził suwak.

Harry David Lee – przemysłowiec, jeden z pierwszych konkurentów Levis’a, który dokonał w dżinsach rewolucyjnej zmiany – zamiast guzików wprowadził suwak. Fot. Archiwum

Precz z nitami

Przed II wojną światową dżinsy nosili w zasadzie tylko mieszkańcy amerykańskiego Zachodu. Na Wschodnim Wybrzeżu były one synonimem romantyzmu, niezależnej Ameryki, życia na farmie i ciężkiej pracy. Mieszkańcy wschodnich stanów zakładali je tylko w weekendy podczas wyjazdów za miasto, na stylizowane na zachodnie rancza. Udawali tam kowbojów, a po powrocie do domu wrzucali spodnie na dno szafy.

Nie było mowy, żeby nosiły je kobiety, choć już w 1934 r. Levi Strauss & Co. zaprojektował model dla pań – Lady Levi’s 701. Magazyn „Vogue” radził je nosić w sposób naturalny, nisko na biodrach, tak jak to robi twój ulubiony kowboj. Niemniej kobiety w dżinsach poza fabryką były ewenementem. Iris Apfel, ikona stylu i kolekcjonerka sztuki, wspomina: „Na początku lat 40. przeszłam przez piekło, żeby sobie kupić parę dżinsów.

W sklepie z wojskowymi ubraniami usłyszałam od sprzedawcy: „Młode damy nie noszą dżinsów”.

Łaziłam tam tyle razy, że chyba uznał mnie za wariatkę i w końcu, chcąc się mnie pozbyć, sprzedał mi jedną parę”.

Wraz z II wojną światową z dżinsów zniknęła większość nitów. Żegnano je z ulgą. Dwa nabite na dolnych rogach kieszeni rysowały krzesła i siodła, ale także te z przodu były utrapieniem. Levi Strauss & Co. dostawał listy od kowbojów z prośbą o usunięcie nitu trzymającego szwy w kroku, bo miedź pod wpływem temperatury z ogniska się rozgrzewała, co powodowało duży dyskomfort, jeśli chodzi o delikatne części ciała. Firma się opierała, aż pewnego dnia jeden z szefów pojechał na kemping, rozpalił ogień i na własnej skórze poczuł, co oznacza miedziany nit w kroku.

Levi Strauss – obnośny handlarz z Niemiec, który w Ameryce stał się przemysłowcem i filantropem. To on opłacił patent na nitowane dżinsy Davisa i razem stworzyli markę Levi’s.

Do rozpowszechnienia dżinsów w Europie przyczyniła się II wojna światowa. Przywieźli je tam amerykańscy żołnierze, często chłopcy z wiejskich albo robotniczych rodzin, którzy zakładali je na przepustki. Jednak pierwszą partię firma Levi Strauss & Co. wysłała na Stary Kontynent dopiero w 1959 r., kiedy dżinsy były już obowiązkowym strojem zbuntowanej amerykańskiej młodzieży, którą młodzi ludzie w Europie chcieli naśladować. Jednym z powodów było też poszerzenie rynku, bo w USA już od dawna działał prężny konkurent Levi’sa – Blue Bell, producent wranglerów.

Rodeo Ben z Polski

W 1937 r. na transatlantyku SS „Kościuszko” do Nowego Jorku przypłynął Bernard Lichtenstein, kolejny żydowski krawiec, tym razem z Polski.

Kilka tygodni wcześniej sprzedał ledwo prosperującą pracownię krawiecką na Bałutach w Łodzi. W USA Bernard, znany odtąd jako Ben, zamieszkał w Filadelfii, gdzie otworzył pracownię.

Mniej więcej rok później wszedł do niej impresario objazdowego rodeo show, poszukujący ubrań dla podopiecznego, którego kowbojska garderoba przepadła wskutek wypadku drogowego. Ben na słowo „kowboje” poczuł przyspieszone bicie serca. Od dziecka zaczytywał się w książkach Karola Maya o Dzikim Zachodzie, a swojemu synowi na święto Purim uszył nawet kowbojski kostium. Wtedy wszyscy się z niego śmiali, ale wiedza o tym, jak wygląda taki strój, bardzo mu się przydała.

Bernard Lichtenstein – krawiec z Polski, który w Ameryce stał się projektantem wranglerów, nowej marki dżinsów, początkowo przeznaczonych dla uczestników rodeo. Stąd jego przydomek 

Tamtej nocy Ben nie położył się spać, dopóki nie uszył dziesięciu zamówionych koszul z denimu. Klient był szczęśliwy – koszule okazały się takie, jak trzeba: kolorowe, z lamówkami i kieszeniami. Zamiast guzików miały zatrzaski. Bernard tłumaczył, że czytał w gazetach o kowbojach, którzy na rogach byka tracili życie, jeśli guzik nie puścił, więc uznał, iż zatrzask będzie lepszy.

Z biegiem czasu zamówień od amatorów rodeo przybywało. Ben kupił sklep i powiesił na nim szyld „Rodeo Ben”. W kręgach kowbojów cieszył się takim szacunkiem jak najwięksi projektanci mody. W 1947 r. zatrudniła go szyjąca dżinsy firma Blue Bell. Dla marki, którą stworzył, wymyśliła nazwę Wrangler.

Spodnie Bena były mocniejsze niż lewisy i Lee, żeby mogły wytrzymać siłę zwierząt, i nieco bardziej dopasowane, by kowboj łatwiej dosiadał konia albo byka. Miały dwie głębokie kieszenie z przodu, gdzie mógł schować rękawiczki, płaskie nity, które nie rysowały siodła, a także nieco podniesioną kieszonkę na zegarek, aby łańcuszek dało się zaczepić o szlufkę. Były też zapinane na suwak. Po 13 próbach narodził się najbardziej znany model wranglerów – 13MWZ (13 tries men’s western zipper).

Bena pochowano w 1979 r. w białym dżinsowym garniturze.

Buntownicy w dżinsach

Na początku lat 50. dżinsy nadal były głównie strojem roboczym. Kiedy w 1951 r. ubrany w dżinsową marynarkę i spodnie znany piosenkarz Bing Crosby wszedł do drogiego hotelu w Kanadzie, został wyproszony. W odpowiedzi na tę zniewagę firma Levi Strauss & Co. uszyła dla niego dżinsowy smoking.

Gdy dwa lata później Marlon Brando wystąpił w denimie w filmie „Dziki”, a potem James Dean w „Buntowniku bez powodu”, było to już tylko przypieczętowanie tego, że dżinsy przeszły ze świata ludzi pracy do popkultury. Kto miał 17 lat, ten jak Brando albo Dean chciał gniewny, niepokorny i wyzwolony przemierzać świat na motocyklu, nie kupować domu na przedmieściu i nie zakładać rodziny.

Dżinsy stały się symbolem sprzeciwu młodzieży wobec świata dorosłych, którzy nie mieli prawa ich nosić. Dorośli więc też się zbuntowali i w niektórych szkołach zakazano noszenia dżinsów.

W latach 60. do buntowników dołączyli studenci zakładający dżinsy na znak solidarności z robotnikami. A sprzedaż rosła – w 1957 r. rozeszło się na świecie 150 mln par dżinsów, 20 lat później tylko w USA 500 mln. Dżinsy były tanie, mocne i przede wszystkim modne. Nie wymagały częstego prania i znakomicie dopasowywały się do ciała. W latach 60. kultowy wśród zbuntowanej młodzieży butik Limbo w East Village w Nowym Jorku jako pierwszy wprowadził do sprzedaży dżinsy już sprane i podniszczone, oferując je hippisom.

Chłopiec w dżinsach z zabawkowymi narzędziami do pracy w ogrodzie. Trudno znaleźć ubranie, które w każdej części globu (może z wyjątkiem Korei Północnej i chińskich wsi) zostałoby przyjęte przez wszystkie grupy wiekowe z takim entuzjazmem jak dżinsy. Te spodnie zrównały wszystkie klasy i ludzi w każdym wieku: biednych i bogatych, młodych i starych, kobiety i mężczyzn. Są najbardziej praktycznym ze strojów. W 2011 r. student mikrobiologii Uniwersytetu Alberta Josh Le nosił parę denimów bez prania 15 miesięcy, a potem sprawdził, jakie bakterie się w nich zadomowiły. Następnie uprał spodnie i zrobił kolejny test – okazało się, że ilość bakterii jest prawie taka sama. 'Dżinsy to spodnie bakteriobójcze' – stwierdził po eksperymencie. Fot. Getty Images

W 1976 r. Victoria Vanderbilt z rodziny wielkich amerykańskich przemysłowców jako pierwsza projektantka mody wypuściła na rynek partię designerskich denimów. Aktorka kabaretowa Gilda Radner zażartowała wówczas: – Uznała widocznie, że to dobre nazwisko nadaje się do dupy.

W latach 80. na plakatach reklamowych firmy Calvin Klein pojawiła się ubrana w obcisłe dżinsy 15-letnia aktorka Brooke Shields z podpisem: „Co jest pomiędzy mną a moimi calvinami? Nic”. W Ameryce dało się słyszeć szmer oburzenia, a potem ludzie ruszyli do sklepów. Dżinsy były sexy.

Dżinsy a la PRL

Na polskich ulicach denimy pojawiły się już w latach 60., ale ich zdobycie graniczyło z cudem. Chodzili w nich zamożni, którzy mogli je kupić w pewexie, albo szczęśliwcy mający rodzinę za granicą. Andrzej Gwiner, rocznik 1952, o parę lewisów ubłagał wujka z Londynu: – Byłem tam całe wakacje. Z kuzynem Markiem pomagaliśmy ludziom sprzątać ogródki, a oni nam za to płacili. Kupiłem sobie jeszcze komplet Lee. Jak przyjechałem do Polski, to myślałem, że kumple wykitują na atak serca. Dziewczyny zlatywały się do mnie jak ćmy do światła.

O dżinsach śpiewano piosenki: „Tato, kup mi dżinsy spodnie, tato, będzie mi wygodnie. Tato, wszyscy mają dżinsy, kup je miiiii..”. – zawodziła Karin Stanek. Władza na dżinsy patrzyła niechętnie, ale ci sami ludzie, którzy wyrażali się o nich pogardliwie, szli potem na warszawski bazar Różyckiego, żeby wśród przemyconych z Zachodu ciuchów upolować dla siebie parę. „Na praskim placyku pokrytym kolorowymi szmatami tłoczą się żony komunistycznych dygnitarzy, słynni architekci na usługach rządu, poeci opiewający jeszcze wczoraj Stalina i muzycy wymieniający tysiące złotych z nagród za rewolucyjne kantaty na parę blue jeans wprost z Nowego Jorku” – pisał Leopold Tyrmand .

Wychodząc naprzeciw potrzebom ludzi, władza ludowa wprowadziła w kilku fabrykach produkcję spodni z polskiej tkaniny dżinsopodobnej, czyli arizony (bawełna z domieszką sztucznego włókna). Nazywano je teksasami lub szarikami. Na plakietce z tworzywa skóropodobnego nad tylną kieszenią widniał wizerunek psa na tle czołgu „Rudy 102″. Szariki, teksasy czy arizony miały z dżinsami niewiele wspólnego: materiał był słaby i nie wycierał się jak prawdziwy, jednak do sklepów i tak ustawiały się kolejki. Tworzono nawet listy społeczne.

Nastolatek w 1965 r. ubrany w dżinsowy mundurek z polskiej tkaniny arizona, którą z pewnej odległości można nawet pomylić z oryginalnym denimem. W ubrania z arizony zaopatrywała Polaków w czasach PRL-u szczecińska Odra.

Nastolatek w 1965 r. ubrany w dżinsowy mundurek z polskiej tkaniny arizona, którą z pewnej odległości można nawet pomylić z oryginalnym denimem. W ubrania z arizony zaopatrywała Polaków w czasach PRL-u szczecińska Odra. Fot. East News

Największym wzięciem cieszyły się towary z fabryki Odra w Szczecinie, która produkowała m.in. słynne marmurki z już wytartej i wybielonej tkaniny. Za takie spodnie na wycieczce w ZSRR można było dostać aparat fotograficzny, a nawet złoty pierścionek. „Co myśmy nie robili, by uzyskać taki materiał!” – wspominała Zuzanna Sikorska, pracownica Odry, na portalu Sedina.pl . – Znaliśmy wszystkie zakłady pralnicze na terenie Szczecina. Z fabryki przychodził normalny dżins. By go fantazyjnie powycierać, trzeba było eksperymentować na własną rękę z chlorem. Najpierw stolarnia zrobiła specjalne kosteczki, które prano razem z materiałem. Jednak metoda okazała się nie najlepsza, w tkaninie szybko robiły się dziury. Po setkach eksperymentów postawiono na piłeczki pingpongowe. Dżins – prany w mieszaninie chloru z dodatkiem chińskiego plastiku – nabierał wreszcie odpowiednich kolorów”.

Wiosną 1991 r. otwarto w Gdyni pierwszy w Polsce firmowy sklep Leviego Straussa. W wielometrowej kolejce ustawili się ludzie w każdym wieku. Dżinsy nie były już własnością jednego pokolenia.

Najstarsze dżinsy świata

Na początku 2000 r. w gabinecie Lynn Downey w firmie Levi Strauss & Co. zadzwonił telefon. W opuszczonej kopalni w Nevadzie znaleziono stare dżinsy. Lynn dokładnie je zbadała – miały tylko jedną kieszeń z tyłu, co oznaczało, że uszyto je przed 1901 r., i nity, na których wybito datę 1873. Wyprodukowano je zatem przed rokiem 1880, kiedy wygasły prawa patentowe, bo potem przestano bić datę na nitach. Lynn orzekła, że to najstarsze dżinsy na świecie. Dla Levi Strauss & Co. ich zakup był bardzo ważny, więc gdy na portalu eBay ogłoszono ich aukcję, zrobił wszystko, aby ją wygrać. „W środku coś we mnie krzyczało, że to są moje dżinsy, wiedziałam, że powinniśmy je mieć w swoich archiwach. Nie spałam tej nocy. Nigdy w życiu nie czułam w sobie takiej adrenaliny” – wspominała.

Spodnie kupiła za 46 532 dol.

Najdroższe lewisy na świecie znaleziono na pustyni Nevada. Kupiła je do swoich archiwów firma Levi Strauss & Co. za 46,532 dol. Spodnie należały prawdopodobnie do górnika, który ówczesnym zwyczajem zostawił je w przebieralni, wychodząc do domu. W tamtych czasach robocze dżinsy zakładało się na codzienne spodnie, dlatego mówiło się o nich - odzież ochronna.

Najdroższe lewisy na świecie znaleziono na pustyni Nevada. Kupiła je do swoich archiwów firma Levi Strauss & Co. za 46,532 dol. Spodnie należały prawdopodobnie do górnika, który ówczesnym zwyczajem zostawił je w przebieralni, wychodząc do domu. W tamtych czasach robocze dżinsy zakładało się na codzienne spodnie, dlatego mówiło się o nich – odzież ochronna. 

Marta Grzywacz

Pokaż mi swoje dżinsy, a powiem ci, kim jesteś. Historia spodni wszech czasów

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. A ja wierze w to. Kanada w 1951 starala sie napewno byc jeszcze bardziej brytyjska niz Anglia, a nawet dzidziaj nie mozna wejsc do np.Dorchester Hotel w Londynia na afternoon tea w dzinsach

  2. Cos tu nie gra….Elegancki i konserwatywny Bing Crosby wszedl do drogiego hotelu w Kanadzie ubrany w dzinsy i dzinsowa marynarke i zostal wyproszony? On mial wtedy juz prawie 50 lat i byl u szczytu slawy jako aktor i piosenkarz. Watpie, ze zostal wyproszony z hotelu i ze byl tak ubrany. Rok 1951 to nie rok 2021 where everything goes.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.