
Wziął pełną odpowiedzialność za getto, chociaż przecież mógł z niego szybko zniknąć. Dostawał propozycje ucieczki, wyjazdu. Mógł opuszczać getto, miał dostęp do służbowego samochodu, a jednak tego nie zrobił i trwał na posterunku – mówi Patrycja Dołowy, autorka książki „Pęknięte lustro. Próba portretu Adama Czerniakowa”.

Adam Czerniaków w swoim gabinecie w siedzibie Gminy Żydowskiej (Judenratu), lata pomiędzy 1940 a 1942. (Fot. Domena publiczna / Wikimedia Commons)
Dlaczego dopiero teraz dostajemy taką książkę o Adamie Czerniakowie?
Sama się nad tym zastanawiałam, choć oczywiście nie było tak, że nie mieliśmy żadnych książek o Czerniakowie. One były, odwołuję się do nich, ale osadzone są mocno w paradygmatach, w których piszący je badacze funkcjonują. W bardzo mocnych wspólnoto- lub państwowotwórczych paradygmatach, czy to polskich, czy izraelskich. Czerniaków, jako szef warszawskiego judenratu [żydowska rada; w czasie II wojny światowej były powoływane przez nazistowskie władze w celu administrowania żydowskimi społecznościami – przyp. red.], funkcjonował w nich jako kolaborant, współwykonawca Holokaustu. Właściwie wszystkie narracje powojenne o Czerniakowie przybierały taki wymiar, skazując go na infamię i zapomnienie, blokując niejako dostęp do niego, bliższe przyjrzenie się mu. Takiego zadania podjął się 15 lat temu dr Marcin Urynowicz, ale jego akademicka książka nie weszła do szerszego obiegu.
Kiedy ja postanowiłam się Czerniakowem zająć, dość szybko się zorientowałam, że został przez dekady oblepiony niezliczonymi historiami, które miały niewiele wspólnego z rzeczywistością, a które kolejni badacze powtarzali.
Na przykład?
Na przykład to, że Czerniaków nie tylko nie znał jidysz, ale go wręcz nie lubił. To jest oczywista nieprawda. Czerniaków znał jidysz, mówił i publikował w tym języku. W przedwojennej jidyszowej prasie możemy znaleźć wiele jego tekstów. To tylko jeden z przykładów.

Adam Czerniaków (fot. Public domain, via Wikimedia Commons) , Gmach Gminy Żydowskiej przy ul. Grzybowskiej 26/28, do sierpnia 1942 siedziba warszawskiego Judenratu. Tutaj 23 lipca 1942 popełnił samobójstwo Adam Czerniaków (fot. Public domain, via Wikimedia Commons)
Dlaczego tyle osób, w tym badaczy, wjechało w te koleiny?
Dlatego że zawsze jest zapotrzebowanie na złych i dobrych bohaterów, na to, by kogoś obarczyć winą. W dodatku historia się tak potoczyła, że to adwersarze Czerniakowa kształtowali późniejszą narrację o nim, o getcie, o Holokauście. Negatywnie o Czerniakowie pisał Emanuel Ringelblum, krytycznie mówił o nim Marek Edelman. Trudno polemizować z tak kluczowymi dla narracji o Zagładzie postaciami. Negatywnie do Czerniakowa byli także nastawieni ci, którzy przeżyli w Związku Radzieckim, widząc w judenratach wyłącznie kolaborację z nazistami. Łatwo im było formułować rozmaite oceny, bo nie byli w getcie. Oceny odbierające mu nawet, z racji asymilacji, żydowskość.

O Adamie Czerniakowie krytycznie wypowiadał się Marek Edelman (FOT. ARKADIUSZ SCICHOCKI / Agencja Wyborcza.pl) , W Muzeum Polin są dwie narracje: z jednej strony Ringelbluma, a z drugiej Czerniakowa (FOT. ARKADIUSZ SCICHOCKI / Agencja Wyborcza.pl)
Wykluczano go ze wszystkich stron. Dla Żydów był zbyt polski, dla Polaków – zbyt żydowski. Do tego dochodziły sprawy związane ze stosunkiem do religii, poglądy polityczne, przynależność klasowa. Mówiąc krótko – jedna wielka plątanina.
To plątanina typowa dla czasów, w których Czerniaków żył. Czasów rodzących się nacjonalizmów, nowoczesnego antysemityzmu, ale też żydowskiego oświecenia. W Warszawie, największym skupisku Żydów w Europie, było mnóstwo żydowskich partii politycznych i organizacji, to był niezwykle różnorodny świat, który po wojnie – z racji tego, że przeżyli nieliczni – został bardzo uproszczony, a Czerniaków był bardzo przydatny w tym upraszczaniu.
Znamienne jest to, że w Muzeum Polin mamy na wystawie z jednej strony narrację Ringelbluma, a po drugiej Czerniakowa. Kiedyś czytałam je jako opozycyjne wobec siebie, dzisiaj widzę je jako dwie strony tego samego medalu. Obaj mieli zwykle inne spojrzenie na sprawy, ale często dochodzili do tego samego punktu.

Kadr ze stałej wystawy w Muzeum Polin (Darek Golik) , Budynek Muzeum Polin (Wojciech Kryński/MUZEUM HISTORII ŻYDÓW POLSKICH POLIN)
A jaki był twój punkt wyjścia?
Na pewno nie było nim założenie, że chcę napisać obronę Czerniakowa, choć złościły mnie różne pisane o nim rzeczy. Czułam gdzieś podskórnie, że jeśli ktoś jest tak jednoznacznie negatywnie oceniany, to coś tu jest nie tak. Jednocześnie sama miałam w głowie wszystkie te stereotypy o Czerniakowie, które krok po kroku rozbijam w książce. Rozbijałam je, siedząc w archiwach, czytając książki, rozmawiając z ludźmi.
Efekt jest taki, że zamiast człowieka rzekomo głęboko niemoralnego, napisałam portret człowieka bardzo moralnego. Oczywiście popełniającego błędy, niewidzącego pewnych rzeczy, ale na pewno nie człowieka złego.
Oceny Czerniakowa są często tworzone post factum. Łatwo się wymądrzać, kiedy znamy historię i wiemy, co się wydarzyło.
Dokładnie. Tak samo było z wojną w Ukrainie. Właściwie do ostatniego dnia przed rosyjską napaścią niemal wszyscy eksperci twierdzili, że do niej nie dojdzie. A jednak do niej doszło. Oczywiście są tacy, którzy czują intuicyjnie, że nadchodzi coś złego, i zdążą uciec, ale Czerniaków tak nie działał. On wziął pełną odpowiedzialność za getto, chociaż przecież mógł z niego szybko zniknąć. Dostawał propozycje ucieczki, wyjazdu. Kiedy był prezesem judenratu, mógł opuszczać getto, miał dostęp do służbowego samochodu, a jednak tego nie zrobił i trwał na posterunku.

Pocztówki pisane w jidysz (Fot. Paweł Małecki / Agencja Wyborcza.pl)
Trwał do czasu, kiedy zrozumiał, co to znaczy Treblinka.
A zrozumiał to bardzo późno, właściwie w pełni dopiero wtedy, kiedy Niemcy rozpoczęli 22 lipca 1942 roku akcję likwidacyjną getta. Dzień później popełnił samobójstwo.
Dość szybko zawędrowaliśmy w tej opowieści do getta i 1942 roku, a ja chciałbym cofnąć się jeszcze do końca XIX wieku, kiedy Czerniaków przychodzi na świat. Co to był za świat?
To świat, o czym wspomnieliśmy, niezwykle różnorodny, w którym Czerniaków się rodzi, dorasta i potem żyje całkowicie zanurzony w Warszawie. Abram, bo tak miał wówczas na imię, żyje na pograniczu polsko-żydowskim, na pograniczu klas, na pograniczu języków. Jego ojciec, dziadek i wuj byli bardzo zaangażowani w życie żydowskie, mówili w jidysz, ale też po polsku i rosyjsku, bo Warszawa jest wówczas miastem Imperium Rosyjskiego. Matka natomiast pochodziła z rodziny bardziej postępowej, mówiła po polsku. Czerniaków chodził do świeckich szkół – skończył szkołę handlową, a potem chemię na Politechnice Warszawskiej. Jego pierwszym wyborem była mechanika, ale nie mógł jej studiować z racji numerus clausus, liczbowych ograniczeń narzuconych studentom żydowskim. Był więc znakomicie wykształconym młodym człowiekiem posługującym się kilkoma językami.

Sala wystawowa w Muzeum Polin pokazująca życie w miasteczkach (D.GOLIK / MUZEUM HISTORII ŻYDÓW POLSKICH POLIN)
Ma Czerniaków silny i nieustannie ważny dla niego żydowski korzeń, ale w polskiej glebie. Przecież w 1908 roku władze carskie aresztują go za polską działalność patriotyczną.
Bo on wyrósł na żydowskiego i polskiego patriotę zarazem, co dla wielu osób jest trudne do zrozumienia, ale dla Czerniakowa i licznych Żydów wcale nie.
REKLAMA
Wielu uważało, że można być Żydem, nie rezygnować z żydowskiej kultury i jednocześnie być polskim patriotą i częścią polskiej kultury. Była w tym też oczywiście ważna postępowość Czerniakowa, na którą władze carskie patrzyły z podejrzliwością.
Mnie bardzo zaciekawiło to, że Czerniaków nie miotał się między tożsamościami jak wielu innych Żydów, ale bardzo sensownie je łączył.
Zgadzam się z tobą. Czerniaków znakomicie to wszystko łączy, splata kolejne nici. Nie ma w tym żadnych sprzeczności, zgrzytów.
Zapisałem sobie w notatkach, że Czerniaków nie chce nikogo wykluczać, że zawsze zaprasza do wspólnego stołu. Zgodzisz się z tym?
Postrzegam go podobnie. Czerniaków miał generalnie czułe podejście do ludzi, które brało się poniekąd z jego żydowskiego pozytywizmu. On naprawdę wierzy, że ludzie powinni mieć równe szanse.
W ogóle bardzo wierzy w ludzi, może za bardzo. Wierzy nawet w Niemców, bo przecież tak kulturalny i rozsądny naród nie jest zdolny do ludobójstwa.
Czy Czerniaków został szefem gminy żydowskiej zbiegiem okoliczności?
Tak bym nie powiedziała, bo jego dotychczasowa droga społeczno-polityczna prowadziła właśnie w tym kierunku. Czerniaków był przed wojną bardzo poważaną osobą, dla wielu był autorytetem, o czym nie przeczytamy w dominujących powojennych narracjach. Był zaangażowany zarówno w życie żydowskie, jak i po prostu w życie miasta, także jako radny. Tym, co zaszkodziło jego późniejszemu wizerunkowi, było wejście w 1937 roku w skład powołanego przez władze Warszawy zarządu komisarycznego gminy żydowskiej, co było spowodowane problemami z wyborem przewodniczącego wynikającymi z różnic między poszczególnymi stronnictwami żydowskimi.

Pomnik Stefana Starzyńskiego przy placu Bankowym w Warszawie (Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Wyborcza.pl)
I w końcu w 1939 roku zostaje prezesem judenratu.
To była decyzja prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego – mianowanie Czerniakowa na prezesa gminy – zatwierdzona przez władze hitlerowskie dwa tygodnie później, gdy ustanowiono judenrat, stąd późniejsze oskarżenia Żydów o to, że Czerniaków był wybrany przez Polaków i zatwierdzony przez Niemców. Dodam, że prezes nigdy nie używał nazwy judenrat, mówił zawsze o gminie żydowskiej.
Kierowanie judenratem to misja straceńcza, ale Czerniaków nieustannie próbuje. Fascynuje mnie ta jego determinacja, żeby się codziennie ogolić, nałożyć na włosy pomadę, potem kapelusz, włożyć garnitur i ruszać do pracy. Wydaje mi się to w pewnym sensie heroiczne.
Mnie również, bo to jest heroizm przetrwania. Przetrwania w miejscu skazanym na zagładę. Choć trzeba jednocześnie pamiętać, że w getcie nie panowała równość. Byli tacy, którzy mieli dostęp do lepszych warunków, i tacy, którzy nie mieli dostępu do niczego, umierając na ulicy. Czerniaków doskonale o tym wiedział.
Jego głównym celem było uratowanie jak największej liczby ludzi, ale ten cel był nieosiągalny, a ludność obarczała go nieustannie winą za wszystko, bo przecież był prezesem.
Dostawał razy z każdej strony.
Dostawał od Żydów w getcie – za to, że kogoś nie udało się uratować, za to, że wszystkiego brakowało, a nawet za to, że jeździ po getcie samochodem. Dostawał też od Niemców, i to dosłownie. Był kilkukrotnie aresztowany, pobity, domagano się od niego rzeczy niemożliwych, a on za każdym razem wstawał, golił się, wkładał garnitur i szedł do swojego gabinetu, przed którym kłębili się ludzie z niekończącą się listą problemów. A powtarzam po raz kolejny: gdyby chciał, mógł bez problemu rzucić to wszystko i uciec.
Adam Czerniaków prowadzi zapiski, które są także fundamentem twojej książki. One wydają się dokładnie takie jak on – lapidarne. Nie ma w nich żadnej autokreacji.
Te zapiski są rzeczywiście krótkie i treściwe, zapisywane szybko, nieraz ironiczne i niepozbawione humoru, bo Czerniaków notuje także żarty o sobie, ale nie ze złością, co pokazuje, jaki miał do siebie dystans. Na drwiny zareagował złością raz, kiedy wyśmiewano zorganizowany przez niego Miesiąc Dziecka – akcję zbierania funduszy dla najmłodszych, sugerując, że zostały one potem zdefraudowane. Czerniaków bardzo się zdenerwował, ale nie z powodu samych żartów, tylko oskarżeń o defraudację. To było już dla niego za wiele.


Czym jest Treblinka Czerniakow zdał sobie sprawę pełni dopiero wtedy, kiedy Niemcy rozpoczęli 22 lipca 1942 roku akcję likwidacyjną getta (Fot. Albert Zawada / Agencja Wyborcza.pl) , Dzień później popełnił samobójstwo (Gal Rotem1/Shutterstock)
Swoją wyporność osiąga Czerniaków pod koniec lipca 1942 roku, kiedy rozpoczyna się akcja likwidacyjna getta, podczas której wymordowano blisko 300 tys. warszawskich Żydów, większość wywożąc do Treblinki. Drugiego dnia akcji Czerniaków pisze: Żądają ode mnie, bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć. I popełnia samobójstwo.
Adam Czerniaków był z wykształcenia chemikiem. Świadkowie pamiętali, że miał w różnych miejscach przygotowane pastylki z cyjankiem, co świadczy też o tym, że brał pod uwagę potrzebę ich użycia w momencie, kiedy jego próby ratowania tego, co się da, nie będą już dawały rezultatów. W lipcu 1942 roku zdał sobie sprawę, że to już koniec, że warszawscy Żydzi idą na śmierć.
Los notatek Czerniakowa jest nie mniej fascynujący od jego życia. W 1947 roku Felicja Czerniaków idzie z nimi do Żydowskiego Instytutu Historycznego i słyszy od dyrektora Natana Blumentala, że nie jest nimi zainteresowany. To jest naprawdę szokujące.
Jest, to prawda i wiele nam mówi o rzekomej obiektywności badań historycznych.
Dyrektor nie jest zainteresowany Czerniakowem, który skazany jest na zapomnienie i w PRL-u funkcjonuje jako kolaborant. Jego notatki wędrują więc przez Francję do Kanady i w końcu kupuje je instytut Jad Waszem w Jerozolimie, dla którego już wtedy – na fali procesu Adolfa Eichmanna – są prawdziwym skarbem.
Oczywiście izraelscy badacze opracowywali je w swoim narodowym paradygmacie, bez zrozumienia złożoności życia żydowskiej społeczności w Polsce.

Notatki Czerniakowa w końcu kupuje instytut Jad Waszem w Jerozolimie. (Shuttrstock)
W Polsce, w której notatki Czerniakowa nadal czekały na publikację.
Zostały pieczołowicie opracowane na początku lat 70. przez dyrektora ŻIH-u Mariana Fuksa, ale jesteśmy świeżo po Marcu ’68, więc nie daje się ich opublikować w formie książki. Fuks stosuje więc fortel, publikując je w „Biuletynie ŻIH-u”. W formie książki wychodzą prawie dekadę później.
Odrzucany za życia i odrzucany po śmierci. Myślisz, że twoja książka zakończy Adama Czerniakowa drogę przez mękę?
Bardzo bym tego chciała i z taką myślą pisałam tę książkę. Cały czas próbowałam się do niego zbliżyć, a przez to pozwolić na takie zbliżenie czytelnikom, bo ono nie było mu dotychczas dane, prowadząc do zafałszowania opowieści o Adamie Czerniakowie. A on naprawdę na to nie zasługuje.
„Dla Żydów był zbyt polski, dla Polaków – zbyt żydowski. Dostawał i od Żydów, i od Niemców”
Mike Urbaniak
Kategorie: Uncategorized


To przedruk z „Wyborczej”. Najciekawsze są oczywiście komentarze czytelników:
„Żydzi muszą zostać rozliczeni z wielkich zbrodni komunizmu. Trocki, Zinowjew, Kamieniew, Swierdłow, Kaganowicz, Jagoda, Litwinow, Uricki, Radek, Rakosi, Kun ? to czołowe postacie zbrodniczego bolszewizmu. Firin, Berman, Frenkel, Kogan, Rapoport ? to kierownicy zbrodniczego Gułagu.”
„Zydzi od poczatku II ws postawili sie w pozycji wrogow wobec Polski i Polakow. Postawili sie w pozycji taka jak zajmowali Niemcy,Sowieci czy Ukraincy. Wynikalo to z doswiadczenia mniejszosci narodowej mowiacej ze do przetrwania konieczna jest wspolpraca z najsilniejszym w danej sytuacji. Stad zydowska kolaboracja z Sowietami, stad sluzalcza postawa zydowskiej spolecznosci wobec Niemcow. Kolaboracja idaca az do samozaglady. Ta kolaboracja powodowala ze poprzednia lojalnosc ( wobec Polski) musiala ustapic nowej ( wobec Sowietow czy Niemcow).
Co bylo oczywiste dla Zydow bylo odbierane jako zdrada przez Polakow.
I jako zdrada bylo karane.
To dlatego kajanie sie za Jedwabne czy za ludzi wydajacych Zydow Niemcom nie ma uzasadnienia: wrog byl wrogiem, tylko dzis to zostalo starannie zapomniane.”
„W czasach gdy to Zydzi dopuszczaja sie ludobojstwa temat p. Czerniakowa wydaje sie nieistotny. Nie wnoszacy wiele do pojmowania tego co sie dzieje.”
„Tak, Rumkowski w Łodzi był bardziej żydowski, pakował ludzi do wagonów bez mrógnięcia okiem, moralne dylematy go nie przygniotły i w łeb sobie nie strzelił.”
„Moim zdaniem artykuł ocieplający Żydów. Niestety wiemy, że nie mają ostatnio „dobrej prasy”. De facto przy pomocy Amerykanów zbudowano Państwo, które jest bardziej dyktatorskie niż Państwo, które 70 lat temu próbowało na nich przeprowadzić projekt „ostatecznego rozwiązania”. Osobiście się cieszę, że „rzeźnik z Jerozolimy” (Netenjahu) może być ścigany przez MTK, sprawiedliwości może kiedyś stanie się zadość.”
To wszystko jest z MODEROWANEGO forum GW. Link poniżej:
https://weekend.gazeta.pl/weekend/7,177333,31109756,ewa-szykulska-nie-jestem-w-stanie-poradzic-sobie-sama-tak.html