
Głęboko zakorzenione przywiązanie Departamentu Stanu USA – podobnie jak zachodniej opinii publicznej – do projektu utworzenia państwa palestyńskiego wynika w dużej mierze z pokojowej retoryki Autonomii Palestyńskiej w kontaktach z Zachodem. Umiarkowana retoryka ustępuje jednak miejsca nienawistnej narracji (antysemickiej, antyizraelskiej i antyamerykańskiej), gdy Autonomia Palestyńska komunikuje się z własnymi uczniami, wiernymi w meczetach oraz z odbiorcami w krajach arabskich. O ile komunikacja z Zachodem stanowi trwającą od 1400 lat taktykę udawania (Taqiyyah), mającą na celu wprowadzenie go w błąd i pozyskanie poparcia dla strategicznej pozycji Palestyńczyków, o tyle palestyński program nauczania i oficjalne kazania w meczetach stanowią najbardziej autentyczne odzwierciedlenie ich światopoglądu.
Departament Stanu i zachodnia opinia publiczna sformułowały swoje stanowisko w sprawie proponowanego państwa palestyńskiego w oparciu o spekulatywną, alternatywną rzeczywistość – rzekomo zreformowany rząd palestyński. Stanowisko to jest jednak systematycznie podważane przez realia Bliskiego Wschodu od czasu porozumienia z Oslo z 1993 roku. Ten zreformowany rząd palestyński miałby rzekomo powstrzymać się od terroryzmu, edukacji opartej na nienawiści i podżegania. Miałby również opowiedzieć się za pokojowym współistnieniem, przestrzegać zasad demokracji i praw człowieka, prowadzić negocjacje w dobrej wierze i porzucić swoją ideologię. Ideologia ta, wywodząca się z czasów przed wojnami z lat 1948 i 1967, koncentruje się na likwidacji istnienia – a nie jedynie zmniejszeniu terytorium – państwa żydowskiego, nakazując eliminację „niewiernej i nielegalnej syjonistycznej jednostki” od rzeki (Jordanu) do morza (Śródziemnego).
W przeciwieństwie do Departamentu Stanu, przywódcy arabscy nie traktują palestyńskich deklaracji poważnie. Są świadomi faktu, że na Bliskim Wschodzie „nie płaci się cła za słowa”, stąd istnieje niemożliwa do pokonania przepaść między arabskimi deklaracjami a arabskimi działaniami, szczególnie w kwestii palestyńskiej. Dlatego też Arabowie zwracają dużą uwagę na wewnątrzarabskie działania Palestyńczyków, które stały się wzorem wewnątrzarabskiej dywersji, terroryzmu, niewdzięczności i zdrady.
Historyczne zachowania Palestyńczyków
W przeciwieństwie do większości ludzi Zachodu, którzy kierują się planowaniem polityki na teraźniejszość i przyszłość, Arabowie uważają historię (od VII wieku) za podstawę planowania polityki. Pamiętają na przykład zdradę Egiptu przez Palestyńczyków w latach 50. XX wieku, kiedy to palestyńscy przywódcy współpracowali z terrorystami z Bractwa Muzułmańskiego przeciwko rządowi Egiptu, który udzielił im schronienia, a następnie uciekli do Syrii. Ponadto w latach 60. Palestyńczycy zdradzili Syrię, współpracując z terrorystami z Bractwa Muzułmańskiego przeciwko rządowi tego kraju, po czym uciekli do Jordanii. Podobnie w 1970 roku Palestyńczycy zdradzili Jordanię, rozpoczynając operację wojskową przeciwko rządzącej dynastii Haszymidów, co wywołało krwawą wojnę domową i zmusiło ich do ucieczki do Libanu. W latach 1970-1982 splądrowali Liban, wywołując serię wojen domowych i inwazję syryjskiej armii na Liban, aż zostali wygnani do Tunezji.
W 1990 roku zdradzili Kuwejt, który był ich najbardziej hojnym arabskim gospodarzem, przyjmując 400 000 Palestyńczyków (OWP) i umożliwiając im awans na najwyższe stanowiska administracyjne i biznesowe. Zgodnie ze swoim „niegodziwym postępowaniem” wobec innych Arabów, Palestyńczycy przyłączyli się do inwazji Saddama Husajna na Kuwejt w sierpniu 1990 roku, ogłaszając go zbawcą i „współczesnym Salah a-Dinem”. Dlatego też, po przywróceniu władzy, przywódca Kuwejtu, szejk Sabah, wygnał prawie wszystkich 400 000 Palestyńczyków, nie spotykając się z prawie żadną reakcją ze strony innych Arabów.
Sojusze Palestyńczyków z siłami antyamerykańskimi
Przywódcy arabscy są również świadomi systematycznego sprzymierzenia się Palestyńczyków z radykalnymi/agresywnymi siłami antyamerykańskimi, takimi jak nazistowskie Niemcy, blok sowiecki, ajatollah Chomeini, globalny terroryzm (na Bliskim Wschodzie, w Azji, Afryce, Europie i Ameryce Łacińskiej), antyzachodnie Bractwo Muzułmańskie (największa sunnicka organizacja terrorystyczna), Korea Północna, Wenezuela, Nikaragua, Kuba, Rosja i Chiny.
Przywódcy arabscy nie oczekują, że państwo palestyńskie będzie działało inaczej niż przez ostatnie 100 lat, co tylko podsyciłoby ogień na Bliskim Wschodzie, zagrażając wszystkim proamerykańskim, stosunkowo umiarkowanym reżimom arabskim. Dlatego też przywódcy arabscy obsypują Palestyńczyków przyjaznymi słowami, ale powstrzymują się od jakichkolwiek konkretnych działań na rzecz państwa palestyńskiego. Na przykład Arabowie nigdy nie użyli siły militarnej – a ledwie finansowej – w imieniu Palestyńczyków. Co więcej, żadna wojna arabsko-izraelska nie wybuchła z powodu kwestii palestyńskiej, a żadne z sześciu traktatów pokojowych między Izraelem a Arabami nie było uzależnione od rozwiązania tej kwestii. Niezależnie od swoich deklaracji, Arabowie nigdy nie poświęcili swoich interesów narodowych na ołtarzu proponowanego państwa palestyńskiego.
Ryzyko dla stabilności regionalnej
Arabowie są świadomi, że państwo palestyńskie na zachód od rzeki Jordan skazałoby na zagładę proamerykański reżim Haszymidów na wschód od rzeki. Znajduje to odzwierciedlenie w reakcji zmarłego króla Husajna na porozumienie z Oslo z września 1993 roku. Zostało to powtórzone przez niego i jego najwyższych dowódców wojskowych podczas ceremonii podpisania traktatu pokojowego między Izraelem a Jordanią w październiku 1994 roku.
Arabowie są świadomi, że obalenie reżimu Haszymidów przekształciłoby Jordanię w platformę antyamerykańskiego terroryzmu islamskiego. Wywołałoby to również wojnę domową między różnymi grupami palestyńskimi, Bractwem Muzułmańskim oraz kontrolowanymi przez Iran i ISIS terrorystami antyamerykańskimi. Taki chaotyczny stan rzeczy wywołałby efekt domina na ogarniętym terroryzmem Półwyspie Synajskim, nasilając próby obalenia proamerykańskiego reżimu generała Sisiego przez Bractwo Muzułmańskie. Destabilizujące skutki domina dotarłyby również na południe od Jordanii, na Półwysep Arabski, destabilizując Arabię Saudyjską i wszystkie inne proamerykańskie reżimy arabskich producentów ropy.
Taka lawina mogłaby przenieść kontrolę nad 48% światowych rezerw ropy naftowej – a także dominację nad kluczowymi szlakami handlowymi między Azją a Europą – do antyamerykańskiego reżimu ajatollahów, antyamerykańskiego Bractwa Muzułmańskiego, antyamerykańskich Chin lub antyamerykańskiej Rosji, wzmacniając epicentrum antyamerykańskiego terroryzmu islamskiego. Spowodowałoby to poważny cios dla bezpieczeństwa wewnętrznego i gospodarki USA/Zachodu oraz zapewniłoby historyczną korzyść dla rywali i wrogów USA.
W przeciwieństwie do Departamentu Stanu, który trzyma się alternatywnej rzeczywistości, przywódcy arabscy są świadomi, że palestyński lampart nie zmienia swoich plam (strategii), a jedynie taktykę.
Czy państwo palestyńskie służyłoby interesom USA, czy raczej by je podważało?
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


”Ten zreformowany rząd palestyński miałby rzekomo powstrzymać się od terroryzmu, edukacji opartej na nienawiści i podżegania. Miałby również opowiedzieć się za pokojowym współistnieniem,”
Perfekcyjny przykład pokojowego współistnienia to Treblinka. Co było, to było, ale dziś nikt do nikogo nie strzela. W całym powiecie panuje pełna harmonia i całkowity brak aktów przemocy. Co było to było, nie będziemy rzecz jasna wracać do tego, co się działo osiemdziesiąt z okładem lat temu. Dziś, teraz – jest cacy. I oki.
Na pewno są tacy, którym to ”pokojowe współistnienie” leży na sercu. Nasi ludzie (zwolennicy pokojowego współistnienia) powinni chyba już zawczasu szykować sobie jakiś duży komin. I ustawić się w kolejce do tego komina. Coś mi się zdaje, że chętnych by nie zabrakło.
Co jest zgodne z amerykańską racją stanu, a co nie jest – to znowu kwestia poglądów. Warto przypomnieć, że w koncowej fazie Drugiej Wojny Światowej transporty Wehrmachtu, amunicja, paliwo, części zamienne – musiały czasem czekać na bocznicach na swoją kolej, bo najwyższy priorytet miały pociągi z Żydami, jadącymi do gazu. ”Ostatecznie Rozwiązanie” było z punktu widzenia Trzeciej Rzeszy zdecydowanie ważniejsze, niż kwestia, czy da się wygrać wojnę. Racja stanu Trzeciej Rzeszy była prosta: Żydzi do gazu.
Co jest, a co nie jest racją stanu USA – to już kwestia poglądów. Ja zaś za cholerę nie mogę zajarzyć, z jakiej paki Żydzi w Izraelu powinni się powodować amerykańską racją stanu. Może nawet ta ichnia ”critical race theory” przewiduje, że Żydów trzeba.. ten tego. Ale niby czemu ja mam tę urrwał ”teorię” uznać za Jedynie Słuszną?