Uncategorized

O społeczności żydowskiej w Wiedniu słów kilka

FZP

fzp

Jaki jest właściwie współczesny żydowski Wiedeń?

To różnorodna, kosmopolityczna, tętniąca życiem społeczność, zbudowana na gruzach świata, który zniknął w trakcie II Wojny Światowej. To żydowski mikrokosmos z siecią organizacji, ruchów i instytucji o najróżniejszych profilach religijno-społecznych. Ucząc się przez osiem miesięcy w Jesziwie Or Zarua miałem okazję poznać go od środka. Zanim jednak opiszę obecny żydowski Wiedeń przyjrzyjmy się na chwilę „żydowskiej” historii tego miejsca.

 

Od średniowiecza do czasów nowożytnych

 

Żydzi mieszkali w Wiedniu co najmniej od XII wieku. Kilkadziesiąt lat później, na terenie dzisiejszego starego miasta znajdowała się już dzielnica żydowska. I szybko rozrastała się. Od początku relacje „żydowsko-germańskie” były specyficznym splotem interesów i prześladowań. Wzrost pozycji Żydów i dominacja w handlu doprowadziły do konfliktów. W 1420 roku miał miejsce pogrom zorganizowany przez księcia Albrechta V. Dzielnica została otoczona przez mieszkańców Wiednia. Żydzi w dramatycznej próbie samoobrony zabarykadowali się w synagodze. W reakcji agresorzy podpalili budynek paląc wszystkich, którzy się w nim schronili.

 

 

Po zdarzeniu, przez około sto lat nie było w Wiedniu Żydów. Następne wieki to stopniowy wzrost populacji i znaczenia Żydów, przerywany sporadycznie pogromami. Głównym ośrodkiem życia żydowskiego od tego czasu jest „Druga dzielnica”, oddzielona od starego miasta kanałem dunajskim, stanowiącym wcześniej granicę miasta. Ten stopniowy wzrost miał miejsce do końca XVIII wieku. Rozbiory Polski miały duży wpływ na dynamikę wiedeńskiej żydowskiej społeczności. Wkrótce masy polskich Żydów z Galicji zaczęły napływać do nowej stolicy.

 

Potęga…

 


Złoty okres Austro-Węgier nałożył się ze wzrostem potęgi Żydów w Wiedniu. Z jednej strony społeczność miała oblicze religijnych mas o polskim pochodzeniu. Z drugiej, zamożnych Żydów germańskich, którzy pod wpływem Haskali coraz bardziej się asymilowali. Podział na Jekken i Ostjuden utrzymał się aż do II Wojny Światowej. W 1900 roku w Wiedniu było już ponad 150 000 Żydów. W ich centrum – Drugiej dzielnicy – rodziła się nowoczesna tożsamość żydowska. W tym miejscu, w atmosferze chaosu, pośród różnych języków, nowych intelektualnych prądów i mozaiki denominacji judaizmu rodziły się nowe idee, które nadały kierunek rozwojowi świata żydowskiego u progu XX wieku. Tutaj powstawały nowe formy kultury żydowskiej, skierowane nie tylko do samych Żydów ale mające też ambicję kształtować świat „zewnętrzny”. Tutaj narodził się nowoczesny syjonizm, czerpiący z wielowiekowego, religijnie umotywowanego, postulatu powrotu Żydów do Ziemi Izraela i łączący go z europejską ideą państwa narodowego. Theodor Herzl – wiedeński dziennikarz rozwijał swoją teorię właśnie tutaj – obserwując dynamiczny rozwój społeczności żydowskiej w stolicy Habsburgów.

 

Wiedeński syjonizm miał od zawsze zabarwienie świeckie i socjalistyczne. Syjonistyczne młodzieżówki: Poalei Tzion i HaShomer HaTzair w latach międzywojennych tworzyły oddziały samoobrony, które miały na celu obronę ludności żydowskiej przed pogromami. Tutaj rozwijali także swoje teorie Zygmunt Freud i Karl Popper. Mając tak prężne zaplecze, Żydzi coraz śmielej wychodzili poza ramy społeczności, z ogromnym sukcesem. W 1938 roku było ich już około 200 tysięcy w 2-milionowym Wiedniu (dla porównania, w Warszawie wtedy było ponad 300 000 Żydów na 1 milion mieszkańców). W tym czasie stanowili 52% wszystkich lekarzy i 86% wszystkich prawników w mieście. Poza tym całe gałęzie przemysłu i handlu znajdowały się w żydowskich rękach: metalurgia, radioodbiorniki, reklama, tekstylia i inne. Była to zdecydowanie jedna z najbogatszych i najbardziej zintegrowanych społeczności żydowskich przed wojną w Europie. Żydzi stali się też wyraźnie bardziej zamożni niż reszta Wiedeńczyków, szczególnie Jekken, którzy w istocie zajęli miejsce nowej elity, niemal całkowicie zastępując etnicznych Niemców w kulturze i nauce.

 

… I upadek

 

Ten ogromny sukces w przededniu wchłonięcia Austrii przez nazistowskie Niemcy był też jednak pętlą na szyi, która zaciskała się coraz mocniej. W trakcie Kristallnacht spalone zostały wszystkie synagogi poza jedną – przy Seitenstettengasse, która schowana była wewnątrz kamienicy. Niemcy nie podpalili jej, obawiając się, że ogień mógłby zająć również pobliskie „aryjskie” kamienice. (Ta jedyna ocalała synagoga jest dziś „główną synagogą w Austrii”.) Po aneksji Austrii rozpoczęła się kampania aryzacji. Społeczność była zastraszana i terroryzowana. Żydzi byli wywłaszczani i wyrzucani z pracy.

 

 

Po 1941 roku zostali deportowani do obozów koncentracyjnych w Polsce oraz do Mauthausen, pod Wiedniem. Niemcy dokonali kompletnej eksterminacji. Z 200 tysięcy osób, około 9 tysięcy przeżyło wojnę. Większość wyemigrowała, głównie do USA oraz Izraela.

 

Żydowski Wiedeń po wojnie

 

 

 


Wydawało się, że był to koniec obecności Żydów w Wiedniu. Tak jednak się nie stało. Już kilka lat po wojnie rozpoczęły się procesy, które zmieniły żydowski Wiedeń nie do poznania. Wiedeń po wojnie stał się największym „punktem przerzutu” Żydów w powojennej Europy. Ze względu na specjalny status dyplomatyczny Austrii, ściągały do niej tysiące ludzi, tzw. DP („dipisów”) – Displaced Persons – ocalonych z Holokaustu, którzy stracili całą rodzinę, a często też obywatelstwo. Poturbowani przez los, szukali nowego życia w powojennej rzeczywistości. Kilkaset tysięcy Żydów przewinęło się w późnych latach 40-tych przez Wiedeń. Centrum przy Synagodze Seitenstettengasse stało się na chwilę ogromną poczekalnią do nowego życia. Agencja Żydowska intensywnie zachęcała DPs do emigracji do Mandatu Palestyny, gdzie już za chwilę niepodległość miało ogłosić Państwo Żydowskie. Najchętniej wybieranym kierunkiem były jednak Stany Zjednoczone. Z 300 tysięcy ocalałych Polskich Żydów (z prawie 3,5 mln przed wojną) większość przewinęła się przez Wiedeń w poszukiwaniu nowej ojczyzny.

Niektórzy z nich zostali w Wiedniu. To właśnie ocaleni polscy oraz węgierscy Żydzi zapełnili na nowo opuszczoną synagogę przy Seitenstettengasse. Jednym z nich był Mosze Lemberger, żyjący do dziś krakowski Żyd, ocalony od śmierci przez wpisanie na Listę Schindlera (rozmowa z Panem Lembergerem znajduje się w drugiej części artykułu). W latach 50-tych do Wiednia zaczęła spływać fala żydowskich uchodźców politycznych z krajów kontrolowanych przez Związek Sowiecki. Dołączyła do nich mniejsza fala „uciekinierów” z Izraela, którzy zdecydowali się na emigrację po wojnie o niepodległość. Wielu z nich zamieszkało w Wiedniu. Mała społeczność, o pochodzeniu polsko-węgiersko-austriackim była skromnym zalążkiem powojennej Gminy Żydowskiej. Rozpoczął się powolny proces odbudowy. Zatrudniono rabina i zorganizowano koszerne jedzenie. Początkowa atmosfera tymczasowości ustąpiła nadziei na stabilizację. Powojenny sukces gospodarczy Austrii działał jak magnes. Było to też państwo „świata zachodniego”, do którego relatywnie łatwo można było zbiec z państw Bloku Wschodniego. Wielu Żydów węgierskich i polskich skorzystało z tej szansy.

 

Współczesność

 

Pierwsza duża zmiana nastąpiła w latach 70. Wtedy Żydzi bucharscy, z Samarkandy, Taszkientu i Biszkeku przyjechali do Austrii z ZSRR. Dali początek społeczności Żydów „orientalnych” w Wiedniu. Docelowo chcieli wyemigrować do Izraela lecz ze względu na wybuch wojny Jom Kippur postanowili oni zostać w Austrii i wystąpić o azyl. Wkrótce dołączyły do nich rodziny. W starych aszkenazyjskich synagogach mówiono wtedy przez pewien okres w dialekcie perskiego.

 

Był to jednak tylko okres przejściowy, ponieważ wkrótce Bucharyjczycy założyli sieć synagog, z których największa jest centrum społecznościowym zajmującym całą kamienicę, z dwoma salami modlitw na parterze oraz szeregiem instytucji i organizacji na kolejnych piętrach. Po początkowych tarciach Żydzi z Buchary stali się częścią społeczności wiedeńskiej. Obecnie stanowią około 40% wszystkich Żydów w Wiedniu, tj. około 4 tysięcy osób. Następna fala imigracji miała miejsce w latach 90-tych. Po upadku Związku Radzieckiego około 4 tysięcy Żydów aszkenazyjskich wyemigrowało do Wiednia. Wielu z nich liczyło na wizę do USA. Stany Zjednoczone niechętnie jednak przyjmowały sowieckich Żydów. Przystanek w drodze do Ameryki okazał się nowym domem. To wtedy przestrzeń żydowska w Wiedniu wypełniła się językiem rosyjskim.

Do Wiednia zaczęli też napływać ludzie religijni z całego świata. Pojawił się Chabad House, przyciągając chabadników z Nowego Jorku. Antysyjonistyczny Satmar założył Ohel Mosze. Litwacy założyli Jesziwę Or Zarua, gdzie Tory i Talmudu nauczają po hebrajsku i rosyjsku. Powstały Koel Chasidim oraz Centrum Mahzikei HaDas.

 

 

To ostanie jest największym sukcesem społeczności ortodoksyjnej w Wiedniu, która rośnie w błyskawicznym tempie. Jest to zespół 3 kamienic ze wspólnym dziedzińcem, połączonych wewnątrz siecią „publicznych” korytarzy. Centrum jest całkowicie odgrodzony od świata zewnętrznego poza małymi, niepozornymi drzwiami od ulicy – jego jedynym wejściu. Po przejściu przez nie zanurzamy się w chasydzkim mikrokosmosie, gdzie dominuje język jidysz, rządzi prawo religijne, a najmodniejszym ubiorem jest zestaw: sztrejmel (futrzana czapa rodem z XVI-wiecznej Rzeczypospolitej), czarny kaftan i białe pończochy. Na parterze kompleksu znajduje się jesziwa, synagoga, mykwa, koel, koszerna stołówka i beit midrasz – w skrócie wszystkie instytucje komunalne, których potrzebuje do życia ultra-ortodoksyjny Żyd. Od pierwszego do piątego piętra znajdują się mieszkania ortodoksyjnych rodzin żydowskich. Wszystkie 3 kamienicy są zamieszkałe wyłącznie przez Żydów. Oceniając po ogromnej masie dzieci, które widziałem na dziedzińcu Mahzike Hadas, przyrost demograficzny sprawi, że wkrótce potrzebne będzie kolejne takie centrum. Ten ogromny wysiłek organizacyjny ortodoksów wskazuje, że przybyli do Wiednia by zostać na stałe. Dawni „gospodarze” społeczności – zamożni i świetnie zintegrowani Jekken stali się jednym z pomniejszych sektorów wiedeńskiej społeczności, na marginesie głównych ośrodków: Żydów z Buchary oraz aszkenazyjskich ultra-ortodoksów.

 

 

Współczesny żydowski Wiedeń to w sumie około 10 tysięcy ludzi: 4 000 Bucharejczyków, 4 tysiące Żydów z krajów postsowieckich i 2 000 pozostałych osób. Ci pozostali to Izraelczycy, Amerykanie oraz „stara gwardia” – rodziny pochodzenia austriacko-polsko-węgierskiego. Podział ze względu na pochodzenie jest jednak mniej trafny niż ten ze względu na denominację: około 1,5 tysiąca ultra-ortodoksyjnych Żydów, wobec 8,5 tysiąca pozostałych. Ta proporcja zmienia się jednak bardzo szybko na korzyść pierwszej grupy. Na przełomie XX i XXI wieku Druga Dzielnica na nowo odżyła jako miejsce żydowskie. Powstały koszerne sklepy (Kosherland), piekarnie i restauracje.

 

 

Zagraniczne organizacje założyły sieć prywatnych religijnych szkół i przedszkoli. Amerykańska Fundacja Laudera oraz Chabad założyli wspólnie żydowski uniwersytet ekonomiczny: Chabad Lauder Business School (Ch LBS). Ta profesjonalna uczelnia wyższa łączy nowoczesne wykształcenie z zakresu zarządzania i ekonomii z wiedzą żydowską. Przyciąga ona do Wiednia młodych Żydów z całego świata. Organizacja Studentów Żydowskich w Austrii posiada własne centrum społecznościowe, gdzie organizuje wydarzenia kulturalne. Poza tym istnieje masa pomniejszych inicjatyw żydowskich: od żydowskiego klubu filmowego (mała sala kinowa przy Centrum społeczności), przez teatr żydowski, po bezpłatny żydowski klub książki. Większość aktywności dostępna jest tylko dla członków społeczności.

 

 

Dla każdego według potrzeb. Czas biegnie tutaj innym rytmem, wyznaczany przez cykl żydowskich świąt. Przekraczając granicę między Pierwszą i Drugą Dzielnicą w piątek rano, mamy poczucie przejścia do innego świata, żydowskiej bańki w samym środku Wiednia. Matki żydowskie spieszą z wózeczkami pełnymi jedzenia do domu by zdążyć ugotować posiłek na wieczorną seudę, masa pejsatych dzieci biegnie ze szkoły do domu by przygotować się na szabat a grupa ortodoksyjnych Żydów w kapeluszach z rondem pędzi na hulajnogach do synagogi by zdążyć na minchę. W ogóle hulajnoga to główny środek transportu w dzielnicy żydowskiej. Gdybym został tutaj na dłużej pewnie sam taką kupił. Dzielnica jest na tyle mała, że można wszędzie dotrzeć w maksymalnie 10 minut. Ścieżki rowerowe służą głównie sunącym na hulajnogach religijnym Żydom.

 

 

Kolejne wydarzenia organizowane przez Organizację Studencką konkurują o uwagę młodych Żydów z imprezami przygotowanymi przez Chabad, chcący zachęcić do religii nawet najbardziej świecką młodzież. Różnorodne życie żydowskie przyciąga kolejne osoby na stałe. Najnowszy trend, to Izraelczycy przeprowadzający się do Wiednia ze względów ekonomicznych. Każdy tutaj znajdzie miejsce dla siebie. Żydowski Wiedeń jest otwarty, przyjazny i bardzo wciągający. Można w nim spędzić dowolną ilość czasu cały czas będąc zajętym, spiesząc z jednego ważnego wydarzenia na drugie.

 

Żydzi wiedeńscy 2014

 

Wiedeń przyciąga różnych ludzi z całego świata, którzy tworzą wyjątkową społeczność żydowską tego miasta. Poniżej przedstawiam portrety kilku osób, które spotkałem w trakcie pobytu w Wiedniu.

 

Szlomo Freidkin z Mołdawii

 

 

Szlomo ma 21 lat. Przyjechał do Wiednia z Mołdawii by studiować ekonomię w Lauder Business School (LBS).

 

– Szlomo, jak opisałbyś LBS swoimi słowami?

– To pełnowartościowy, dobry uniwersytet a jednocześnie żydowskie miejsce, które przyciąga ludzi ze wszystkich kontynentów i różnych kultur. Znajdujemy tu równowagę pomiędzy rozwojem naukowym i duchowym. Tworzymy razem żydowską przestrzeń, w której panuje zgoda. Jesteśmy bardzo różnorodną grupą, co wpływa na nasz rozwój i jednocześnie pogłębia tożsamość żydowską.

– Skąd pochodzą studenci?

– Głównie z obszaru byłego Związku Radzieckiego i Izraela. Obie grupy mniej więcej po 40% ogółu. Pozostali są z reszty świata, najczęściej z USA.

 Jak wyglądają Twoje studia?

– Obecnie kończę licencjat na kierunku Business Administration. Są to regularne studia. Ponadto, w ramach ścieżki żydowskiej 2 razy w tygodniu mam blok zajęć z kultury i religii.

– Dlaczego Wiedeń?

– To centrum Europy, tu można robić karierą i być zaangażowanym Żydem w tym samym czasie. Jednocześnie to relatywnie mała społeczność co pomaga w integracji. Nikt nie jest anonimowy. To dotyczy też LBS. Mamy osobisty kontakt z nauczycielami, są zaangażowani i kierują się żydowskimi wartościami. W mojej miejscowości jest mała społeczność żydowska. Brakuje perspektyw. Po ukończeniu liceum szukałem miejsca na studia. Myślałem o Izraelu i Austrii. Izrael to święte miejsce i nie chcę kojarzyć go z życiem studenckim i przygotowaniami do kariery, która dotyczy dóbr materialnych. Te dwie sprawy chcę rozdzielić. Wiedeń był więc lepszym miejscem. Co prawda, można tutaj poczuć czasem antysemityzm ale też i silną solidarność żydowską. Doświadczając obu tych rzeczy możemy zrozumieć kim jesteśmy jako Żydzi i dlaczego ważne jest byśmy chronili naszą tożsamość.

– Co po LBS?

– Chcę żyć w Izraelu i założyć tam rodzinę. Jestem syjonistą i jestem osobą wierzącą.

 

Meir Gilerenter z Izraela

 


Meir ma 21 lat i przyjechał do Wiednia z Bnei Brak. To „stolica” Żydów ortodoksyjnych w Izraelu. Razem z Meirem uczyliśmy się w Jesziwie Or Zarua.

 

 Co Cię sprowadza do Wiednia?

– Większość osób religijnych w Izraelu jest zamknięta na innych, nie interesuje ich nic poza ich światem. Byłem wcześniej w Jesziwie Solowejczyk w Jerozolimie. Nie podobało mi się, nie byłem szczęśliwy. Chcę podróżować, poznawać nowych ludzi, mieć szersze perspektywy i zacząć studia na świeckim uniwersytecie.

– Chcesz wrócić do Izraela na stałe?

– Nie jestem pewien. Muszę tam zdać maturę ponieważ w religijnej szkole, do której chodziłem nie ma takiej możliwości. Tam wszystkie drogi prowadzą do Jesziwy. Później mogę pójść na studia w Europie. Na szczęście są organizacje, które pomagają religijnym Żydom zdobyć „świecki” zawód.

– Jaka jest Twoja rodzina?

– Jestem synem rabina. Mama pracowała na pół etatu. Jej głównym zajęciem było jednak prowadzenie domu. Mam 11-cioro rodzeństwa. Mamy mieszkanie w centrum Bnei Brak.

– Wszystkie rodziny w Bnei Brak są tak duże?

– Średnia ilość dzieci na kobietę to około ośmioro. Największa rodzina jaką znam, to moi sąsiedzi: pani Sara ma 21 dzieci. Bierzemy ślub bardzo wcześnie. Im wcześniej tym lepiej. Jeśli nie weźmie się ślubu wcześnie, wszystkie najlepsze kandydatki są już zajęte. Jeśli jakaś rodzina miałaby tylko 2 dzieci jak tutaj w Europie ludzie myśleliby, że to ze względu na problemy medyczne. Gdy mój brat szukał sziduchu (aranżowane małżeństwo dla religijnych Żydów) i przedstawiono mu dziewczynę, która ma tylko 1 brata, moja mama sprzeciwiła się.

– Co sądzisz o Wiedniu?

– Jest ładnie, czysto i świeżo. Społeczność żydowska jest mała, czuję się jak na wakacjach.

 

Awraham Dodkin z Rosji

 


Awram jest uczniem w Jesziwie Or Zarua. Ma 27 lat. Przyjechał z Permu przy Uralu.

 

– Jak trafiłeś do Wiednia?

– W Permie byłem pracownikiem Uniwersytetu, wykładałem matematykę, miałem kończyć doktorat. Jednak wszystko rzuciłem by móc studiować w jesziwie. Szukałem swojego miejsca na świecie. Byłem w jesziwie w Berlinie ale czułem, że społeczność żydowska jest zamknięta i nieprzyjazna. Pojechałem do Izraela ale tam kazali mi iść do armii ponieważ jestem obywatelem tego państwa. Ledwo udało mi się uciec. Teraz uczę się tutaj.

– Podoba Ci się w Żydowskim Wiedniu?

– Bardzo, ludzie są mili i ciepli. Środowisko jest otwarte i bardzo aktywne. Od razu można wyczuć dobry jidyszkeit. Mamy wszystkie potrzebne instytucje, masę organizacji i żydowskie sklepy.

– Jaka jest Twoja przyszłość?

– Na razie chcę po prostu uczyć się w żydowskim otoczeniu. Za rok będę już za stary na pobór do obowiązkowej służby w wojsku Izraela. Chcę tam się przeprowadzić.

– Jaki jest żydowski Perm?

– To mała i uboga duchem społeczność. Nie można tam się rozwijać. Gmina to zaledwie 2,5 tysiąca ludzi. Niewielu z nich ma jakiekolwiek pojęcie o religii i tradycji żydowskiej.

 

Jafim Aminow z Tadżykistanu

 

 

Jafim Aminow to rabin w społeczności bucharskich Żydów. Naucza młodzież. Najlepszym uczniom oferuje stypendia w izraelskich jesziwach.

 

– Skąd pochodzisz, co robisz?

– Urodziłem się w Duszanbe. Gdy miałem 13 lat wyemigrowaliśmy do Izraela. Tam dostałem smichę rabinacką. W pewnym momencie powiedzieli mi w mojej jesziwie: Jafim, jedź do Wiednia i chroń nasze dzieci przed asymilacją. Nauczyłem się niemieckiego i przyjechałem. Nauczam młodzież w bucharskiej synagodze. Często nasza młodzież wchodzi w mieszane związki. Staram się odciągnąć naszych chłopców od austriackich dziewczyn poprzez edukację żydowską.

– Porównaj te 3 miejsca, w których mieszkałeś.

– Wiedeń to świetne miejsce. Życie jest łatwe i zdrowe. Ale życie religijne jest lepsze w Izraelu. W Izraelu podczas szabatu czujesz, że całe miasto zatrzymuje się w miejscu. Tutaj to przeżycie bardziej osobiste. Tadżykowie to brutalni ludzie. Doświadczyliśmy od nich wiele złego. Jako nie-muzułmanin nigdy nie możesz im ufać. Tutaj atmosfera jest bardzo pokojowa. Potrafię to docenić.

 Jaka jest przyszłość bucharskich Żydów w Wiedniu?

– Mamy szereg instytucji, trzy synagogi, centrum społecznościowe i organizację młodzieżową Jad b’JYJad. Jest bardzo dobrze. Młodzi Bucharyjczycy mieszają się z innymi Żydami. Nasza tożsamość jest coraz bardziej związana z kulturą, a nie konkretnym wyglądem czy pochodzeniem geograficznym. Młodzi już nie mówią po persku, naszym tradycyjnym języku. Tracą ten język, ale to nic. Ważne żeby mówili po hebrajsku i niemiecku.

 

Mosze Lemberger z Krakowa

 

Pan Mosze urodził się w 1920 roku. Wychował się w przedwojennym Krakowie. Przeżył Holokaust, był w obozie Mauthausen. Wojnę przeżył dzięki Oskarowi Schindlerowi, który wpisał go na swoją słynną Listę.

Pana Moszego spotkałem przypadkiem w małej synagodze przy Grünangergasse. Podczas rozmowy po niemiecku spytał się mnie skąd jestem. Gdy odpowiedziałem, że z Polski spytał się mnie od razu: dlaczego więc nie rozmawiamy po polsku? Pan Mosze udzielił mi krótkiego wywiadu z zastrzeżeniem, że nie chce mieć robionego zdjęcia. Ponadto zwrócił uwagę, że po polsku rozmawia raz na kilkanaście lat, a mówiąc w tym języku i tak myśli w jidisz ponieważ przed wojną żydowski Kraków używał polskiego tylko do kontaktów ze „światem zewnętrznym”.

 

– Jak wyglądał przedwojenny żydowski Kraków?

– Było nas ponad 60 tysięcy w samym Krakowie. Mieliśmy całą dzielnicę, sklepy, rzeźnie i wiele synagog. To były dobre czasy.

– Jak wspomina Pan wojnę?

– Krakowskich Żydów zapędzono do Płaszowa pod miastem, gdzie porozdzielano nas. Mnie wysłano do robót i uratował mnie Oskar Schindler wpisując mnie na „listę życia”. W ten sposób spędziłem pierwsze lata wojny. Później jednak przeniesiono mnie do obozu koncentracyjnego Mauthausen w Austrii, gdzie ludzie ginęli każdego dnia. Byłem jednak młody i silny. Przeżyłem. Tam dotrwałem do końca wojny.

– Skąd się Pan wziął w Austrii?

– Po wypuszczeniu z obozu nie miałem nic. Zamordowano moją całą rodzinę. Nie miałem żadnego obywatelstwa. Byłem jednym z D.P. – displaced persons. Musiałem zbudować życie od nowa. Najbliżej miałem do Wiednia. W tym czasie przewijało się tam tysiące Żydów z całej Europy. Tam znalazłem żonę Izraelkę i założyliśmy rodzinę. Zacząłem pracować w banku. Tak już zostało.

– Jak Pan postrzega życie w powojennej Austrii?

– Dobrze, znalazłem tu dobrobyt i spokój. Nigdy nie pojechałem z powrotem do Polski. To miejsce należy do mojej przeszłości. Tamten świat już nie istnieje. Miło jednak czasem porozmawiać po polsku i choćby we wspomnieniach odwiedzić ulicy mojego Kazimierza.

 

Paweł Ciemiński

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.