Ostatni król Szkocji, prasa na wygnaniu

Przetlumaczyla i przyslala Olga Degani

reunion 69 .1

 

 

Obrazek
Prasa jest już dawno na wygnaniu –

– i dlatego jest to wojna przeciw izraelskiemu optymizmowi, przeciw joie de vivre, naszej zaraźliwej „radości życia”. Nie ma już wiele wspólnego pomiędzy nami a mediami na wygnaniu: one cieszą się naszym smutkiem i martwią się tym co nas cieszy. Nie ma w nich miłości do społeczeństwa dla którego piszą i które opisują. Tylko strachy i złośliwa radość, a nawet niegodziwość. Nie wierzcie banitom. Oni już nie Icek lecz Jeffrey.

Ostatni król Szkocji: o dobrowolnej banicji prasy izraelskiej.

Młody brytyjski lekarz Nicolas Garrigan, postanawia wyjechać z dusznej atmosfery w Brytanii i dociera do Ugandy, w szlachetnym zamiarze niesienia pomocy biednej i nieszczęśliwej afrykańskiej ludności, pełen dobrych zamiarów. W tym czasie Idi Amin przeprowadza tam przewrót wojskowy i młody lekarz jest wezwany do wypadku drogowego w którym Amin jest lekko ranny w rękę. Amin zwracając uwagę na szkockie pochodzenie Garrirana, bo Szkoci walczyli przeciw znienawidzonej przez Amina Anglii, proponuje mu funkcję swego osobistego lekarza, a także nawet reformatora systemu lecznictwa Ugandy. Garrigen jest przekonany, że spełnia się jego pragnienie niesienia pomocy Afryce. Blisko przy władcy, będzie ostatnim królem Szkocji, ale na wygnaniu. W Ugandzie. (Ostatni król Szkocji, film w reżyserii Kevina Macdonalda ).

Zdarzało się w przeszłości, że prasa, albo dziennikarze uciekali ze swego kraju bo już mieli dosyć i na wygnaniu tworzyli emigracyjną zgorzkniałą opozycję, wrogą pozostawionemu krajowi, na przykład aktywista skrajnej lewicy dziennikarz Maxim Ghilan, który dobrowolnie „wygnał się” do Paryża i tam redaguje prasę antyizraelską. Ale jeszcze nie zdarzyło się w historii ludzkości, aby wszystkie media, gazety, stacje radiowe, internet i telewizja opuściły własny kraj na dobrowolne wygnanie, tak jak tego ostanio dokonały oficjalne izraelskie środki społecznego „komunikowania”. One już siebie przeniosły „do Berlina”.

Oczywiście, prasa jeszcze przekazuje z Izraela, z reportarzystami izraelskimi, ale właściwie większość tej prasy jest już prasą emigracyjną, wrogą temu co jest istotne dla większości izraelskiej publiczności. Po tym gdy prasa ustawiła się poza centralnym strumieniem społeczeństwa, z którego raportuje, stała się czynnikiem obcym, analizującym społeczeństwo, prawie jej obce, na poziomie faktyczno – antropologicznym. Spójrzcie tylko na tę odległą w mieście twierdzę „wiadomości, kanał 2”, albo w czasie „Cuk Eitan” („niezłomna bariera”), gdy kilku reporterów podawało nie z ulpanu w Nevei Ilan, lecz z ulicy w Kiriat Tel Avivu. Okrzyki pogardy zmusiły ich prędko do ucieczki, spowrotem na bezpieczne wygnanie do swoich atelier.

Izraelskie media wygnały się dobrowolnie. Ich przesłania są już antysyjonistyczne, dlatego więc są wrogie trzem filarom syjonizmu: osadnictwu, bezpieczeństwu i aliji (powrótu).

1. Osadnictwo: reporaż o nim będzie zawsze wrogi i tendencyjny, dziwne to, bo ta sama prasa twierdzi, że nie buduje się dosyć w Izraelu. Każdy rozwój, każda budowa infrastruktury i każdy postęp przedstawi się z punktu widzenia „zielonych” (jeszcze jeden dziennikarski spin w ogole niezwiązany z „zielenią”), w celu wstrzymania budownictwa. Komu potrzebne jeszcze jedno miasto?, jeszcze jedna osada? jeszcze jeden węzeł drogowy? To przecież beton i okupacja. Z punktu widzenia prasy na wygnaniu, mowa o legalnych i nielegalnych osadnikach, zawsze wywłaszczających, każda budowla to jakieś wywłaszczenie. Dlatego, właściwie nie mamy prawa do budowania i rozbudowania żadnej części naszego kraju, który już nie jest krajem wygnańców.

2. Bezpieczeństwo: Nasza konieczna obrona już jest pewnego rodzaju wrogiem, może nie tak bardzo potrzebna tej dalekiej, pustynnej istocie, Izraelowi. A co, Abu Mazen nie ma wystarczającej obronności? Zawsze prasa walczy przeciw armii, lotnikom, żołnierzom zawodowym, działaniom wojska, jego sukcesom, najważniejsze – zdyskredytować armię, wyśmiać ją i zawsze twierdzić, że przegrała. Właściwie, z punktu widzenia prasy, armia nigdy nie zwycięży, bo każde zwycięstwo ma swoją cenę i zawsze cenę można przedstawić jako przegraną.

3. Alija (powrót):

 

wrażliwy punkt. Ponieważ prasa już dawno wybyła z kraju, powrót, alija, jest nie do wytrzymania. Informuje się o tym, gdy już nie ma innego wyjścia, powtarzając dane oficjalne. Gdy spada ilość powracających, to ogromna radość, ale gdy ich ilość wzrasta, to źle. W zeszłym roku zapisano mały spadek powracających z północnej Ameryki, och, jakie to było święto! Potem okazało się, że wkradła się omyłka do oficjalnych danych i że w rzeczywistości wzrosła ilość olim z północnej Ameryki. Ale o tym już prasa nie poinformowała. Po co pozwolić starej ojczyźnie psuć informacje o emigracji?

Tych olim określi się jako nacjonalistów, religijnych, oszustów podatkowych, koniunkturalistów, co nagle wyjeżdżają do tego kraju, jak go zwą, Izrael? Nie rozumieją, że powinni pojechać do Berlina? Wejście do Izraela, z punktu widzenia prasy na wygnaniu, jest zejściem z poziomu i „Alija” jest wyjściem z Izraela, na wyższy poziom.

Prasa, wygnana z Izraela, zachwyca się własną światłością, światowością i postępowością (nie rozumiejąc, że przez obcych jest przyjmowana dokładnie tak samo, jak ona przyjmuje Izraelczyków) We własnych oczach nie ma wątpliwości, że jest „apogeum” miedzynarodowych mediów, które także, w większości, są antyizraeskie. Logika wte i wewte mówi: jeśli jesteś przeciw Izraelowi, to jesteś postępowy i światły. Jeśli jesteś za Izraelem, to widocznie jesteś ciemniak i przesz przeciw historii. Już wreszcie rozumiemy, te media na wygnaniu są ostatnim królem Szkocji.

Garrigan jest absolutnie oczarowany reformatorskim generałem Idi Aminem, jego rewolucyjną romantyką trzeciego świata, budzącego się z kolonializmu, jego troską o własnych obywateli i staje się bliskim przyjacielem Idi Amina, a nawet jego doradcą politycznym. Czasami zauważa wokół okrucieństwa, ale Amin mu wyjaśnia, że to konieczne dla utrzymania stabilności i spokoju.

4. „My” i „oni”: prasa na wygnaniu oddala się od naszego „my”, które już nie istnieje. Będąc już obca w hebrajskości, podaje „wojsko izraelskie”, „policja izraelska”, żołnierze izraelscy”, niecni lotnicy, „to państwo” gdy właściwie „ta” prasa przeszła już na stronę bojkotujących Izrael i każda garść bojkotu, wyciągana gorliwie z zakłamanych wiadomości o bojkocie, podkreślana jest przez nią radośnie, w specjalnych nagłych wiadomościach. Zrozumcie, oni już nie są po naszej stronie, czerpią swą legitymację z zewnątrz, już nie od wewnątrz. Ta tendencja wzmocnila sie po „cuk eitan” („ochronny brzeg”), bo te media nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za opuszczenie naszego kraju.

O przygnębionym Samuraju: kilka metod nowego czytania prasy izraelskiej. (art. po polsku.)

5. Salwy spinów: prasa jest emigrancka, już nie bardzo znająca nasze społeczeństwo. Przekaz z państwa wyfantazjanowego jest wybrakowany nieskończonymi salwami spinów: „milki” w Berlinie, setki tysięcy „emigrują” do Berlina, separacja kobiet, „tag mechir” (cennik), „rewolucja namiotów”, konfiskaty, „New York Times”, „jednostka 8200”, rasizm. Wszystko co nasze jest gorsze i określane czasownikami negatywnymi: zapada się, rozwala się, rozkrusza się, wykańcza się, spada. Palestyńczycy zawsze są dobrzy, my zawsze źli, w zamiarze uwięzienia nas w rzeczywistości wyreżyserowanej, w której znajdziemy się wewnątrz getta. Ona sama, tak sądzi, wyzwoliła się z niego. Ogromnie przykro, ale prasa, która jeszcze pozostała w Izraelu, jest skłonna, z przyczyn kompleksu niższości, reagować na te spiny i tym jeszcze bardziej je rozkręcać.

Czym jest spin? Manipulacją wiadomościami i faktami dla odwrócenia uwagi i dla stworzenia rzeczywistości fikcyjnej, wprost ze zsyłki wyimaginowanej sprawozdawczości. Ostatni król Szkocji.

W swiecie emigracyjnych spinów ówiat jest zawsze światły i pozytywny, wszystko tam jest dobre, postępowe, wykształcone, energiczne i wspaniałe. Za to tutaj wszystko jest złe (każdy kto był za granicą wie, że żadne miejsce nie jest doskonałe, odwrotnie, u nas jest lepiej niż w wielu miejscach przedstawianych jako „światłe”).

Prasa, będąc emigrantem w świecie fantazji, jest daleko, czyli traci ostrość, dokładny fokus naszego życia. Jest jakimś obcym „Jeffrey Goldberg” który nas opisuje i nie ma pojęcia o czym pisze, albo taki „Thomas Friedman”, który lata całe nie rozumiał sytuacji, aż w końcu stwierdził, że „mylił się”.

https://www.youtube.com/watch?v=uXq-GxhKNlU

Obrazekstad

Zwodząca manipulacja, spin podwójny: Wybór na aktora delikatnego Foresta Whitakera do roli krwiożerczego Idi Amina jest na początku filmu niezrozumiały, ale wyjaśnia się później: on potrafi wpleść w grę tę podwójność: pociągającą charyzmę Idi Amina wraz z jego zimnym okrucieństwem. I rzeczywiście, dostał Oskara za tę rolę.

Taka manipulacja jest najlepsza, trochę prawdy, trochę kłamstwa, aby ofiara nie rozumiała że jest sterowana, myśląc, że sama sobą steruje; pasywna, mimo że wydaje jej się, że jest aktywna. Kto jest tą ofiarą? prasa, czy nieszczęśni czytelnicy? I jedni i drudzy. Będąc na obczyźnie, prasa tym bardziej odchodzi na manowce im bardziej oddala się od publiczności z niej korzystającej.

Prasa już zrozumiała, że jest na wygnaniu, ale jak to możliwe, że wy, jej odbiorcy, jeszcze wciąż myślicie że media podawają stąd? Wniosek z tego, że jesteście ostatnim królem Szkocji.

Dziesięć zabronionych pocałunków: co media izraelskie próbują ukryć. (art. po hebrajsku)

6. Będąc na wygnaniu, prasa jeszcze „tkwi” w języku hebrajskim, który przecież jest wielkim zwycięstwem syjonizmu, to nie do wytrzymania z punktu widzenia niektórych części tej prasy. Co zrobi? Gazeta „Haaretz” stała się pierwszą obcą gazetą w hebrajskim. No i hebrajski już jest w niej marginesowy, bo główny zarobek wpływa z subskrybentów internetowych jego edycji „międzynarodowej” w języku angielskim. Ona już utrzymuje się nie z waszych mizernych szekli, już jest w nieskończonej sieci antysemityzmu internetowego, która ją opłaca, w postaci abonentów. Dlatego im bardziej będzie szkalować ten daleki Izrael, tym bardziej ilość subskrybentów wzrośnie. Ona przecież raportuje bezpośrednio z płonącego jądra ciemności, z Izraela, dla obcych i wrogich czytelników. Co wy w ogóle wiecie, to już jest „New York Times”. To już nie Icek, lecz Jeffrey. Ale w oczach świata, niemiło, on pozostanie na zawsze Icek.

Hebrajszczyzna jest dla niej ciężkim więzieniem i rzeczywiście, ciężką pracą prasa się z tego więzienia wyzwala, a także z paranoi syjonistycznej. W swojej paradoksalnej megalomanii jesteśmy dla niej zbyt mali, i dlatego odeszła w świat, naszym kosztem. Im bardziej w nas ugodzi, tym większą uzyska aprobatę.

Garrigan powoli zaczyna widzieć tę straszną paranoję Amina, te potworne egzekucje, wygnania i czystki, rozumie, że wpadł w niewolę wydumanej przez siebie fantazji romantycznej. Ponieważ Amin go podejrzewa i zabiera mu brytyjski paszport, Garrigan zwraca się do brytyjskiego przedstawicielstwa w Ugandzie. Tam żądają, aby otruł Amina , wzamian za wyciągniecie go z Ugandy. On się nie zgadza.

7. Nasze państwowe emblematy są ośmiewane lub poniżane, bo jakiż mają związek z tymi nowymi golim (wygnańcami)? W tych mediach jest dużo więcej flag „Palestyny”, istoty też przez siebie wygnanej, niż flag izraelskich. „Hatikva”(nadzieja, hymn izraelski) nie jest już ich nadzieją; Jerozolima już jest dawno „międzynarodowa”, z ich punktu widzenia.

Czy zwróciliście uwagę jak ta emigracyjna prasa lubi „poprawne” pozy terrorystów palestyńskich ? Sa oni bohaterami jej kultury, to dlaczego tego nie podkreślić? To nie dlatego że ich pożąda, lecz dlatego, że są antytezą państwa które opuściła i które zdradziła. Dlatego godzi z premedytacją we wszystko, co jest identyfikowane z naszym państwem: wojsko, policja, parlamentarzyści przedstawiani w obraźliwy sposób, przywódcy, władze. One przecież tylko rozpadają się według tej emigracyjnej prasy, która jakoś dziwnie przekazuje właśnie z Izraela. Im bardziej poniżane są oznaki władzy, tym lepiej.

Wszystko co izraelskie to prowincjonalne i gorsze. Powiedzcie, czy ta prasa jest emigracyjna? Oczywiście, ona jest już na wygnaniu.

W międzyczasie Garrigan prowadzi romans z trzecią, młodą żoną Amina, Kay, która nawet zaszła z nim w ciążę. Doszło to do ludzi Amina i zabijają ją z potworną okrutnością. Dopiero w tym momencie Garrigan postanawia otruć Amina. On już powrócił z wydumanego wygnania.

https://www.youtube.com/watch?v=6FaTvAdP2U4

Last-King-of-Scotland-poster

 

Tego nigdzie nie nauczą w żadnej „szkole przekazywania informacji” i w żadnych zasadach etyki. Czy media kochają swych odbiorców? U nas prasa prawi kazania, strofuje, grozi, szerzy strach, patrząc z góry, nigdy na równym poziomie. Upieram się jednak przy miłości, odpowiedzialności, miłosierdziu i współczuciu. Czy media kochają swych odbiorców? Czy są z nimi solidarni? Czy odbiorcy ich obchodzą?

Ten, kto pozostawił, już go nie obchodzą.

8. System pracy: ten kto pisze, fotografuje i przedstawia będąc na wygnaniu, robi to już z wygnania. Dzieci są zawsze skandynawskie, reporterzy zachodni, reklama „międzynarodowa”, a teksty zawsze z podejściem „światowym”, a jeśli jest jakaś inna prawda lokalna, to jej nie reportujemy, albo ją przedstawiają skromniutko, jeśli nie ma innego wyboru. Rzeczywiście, czasami, tu i tam kładą listek figowy aby zakryć „wstyd wygnania”, ale to są rekwizyty z których zdają sobie sprawę.

Prasa jest oświecona, oni prymitywni, ona kosmopolityczna, oni zaściankowi, ona jet słońcem, oni satelitami. „Me serce na wschodzie a ja na skraju zachodu”.

Ponieważ jest zamknięta i oddalona, prawie nie dołączają się do jej szeregów, do których towarzysz sprowadza towarzysza, dzieci tego kolegi, koledzy tamtego kolegi, dorastająca młodziez Galacu (radio wojskowe) którą przesiano odpowiednio. Tak to jest, gdy jesteś na emigracji, nie można polegać na byle kim.

 

9. Głównym celem prasy na wygnaniu jest przypodobanie się ich nowym panom, gdzieś tam na świecie, rozmaitym Johnom Kerrym, czy jakimś zalkoholizowanym wielmożom ze Wspólnoty Europejskiej i dlatego musi skarżyć na społeczeństwo, z którego przyszła: ośmieszać je, wyśmiewać, szydzić z jego słabości i strachów, jak gdyby w całym świecie tylko to społeczeństwo miało słabości. Prasa zarabia na słabościach Izraela i Zydów, im słabsi, tym mocniejsze są media na wygnaniu i odwrotnie. Jej moc jest w ich słabości, jej odwaga jest w ich strachu.

Hej, oni się osiedlają! Oni budują w Jerozolimie ! Oni są okrutni dla Arabów ! Oni są przeciw dwóm państwom ! I staje się, że te media okazują się być jakimś rodzajem kary dla miejscowych poddanych, tych biedaków uwięzionych w ich rękach, gdy nie ma innego wyjscia. Stosunki sadomasochistyczne, poddaństwa i panowania.

Dlatego jest to wojna przeciw izraelskiemu optymizmowi, przeciw joie de vivre, naszej zaraźliwej „radości życia”. Nie ma już wiele wspólnego pomiędzy nami a mediami będącymi już na wygnaniu: one cieszą się naszym smutkiem i martwią się tym co nas cieszy. Nie ma w nich miłości do społeczeństwa dla którego piszą i które opisują. Tylko zastraszanie i złośliwa radość, a nawet niegodziwość.

Ale czasami są nawet miłe niespodzianki i część tych emigrantów wylatuje z Ugandy, odwiedza starą ojczynę – wspomnienia odległej solidarności, którą zgubili.

Nagle, zupełnie niespodziewanie, ląduje w Antebe samolot „Air France”, porwany przez europejskich terrorystów pro-palestyńskich i generał Amin idzie na lotnisko na spotkanie z porwanymi. Na lotnisku ludzie Amina ukazują mu zamiar Garrigana otrucia go za pomocą pigułki, niby przeciw bólowi głowy. Garrigana ciężko torturują, ale korzystając z porwania w Antebe, udaje się go przemycić i dołączyć do porwanych nie Izraelczyków, uwolnionych do Francji. I tak, gnębiony wyrzutami sumienia za swoją naiwność, i z ciężkim doświadczeniem którego doznał, zostawia na zawsze Ugandę. Zrozumiał ciężką drogą, że stał się ofiarą własnych naiwnych iluzji.

Zrozumiał, że własne pragnienia go zaślepiły, aż do zdrady własnych przyjaciół, zdrady własnej rzetelności, zdrady samego siebie.

„Ostatni król Szkocji”, Idi Amin, był wypraną propagandową prawdą, swoją charyzmą umiał ukryć okrutność i zło; on był fantazją i rozczarowaniem z fantazji. On był absolutną idyllą i absolutnym kłamstwem. Garriran był wystarczająco odważny aby zrozumieć to kłamstwo i tę zdradę, udało mu się uciec i wrocić do siebie.

10. Prasa jest tak dumna ze swego wygnania, z ciągu spinów które wypuszcza dzień po dniu, że nie widzi, że nie ma żadnej „obiektywności”, czy standartów „dziennikarskich”, wszystko subiektywne. Tak się sobą wypełniła, jak gilda emigracyjna, aż zgubiła więź z rzeczywistością swego narodu, boi się go i separuje się od niego. Czy potrafi dorosnąć, zrozumieć że weszła w labirynt bez wyjścia, który także ją w końcu zniszczy, czy potrafi zmienić kierunek, uwolnić się od wygnania, powrócić? My pozostaliśmy w Izraelu i jeśli Izraelczycy powracają, zawsze są zaproszeni .

Machiavelli powiedział (w „Dyskusjach”): nigdy nie wierzcie emigrantom, bo przez oddalenie i zerwanie z terenem i przez pragnienie powrotu do rzeczywistości, której już nie ma, ” naturalnie, że wierzą w wiele fałszerstw i dodają fortelami nowe fałszerstwa. Napełniają cię nadzieją i jeśli postępujesz według tego, narażasz się na niepotrzebne wydatki, albo zaczynasz wojnę, która cię zniszczy”.

Nigdy nie należy wierzyć wygnańcom. Są oni ostatnim królem Szkocji.

2.11.2014

Obrazek
Dr Guy Bechor, heads the Middle East Division at the Lauder School of Government. He has written several books and academic articles on Arab civil law and the politics and history of the Arab Middle East. Dr. Bechor has served as a lecturer and consultant to the IDF, Israel Police and Israeli Ministry of Foreign Affairs. He helped establish the Arabic website of the Yedioth Aharonot daily newspaper and has been an Arab affairs commentator for leading newspapers and TV stations like CNN, Al-Jazeera and the BBC. Dr. Bechor is a member of the Israeli Bar Association and the Israeli Press Council.

tłumaczenie z hebrajskiego przez Olgę Degani.

WSZYSTKIE TLUMACZENIA OLGI UMIESZCZONE NA BLOGU ZNAJDZIESZ NA STRONIE POLITYKA

=====================================================

– „ochronny brzeg”: złe tłumaczenie, angielskie jeszcze gorsze. Patrz tutaj

– „Upowszechnia się model dziennikarstwa „przędnego” (tak tłumaczę amerykańskie spin journalism), które sprowadza się do informowania w sposób stronniczy lub kłamliwy w celu wywarcia wpływu na opinię publiczną. Kto zaś uprawia dziennikarstwo „przędne”, posługuje się językiem „przędnym” (Spinnish)”. stad

– Wiersz Jehudy Halevi, pisal bedac w Hiszpanii:
Me serce na wschodzie a ja na skraju zachodu”:
לִבִּי בְמִזְרָח וְאָנֹכִי בְּסוֹף מַעֲרָב
אֵיךְ אֶטְעֲמָה אֵת אֲשֶׁר אֹכַל וְאֵיךְ יֶעֱרָב
אֵיכָה אֲשַׁלֵּם נְדָרַי וֶאֱסָרַי, בְּעוֹד
צִיּוֹן בְּחֶבֶל אֱדוֹם וַאֲנִי בְּכֶבֶל עֲרָב
יֵקַל בְּעֵינַי עֲזֹב כָּל טוּב סְפָרַד, כְּמוֹ
יֵקַר בְּעֵינַי רְאוֹת עַפְרוֹת דְּבִיר נֶחֱרָב.

a to dla „językoznawców”:
http://sjp.pwn.pl/slowniki/wte.html (wte i wewte)

http://fzp.net.pl/forum/viewtopic.php?f=4&t=9616

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: