KONIEC ŚLĄSKIEGO SZTETL

Lato 1938 roku. W dużych miastach położonych na niemieckim Śląsku, takich jak Gliwice, Zabrze i Bytom, lecz także na odległej prowincji, nasilają się prześladowania ludności żydowskiej.

 W Wielowsi (Langendorf), gdzie Żydzi mieszkają od 250 lat, naziści podsycają  napięcie, szczując miejscowych na kilka rodzin, które w tutejszej bożnicy kultywują hebrajskie tradycje.

Pewnego dnia grupa umundurowanych hitlerowców wdziera się do świątyni i demoluje jej wnętrze. Przez niemal dwa wieki odprawiano tu modły i celebrowano żydowskie święta. Ludzie spod znaku swastyki w kilka chwil starają się zatrzeć ślady znienawidzonej kultury i religii. Kilka dni później nieznani sprawcy podpalają budynek.  Wtedy do miejscowej gospody wpada rozgorączkowany esesman wrzeszcząc: „Es geht los”. „Zaczęło się”. Ludzie wyszli na zewnątrz. Jęzory ognia trawiły dach i wieżę synagogi. Na miejscu pojawiły się wozy miejscowej straży pożarnej, ale gaśnicze węże pozostały na korbach.

  • Esesmani zagrozili, że jeżeli strażacy zaczną gasić bożnicę potną im węże i zniszczą sprzęt – opowiada Fryderyk Zgodzaj, który badał ślady przeszłości miejscowych Żydów.  – Wtedy pod płonącymi murami pojawił się niejaki pan Bialek. Wymachując aktem własności ostrzegł, że jeżeli budynek nie zostanie natychmiast ugaszony, sprawa trafi do sądu.

Bialek najprawdopodobniej dogadał się z rabinami oraz wspólnotą i pro forma kupił synagogę. W ten sposób świątynia straciła religijny charakter, a sam budynek ocalał. Zniknęła jedynie kopuła i ślady świadczące, że był miejscem kultu. Ironia losu sprawiła, że po wojnie, tak jak polskie kościoły na kresach, synagoga w Wielowsi, została zamieniona na magazyn zbożowy. W ten sposób najstarszy zachowany na terenie Górnego Śląska żydowski obiekt sakralny popadł w ruinę. Nie remontowany stoi do dziś w samym środku wsi. Profesor Szewach Weiss, były ambasador Izreala  w Polsce, który kilkakrotnie odwiedził wioskę ubolewał nad stanem, w jakim znalazł się zabytek.

PIERWSZE WYJŚCIE ŻYDÓW Z WIELOWSI

Po wojny trzydziestoletniej (1618–1648) finanse habsburskiej monarchii znalazły się w opłakanym stanie. Pieniędzy brakowało nawet na bieżące utrzymanie dworu, nie mówiąc już o armii, urzędnikach, służbie dyplomatycznej. Starając się ratować monarchię Cesarz Ferdynand wydał specjalny edykt zezwalający Żydom na osiedlanie się na jego ziemiach. Na Górny Śląsk, jak przed wiekami do Egiptu, z różnych stron zaczęli  ściągać przedstawiciele Narodu Wybranego, przynosząc swoje obyczaje, religię, a nawet elementy architektury. Społeczność żydowska wtapiała się w śląski pejzaż, wzbogacając go swoją kulturą, duchowością, obrzędami.  Choć nie na taką skalę jak we wschodniej Polsce, słowo sztetl i tu oznaczało dla Żydów, małą ojczyznę.

W 1720 r. w Wielowsi żyło już kilkudziesięciu starozakonnych. Najpierw zbudowali niewielki drewniany dom modlitwy, a gdy pod przewodnictwem Jonatana Blocha, zgromadzono odpowiednią ilość środków i budulca, przystąpiono do wznoszenia  murowanej synagogi. Miała służyć wiernym z całej okolicy.

Gmina żydowska w Wielowsi zajmowała dość zwarty obszar symetrycznie rozłożony na osi, będącej przedłużeniem świątyni. Założenia urbanistyczne do dziś przypominają te znane z miasteczek Palestyny i całego Bliskiego Wschodu.  Wzdłuż wąskiej ulicy stały szeregowe zabudowania piętrowych domostw, których szerokość nie przekraczała 8-10 m., a długość 12-14 m. Każdy dom zamieszkiwało nawet kilka rodzin. Na ogół miał on wielopokoleniowy charakter. Oprócz części mieszkalnej każde zabudowanie miało dobudówki z miejscem na sklepik, warsztat, stajenkę lub  składzik. Na mikroskopijnych, otoczonych z trzech stron zabudowaniami podwórkach przez cały dzień  panował cień.

W 1776 r. pruskie władze prowincji przesiedliły wszystkich Żydów żyjących po lewej stronie Odry na prawą stronę rzeki. Hebrajczycy nie mogli  jednak osiedlać się w miastach, lecz jedynie na terenach wiejskich. Trzy lata później niemieccy oficjaliści zmienili zdanie, eksmitując hebrajczyków z terenów wiejskich do Gliwic, które stać się miały siedzibą największej gminy na Górnym Śląsku. Odtąd jedynym zajęciem ludności żydowskiej miał być handel. Były okresy, gdy represje słabły, a Żydzi korzystali z emancypacji i praw obywatelskich. Mimo to na przełomie XIX i XX wieku wielu górnośląskich Żydów wyemigrowało na zachód Europy. W Wielowsi pozostało jedynie kilka rodzin, które opiekowały się synagogą

DRUGIE WYJŚCIE ŻYDÓW Z WIELOWSI

Nie wiadomo dokładnie kiedy z Wielowsi zniknęli Żydzi. Stało się to jeszcze przed Nocą kryształową”, a więc przed hitlerowskim pogromem Żydów z 9 na 10  listopada 1938 r. Nikogo nie uprzedzając, bez rozgłosu opuścili swe domy, gospody i kramy. Na miejscowym kirkucie pozostawili swoich zmarłych. Zabrali tyle dobytku ile zmieściło się na furmankach i wózkach. Pociągnęli nocą w nieznanym kierunku.  Ich dalsze losy są nieznane.

Pod koniec XVII wieku, około kilometra za wsią, został założony kirkut. Gdy mogił zaczęło przybywać, a na cmentarzu zaczęto grzebać nie tylko miejscowych, ale też Żydów z Tworoga, Błażejowic, a nawet z Toszka, Tarnowskich Gór i Gliwic, prostokątny teren otoczony został ponadmetrowym murem z wapienia. Z czasem wybudowano dom przedpogrzebowy. Do dziś zachowało się około 250 nagrobków. Najstarsza macewa pochodzi z 1722 roku i jest to nagrobek pioniera żydowskiego osadnictwa w Wielowsi, fundatora miejscowej synagogi, Jonatana Blocha.

Na małych cmentarzach,  takich jak ten w Wielowsi nie wydzielano osobnych kwater dla kobiet, mężczyzn i dzieci. Aby nie spoczywali bezpośrednio obok siebie zostały wyznaczone linie grobowe, które po upływie setek lat  się zatarły. Na macewie Jonatana Blocha można odszyfrować następujący napis:

„I stało się w środę 5 ijar 5482 (22 kwietnia 1722 roku) według małego rachunku, w dzień gdy podniesiono wielkie światła.(…) biada więc nam bo spadła korona, jakże ustało wesele i radość w smutek się obróciła! Oto ten pan wspaniały i sędziwy nasz nauczyciel pan Jonatan [Bloch] odszedł do wieczności. W dobie starości.”

 

CHEWRA KADISZA

Judaistyczna tradycja przyjmuje, że pogrzeb powinien odbyć się w dniu śmierci. Kiedy człowiek umiera traci przyrodzoną czystość. Pokalanie może się udzielić wszystkim, którzy uczestniczą w ceremoniach pogrzebowych Dlatego pochówkiem nie zajmują się najbliżsi, lecz Chewra Kadisza, którą tworzą pobożni, znający tradycję, a ponadto wysoko postawieni we wspólnotowej hierarchii Żydzi. Chewra prowadzi ceremonię i przejmuje na siebie całe ryzyko związane z kontaktem ze zmarłym. W pierwszą rocznicę śmierci rodzina ustawia macewę z inskrypcjami ku czci zmarłego. W Wielowsi przetrwało około 250 macew. W płycie jednej z najciekawszych wydrążono niewielki płaski otwór na wzór szczelin w słynnej Ścianie Płaczu w Jerozolimie. Między szczeliny w kamieniach pobożni Żydzi wkładają karteczki z prośbami do Boga. Do konduktu zmierzającego na kirkut powinien dołączyć każdy Żyd, by w ten sposób okazać szacunek zmarłemu. Na kirkut w Wielowsi inną drogą podążał kondukt z ciałem zmarłego, a po pochówku inną drogą żałobnicy wracali do wsi. Chodziło o to aby duch zmarłego pozostał razem z ciałem na miejscu wiecznego spoczynku.

https://silesion.pl/sobota-koniec-slaskiego-sztetl-24-06-2017

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: