Icchak Kacenelson cz. 2

Icchak Kacenelson (1886-1944) poeta, pisarz i tłumacz. Urodził się w Karelicach koło Mińska (tam wychowywała go babka). Mniej więcej od 6 roku życia mieszkał z ojcem Jakubem Beniaminem Kacenelsonem, literatem oraz dyrektorem chederów w Zgierzu i Łodzi, gdzie młody Icchak przez kolejne sześć lat pobierał nauki. Ze względu na sytuację materialną rodziny przerwał naukę i zaczął pracę w fabryce włókienniczej. Jego utwory publikowały jednak pisma hebrajskie i żydowskie. Został współpracownikiem hebrajskiego czasopisma „Hacefira”. Po odbyciu służby wojskowej wrócił do Łodzi i otworzył prywatną szkołę hebrajską i gimnazjum męskie.

 


 

DO NIEBIOS

Na początku to było już… Dlaczego i za co, niebiosa, powiedzcie,
Dlaczego taką hańbę na tej ziemi cierpieć nam sądzone?
Ziemia głucha i niema przymknęła oczy… lecz wy, niebiosa, przecież
Widziałyście z wysoka wszystko – i nie runęłyście, nieporuszone!
Nie zachmurzyłyście się, błyszczała fałszem wasza niebieskość tania,
Słońce, kat groźny w purpurze, krążyło po wiecznej orbicie.
Księżyc jak stara nierządnica wychodził na nocne polowania
I gwiazdy mrugały brudno, pałając jak oczka mysie.

Precz! Nieba fałszywe, oszukańcze, podłe nieba na wysokości!
Nie chcę was widzieć, lepiej, żebym o was nic nie wiedział.
Wierzyłem wam niegdyś, zwierzałem się ze smutków, łez, uśmiechu i radości.
Jesteście nie lepsze od wstrętnej ziemi, olbrzymiej grudy śmiecia.

Wierzyłem wam, niebiosa, opiewałem w moich wierszach, w każdej pieśni,
Kochałem jak kobietę. Miłość znikła, rozprysnęła się jak piana.
Słońce w blaskach zachodu porównywałem od młodości wczesnej
Z marzeniem i nadzieją: „Tak marzenie gaśnie, tak nadzieja jest rozwiana!”

Precz! Precz! Wyście oszukały nas, mój naród, mój starożytny rodowód!
Oszukujecie zawsze nas. Już moich przodków, proroków, wyście oszukały!
Podnosili ku wam oczy zapalone w waszym ogniu,
Waszych najwierniejszych na tej ziemi, tęskniących wyście oszukały!

Spragnieni wołali do was pierwsi: „Spójrzcie, słuchajcie, niebiosa!”
Do kogóż, jeżeli nie do was, wołali Mojżesz, Izajasz, Jeremiasz?
Potem dopiero do ziemi zwracali się w swoich głosach,
O nieba otwarte, o jasne, wysokie, oto jesteście jak ziemia!

Nie poznajecie już nas? Dlaczego? Czyśmy się w waszym oku
Tak odmienili? Myśmy przecież ci sami Żydzi co dawniej –
I jeszcze lepsi… Nie chcę i nie mogę porównywać siebie do proroków,
Ale ci Żydzi na śmierć pędzeni, te miliony wymordowane –

Oni są jeszcze lepsi, szlachetniejsi, cierpieli więcej. I cóż znaczy
Dawny wielki Żyd w porównaniu z dzisiejszym przeciętnym
W Polsce, na Litwie, Wołyniu. W każdej diasporze słychać krzyk rozpaczy,
Szloch Jeremiasza, Hioba, królewskich eklezjastów pieśń i lamenty.
Nikogo z nas już nie poznajecie, jakbyśmy byli w przebraniach.
Jesteśmy ci sami Żydzi co dawniej, pełni grzechów wobec siebie i zdrady.
Wciąż odmawiamy sobie szczęścia w imię świata ratowania.
Czemuście takie piękne, błękitne niebiosa, w czasie naszej zagłady?

Jak Saul, jak mój król, poszukam w bólu wieszczki,
Znajdę drogę rozpaczy, do Endoru, drogę w ciemność gęstą,
Wezwę spod ziemi wszystkich proroków, zaklnę ich:
„W górę spójrzcie, spójrzcie jeszcze
w niebiosa jasne! Pluńcie im w twarz! Przekleństwo im, przekleństwo!”

Patrzyłyście, niebiosa, na dzieci mego narodu na śmierć gnane siłą
Przez wody, pociągami, na piechotę, czy jasny dzień, czy noc ponura.
Miliony dzieci przed śmiercią do was ręce wzniosło – to was nie wzruszyło.
Miliony matek i ojców – nawet nie zmarszczyła się błękitu skóra.

Patrzyłyście na jedenastolatków jak Jamełe, który radość mnożył,
Na młodych bencyjonków, na pociechę, jakąś daje wszystko to, co żyje!
Widziałyście też te Chany, co na świat wydały ich i poświęciły Bogu w Domu Bożym.
Widziałyście… Nie ma Boga w was, niebiosa ponure! Nic się w was nie kryje!
Nie ma w was Boga! Niebiosa, otwórzcie szeroko wrota,
Niech żadne z dzieci męczeńskiego ludu nie zostaje za waszym progiem,
Otwórzcie dla całego narodu ukrzyżowanego na Golgotach –
Musicie dzieci te pomieścić, bo każde z nich ma prawo zostać Bogiem!

Niebiosa puste i nieżywe jak przestwór oddalony,
Zgubił się w was mój Bóg jedyny, a wam za mało Trójcy. –
Oni nas wszystkich tam posłali, podli, pogańscy zbójcy!
Radujcie się, niebiosa, byłyście ubogie, jesteście bogaczami!
Błogosławiony to urodzaj – cały naród! Takie szczęście wam się zdarza!
Radujcie się na wysokościach, żeby Niemcy radować się na dole mogli z wami.
Niech was dosięgnie płomień z ziemi i niech ogień wasz na ziemi się rozżarza.

23 – 24 – 25 października 1943 roku

 

„Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie” (fragment), recytuje Tadeusz Hutyra.

http://baedekerlodz.blogspot.se/2012/08/dawna-zydowska-szkoa-rzemios-talmud.html

Czesc 1 TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: