Wiersz na dzisiejszy wieczór – odc. 64

Jarek

Wiersze, piosenki i opowiadania zbieram od czasów szkolnych. Wyszperane z najbardziej zapomnianych zakamarków opuszczonych strychów oraz zakurzonych bibliotecznych półek, znalezione przypadkowo w starych czasopismach i książkach… Wpisywane mozolnie do zeszytów aż do 1996 roku, kiedy to postanowiłem „wrzucić” je do Internetu. Tak powstała strona „Listów z krainy snów…” (www.wiersze.co). Niech ponownie ożyją i będą źródłem nadziei i siły dla innych…


Dziś polski poeta, historyk literatury i krytyk literacki – Krzysztof Ćwikliński i jego wiersze. Urodził się 6 października 1960 roku w Ciechocinku. Debiutował w 1979 roku jako poeta w tygodniku „Czas”, zaś jako krytyk literacki w „Za i przeciw”. Wiersze, artykuły i recenzje literackie oraz przekłady publikował w licznych czasopismach, takich jak „Integracje”, „Tu i Teraz”, „Fakty”, „Słowo Powszechne”, „Nurt”, „Kierunki”, „Tygodnik Powszechny”, „Morze i Ziemia”, „Twórczość”, „Odra”, „Akcent”, „Kwartalnik Artystyczny”, „Borussia”, „Nowe Książki” oraz pomorskiej prasie regionalnej i czasopismach polonijnych.

Oto kilka moich ulubionych utworów z bogatej twórczości tego poety.

Czasem

Tak niewiele potrzeba. Wystarczy coraz mniej.
Wystarczy coraz rzadziej. Już nawet byle co…
Byle się tylko nie dać. Byle mieć chociaż to
I jakoś to utrzymać… I wtedy będzie lżej.

Lżej będzie i pogodniej. I może przyjdzie myśl,
Że dobrze jest. Jest dobrze. Lepiej nie może być.
I podnieść się z miłości. Nauczyć bez niej żyć.
Za siebie czasem spojrzeć, ale nie pytać czy…

* * *

W ogrodzie

W ogrodzie mojej babki, zanurzonym w cieniu,
W duchocie popołudnia, tuż przy ogrodzeniu,
W pobliżu krzywej furtki strzeżonej przez tuje,
Skory pobiec przed siebie chłopiec przydeptuje.

Niecierpliwie, bo nie wie, co to znaczy czekać.
Jest za mały. Wie tylko, że idziesz z daleka.
Że już wyszłaś, że idziesz, że przyjdziesz po niego.
Że to jest najważniejsze, choć nie wie dlaczego.

To ja w krótkich spodenkach, ja sprzed lat czterdziestu,
Wpatrzony w Łączną Drogę zza krzaków agrestu.
Pod śliwą i orzechem niby w wielkim lesie,
Ciekawy, kiedy przyjdziesz, co mi przyniesiesz.

Wytężam wzrok, bym dojrzał, bym na czas zobaczył,
Czekam, by pośród cieni, twój cień zamajaczył.
By się zbliżył i urósł, by się ucieleśnił,
Ciężkim zapachem lipca i smakiem czereśni.
Bym się rzucił weń, zapadł, bym w nim istnieć przestał,
Ja przed światem ukryty w tujach i agrestach.

Ja, który pełen winy siebie, jak garb noszę,
Czekam, byś mnie zabrała. Zabierz mnie już, proszę…

* * *

Wiersz wieczorny

Wciąż coś odchodzi, wciąż coś mrok zagarnia,
Wzrok coraz słabszy, coraz krótszy dzień…
Mży wątłym światłem skrzywiona latarnia,
Do snu układa swój niepewny cień…

Wszystko gdzieś znika, roztapia się, chowa…
Płomyczki myśli gasną raz po raz
I mrą wspomnienia, usychają słowa…
Kaszlem zza ściany odzywa się czas.

W czeluściach okien żagle firan płyną,
Ciał moich dziewcząt płynie z nimi mgła…
To stara szafa prószy naftaliną,
To pamięć cicho dobija do dna…

* * *

Więcej wierszy Krzysztofa Ćwiklińskiego można znaleźć w serwisie „Listy z krainy snów” pod adresem www.wiersze.co Serdecznie zapraszam.

PS. Aby nie kończyć w tak melancholijnym nastroju i z wrażeniem, że człowiek grzebie się tylko w starych czasopismach i książkach, pochwalę się ostatnimi wynikami. 13 maja ukończyłem Triathlon Nadwiślański (organizatorzy wyścigu, po biegu i jeździe na rowerze, dołożyli nam zamiast pływania… 15 km kajakiem po Wiśle na czas) – stolica oglądana z rzeki jest piękna, szczerze polecam (w całym triathlonie zająłem dobre, 13. miejsce). 18 maja był Bieg Nocny „Botaniczna Piątka” w Ogrodzie Botanicznym Polskiej Akademii Nauk w Powsinie – zupełna ciemność (biegliśmy z latarkami czołowymi), słuchać tylko kumkanie żab i koncerty świerszczy, a wokół zapach roślin z całego świata (po biegu, o godz. 23.00, zaproszono nas do zwiedzania Oranżerii magicznie podświetlonej na fioletowo – blask księżyca na nocnym niebie, cicha muzyka w tle, wokół paprocie drzewiaste – jak w baśni). Plany na najbliższe dni to: Bieg Ursynowa 16 czerwca i Bieg Stanisława Tyma 30 czerwca – biegniemy (w czasie do 10 minut) po schodach na 30. piętro Pałacu Kultury i Nauki. Wszystko w myśl zasady, aby nie zostać „starym, spróchniałym wałem” i „nie zardzewieć.” Po drodze były jeszcze arcyciekawe, majowe „Międzynarodowe Targi Książki” na Stadionie Narodowym w Warszawie oraz nadrabianie zaległości filmowych (polecam m.in. dzieła: „Cicha noc”, „Co dzień zawdzięcza nocy”, „Altamira”, „Mój piękny kraj”, „Światło między oceanami”, „Ostatnia miłość Pana Morgana”, „Projektantka”, „Przełęcz ocalonych”; czekam teraz na nagrodzoną w Cannes „Zimną wojnę”…). A politykę i polityków należy mieć… 😊

Miłych snów…

Jarosław Kosiaty

Wszystkie wpisy Jarka

TUTAJ

„Listy z krainy snów” – www.wiersze.co

One Response to “Wiersz na dzisiejszy wieczór – odc. 64”

  1. Dziekuje Jarku, ciekawe, piekne, jednak tu i tam nie zgadzam sie z poeta, bo pisze m. in. :

    „I podnieść się z miłości. Nauczyć bez niej żyć.
    Za siebie czasem spojrzeć, ale nie pytać czy…”

    Moim zdaniem, zycie bez milosci jest niemozliwe, a nawet mysle, ze milosc jest najwazniejsza w zyciu, jest jego pieknem, smakiem, sensem…. Zdrowie zas – tylko bardzo wazne.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: