.Jestem znów Zydem cz 25

Szlomo Adler

Książka ta opiera się na moich wspomnieniach. Piszę tylko o tym co sam przeżyłem, widziałem lub słyszałem. Większość imion wspomnianych w tekście jest prawdziwa.

Przez wiele lat odkładałem opisanie moich wspomnień, ponieważ praca nad tym była dla mnie bardzo ciężka, otwierała jeszcze niezabliźnione rany. Po wojnie czułem się jakbym był w koszmarnym śnie.  Często myślałem, że to nie jest jawa, a moje prawdziwe życie zacznie się dopiero wtedy, gdy obudzę się z okrutnego koszmaru, zobaczę moich rodziców, siostrę, krewnych i kolegów.
Na początku próbowałem zbudować nowe życie, pod przybraną polską tożsamością. Przyjąłem polskie maniery, ale komunistyczny reżim w Polsce sprawił, że zostałem aresztowany. Oskarżono mnie o zdradę i faszyzm. Ostatecznie okazało się, że mój areszt korzystnie wpłynął na moje życie. Wróciłem do żydostwa i uciekłem z Polski. Ale nawet po przyjeździe do Izraela, moja depresja nie zniknęła.

Byłem nieszczęśliwy, nie miałem ochoty na budowanie rodziny i nowego pokolenia w tym okrutnym świecie. Nie chciałem, aby i moje dzieci były nieszczęśliwe.  Ale los chciał inaczej.   W 1949 roku, gdy odbywałem służbę wojskową, spotkałem moją wybrankę serca, Ester. Ester przeżyła Holocaust na Syberii, dokąd ja wygnano wraz z rodziną, co uratowało im życie. Ester pragnęła dużej rodziny. Pobraliśmy się i urodziło się nam dwóch synów.


W lutym 1943 roku przeniesiono nas do innych domów. A do tego, w którym byliśmy do tej pory przeniesiono kobiety, które pracowały w fabryce beczek. Nasza grupa, z górnej pryczy, znalazła się w jednym pokoju domu, który należał przedtem do rodziny Graubard. Tym razem spaliśmy w normalnych łóżkach z słomianymi siennikami i każdy mógł trzymać swój dobytek pod łóżkiem.  W obozie pojawiły się pogłoski, że w marcu będzie likwidacja.  Dlatego, tak mówiono, Niemcom nie opłacało się budować pryczy. Mimo poważnej sytuacji i pogłosek, dzieci pozostają dziećmi.  W nocy wychodziliśmy boso i zupełnie nago, aby ćwiczyć jak uciekać w śniegu.  Wysoki, drewniany płot otaczał trzy domy, w których byliśmy teraz skoszarowani. Brama była otwarta na oścież.  Na podwórzu było zabudowanie, w którym mieściły się cztery toalety, pod nimi był ogromny dół.  Chciałem wykopać w jednym z boków dołu tunel, w którym Józik i ja moglibyśmy się ukryć podczas nagłego niebezpieczeństwa.  Mieliśmy również zaplanowane kryjówki w fabryce.
Z naszego miejsca pracy na piętrze widzieliśmy rodzinne domy. Widzieliśmy też łąkę, na której kiedyś zbieraliśmy wiosenne i letnie kwiaty. Wpatrywaliśmy się krzaki i bagno, które rozpoczynało się za naszymi domami, po drugiej stronie ogrodzenia fabryki. Latem chodziliśmy na te bagna, aby zerwać długie, brązowe „baźki”. Musieliśmy być ostrożni, bo każdy nieostrożny krok mógł spowodować, że się utopimy.

Stojąc przy oknie zdecydowaliśmy, że możemy się ukryć w tych krzakach, gdyby nadeszło raptowne niebezpieczeństwo.  Krzaki i drzewa w bagnie były tak gęste, że nie było można zobaczyć co się tam dzieje.  Tak odpadł pomysł kopania tunelu w toalecie.  Zaczęliśmy myśleć o samodzielnym przekroczeniu gór na Węgry.  Przywódcy ukraińskiej nacjonalistycznej grupy Stefana Bandery pojawili się w obozie w pierwszych dniach wiosny 1943 roku. Mówiono, że sam Bandera był wśród nich. Wybrali kilku najinteligentniejszych ludzi, którzy według nich: „W przyszłości będą podstawą ukraińskiego niezależnego państwa, które zostanie utworzone”. Wszyscy Żydzi zazdrościli tym wybranym osobom.  Następnego dnia ci ludzie zostali znalezieni utopieni w rzece Świca obok wsi Cerkovna. W obozach były też pogłoski o grupie zorganizowanej przez człowieka, który nazywał się Babij, w pobliskich lasach.  Podobno składała się głównie z Żydów. Problem polegał na tym, że aby być przyjętym do bandy, kandydat musiał przynieść broń lub dużą sumę pieniężną.  Dla nas było to niemożliwe.

W marcu Niemcy zlikwidowali obóz, w którym ciocia Luba, ciocia Alta, jej córka Pepcia, kuzynki Lola i Klara, i moja siostra Miriam pracowały.  Wszystkie zostały zamordowane na cmentarzu w Bolechowie. 


Gdy dowiedzieliśmy się, że ich obóz jest likwidowany zrozumieliśmy, że to już koniec. Teraz będziemy zupełnie sami. Pobiegliśmy do austriackiego szefa naszej fabryki. „Panie Megow, Panie Megow ” prosiliśmy go, „Pan wie, że my jesteśmy dobrymi pracownikami”. „No to co?” odpowiedział. „Chcą zabić jego matkę i moją siostrę” powiedziałem. „Niech je Pan ratuje! One mają pieniądze, wszystko panu damy, tylko niech je pan ratuje!” „Kto chce ich zabić i dlaczego? W jakim oddziale one pracują?”. „One nie pracują w naszej firmie Panie Megow.  Ratuj je Pan a my obiecujemy, że nie będzie Pan żałował.” „Jak się nazywają te kobiety?”. „Luba i Miriam Adler. Prosimy, niech Pan je ratuje!”. „Zobaczę, co można zrobić” powiedział.

Z najwyższego piętra fabryki można było obserwować cmentarz żydowski.  Coś się tam działo.  Widzieliśmy, że ich grupa została zaprowadzona tam, tak jak inne grupy przed egzekucją. Pobiegliśmy do Megowa, ale jego już nie było. Może pojechał i próbuje je uratować?  Słyszeliśmy stłumiony dźwięk strzałów dochodzących ze strony cmentarza.  Szybko wróciliśmy znowu na najwyższe piętro, żeby spróbować zobaczyć co się dzieje na cmentarzu. Ale nie mogliśmy nic dostrzec.  Z tego miejsca nie słyszeliśmy też nic, bo hałas maszyn był zbyt głośny.  Odległość i drzewa uniemożliwiały nam zobaczyć dokładnie ludzi.  Nie mogliśmy rozpoznać kto był rozstrzelany. Pobiegliśmy znowu do biura Megowa w nadziei, że wrócił. Łudziliśmy się nadzieją, że przywiezie ze sobą nasze rodziny. Odgłosy strzałów ucichły. Po kwadransie Megow wrócił sam. „Gdzie one są???” pytaliśmy. „Nic nie mogłem zrobić. Gestapo nie pozwoliło mi nawet się zbliżyć. Było już za późno”.

Moja siostra Miriam została zamordowana razem z naszą ciocią Lubą, siostrą mamy, z ciotką Altą Diamand, jej córką Pepcią, z córkami wujka Jehoshuy: Lolą i Klarą Frailich i około 67 innymi Żydówkami, które pracowały przy recyklingu. Teraz Józik i ja byliśmy zupełnie samotni.  Zostaliśmy bez żadnych środków do życia. Wszystko co miały było ukryte na nich.  Biżuteria, która jeszcze została i złote monety były w woreczku na szyi Miriam. Potem ludzie mówili nam, że Ukraińcy znaleźli u ciotki Alty 5.000 dolarów w gotówce, legendarna suma w owych czasach.  Kto wie, ile były warte kosztowności w woreczku Miriam. Jak teraz przeżyjemy? Przedtem, od czasu do czasu dostawaliśmy od nich jedzenie. Nie będziemy w stanie długo przeżyć na wodnistej zupie, którą dostawaliśmy raz na dobę.  Nie mieliśmy pieniędzy na dodatkowe zupy.  Szkoda, że nie udało mi się przekonać Miriam żebyśmy podzielili między siebie to co nam zostało po rodzicach. Kiedy mówiłem jej: „Zobacz jakie straszne rzeczy stały się z naszymi rodzicami. Jeśli będziesz rewidowana albo coś gorszego, broń Boże, Ci się zdarzy, wtedy wszystko wpadnie w ich ręce.  Nic nie zostanie, żeby pomóc nam przeżyć”. Moja siostra uspokajała mnie mówiąc, że ona będzie się mną zawsze opiekować.  Tłumaczyła mi, że jestem za mały i łatwo byłoby mnie okraść z biżuterii i złotych monet. To prawda, że miałem wtedy 12 i pół roku i nie mogłem sobie wyobrazić, jak się żyje i śpi z woreczkiem na szyi.  Ale teraz ktoś sobie to wszystko przywłaszczył. Zostaliśmy sami. Józik miał prawie 14 lat a ja prawie 13. Byliśmy bez grosza. Myśleliśmy o tym, czy nie powinniśmy odkopać jednego ze szklanych słoików, które ojciec ukrył w ogrodzie.  Ale to było niemożliwe, bo w naszych domach znajdował się obóz pracy, gdzie mieszkali Żydzi, którzy pracowali przy melioracji pobliskich rzek. 

Moja siostra Miriam Adler, urodzona w 1924 roku, była uczennicą szkoły handlowej w Stryju i członkinią syjonistycznej organizacji młodzieżowej “Hanoar Hazioni”, została zamordowana w marcu 1943 roku.  Miała 19 lat.  Niech jej pamięć będzie błogosławiona.

Moja ciocia Luba Adler, matka Józika, urodzona w 1900 roku, miała 43 lat, gdy ją zamordowano. Niech jej pamięć będzie błogosławiona.

Ciotka Alta Diamand z domu Freilich, siostra mojej matki, urodzona około 1890 roku. Niech jej pamięć będzie błogosławiona.

Jej córka Pepcia Diamand, urodzona około 1922 roku. Niech jej pamięć będzie błogosławiona.

Moja kuzynka Lola Freilich, urodzona około 1920 roku. Niech jej pamięć będzie błogosławiona.

Moja kuzynka Klara Freilich, urodzona w około 1921 roku. Niech jej pamięć będzie błogosławiona.

Pod koniec maja 1943 roku, rano, gdy mieliśmy pójść do pracy po południu, Józik i ja byliśmy razem w pokoju i nagle usłyszeliśmy strzały z kierunku naszych rodzinnych domów. Wyszliśmy na podwyższony taras.  Stamtąd zobaczyliśmy dziewczynkę biegnącą między domami, za nią biegł policjant z karabinem w ręku.  Oboje zniknęli za jakimś budynkiem.  Usłyszeliśmy kolejny strzał a po kilku chwilach zobaczyliśmy policjanta wychodzącego zza rogu domu. Widzieliśmy też jak z obozu prowadzili około 30 osób do centrum miasta. Później dowiedzieliśmy się, że zaprowadzili ich na cmentarz i tam ich rozstrzelali. Gdy obóz opustoszał, Józik i ja przeszliśmy przez ulicę, chcieliśmy zobaczyć co się stało z dziewczynką.  Może została ranna, leży w trawie i potrzebuje pomocy?  Weszliśmy do naszego sadu. Między owocowymi drzewami stał człowiek i spokojnie kosił trawę. To było normalne, że ludzie koszą trawę, ale byliśmy zaskoczeni jego obecnością właśnie teraz, w tym miejscu.  Kawałek dalej leżała w rowie dziewczynka, była martwa, jej głowa zanurzona była w wodzie.  To była nasza szkolna koleżanka Gina Mandel.  Miała trzynaście lat. Została zamordowana tylko dlatego, że była Żydówką. Staliśmy tam nie wiedząc co robić. Nie mieliśmy odwagi jej dotknąć.  Chłop, który cały czas nas obserwował, podszedł i szybko wyciągnął ciało z rowu.  Gdy zauważył złoty pierścionek na palcu Giny, próbował go zdjąć. Gdy mu się nie udało, splunął na palec martwej dziewczynki i wtedy bez trudu ściągnął pierścionek. 

Z ogromnym bólem serca wróciliśmy do naszego obozu. Opowiedzieliśmy jednemu starszemu człowiekowi o tym, a on przyrzekł posłać furmankę i przewieść ciało Giny na cmentarz.

Ciotka Rózia, żona Izraela, brata mojego ojca, pracowała w obozie gospodarki wodnej i prawdopodobnie żyła aż do tej akcji w swoim starym mieszkaniu, który był częścią obozu. Dowiedzieliśmy się, że nie było jej w grupie zamordowanych 30 osób.  Nie widzieliśmy jej też wśród tych, których prowadzono na cmentarz.  Prawdopodobnie uciekła na krótko przed likwidacją obozu.  Zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach.  Po wyzwoleniu nie była na listach ocalałych. Ciocia Rózia Adler, z domu Grinszpan, urodzona w 1900 r. miała 43 lub 44 lata, gdy zginęła. Niech jej pamięć będzie błogosławiona.

Ciocia Rózia urodziła się w Rzeszowie. Po wyjściu za mąż za wujka Izraela nie mieli dzieci.  Prawdopodobnie dlatego była przygnębiona i zawsze zamknięta w sobie. Nie miała ciepłych stosunków z innymi członkami rodziny, pomimo, że cztery rodziny żyły razem na tym samym podwórku.  Zawsze unikała rodzinnych spotkań. Nic dziwnego, że gdy znaleźliśmy się sami, nie nawiązaliśmy z nią kontakt.  Ona sama nie dała nam znaku, że chce nam pomóc. Jej zachowanie było zupełnie inne niż jej męża, wujka Izraela. On był zawsze miły dla nas i dawał nam pieniądze za dobre stopnie w szkole. Z drugiej strony nie pozwalał nam się bawić z kolegami pod jego oknami. Wujek Izrael mieszkał w tym samym budynku co my. Okna naszego mieszkania wychodziły na ulicę, a okna mieszkania wujka Izraela wychodziły na podwórko, na dom babci, cioci Luby i na budynek fabryki. Między naszymi mieszkaniami był ciemny korytarz bez okien. Część korytarza, bliżej naszego mieszkania, służyła jako ogromna spiżarka. Stały tam worki z pszenicą i żytem, ogromna szafa wypełniona delikatesami, rowery mojej siostry i mój, sanki, narty, i fotele ogrodowe.

Wujek Izrael miał dużo szczęścia. Kilka razy wygrał na loterii i wszyscy w mieście mu zazdrościli.  Wielu ludzi miało sny o wygrywających numerach. Rano przychodzili do wujka Izraela, płacili mu 80% ceny losu na loterię, aby zapewnić sobie 50% wygranej.  Aby wygrać, trzeba było mieć szczęście wujka Izraela.

W 1938 roku wygrał główną nagrodę- milion złotych.  Mój ojciec miał 10% udziału w tej wygranej, co było ogromną sumą w tamtych czasach. Bracia zainwestowali część pieniędzy w rozbudowę fabryki. Dzięki temu mogli podpisać umowę na dobre kontrakty rządowe z polskim wojskiem.  Główną część wygranej wujek Izrael ulokował prawdopodobnie w Szwajcarii, ale nie zdążył nacieszyć się tymi pieniędzmi, bo niecały rok później wybuchła wojna.

Poprzednie czesci  TUTAJ

Zredagowala Anna Karolina Klys

 

Cdn.

Ksiazka zostala wydana w USA po angielsku.

O drugim wydaniu TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: