.Jestem znów Zydem cz 30

 

Szlomo Adler

Książka ta opiera się na moich wspomnieniach. Piszę tylko o tym co sam przeżyłem, widziałem lub słyszałem. Większość imion wspomnianych w tekście jest prawdziwa.

Przez wiele lat odkładałem opisanie moich wspomnień, ponieważ praca nad tym była dla mnie bardzo ciężka, otwierała jeszcze niezabliźnione rany. Po wojnie czułem się jakbym był w koszmarnym śnie.  Często myślałem, że to nie jest jawa, a moje prawdziwe życie zacznie się dopiero wtedy, gdy obudzę się z okrutnego koszmaru, zobaczę moich rodziców, siostrę, krewnych i kolegów.
Na początku próbowałem zbudować nowe życie, pod przybraną polską tożsamością. Przyjąłem polskie maniery, ale komunistyczny reżim w Polsce sprawił, że zostałem aresztowany. Oskarżono mnie o zdradę i faszyzm. Ostatecznie okazało się, że mój areszt korzystnie wpłynął na moje życie. Wróciłem do żydostwa i uciekłem z Polski. Ale nawet po przyjeździe do Izraela, moja depresja nie zniknęła.

Byłem nieszczęśliwy, nie miałem ochoty na budowanie rodziny i nowego pokolenia w tym okrutnym świecie. Nie chciałem, aby i moje dzieci były nieszczęśliwe.  Ale los chciał inaczej.   W 1949 roku, gdy odbywałem służbę wojskową, spotkałem moją wybrankę serca, Ester. Ester przeżyła Holocaust na Syberii, dokąd ja wygnano wraz z rodziną, co uratowało im życie. Ester pragnęła dużej rodziny. Pobraliśmy się i urodziło się nam dwóch synów.


 

Nieudana próba likwidacji lub akcja, która uratowała mi życie. ( 1 )

Żydzi uwięzieni w obozach pracy, ci którzy jeszcze mieli pieniądze, płacili chrześcijanom za przechowanie w ukryciu. Szczęśliwcy, którzy mieli rodziców lub dzieci już wcześniej w ulokowanych w kryjówkach, zaczęli się do nich przyłączać.  Niemcy zaczęli zauważać, że ubywa ludzi. Byli zatroskani, że któregoś dnia okaże się, że większość Żydów z obozu znikła.

Poniżej fragment zeznań Dory Szuster, z domu Kaufman, lat 40, córki Abrahama Kaufmana, przemysłowca z Bolechowa, żony adwokata dr. Izaaka Szustera z Drohobycza, zamieszkałej w 1941 roku w Bolechowie, obecnie: Bytom, ulica 28 Stycznia 3. Dokument ZIH KT 916/I 307. Yad Vashem M49/2148:

W dniach 16 i 17 lipca uciekli do lasów: drukarze Elendman  Elo  i Bencion Rottenberg, lekarze Rintel,  Altman, żona dr Federa Lusia Griefel, inż.Julek Borensztein, dentyści Tepper i Frankfurter,  Beila Neumann Surkiesowa  i masowo setki innych Żydów. 
18 lipca 1943 burmistrz Hucało dał znać do Gestapo w Stryju względnie Drohobyczu, że Żydzi masowo uciekają do lasu. Natychmiast przyjechało Gestapo, wśród nich wielu jeńców sowieckich narodowości uzbeckiej w mundurach Gestapo z czarnymi naszywkami na kołnierzach, celem zupełnego zlikwidowania skoszarowanych, a więc resztek żydostwa bolechowskiego. Otoczyli miasto i koszary w mieście. Ale przed tym rzeczywiście dużo [ludzi] już było uciekło z miasta. Zastrzelono wtedy Chaima Bergmana, Grinbergową-córkę Kurzera i dziecko Lusi Grifel-Federowej. Ale reszcie pozwolono wrócić do koszar i nadal pracować. Równocześnie rzucono dziesiątki aut z uzbrojonymi żołnierzami, nawet tanki dla likwidacji grup, znajdujących się tam. Ale na ogół bez rezultatów. Z końcem lipca 1943 zaczęła się budowa „Zwangslagru” w okolicy tartaku Grifla, po przeciwnej stronie szosy.

(Uwaga autora: obóz był nie daleko tartaku Grifla, ale po tej samej stronie szosy, niedaleko rafinerii.)  

W tym Zwangslagrze mieli być skoncentrowani wszyscy skoszarowani dotąd w kilku miejscach Żydzi. 20 i 21 sierpnia 1943 zaczęło się przesiedlanie części Żydów z koszar Hobagu / tartak/.  Wszystkich kąpano, przeprowadzono dezynfekcję. Komendantem tego lagru był naznaczony Niemiec ze Śląska Grzymek mówiący bardzo dobrze po polsku. On oświadczył, że zebranym w Zwangslagrze nic się nie stanie. Pozwolono też nielegalnym i dzieciom przeprowadzić się do Zwangslagru. 24 sierpnia 1943 urządzili Żydzi ucztę na cześć mającego się zacząć nowego, bezpiecznego życia w Zwangslagrze i na cześć komendanta Grzymka.  Dzieciom wtedy rozdawano cukierki.  25 sierpnia 1943 rozpoczęła się likwidacyjna akcja. Otoczono przede wszystkim nowy Zwangslager i nie opróżnione jeszcze całkowicie koszary Hobagu, garbarń, beczkarni i Möbelfabrik. Wszystkich Żydów wywożono autami lub pieszo grupami na cmentarz. Groby były przygotowane.  Czwórkami rozebrani stawali nad brzegiem grobów i z tyłu strzelano do nich. Były dwa duże groby. Strzelali z automatów prócz Niemców, Ukraińcy i Uzbecy. Zginęła wtedy reszta żydostwa Bolechowskiego. Około 1500 osób. Uratowany został dr Landes David, rozebrany już, bo potrzebny był do służby medycznej w mieście. Kilka dni rzeczywiście widziano go w mieście. Po tym znikł, skrył się w bunkrze. Około 14-ej, ze śpiewem i z muzyką (grała orkiestra), wracali z cmentarza w szeregach milicjanci ukraińscy, gestapowcy niemieccy i dezerterzy uzbeccy. Święcono oczyszczenie miasta od Żydów.
Zeznawała: Dora Szuster. Protokółował: dr. Abraham Feder, Katowice, dnia 30 sierpnia1946 r.

 

Któregoś dnia pod koniec lipca 1943 r., popołudniu Józik i ja byliśmy w naszym pokoju w obozie, gdy usłyszeliśmy strzał.  Zbliżyliśmy się do drzwi i ostrożnie wyszliśmy na taras wychodzący na ul. Dolińską.  Z prawej strony były opuszczone domy i fabryka naszych rodziców.  Z lewej było widać fabrykę kleju Haftla.  Nieco dalej był dom Sunia i Jakuba Lewów, którzy zostali zamordowani w drugiej akcji.  Nie zauważyliśmy nic specjalnego. Okolica była spokojna.  Nie widzieliśmy żywej duszy na ulicy. Podeszliśmy do krawędzi tarasu i nagle usłyszeliśmy jeszcze jeden strzał.  Jakiś człowiek biegł środkiem ulicy w naszą stronę a za nim ktoś z karabinem w ręku. Nagle uciekający zatrzymał się, odwrócił i zaczął strzelać z pistoletu.  Potem znowu zaczął biec w naszym kierunku. Usłyszeliśmy jeszcze jeden strzał i uciekający upadł. Nagle skądś dobiegło do nas to straszne słowo „Akcja”. Nie mieliśmy pojęcia kto z więźniów je krzyknął, bo koło nas nikogo nie było.  Obóz opustoszał błyskawicznie. Wszyscy zniknęli, jakby pochłonęła ich ziemia.  Józik i ja zeskoczyliśmy z tarasu i przeczołgaliśmy się pod ogrodzeniem, a później przebiegliśmy pod mostkiem na drugą stronę ulicy. Szliśmy schyleni w fosie aż dotarliśmy do domu Cymermana. Tam był główny obóz fabryki beczek i tam urzędował Adolf Kudish, odpowiedzialny za Żydów z tego obozu. Brama była otwarta, jak zwykle. Weszliśmy na puste podwórze. Budynek był również pusty. Wszyscy uciekli.  Akcja była w pełni. Zdecydowaliśmy się przejść przez stodołę i ogród Cymermana, żeby nie wychodzić znowu na ulicę. Mieliśmy w planie przeczołgać się do naszego ogrodu a stamtąd, przez wysokie trawy dostać się na bagna, między fabryką beczek a dworcem kolejowym. Kiedy weszliśmy do stodoły, ku naszemu zdumieniu zobaczyliśmy tam dwa barany, należące do austriackiego dyrektora Megova.  Jeden z nich lubił atakować ludzi rogami.  Teraz miał świetną okazję – dwoje dzieci, które nie mogą ani na nie krzyknąć, ani uciec ze stodoły. Byliśmy doskonałym obiektem ataku. Przez kilka minut Józik i ja unikaliśmy rogów, jak matadorzy. Byliśmy blisko tylnych drzwi stodoły. Czy uda nam się wymknąć? Jak można czołgać się w trawie, gdy para baranów tańczy dookoła, chcąc nas ubóść?  Znaleziono by nas w ciągu kilku minut. Co robić? Czy otworzyć drzwi w kierunku podwórza i dać baranom uciec?  Znowu słyszymy strzelaninę. Nie, nie możemy otwierać drzwi na podwórko, tam na pewno ktoś już jest i zauważy nas. Możliwe, że za chwile ktoś wejdzie do stodoły.  

Poprzednie czesci  TUTAJ

Zredagowala Anna Karolina Klys

 

Cdn.

Ksiazka zostala wydana w USA po angielsku.

O drugim wydaniu TUTAJ

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: