Głos z Florencji

 Wszystko, co było przedtem, widzę jak we mgle. Wczoraj chodziliśmy do teatru, dziś śpiewamy, by przetrwać

 

Włodek Goldkorn

 

Włochy w czasach koronawirusa
Kiedy piszę ten tekst, liczba chorych przekroczyła 23 tysięcy. Zgonów jest już ponad 2158, codziennie umierają setki ludzi, a szpitale są przeciążone. To jest nasze „bagno nella realta”, kąpiel w lodowatej wodzie realiów
.


 

Na schodach zatrzymuje mnie Francesco, sąsiad z piętra niżej, dentysta. Stoimy w przepisowej odległości jeden od drugiego, metr, a może półtora. „Wiesz, Włodku, mówi mi (w mojej kamienicy mieszkają tylko trzy rodziny, jesteśmy wszyscy na ty). Jak to dobrze, że żyjemy w demokracji, nie ma czołgów na ulicach i dyktatora, który wydawałby rozkazy i groził surowymi karami”. Rozmowa toczy się dzień po dramatycznym wystąpieniu premiera Giuseppe Contego, kiedy “adwokat ludu” – tak przedstawił się dwa lata temu, gdy powierzono mu misję stworzenia poprzedniego populistycznego rządu – przemówił do Włochów językiem rozumu, tak jak mówi się do ludzi dorosłych, obywateli świadomych praw i obowiązków, nie ukrywając, iż nie ma gwarancji, że drakońskie przepisy “desocjalizacji” (nie obejmować się, stać w odległości, nie wychodzić z domu) wystarczą, aby pokonać COVID-19.

Nazajutrz po przemówieniu na ulicach Florencji ludzie byli niezwykle uprzejmi dla siebie. Nikt nie narzekał. Na rynku, gdzie kupuję owoce i warzywa, wszyscy przestrzegali przepisów na temat wymaganego dystansu. Do pobliskiej apteki klienci wchodzili pojedynczo. Na zewnątrz ustawiła się więc długa kolejka. Nikt się nie przepychał, nikt nie kupował (pytałem aptekarkę, znamy się dobrze) leków na zapas.
Po południu zadzwoniła koleżanka żony – pracowały w tej samej szkole wiele lat temu – dużo młodsza, z pytaniem czy może zrobić dla nas zakupy w supermarkecie, bo ona i tak je robi dla siebie i rodziny. Dwie godziny później na moim piętrze zjawili się dwaj afrykańscy imigranci, najwyraźniej uchodźcy, z torbami z zakupami i z kopertą, w której była reszta od100 euro (tak umówiliśmy się z kasjerką przez telefon). Odmówili napiwku.

 

A wracając do rozmowy z sąsiadem, Francesco powiedział mi rzecz prostą i elementarną: “Spodobał mi się apel premiera, przekonał mnie, że los kraju jest w rękach każdego z nas, że od tego, jak będziemy postępować, zależy nasza przyszłość, i że nie możemy liczyć na cud ani na nadzieję na męża opatrzności”.
I jeszcze:“Tylko demokracja może pokonać śmiertelnych wrogów, dyktatury opierające się na mowie nienawiści skazane są na porażkę nawet wtedy, kiedy na krótki okres czasu wydaje się, że rozwiązują problemy”.
Parę dni przedtem żyliśmy w innym świecie. Nie mowie o ogóle ludności. Piszę o sobie i moich bliskich. Chodziliśmy prawie codziennie do teatru, na koncerty, byłem na „Traviacie” w operze, na kolacji ze znaną pisarką. Ale zanim jeszcze Conte wygłosił swoje przemówienie, moja lekarka urządziła mi awanturę przez telefon: “Musi pan zrozumieć, że ma pan siedzieć w domu. Nie chodzi mi o pana zdrowie, to jest po prostu obywatelski obowiązek. Musi pan wziąć udział w ograniczeniu rozprzestrzeniania się wirusa. Inaczej ja i moi koledzy nie damy sobie rady”.

Calosc TUTAJ

Włodek Goldkorn urodzony w Katowicach włoski pisarz, dziennikarz i redaktor. Wieloletni redaktor działu kultury tygodnika L’Espresso

 

 

One Response to “Głos z Florencji”

  1. Michał Leszczylowski 19/03/2020 at 08:16

    Czy ktoś ma adres mailowy Włodka Goldkorna? Chciałbym skontaktować się z nim w sprawie poszukiwania włoskiej części rodziny Fuchsów z Łodzi.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: