Czwarty      

cd. Kołysanki z poprzedniego tygodnia

 

Zenon Rogala


Cały czas miała w chuście zaplątanego przed sobą dzieciaka, który jakby rozumiał, że ma siedzieć cicho, bo dzieją się ważne sprawy i spał sobie w najlepsze. Na głowie miała ciasno zawiązaną chustkę, a z uszu zwisały jej wielkie złote kolczyki. Kształt ich to jakby rozłożony wachlarz mocno ażurowy, trójkątny wisiorek. Łuk tego wachlarza znajdował się u dołu. Zauważyłem, że w czasie opowiadania co chwilę, ocierała palcami usta jakby odświeżała aparat do mówienia, albo potwierdzała czy raczej chowała w dłoni te wypowiedziane fragmenty i jakby tym gestem zapisywała to co powiedziała. Nie była młodą kobietą i widać, że aktualnie jest na granicy między dojrzałą młodością, a początkiem młodej dorosłości. Kobiety tej nacji bardzo szybko przechodzę tę wąską granicę. Miała na sobie zapinany cienki sweterek i nic z ubioru nie wskazywało, że jest to Cyganka.

Cały czas krzątała się po izbie, ale widać było, że powodem jest wielkie zażenowanie i ta dziwna sytuacja, kiedy ona jest najważniejsza, ważniejsza od nauczyciela jej syna.

– Kiedy go prowadzili na tę górę, – zaczęła nie patrząc na mnie, –  ale jaka to znowu była góra, pagórek zwykły i tyle, ludzi wokół nie było zbyt dużo. Raczej zbierali się kiedy minął ich ten dziwny orszak. Ta obdarta chudzina, ten ledwo idący skazaniec niósł na grzbiecie drąg wielki. Ledwo powłóczył nogami, żeby pokonać swój ostatni odcinek ziemskiej wędrówki. Ostatnie metry ostatniej drogi. Nic już nie było w stanie mu pomóc. Według rzymskiego prawa i Piłatowego wyroku, po przyjściu na miejsce wskazane tradycją, umrze chłopina jak nic. Przywalą go do drewnianych kłód wielkimi gwoździami, postawią  do pionu, postoją chwilę i wymęczony nieboraczek odda swoją duszę bez gadania. Tłum jednak zbierał się nie wiadomo dlaczego coraz większy. Jedni mówili, że to jakiś nowy król żydowski, ale kiedy jedni to mówili, to drudzy pokazywali kółko na swoim czole. Jaki to tam, panie nasz król, kiedy rządzi nami Cesarz Rzymski. Dla draki chyba nałożyli mu na głowię koronę, ale to, panie, chyba dla śmiechu, bo koronę mu zrobili z tych ciernistych krzewów, co pełno ich rośnie w okolicy, ale nikt nawet ich dotknąć  nie śmie, bo kolce mają jak sztylety. A kiedy już leżał i kiedy obie już ręce przywalone były gwoździami do poprzeczki, ten co klęczał i robił co do niego należy, nagle wściekł się i zawołał,

– Gdzie jest czwarty, do pioruna ktoś mi ukradł czwarty gwóźdź. Czym  przybiję nogi tego nieszczęśnika? Na każdego kulasa jeden gwóźdź przypada. Nie ma czwartego gwoździa. Kto mi ukradł czwarty gwóźdź? Do jasnego pioruna, gdzie jest czwarty gwóźdź?

Rozglądał się pochylony i klęczący, bo już wstawać mu się nie chciało, a i miał już dość tej roboty i chciał żeby ten dzień wreszcie już się skończył.

– Trudno przybiję mu obie nogi jednym – zdecydował.

– Tylko ja potrafię to zrobić dobrze – pocieszył skazańca.

– I tak też się stało – ciągnęła swoją opowieść.  Przybił trzema, choć wiedział, że miał zawinięte w szmaty cztery. Porządnie wykute, każdy ostry jak ciernie tego krzewu.

– Dobrze… ale zaraz, zaraz, – trochę mnie to zgniewało.

– Gdzie tu jest jakiś związek z tą jednak moim zdaniem piosenką, czy raczej kołysanką. Cały czas pani mówi, że to jakaś legenda, ale przecież przywołana słowami, które zapamiętałem będąc dzieckiem, więc jaki jest sens opowiadać taką historię o ukrzyżowaniu skoro nie ma w tym żadnego sensu.

–  Sens jest taki, że była pośród tłumu gapiów Cyganka, która ukradła  jeden z czterech gwoździ, bardzo wtedy cennych przedmiotów. Schowała go. Po prostu wbiła w kawałek słoniny. Dlatego do dzisiaj, na dowód uczciwości, każda Cyganka kroi na połowę każdy kawałek słoniny  –  nagle przerwała i jakoś dziwnie spojrzała w stronę drzwi.

W progu stał jej syn, Jan Baran. Widać, że pędził co sił, ale to, że mnie zobaczył  siedzącego w kuchni i słuchającego jego matki, powaliło go z nóg.

– Przyniosłem, – powiedział zasapany do matki. Tata zrobił go z samego rana. Wykuł taki sam gwóźdź.

– To dla pana. Taki był od początku nasz zamiar, bo tamte słowa piosenki mówią, żeby nie kaleczyć się nawzajem – matka podeszła do mnie, a ja wziąłem ten szpikulec i zważyłem go ruchem dłoni.


Wszystkie wpisy Zenka

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: