Odkrywając pokój w Dubaju

Wspaniałe spotkanie w Dubaju

Przyslala Katharina Dr.Gasinska-Lepsien


Dubaj, Zjednoczone Emiraty Arabskie – Dwie młode miejscowe kobiety weszły do baru. Obie były ubrane w tradycyjną czarną odzież, okryte od stop do głów. Wraz z maska chroniącą przeciwko koronawirusowi, tylko oczy były widoczne. Wyglądało to jak nikab.


“No ładnie, tylko tego nam brakowało” – pomyślałem, bo dokładnie o tej porze mieliśmy tam wyznaczone spotkanie z grupą ludzi z uniwersytetu. Jesteśmy w Dubaju.

Myślałem, że te kobiety to jakieś islamistki, które przyszły, żeby przeszkodzić w spotkaniu. Minuty mijały. Zanim zrozumiałem, co się dzieje, jedna z nich podeszła do mnie i przedstawiła się w świetnym języku angielskim.


“Na imię mi Lubna” – powiedziała i wyciągnęła rękę. Przez moment wahałem się, czego ona chce? Okazało się, że te młode kobiety ubrane w abaje były częścią grupy, która przyszła na spotkanie.   


Bowiem Lubna jest finansistką i absolwentką Cambridge, a Nura jest inżynierem-elektrykiem.


Minuty mijały, lody były przełamane, głównie dzięki nim. Byłem na bardzo wielu spotkaniach z pracownikami uniwersyteckimi i studentami w różnych krajach. Nigdy nie doświadczyłem takiej fali empatii.


Wszystko to zaczęła proizraelska NGO, Reservists on Duty, grupa założona i kierowana przez Amita Deri’ego. Jedną z czołowych działaczek tej organizacji jest Lorena Chateeb, młoda Druzyjka, która pracuje na pół etatu w ministerstwie spraw zagranicznych i w szczególności utrzymuje kontakty z światem arabskim przez sieci mediów społecznościowych.


Te związki, także z dr Majidem Al-Sarrahem, wykładowcą politologii w Dubaju, rozwinęły się w inicjatywę, która skupiła się na wzajemnych wizytach. W ten sposób dotarliśmy do Dubaju.


W delegacji byli Atef Abu Nadżi, student prawa i młody intelektualista; Jahja Mahamid, który uparł się, że będzie służył w IDF; Jonathan Elkhouray, doradca dyplomacji publicznej, który przybył do Izraela po tym, jak jego ojciec służył w Armii Libanu Południowego; i Nasreen Chalifa, beduińska muzułmanka, studentka prawa. Wspaniała grupa.


Deri zdobył fundusze i zaprosił wielu dziennikarzy, ale tylko ja się zgłosiłem.  


Lepiej niż w Szwecji


Niemal na każdym amerykańskim kampusie, nawet z dużym odsetkiem żydowskich studentów, panuje wrogość wobec Izraela, czasami także antysemityzm. Nie w Dubaju. Tutaj w powietrzu jest coś innego.   


Nie było potrzeby rozmawiania o konflikcie izraelsko-arabskim. Spotkanie w wysoko wykształconych kręgach nie skupiało się na próżnych dyskusjach politycznych, ale na wspólnych projektach, z których kilka zacznie działać w bliskiej przyszłości. W dziedzinie rolnictwa te projekty już są realizowane.


Izraelska flaga wystawiona na targu w Dubaju
(Zdjęcie: Courtesy of Ben-Dror Yemini)

Przy głównym wejściu do centralnego targu owoców i warzyw musieliśmy przecierać oczy, bo nie wierzyliśmy temu co widzimy. Flagi Izraela i Emiratów były obok siebie, obie zrobione z czarnych jagód, czosnku i dobranych warzyw. Dalej była niekończąca się liczba izraelskich flag, które wskazywały na źródło świeżych produktów.


Widzieliśmy klientów w tradycyjnych ubiorach, jak dotykali, brali i ładowali do swoich wózków coraz więcej produktów z Izraela. To jest normalizacja.


My, Izraelczycy, tak przyzwyczailiśmy się do zimnego pokoju, że ciepłe więzi, jakie widzieliśmy tutaj, ogrzewały nasze serca.  


Przełamywanie stereotypów


Wszyscy żyjemy ze stereotypami. Ubiór charedi, ubiór muzułmański etc., wywołują w nas reakcje, czasem podświadomą. Nie jestem entuzjastą burki ani nikabu. Odważyłem się więc poruszyć te kwestie z młodymi kobietami, które przyszły na spotkanie. Wyjaśniły:


Nikt nas nie zmusza. To jest tradycyjny ubiór. Nie religijny.


Przyszliśmy tak ubrani bez żadnej koordynacji. Mężczyźni, akademicy, przyszli w białych dżalabijach miejscowej ludności. To z szacunku do was, naszych gości.


Kiedy zamieściłem na Facebooku zdjęcie z dwiema uczestniczkami spotkania, pytano mnie raz za razem: jak to możliwe, że ośmieliłeś się je objąć? No cóż, nie ośmieliłbym się. To była ich inicjatywa, do fotografii. I była tam także Somaja, która w kilka miesięcy nauczyła się hebrajskiego i już mogła z nami gawędzić po hebrajsku.


Tunezja przewodziła kiedyś w walce o tolerancyjny islam i równość dla kobiet. Dzisiaj to miejsce zajmują Zjednoczone Emiraty Arabskie, z godną szacunku reprezentacją kobiet w parlamencie (czwarte miejsce na świecie, przed Szwecją!) i w rządzie (około 30%).


Ekstremizm nie jest mile widziany w ZEA. Pisałem już o tym, że minister spraw zagranicznych ZEA ostrzegał Europejczyków przed sojuszami z radykałami. Na ogół, kiedy chodzi się ulicami Dubaju, widać młode kobiety w szortach obok kobiet w tradycyjnym stroju. Tolerancja stała się wiodącą zasadą.


Jednego wieczoru byliśmy gośćmi miejscowego przedsiębiorcy, Thaniego al-Szirawiego, który dodał na Twitterze swoje imię po hebrajsku i poświęca znaczną część swojego czasu na promowanie pokoju.[Izrael jest przykładem, za którym trzeba iść.
Mazel Tow Izrael, za to co osiągnęliście.

Te kraje wydają najwięcej na badania i rozwój.]


Powiedział mi, że jego rząd dał wielkie sumy pieniędzy dla sprawy palestyńskiej. Rząd nie porzucił ich ani ich nie zaniedbał. On sam dba o nich. Chce, by mieli lepsze życie. Ale dogłębnie zbadał ich powtarzające się błędy.


Dzisiaj uważa, że może zmienią się na lepsze, zmienią kierunek właśnie dlatego, że ich zwolennicy w świecie arabskim zmieniają kierunek. Al-Szirawi powiedział nam o tych, którzy sprzeciwiają się normalizacji. Są tacy. Jego biegłość w znajomości szczegółów jest jego najsilniejszą bronią w sporach z nimi.


Kiedy około północy wychodziliśmy z domu Al-Szirawiego, zadzwonił Ahmed miliarder z rodziny Al-Habtur, jednej z najbogatszych ludzi w Emiratach, którego nazwisko było związane z negocjacjami o kupno Israir i współpracę z Mobilai.


Przyjdźcie, powiedział. Teraz? Tak, teraz.


Przybyliśmy do jego zamku, który trudno objąć jednym spojrzeniem. Al-Habtur, który już zna mały ale soczysty zestaw słów po hebrajsku, posadził nas na kanapie. Skąd ta nagłość spotkania? Dowiedział się od przyjaciół, że Lorena Chateeb jest w mieście.


„Dzięki twojej działalności w mediach społecznościowych ludzie w świecie arabskim inaczej poznali Izrael”.  


Powiedziała mu, że marzy o ukończeniu kursów i powrocie do Emiratów jako ambasador. Zasługuje na to.    


Macie pokój z Egiptem i Jordanią, powiedział Al-Habtur. Z nami macie normalizację, a to jest coś głębszego.


Musimy podziękować Chalifie bin Zajed Al-Nahanowi, Benjaminowi Netanyahu i Donaldowi Trumpowi. Bez nich nie byłoby tego porozumienia.

Od lewej do prawej: minister spraw zagranicznych Bahrajnu, Abdullatif Al-Zajani, premier Benjamin Netanjahu, prezydent USA, Donald Trump i minister spraw zagranicznych ZEA, and Abdullah bin Zajed Al-Nahjan podczas podpisywania Porozumień Abrahamowych w Białym Domu

(Zdjęcie: AFP)

I musimy podziękować ludziom takim jak Lorena, 23-letnia kobieta, która pomogła obalić mury między narodami.


Ta wizyta jest tylko początkiem. Emiraty chcą zinstytucjonalizować związki. I to się dzieje. Biuro NGO Deri’ego wkrótce otworzy się w Dunaju, by kierować pracą w regionie Zatoki. Właściciel budynku wynajmuje lokal na biuro za nominalny czynsz, żeby zachęcić te związki. Chce więcej izraelskich misji i więcej współpracy.


Palestyńczycy pozostali w tyle, głównie dlatego, że zawsze wybierają odrzucenie każdej inicjatywy pokojowej. Jest to godne ubolewania.


Są ludzie, włącznie z niektórymi Izraelczykami, którzy chcą rozwiązać konflikt przez zamianę Izraela w potwora. Jedynym rezultatem jest wzmocnienie odrzucenia i antysemityzmu. Izraelscy Arabowie, którzy byli w tym tygodniu w Dubaju, wybrali inna drogę: humanizację Izraela zamiast jego demonizacji.


Jesteście okropnie nieudolni w public relations, powiedziała nam Somaja. Potrzebujemy więcej delegacji, żeby poznać prawdziwy Izrael, a nie Izrael przedstawiany w mediach.   


Ona i jej przyjaciele, i wielu ludzi w ZEA jest gotowa do zmiany. Somaja weźmie udział w pracach wkrótce otwartego biura NGO Deri’ego. Lubna, Somaja i inni, których spotkaliśmy, reprezentują ducha zmiany w świecie arabskim. Potrzeba wiele pracy, by zwyciężyli i chcemy, by zwyciężyli. Inszallah.


Discovering peace in Dubai

YNET News, 22 listopada 2020

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Ben-Dror Yemini 

(ur. 1954 w Tel Awiwie) jest prawnikiem, historykiem i publicystą wielu izraelskich dzienników (m.in. Maariw, Jediot Achronot), a także wykładowcą, który zajmuje się m.in. wpływem antyizraelskiej propagandy.

Pochodzi z rodziny Żydów wypędzonych z Jemenu.

Ben-Dror Yemini jest zwolennikiem pogłębiania dialogu z Palestyńczykami. Od wielu lat opowiada się za niepodległym państwem palestyńskim.


Odkrywając pokój w Dubaju

2 komentarze to “Odkrywając pokój w Dubaju”

  1. Obserwator 13/12/2020 at 22:58

    Lewica izraelska i poza Izraelem jest dotknięta tym samym niedomaganiem psychologicznym , najlepiej przedstawionym na przykładzie: „jeśli mapa terenu nie zgadza sie z terenem jako takim, to zmieniamy …. teren a NiE mapę!” Działają według tej zasady od pierwszej próby „dostosować teren do mapy” w znamiennym 1917 roku. Choć często skłóceni wewnętrznie , wręcz wrodzy wobec siebie z powodu KTÓRA akurat mapa jest tą właściwą, sama zasada prób dostosowania terenu do „swojej” mapy pozostaje zawsze(!) niezmienna …..

  2. teresapollin 13/12/2020 at 00:53

    Co za przyjemnosc czytac to sprawozdanie. Moze jednal lewica izraelska zmieni zdanie i pojdzie do domu zamiast rzucac oskarzenia na Bibi Nataniahu. W USA jest bardzo podobnie – wszystko co zle (lub nie) jest wina Trumpa. Mozna nie lubic czlowieka ale co z wynikami????

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: