Uncategorized

Zwano ją „Krwawą Luną” stalinowskiej bezpieki. Kim była Julia Brystygier?


Życie „Krwawej Luny” jest doskonałym przykładem biografii zagorzałej komunistki, której oddanie dla ideologii przesłoniło inne, niemałe przecież talenty. Gdyby nie wiara w system totalitarny, Julia zostałaby zapewne wybitną inteligentką o lewicowych poglądach. Niestety, Brystygier wybrała politykę i bez reszty się jej poświęciła. Została w konsekwencji jednym z synonimów zbrodni stalinowskich w Polsce i jedną z niewielu tak wpływowych kobiet wśród komunistycznej elity.

Córka żydowskich aptekarzy

W 1920 r. ukończyła jedno z lwowskich gimnazjów i została przyjęta na studia historyczne na bardzo renomowaną wówczas polską uczelnię – Uniwersytet Jana Kazimierza (UJK) we Lwowie. Prejs została studentką Wydziału Filozoficznego i uczennicą wybitnego polskiego mediewisty, badacza historii materialnej i historii kultury – prof. Jana Ptaśnika, na którego seminarium uczęszczała. Kolegą z roku Julii Prejs był inny wybitny polski historyk – prof. Zygmunt Wojciechowski, po wojnie założyciel tzw. Instytutu Zachodniego.

W okresie studiów Julia Brystygier (ślub z Natanem Brystygierem wzięła w 1920 r.) zarabiała na życie, pracując w biurze adwokackim jako korespondentka języka niemieckiego. Już jako studentka znana była z działalności komunistycznej. Ciężko dziś ocenić, jak bardzo się w nią zaangażowała. Pewne jest tylko, że na początku drugiej dekady XX w. została wraz z mężem aresztowana za tę działalność, pozostawiając w domu maleńkiego syna Michała. Sytuacja ta bardzo mocno poruszyła studencką brać, która solidarnym protestem doprowadziła do uwolnienia Julii z więzienia.

Brystygierowa ukończyła UJK w 1926 r. Naukę kontynuowała w latach 1926–1927 na jednej z najznakomitszych uczelni świata, a na pewno Europy – paryskiej Sorbonie. Według informacji pierwszego erotomana PRL (a jednocześnie znanego konfabulanta) Włodzimierza Sokorskiego – które powtarza Sławomir Koper w książce Seksalfabet PRL – Julia miała być w tamtym okresie modelką pewnego kubisty, niejakiego Pabla Picassa. Informacja ta okazała się tak samo prawdziwa, jak wiarygodny był sam Sokorski. Jeżeli bowiem ktoś z rodziny Prejsów miał pozować do obrazów Picassa, to zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest, że była to Olga, siostra Julii.

Po powrocie do Polski Brystygierowa zdała egzaminy pedagogiczne, a w 1928 r. obroniła doktorat z filozofii. Następnie przeniosła się do Wilna, gdzie istniało bardzo wiele szkół żydowskich wszelkich maści i poziomów. Wykorzystywała tam swoje niemałe kwalifikacje zawodowe. Przede wszystkim pracowała w żeńskim Gimnazjum im. C. Epsteina oraz żydowskim seminarium nauczycielskim międzynarodowego Towarzystwa Kulturalno-Oświatowego Tarbut.

W wirze komunistycznej działalności

Jeszcze przed obroną doktoratu, wedle samodzielnie sporządzonego życiorysu naszej bohaterki, rozpoczęła ona działalność w Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom (MOPR). Jej nielegalna sekcja działająca na terenie Rzeczypospolitej nosiła nazwę Czerwona Pomoc w Polsce. MOPR podlegała bezpośrednio Międzynarodówce Komunistycznej, tj. Kominternowi, i miała na celu niesienie pomocy więźniom politycznym, ich rodzinom oraz rewolucjonistom. Zdarzało się, że organizowała także kampanie protestacyjne. Do jej rozwiązania, tj. do 1947 r., przez jej szeregi przewinęło się ok. 14 milionów osób. Ponadto od 1927 lub 1928 r. do 1930 r. Brystygierowa należała do Związku Zawodowego Nauczycieli. W 1929 r. była jednym ze współorganizatorów strajku nauczycielskiego w Wilnie, za co straciła prawo do wykonywania zawodu w szkołach publicznych i musiała zarobkować poprzez udzielanie lekcji prywatnie.REKLAMA

Wydaje się jednak, że w tamtym okresie Brystygierowa przestała już koncentrować się na swojej karierze pedagogiczno-naukowej i rzuciła się w wir polityki. Nie da się bowiem inaczej wytłumaczyć jej kolejnych ruchów, jak choćby tego, iż powróciła do Lwowa i została redaktorką legalnego komunistycznego tygodnika „Przeglądu Współczesnego”, który później polskie władze nakazały zamknąć, a ją umieściły na miesiąc w areszcie. Nie zaprzestała także pracy w lwowskiej egzekutywie MOPR. Następnie, w 1931 r., złożyła akces, rozpatrzony zresztą pozytywnie, do Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy (KPZU), która była autonomiczną częścią Komunistycznej Partii Polski (KPP). Kurs na politykę, który obrała późniejsza pułkownik można tłumaczyć jeszcze tym, iż w 1930 r. zmarł jej mąż Natan. Być może młoda wdowa uznała, że miłość do męża można śmiało zastąpić miłością do partii albo też znaleźć w niej kolejnego adoratora – członka KPZU.

Podczas swojej kariery w KPZU Brystygierowa pełniła kilka funkcji. Przede wszystkim była etatowym działaczem partii, tzw. funkiem. Za tym pojęciem mogło się kryć bardzo wiele stanowisk. Jednym z nich, które piastowała Julia, była funkcja sekretarza propagandy i agitacji, tzw. propagitu, kilku komitetów okręgowych KPZU. W którymś ze swoich życiorysów Brystygierowa napisała, że jednym z jej wielu ówczesnych zadań było zorganizowanie strajku powszechnego w Borysławsko-Drohobyckim Zagłębiu Naftowym. Konkretniej rzecz ujmując, zadaniem Julii było przygotowanie komunistycznej gazetki skierowanej do robotników i chłopów, agitującej na rzecz odłączenia Zagłębia od Rzeczypospolitej.

Swoją działalnością przyszła oficer nie nacieszyła się jednak długo, gdyż w październiku 1932 r. została wraz z grupą towarzyszy aresztowana – jak sama po latach stwierdziła – na skutek nieujawnionej prowokacji. Po procesie osadzono ją w osławionym podczas drugiej wojny światowej więzieniu Brygidki we Lwowie, tym razem na przeszło rok. W swoim lwowskim okresie komunistycznej działalności Brystygierowa przyjęła kilka pseudonimów – „Daria”, „Darka, „Kazia, „Ksenia”, „Luna” oraz „Maria”.

Po wyjściu z więzienia nie zaprzestała wrogiej Polsce działalności, co z perspektywy czasu wyszło jej na dobre. Przez pierwszych kilka miesięcy „Luna” zaczęła pracować w Komitecie Centralnym MOPR Zachodniej Ukrainy, co było niemałym wyróżnieniem. „Organizowałam tam kampanię oczyszczania organizacji moprowych z elementów nacjonalistycznych” – napisała po latach.

W 1934 r. Brystygierowa przeszła swoisty test wierności partyjnej – na krótki czas zawieszono ją w prawach członka KPZU. Powody takiej decyzji było de facto dwa. Przede wszystkim oskarżono ją o obronę towarzyszki „Stefy” Rotenberg, której zarzucono, że była agentką Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i zdefraudowała pieniądze MOPR. Drugim zarzutem, chyba zdecydowanie wówczas poważniejszym, było oskarżenie o trockizm Natana Brystygiera oraz jednego z braci Julii – Feliksa. „Luna” po latach w ten sposób opisała swoją stanowczą reakcję na wieść o sympatiach politycznych młodego Prejsa „[…] przestałam utrzymywać z bratem tym wszelkie stosunki […]”. Cytat ten znakomicie obrazuje wierność, a może i lęk młodej działaczki w stosunku do partii i towarzysza Józefa Stalina. Jak się okazało w niedługim czasie, oba zarzuty były na tyle niewystarczające, że przywrócono towarzyszkę Julię w szeregi KPZU po pół roku od jej zawieszenia. Wydaje się jednak, że – znając realia tamtych czasów – Brystygierowa musiała uderzyć się w pierś i złożyć samokrytykę.

Po powrocie do Lwowa „Luna” zaczęła pracować w Centralnej Redakcji MOPR Zachodniej Ukrainy oraz w Centralnej Redakcji KPZU. Jak sama stwierdziła w jednym z życiorysów, w związku z pełnionymi funkcjami wykonywała cały szereg obowiązków. Tworzyła między innymi Front Ludowy na Zachodniej Ukrainie, tj. koalicję partii komunistycznych z szeroko rozumianymi partiami lewicowymi. Utworzenie frontu było wytyczną VII Kongresu Kominternu dla całej Europy. Zajmowała się także sprawami chłopów i rolnictwa. Ponadto zaangażowała się dość mocno w przygotowanie oraz udział w Kongresie Pracowników Kultury we Lwowie, który odbył się w maju 1936 r. Przy tej okazji po raz kolejny udowodniła swoje ogromne talenty organizacyjne. Kongres był dużym wydarzeniem, którego celem była ochrona Polski przed faszyzmem. Tak przynajmniej twierdzili organizatorzy, co oczywiście nie miało nic wspólnego z rzeczywistością. Porównywanie II RP choćby do faszystowskich Włoch było – i jest – sporym nadużyciem. Jednak lewicowi intelektualiści, w tym wybitni twórcy – Leon Kruczkowski i Emil Zegadłowicz, postanowili bronić Polskę przed „faszystowską” sanacją.REKLAMA

Kiedy czytam założenia ideowe komunizmu epoki międzywojennej i porównuję je z późniejszym okresem, tj. latami 1939–1941, zawsze zastanawia mnie to, jakie były faktyczne opinie „starych” komunistów na pakt Hitlera i Stalina z sierpnia 1939 r. Jak zareagowała na to „Luna”? Czy była zawiedziona, smutna, rozgoryczona, może oszukana? A może doskonale rozumiała sowiecką rację stanu? Niestety, wobec braku odpowiednich źródeł, trudno to ustalić.

W 1937 r. Brystygierowa została aresztowana po raz kolejny. W życiorysie z 1944 r. napisała, iż polska policja dokonała jej aresztowania na podstawie tzw. archiwum CywińskiegoPolacy otrzymali je od służb austriackich, które przechwyciły je w Wiedniu. „Luna” stwierdziła, że dzięki temu zbiorowi akt i dokumentów udało się zatrzymać bardzo wielu działaczy KPZU, w tym jej drugiego męża – Grosfelda. Tym razem Brystygierowa nie wywinęła się sprawiedliwości – została ostatecznie skazana na cztery lata pozbawienia wolności oraz osadzona w lwowskim więzieniu. Po latach stwierdziła, że w śledztwie nigdy nie przyznała się do przynależności do KPZU ani nie podpisała żadnej deklaracji lojalności. Odróżniało to ją na przykład od jej późniejszego przełożonego, szefa polskiej bezpieki gen. dyw. Stanisława Radkiewicza. W przeciwieństwie do niego, zamiast zdradzać towarzyszy, „Luna” miała pracować w więzieniu na rzecz odsiadujących wyrok aktywistów komunistycznych, sprawując funkcję starosty lwowskiego więzienia kobiecego.

W tej sprawie relacja Brystygierowej wydaje się prawdziwa. Jak pokazuje jej biografia, do 1939 r. była ona jedną z najbardziej energicznych i oddanych sprawie działaczek komunistycznych w południowo-wschodniej Polsce. Komuniści działali na szkodę polskiej racji stanu. Robili to zatem nielegalnie, za co polska policja musiała ich ścigać, zresztą jak najbardziej słusznie. W takiej sytuacji trzeba było mocno wierzyć w utopijne idee, aby działać z takim zaangażowaniem, na bardzo niepewnym gruncie. Julii tego zaangażowania nie zabrakło także w późniejszym okresie.

Brystygierowa nie działała wówczas w żadnej partii, gdyż KPP zakończyła swój żywot w 1938 r. Była to osobista decyzja Józefa Stalina, który uznał, że organizacja ta była zbyt mocno zinfiltrowana przez funkcjonariuszy polskich służb. Uważał ponadto, że starzy kapepowcy mogli być wobec niego zbyt mało lojalni. Zdecydował zatem o rozwiązaniu KPP, a także o fizycznej likwidacji starych towarzyszy partyjnych na fali tzw. wielkiej czystki. Bardzo wielu zasłużonych dla komunizmu działaczy zostało wymordowanych na terenie ZSRS. Nie wiemy, jak potoczyłyby się losy „Luny”, gdyby nie jej zatrzymanie w 1937 r. Być może zostałaby, podobnie jak wielu jej towarzyszy, zgładzona bez skrupułów przez funkcjonariuszy NKWD. Wtedy zapewne nie pomogłoby żadne jej wcześniejsze zaangażowanie.

Ciekawostką jest, że w dokumentach i relacjach z tamtego okresu nie znalazłem ani jednej wzmianki o moskiewskich kursach czy szkołach, które mogłaby skończyć przyszła towarzyszka dyrektor. Ponadto nigdzie nie ma żadnego wiarygodnego śladu potwierdzającego jej ówczesną współpracę z organami NKWD. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda z innym bezpieczniackim tuzem – osławionym pułkownikiem Józefem Różańskim, który przyznawał się, choćby w życiorysach pisanych pod koniec wojny, do współpracy z sowiecką bezpieką. Być może w tamtym okresie Brystygierowa takiej współpracy nie podjęła i takich kursów nie ukończyła. Bez dokumentów przechowywanych w archiwach rosyjskich kwestie te pozostaną tylko w sferze domysłów. Jedynym dość luźnym śladem rzekomej współpracy Brystygierowej z NKWD jest rozmowa, którą miał przeprowadzić wspomniany Różański z innym specem bezpieki ppłk. Józefem Światłą. Różański miał powiedzieć: „Pomyślcie, towarzyszu, że ta… napisała raport na mnie. Ale tow. Luna zapomina, że ja mam dłuższą karierę w NKWD niż ona”.

Czy można w tej sprawie wierzyć Światle? Moim zdaniem nie bardzo, bowiem Różański i Światło szczerze się nie znosili i ostro ze sobą rywalizowali. Dwóch tak bardzo negatywnie do siebie nastawionych mężczyzn trudno posądzać o spoufalanie się ze sobą, o wspólne dyskusje na takie tematy i jakiekolwiek zwierzenia. Poza tym o tej rzekomej współpracy opowiadał po latach wspomniany Sokorski: „Jak mi wiadomo, radziecki wywiad zwerbował ją, kiedy przebywała na stażu w Paryżu […]”.Niestety autor tego cytatu był mało wiarygodny – jak wspomniałem już wcześniej, prawdę potrafił bardzo ubarwić. Dlatego też trudno ocenić jego słowa. Niemniej nie jest wykluczone, że „Luna” miała z NKWD coś wspólnego. Rozwiązanie tej zagadki skrywają zapewne sowieckie archiwalia… (…)

Krwawa Luna?

Dla przykładu działacz PPS Zygmunt Zaborski zeznał na słynnym procesie ubeckich prominentów – płk. Anatola Fejgina, Romkowskiego oraz Różańskiego w 1957 r.: „Trzy dni leżałem nieprzytomny, m.in. i Brystygierowa brała udział bezpośredni, potem jej nie widziałem, ale z opisu wynikało, że ona mnie też przesłuchiwała […]”. Na tym samym procesie Stanisław Szopiński ps. „Abradt” – żołnierz przedwojennego Oddziału II Sztabu Głównego Wojska Polskiego, a także członek konspiracji niepodległościowej w okresie drugiej wojny światowej, stwierdził: „[…] pani Brystygierowa, dyrektor departamentu, dr prawa, potrafiła brać metalową linię i bić po głowie, wymuszać zeznania. Nie widziałem tego, ale słyszałem”. Nie ma zatem twardych i bezpośrednich dowodów, które jednoznacznie wskazywałyby, że to właśnie „Luna”uczestniczyła w niekiedy bestialskich przesłuchaniach. Co więcej, istnieją świadectwa mówiące o tym, iż podczas przesłuchań „Luna” nikogo nie uderzyła, a w przypływach wściekłości wzywała ubeków, którzy dosyć ochoczo ją w tym wyręczali. Mimo wszystko uważam osobiście, że przydomek, jaki otrzymała, wydaje się uzasadniony. Jako szefowa odpowiadała bowiem za wszystko, co działo się w podległym jej departamencie, nawet jeśli osobiście nie uczestniczyła w bestialskich przesłuchaniach. Sama zresztą stanowczo temu zaprzeczyła, stwierdzając w jednym z wywiadów z Henrykiem Piecuchem: „[…] nie zajmowałam się detalami” oraz „Nigdy nie aprobowałam zbytniej przemocy”.

Dziwić mogą głosy osób twierdzących, że niemożliwe jest, aby wysoko postanowiona funkcjonariuszka MBP, a zarazem wykształcona humanistka mogła kogokolwiek uderzyć. To przykład bardzo naiwnego myślenia. Zdobyte kwalifikacje oraz pozycja społeczna nie miały przecież tutaj nic do rzeczy. W tym przypadku ważne były: osobowość, charakter i czasy, w jakich się żyło.

Aby utrzymać odrobinę niepewności, chciałbym odnieść się jeszcze do – tak bardzo lubianych przez niektórych publicystów – relacji Józefa Światły w Radiu Wolna Europa (RWE). Nigdzie nie ma w nich wzmianki o ewentualnych zbrodniach Julii Brystygier, choć na przykład o brutalnych metodach pracy Józefa Różańskiego można dowiedzieć się już wiele. Przypadek? Czy też może niedopatrzenie?

Kres stalinizmu musiał kiedyś nadejść, a wraz z nim zmierzała ku końcowi kariera Julii Brystygier w aparacie represji. Odwilż w ZSRS rozpoczęła się po śmierci Stalina 5 marca 1953 r. W Polsce terror zaczął nieco łagodnieć pod koniec roku, kiedy towarzysze dowiedzieli się, że główny pretendent do tytułu władcy komunistycznego świata, Ławrientij Pawłowicz Beria, został rozstrzelany, a władzę w Moskwie przejął Nikita Siergiejewicz Chruszczow. Pewną zmianę widać było choćby na odprawach dyrektorów departamentów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Na jednej z nich, w połowie czerwca 1954 r., minister Radkiewicz stwierdził dobitnie: „Odrzucamy prostackie metody, odrzucamy i piętnujemy brutalność w pracy, odrzucamy i piętnujemy wszelkiego rodzaju metody nacisku fizycznego”. Słowa te zapowiadały nadejście „Ottiepieli” (pol. Odwilży).

W lipcu 1953 r. „Luna” oficjalnie zmieniła w swoim nazwisku dwie litery. Dotąd we wszystkich dokumentach widniało nazwisko Brystygier. Ona sama podpisywała się raz Brystygier, raz Brystiger. Od lipca używała już wyłącznie drugiej wersji nazwiska, choć w niektórych kartotekach wciąż figurowała jako Brystygier.

W czerwcu 1954 r. MBP przeszło wewnętrzną restrukturyzację. Rozkazem ministra Radkiewicza nr 045/org Departament V formalnie został zlikwidowany i włączony w struktury Departamentu III. Zadaniem pracujących w nowej komórce ubeków stało się – w wielkim skrócie – zwalczanie pozostałości podziemia niepodległościowego, a także kontrolowanie partii politycznych, Kościoła, organizacji młodzieżowych i szeroko rozumianej kultury. Na dyrektora oddziału wyznaczona została towarzyszka „Luna”. Ówczesny dyrektor Departamentu Kadr MBP płk Mikołaj Orechwa pozytywnie opiniował jej kandydaturę, stwierdzając, że Brystygier była „dobrym organizatorem, inicjatywnym i energicznym kierownikiem”. Podobną ocenę wydała I sekretarz Komitetu Dzielnicowego PZPR Warszawa Ujazdów Władysława Mortas. Po zaakceptowaniu wniosku przez Sektor Kadr Wydzielonych, 17 sierpnia 1954 r. „Luna” została dyrektorem nowego Departamentu III. Wcześniej, 22 lipca, w dniu Narodowego Święta Odrodzenia Polski otrzymała także nagrodę – wieczne pióro i ołówek.

Życie po bezpiece

Po odejściu z bezpieki „Luna” pracowała w Instytucie ds. Międzynarodowych w Warszawie. Następnie pod pseudonimem Julia Prejs napisała powieść Krzywe litery, realizując wreszcie swoje humanistyczne zamiłowania. W planach miała również szereg innych książek, np. o pisarzu doby dwudziestolecia międzywojennego Emilu Zegadłowiczu. W związku z tym bywała częstym gościem Wydawnictwa Czytelnik i zacieśniała więzi z Towarzystwem Literackim. Pracowała też jako redaktor w Państwowym Instytucie Wydawniczym. Z kolei w latach 60. pisała felietony dla serwisu zagranicznego Polskiego Radia. Praca ta nie zaspokajała jednak jej ambicji.

Mimo wszystko pierwsze tygodnie po odejściu z resortu nie były dla Brystygier łatwe. Na fali odwilży chciano ją bowiem pociągnąć do odpowiedzialności za nadużycia razem z takimi prominentami jak Radkiewicz czy Berman. Prokuratorzy uznali, że trzy kozły ofiarne z grona wysokich rangą urzędników MPB – Fejgin, Romkowski i Różański – to zbyt mało. Propozycję kolejnego głośnego procesu odrzucił jednak podobno sam Władysław Gomułka. Być może pamiętał, że „Luna” kiedyś bardzo mu pomogła.

Brystygier nadal żywo interesowała się polityką i wypowiadała krytycznie na temat ekipy Gomułki czy też samego Chruszczowa, nazywając go „bluffiarzem”. Robiła to oczywiście wyłącznie w gronie najbardziej zaufanych osób, m.in. Hilarego Minca i Eugeniusza Szyra. Publicznie nie ujawniała swoich poglądów na bieżące sprawy. Ponadto nie chciała zabierać głosu w kwestii sporu sowiecko-chińskiego. Bardzo źle oceniała natomiast działalność papieża Pawła VI w kontekście pomysłu jednoczesnej kanonizacji Piusa XII i Jana XXIII. Na stopie towarzyskiej spotykała się także z byłymi pracownikami resortu, np. ppłk. Wiktorem Hererem – odpowiedzialnym podobno za śmierć legendy Szarych Szeregów por. Jana Rodowicza „Anody” – oraz płk. Leonem Andrzejewskim.

To wszystko wiemy dzisiaj, ponieważ Służba Bezpieczeństwa rozpracowywała Julię w ramach operacji „Egoistka”, prowadzonej przez blisko dwanaście lat. Wynikało to z rosnących nastrojów antysemickich w gomułkowskiej Polsce. Jej biografia pasowała jak ulał do tezy o „zażydzonej bezpiece”. Podobnie zresztą jak biografia chociażby Różańskiego i Romkowskiego. Niestety „Luna” unikała tematów antysemickiej nagonki. W bliskim otoczeniu Brystygier umieszczono zatem kilku agentów, założono podsłuch telefoniczny oraz pokojowy, prowadzono kontrolę korespondencji, a także zewnętrzną obserwację. Początkowo odmawiano jej wyjazdu do Francji, do brata, z którym miała przez lata nie utrzymywać kontaktu. W końcu jednak zmieniono zdanie. Sprawę „Egoistka” zamknięto 17 lipca 1974 r. Wówczas – jako staruszka – Julia nie stanowiła już dla ustroju żadnego zagrożenia, choć przecież nigdy nie zamierzała komunistom w czymkolwiek przeszkadzać i w zasadzie nigdy z ich rąk specjalnie nie ucierpiała. (…) Julia Brystygier zmarła 9 października 1975 r. w Warszawie.

Autor jest pracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej.

Tekst jest fragmentem e-booka Pawła Sztamy „Inteligenci w bezpiece: Brystygier, Humer, Różański” wydanego przez portal Histmag.org.


LUNA

Kategorie: Uncategorized

4 odpowiedzi »

  1. Paweł, Stalin bal się paranoicznie wszystkich wokol siebie a najbardziej najwierniejszych współpracowników, dlatego organizował niekończące się „czystki” i morderstwa.
    A Julii Brystygier w moich oczach nie usprawiedliwia nic.
    Gdy ktoś studiuje na Sorbonie filozofię na poziomie doktoratu i żyje choćby przez rok w wolnym kraju jak Francja to nie ma żadnego usprawiedliwienia zajmujac pozycje komunistycznego politruka. Gdyby ta córka aptekarzy włożyła swoj talent, prace i zaangażowanie w medycyne lub inna naukę a nie w komunizm, to mogłaby naprawdę
    „ zbawić świat”. Niestety zmarnowała życie swoje, rodziny i wielu niewinnych ludzi.

  2. Szczegóły kariery Julia nie są zbyt interesujące. Wiele zarzutjów, jak przyznaje sam autor, to historie zasłyszane od osób rzecich. Nie powinny być bez końca powtarzane. Nie zwalnia to jednak Juli od pewnej odpowiedzialności. Jej główną winą było zaangażowanie się w instytucji typu UB. Skoro wlazłeś łmiędzy wrony…. Należy pamiętać, że wypowiedzieć się z pracy w aparacie represji typu stalinowskiego nie było możliwe. Partia wielela. Odmowa równała się brakowi zaufania do linii Partii (Stalina). W hitlerowskich Niemczech można było odmówić rozstrzeliwania Zydów, nie było zbrodnią nie przyjąć „posady” jako komendant łagru w oświęciumiu. A w Gułagu odmowa była równoznaczna z degradacją do ZEKA. Komendanci łagrów Gułagu, którzy nie dostatecznie dobrze wywiązywali się ze swoich obowiązków byli rozstrzeliwani. Stalin rozstrzelał wielu generałów w pierwszym okresie wojny. Hitler dymisjonował. Rodzina zamachowca Staufenberga nie była przejśladowana. W ZSRR rodziny rozstrzeliwano lub wyszłano do Gułagu. Chciałbym widzieć historyka IPN-u w jej skórze odmawiającego wykonanie rozkazu, a rozkazy przychodziły z Moskwy. O tym należy pamiętać. Stalinowski terror zniewalał i demoralizwował ludzi. W radzieckiej strefie wpływów był jedynie jeden człowiek, który się nie bał – Stalin. Choć i to nie jest całą prawdą. On bał się własnego narodu.

  3. Ten wcale nie za długi i bardzo ciekawy artykuł jeszcze raz ukazuje , że największym przekleństwem ludzkości jest fanatyzm, nieokiełzane ambicje, i przekonanie o swojej „misji” niektorych ludzi. To nie pochodzenie , inteligencja , wykształcenie itd a właśnie te cechy charakteru stają się ich obsesją w próbie urzeczywistniania swojej wizji społeczeństwa i dają im energię, „napęd” i bezwzględność w jej realizacji , w konsekwencji robiąc z nich zbrodniarzy …

  4. Ten mocno przydługi i szczegółowy życiorys niezbyt zasłużonej kobiety nasuwa mi dwie refleksje :

    1.) Zapytanie: kogo z nas interesują te wszystkie detale z kariery pani Brystiger ?
    2.) Żadne dyplomy i doktoraty ani nawet wysoki QI nie wykluczają niestety zaślepienia ideologicznego graniczącego z kretynizmem. Nie dają tez żadnej gwarancji na humanizm.
    Smutny i nieciekawy dokument ..

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.