Uncategorized

Wlodzimierz Leder : kacik poezji

Włodzimierz Leder

Jeniec

Bitwa o wyżynę już rozstrzygnięta.
Gdzieś na bezdrożu pod kamuflowanym namiotem,
pięciu nas,
po opatrzeniu w lazarecie niegroźnych zadraśnięć,
czekamy na okazję, by wrócić do swoich jednostek.
Nie spieszy nam się zbytnio.
Rozdzieliliśmy między siebie wartę, po dwie godziny każdy
i jak skrzętne chomiki
gromadzimy sen na przychodzące tygodnie,
drzemiąc na materacach rozłożonych na ziemi.
Ja, piszę list do żony.

Na horyzoncie katiusze( broń wroga) wznoszą ogniste ściany,
dokoła cisza,
tylko co jakiś czas, pocisk zaświszczy nad namiotem
nie sposób przywyknąć do tego dźwięku
i wciąż na nowo, serce na chwilę zamiera.

Nagle, wartujący postawił nas na nogi
wskazując palcem zbliżającą się
postać w żółtawym mundurze.

Wróg.

Słaniał się na nogach. Gdy nas spostrzegł,
zatrzymał się niepewnie, podniósł ręce.
Z zarostu, z umęczonej twarzy, widać było,
że już długo wędruje.
Co z nim zrobić?
Po raz pierwszy odczuliśmy brak żandarma –
oni są przecież od takich rzeczy.

Związaliśmy mu ręce i nogi; posadzili w środku namiotu.

Po chwilowym ożywieniu wróciliśmy do własnych kłopotów.
Żreć panowie, czas najwyższy!
Ktoś rozpalił ognisko,
inny otworzył puszki gulaszu, kukurydzy, rozpakował suchary.
Nie podejrzewałbyś tyle energii w tym zaspanym gronie.
Siedliśmy do jedzenia.

Z oczu jeńca głód wołał
W ogólnoludzkim języku

Nie może przecież jeść ze związanymi rękami -
spojrzeli na mnie pytająco.
Nie abym był starszy rangą - rezerwista - byłem starszy wiekiem.
Wzruszyłem ramionami - rozwiążcie mu ręce.
Ale rada nie w smak chłopakom.
Nie należy lekceważyć wroga.

Karmili go łyżką, poili z kubka.
Jeniec posłusznie otwierał usta.

Lepiej niż by go mieli walić w mordę,
pomyślałem,
różnie bywa z jeńcami.

Wróciłem do pisania listu.

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.