Jaroslaw Kosiaty

–Wiersze, piosenki i opowiadania zbieram od czasów szkolnych. Wyszperane z najbardziej zapomnianych zakamarków opuszczonych strychów oraz zakurzonych bibliotecznych półek, znalezione przypadkowo w starych czasopismach i książkach… Wpisywane mozolnie do zeszytów aż do 1996 roku, kiedy to postanowiłem „wrzucić” je do Internetu. Tak powstała strona „Listów z krainy snów…” (www.wiersze.co). Niech ponownie ożyją i będą źródłem nadziei i siły dla innych…
Pierwszego listopada odwiedziliśmy na cmentarzach groby najbliższych. Wiele osób zamordowanych w czasie II wojny światowej nie ma jednak swoich mogił. Żyją nadal jedynie w naszej dobrej pamięci. Utrata bliskiej osoby to jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń, jakie może spotkać człowieka. Trudno jest opisać słowami ból i pustkę, które temu towarzyszą. Niektórzy próbują swoje uczucia wyrazić w muzyce. Tak powstały utwory „Tears in Heaven” Erica Claptona (czteroletni syn piosenkarza – Conor zginął śmiercią tragiczną w 1991 roku), „All of My Love” Roberta Planta z zespołu Led Zeppelin (na cześć swojego pięcioletniego syna Karaca, zmarłego w 1977 roku) czy „Requiem dla mojego przyjaciela” Zbigniewa Preisnera, napisane po śmierci Krzysztofa Kieślowskiego (zmarłego w 1996 roku).
We współczesnym świecie śmierć staje się jednak coraz bardziej anonimowa i samotna. W Szwecji niemal co dziesiąta urna z prochami nie jest przez nikogo odbierana. W Niemczech rośnie liczba anonimowych grobów – unika się wtedy opłaty.
Polski filozof i historyk religii, eseista, poeta i pedagog – prof. Zbigniew Mikołejko mówi obrazowo, że obecnie „śmierć to skandal, o którym nie wypada rozmawiać” i dodaje: „Pozostaje bowiem w prowokacyjnej sprzeczności z promowaną na wszelkie sposoby iluzją czy wręcz swego rodzaju „łże-religią” wiecznego, zdrowego i uwolnionego od troski życia – z jej szczególnymi „kapłanami” (od fitnessu i odsysania tkanki tłuszczowej), „świątyniami” (siłowniami czy spa), „rytuałami” (zdrowa żywność, niepalenie, niepicie i sporty), wizjami „raju” (wieczne wakacje na Karaibach lub na nartach w Szwajcarii).
W artykule poświęconym śmierci, zamieszczonym 29. października br. na łamach „Gazety Wyborczej” (https://bit.ly/3COXoMF), czytamy m.in.:
* * *
„Gdy u wybitnego badacza mózgu Olivera Sacksa, który sam siebie określał jako „starego żydowskiego ateistę”, zdiagnozowano nowotwór, napisał na pożegnanie: „Kiedy ludzie umierają, nie da się ich zastąpić. Pozostawiają po sobie dziury, których nie da się wypełnić, ponieważ przeznaczeniem – genetycznym i neuronalnym – każdego człowieka jest być unikalną jednostką, znaleźć własną drogę, żyć własnym życiem i umrzeć własną śmiercią. Nie mogę udawać, że nie odczuwam strachu. Jednak dominującym uczuciem pozostaje wdzięczność”.
Uosobieniem współczesnego podejścia do śmierci wydaje się Stephen Hawking i jego: „Nie ma nieba ani życia pozagrobowego dla zepsutych komputerów; to bajka dla ludzi bojących się ciemności”. Gorzej w przypadku kolejnego genialnego fizyka, również ateisty – Alberta Einsteina. Nie poznamy jego ostatnich słów, bo pielęgniarka, która się nim opiekowała, nie znała niemieckiego. Odmówił jednak operacji. Stwierdził: „Chcę odejść wtedy, kiedy sam zechcę. Sztuczne przedłużanie życia jest niesmaczne”.
Jak pisał w 1977 roku Gary Gerson, gdy wydano „Człowieka i śmierć” Ariesa: „Judaizm nie zadowala się tym, że żałoba powinna jedynie odzwierciedlać śmierć lub łagodzić żal. Pragnie, aby żałoba i symboliczna śmierć prowadziły do odrodzenia, do wzrostu: żałoba ma służyć jako rytuał przejścia”. (…)
Jednak publiczne łzy z okazji Jom ha-Zikkaron (Dnia Pamięci Poległych Żołnierzy Izraelskich i Ofiar Terroryzmu), gdy w zeszłym roku opłakiwano 23 928 żołnierzy i 3159 ofiar terroryzmu, czy Jom Ha-Szoa (Dnia Pamięci Zagłady) mogą świadczyć, że judaizm również nie chroni przed żalem. W Starym Testamencie tak naprawdę nie znajdziemy dużo pocieszenia.
Trudno nie pomyśleć w tym miejscu o wizjonerach z Doliny Krzemowej. Ray Kurzweil w oczekiwaniu na moment, gdy nauka pokona śmierć, zażywa codziennie kilkadziesiąt tabletek. Bo ludzkie lęki nie zmieniły się zasadniczo od paleolitu. Zmieniają się tylko próby ich rozwiązania.”
* * *
Wróćmy jednak do bólu, który towarzyszy nam przez wiele lat po stracie bliskich. W Genewie, w małym parku przy promenadzie Quai du Mont Blanc nad brzegiem Jeziora Genewskiego, znajduje się rzeźba „Pustka”. Ta rozdzierająca serce niezwykła bryła z brązu powstała w 2012 roku i jest dziełem pochodzącego z Rumunii Alberta György’ego.
Należący do mniejszości węgierskiej Albert György przyszedł na świat w 1949 roku w rumuńskiej Transylwanii. Pod koniec studiów w Beaux-Arts w Bukareszcie przeniósł się do miejscowości Satu Mare. Pierwsza żona artysty zmarła na raka piersi i pogrążony w bólu i samotności Albert postanowił opuścić Rumunię. Wykorzystał wystawę w Genewie, aby osiedlić się w Szwajcarii. To właśnie utrata ukochanej żony i przejmująca pustka były powodem powstania opisanej rzeźby. Na stronie serwisu totallybuffalo.com ktoś napisał: „To niesamowite dzieło pokazuje siłę miłości. Miłości matczynej. Miłości ojcowskiej. Miłości dziadków. Miłości małżonków, rodzeństwa, przyjaciół i nieznajomych. Myśl np. o utracie dziecka jest niewyobrażalna – ale dla wielu jest ona bardzo realna i według nich, ta rzeźba odzwierciedla właśnie to, co czują – pustkę.”
Moi ukochani Rodzice spoczywają na małym cmentarzu w Nowym Sączu. Wiekowa nekropolia przy ul. Rejtana położona jest na wzgórzu, z którego rozciąga się piękny widok na pobliskie, pokryte lasami pasmo górskie Beskidu Sądeckiego. Na jednym z nagrobków tego starego cmentarza znalazłem napis: „Nie czekajcie – ja nie wrócę. Nie spieszcie się – ja poczekam”.
Podobno ludzie żyją tak długo, jak żyje pamięć o nich. Dlatego staram się spisywać wszystko, co zapamiętałem z życia moich bliskich. Tak powstały artykuły:
Ostatni pacjent w kolejce
http://kosiaty.pl/jadwigakosiaty.htm
Dzielny żołnierz-weterynarz z Nowego Sącza
http://kosiaty.pl/czeslawkosiaty.htm
Niezwykły nauczyciel, przyjaciel Witosa
http://kosiaty.pl/jankosiaty.htm
Teraz pracuję nad najtrudniejszym z tekstów – na temat mojego Ojca. Jednocześnie planuję opisać losy mojej Babci – wspaniałej i dzielnej kobiety, która dzięki wielkiej miłości mojego Dziadka oraz pomocy życzliwych osób przeżyła koszmar niemieckiej okupacji.
Non omnis moriar. A moim najbliższym mówię: Do zobaczenia po tamtej stronie…
Jarek KosiatyListy z krainy snów… www.wiersze.co
Wszystkie wpisy Jarka TUTAJ
Kategorie: Uncategorized

