Uncategorized

EGZORCYZMY


Ludwik Lewin

Miałem 11, a może 12 lat, kiedy dowiedziałem się, że przed śmiercią należy wypowiedzieć zdanie Szema Israel – Słuchaj Izraelu. Co wieczór, na wszelki wypadek, gdybym miał umrzeć we śnie, wchodząc do łóżka szeptałem Szema Israel, 

Bardzo późno doszło do mnie (no cóż, z religią jestem nieco na bakier), że formuła nie jest zarezerwowana na ostatnią godzinę, przeciwnie, modlitwa odmawiana powinna być co kilka godzin. 

“Słuchaj Izraelu”, od tysiącleci powtarzane przez żydowskie pokolenia, wyjęte jest z Księgi Powtórzonego Prawa. A słowa „Pan jest naszym Bogiem, Pan jest jedyny”, wyrażają centralny charakter monoteizmu w żydowskiej wierze.

Biblijne przykazanie każe zamykać wypisane na papierze lub pergaminie Szema Israel, w przymocowywanych do drzwi pojemniczkach, jako mezuzę, lub umieszczać w tefilin (filakteriach), zakładanych przy odmawianiu pewnych modlitw.

Z tym – skromnym – przygotowaniem, długo, przez wiele, wiele lat, myślałem, że my Żydzi, mamy tylko jednego Pana, baruch haszem, a zastępy bożków, świętych i innych duchów pozostawiamy wszelkim politeistom.

Tu też myliłem się i to nawet bardzo. Dzięki wspaniałej wystawie w jerozolimskim Muzeum Izraela dowiedziałem się, że żydowskie kulty aż roją się od szatańskich postaci, duchów i innych nadprzyrodzonych bytów, na które nawet odrobiny miejsca nie powinno być w naszych wierzeniach.

A jest. I co gorsza, Szema Israel też okazuje się u początków magicznym zaklęciem zasymilowanym przez oficjalną religię. Mezuza wydaje się wskazywać, że w tym domostwie mieszkają Żydzi i rzeczywiście wskazuje. Jest to przecież również amulet, chroniący przed chorobą, złym spojrzeniem i innymi złymi przygodami, jakie czyhają na Żydów. Inaczej mówiąc, po prostu magia.

Na mezuzach i filakteriach się nie kończy. Różnych, dalekich od tory i talmudu amuletów, odpędzaczy złego uroku i innych barier przed złem codziennym i niecodziennym, nie brak w codziennym życiu żydowskim i to przez całą historię. 

Od zburzenia II Świątyni do okresu talmudycznego (VI w. przed n.e. do VI w. n.e.) powstały liczne teksty opisujące świat nieziemski, mieszkające tam kreatury, jak i dziejące się tam zdarzenia.

Jest tam nieskończona liczba aniołów, służących jako pośrednicy między Panem a ludźmi i pilnujących porządku na ziemskim padole.

To w Sefer ha-Razim (Księga tajemnic, pocz. VI w.), najstarszym tekście o żydowskiej magii, jaki dotarł do naszych czasów, odnajdujemy ezoteryczny wymiar świata naszych przodków.

Większość bytów zaludniających ten świat, nie jest niebezpieczna, ale uważać trzeba by ich nie urazić, bo wtedy wykorzystają moc szkodzenia ludziom. 

Mówi Tanach, że nie wolno chodzić do czarowników, ale – zawsze potrafimy zrobić lekki skok w bok – nie chodzi tu przecież dosłownie o czary, ale o dobroczynne praktyki.  

Nieco dwuznacznej rady udzielał Jehuda Pobożny z Ratyzbony (1150-1217), ostrzegając, że „nie należy wierzyć w przesądy, ale lepiej jest je szanować”. 

Współczesny mu Majmonides (1138-1204) potępiał natomiast bezwzględnie wszelkie magie, czary i cokolwiek się do nich zbliżało. 

Majmonides jest wielki, wciąż znany wśród Żydów i nie Żydów, Jehudę pamiętają już tylko rzadcy erudyci. A przecież to za jego wskazówką wciąż idzie o wiele więcej Żydów, pobożnych i świeckich, przesądnych i racjonalnych. No, ale czy napisane jest gdzieś, że życie nie ma być jednym, wielkim kłębkiem sprzeczności? 

Wśród zastępu żydowskich zjaw, duchów, demonów, homunkulusów i innych tworów, najbardziej i najszerzej znane to Golem i Dybuk. 

Golem, co znaczy embrion lub niedokończony, bardzo wcześnie pojawia się w żydowskiej mitologii, ale najpopularniejsza wersja, powstanie jego umieszcza w szesnastowiecznej Pradze, jako twór Maharala z Pragi (naszego mistrza, rabina Loewa).  

Olbrzym ulepiony został z gliny, by pilnować żydowskiej dzielnicy przed pogromami, do których nawoływano w związku z szerzącymi się po Pradze pogłoskami o rzekomych mordach rytualnych. 

Na czole miał Golem wypisane emet אמת, co znaczy prawda. Po zmazaniu pierwszej litery, pozostawało „met”, czyli śmierć, a twór rozpadał się w proch.

Dybuk to duch albo demon wchodzący w czyjeś ciało. Daje się wypędzić poprzez egzorcyzmy.

Zarówno Dybuk, jak i Golem swą sławę zawdzięczają przede wszystkim sztuce. Ten pierwszy dramatowi Szymona An-skiego (Szlojme Zajnwel Rapoport 1863-1920), drugi licznym wersjom filmowym, z których pierwsza powstała w roku 1915.

Dybuk, wystawiony najpierw w 1922 r. w Moskwie, przez hebrajski teatr Habima, przeniósł się wraz z nim do Tel Awiwu, gdzie sześć lat później opijano sześćsetne przedstawienie sztuki. 

Największa jest chyba polska kariera Dybuka. W Warszawie, w 1920 r. odbyła się prapremiera sztuki. Tu Michał Waszyński zrealizował w 1937 r. film Dybuk, w którym grali żydowscy aktorzy, mówiący po żydowsku. Filmy w jidysz nie były rzadkością w przedwojennej Polsce, w większości były mierne (podobnie jak i polskie), ale ten uznano za jedną z najwybitniejszych produkcji dwudziestolecia międzywojennego. Do dziś zachwycają się nim smakosze. 

Sztukę inscenizowali wysoko cenieni reżyserzy polscy i zagraniczni. Wątki Dybuka wślizgnęły się w fabuły filmów i seriali, w akcje powieści i opowiadań. Nie zdziwiło mnie więc, gdy w tym roku Andrzej Bart wydał książkę pt. Dybuk mniemany. 

1 lipca 2019 roku u autora (narrator nazywa się Andrzej Bart) zjawia się Daniel Czarewicz, który pragnie opowiedzieć pisarzowi o swym długim, niemieszczącym się w ludzkich rozmiarach, życiu. No i co z tego, w rozmiarze literackim mieści się doskonale. 

Już po niewielu stronach zrozumiałem, że to powrót żydostwa, które jako dybuk wplątuje się w Polskę. Zrozumiałem za wcześnie, ale mylne tropy to jedna z cech dobrej literatury. 

Po zamknięciu książki wciąż nie stać mnie na definicję jej dybuka.    

Również dlatego, że jest to epopeja opisująca, komentująca, tworząca jakieś 90 lat od przedwojnia do dziś.

Epopeja wielopłaszczyznowa, w której traktat filozoficzny nakłada się na powieść pikarejską, a może western, gotowy do nakręcenia zatykającego dech w piersi filmu. 

W tym filmie nie łatwo byłoby odróżnić złych od dobrych, a to dlatego, że Bart wie: świat nie jest czarno biały.

Pokazuje jak niczego nie brakowało gettowym dostojnikom i jak pod okupacją, poza murem getta, Warszawa wciąż była Paryżem Północy. I podsumowuje śmiercią szlachetnych ludzi, ratujących Żydów w masakrze wolskiej, kiedy to w początku powstania warszawskiego, służące Niemcom oddziały złożone z przedstawicieli bratnich narodów Związku Sowieckiego, nie zwracając już uwagi na aryjskość, mordowały wszystkich mieszkańców.

Autor zastanawia się nawet, czy na jakieś zrozumienie nie zasługują hieny cmentarne, wykopujące złoto wokół Treblinki. W bardziej parodyjnym nastroju i w obecności rzekomego rabina, przeprowadza apologię pana Stanisława, dozorcy, który okradł żydowskich właścicieli domu, nie oddając skarbu ich uratowanym dzieciom. 

Bart często kilkoma linijkami tworzy postacie z krwi i kości, niezależnie czy wyciąga je z rzeczywistej (cóż to znaczy?) historii, czy są tworami jego wyobraźni. A kiedy są to ludzie, których udało mu się jeszcze spotkać – wszystkiego 76 lat minęło od zakończenia II wojny – to, jak Markowi Rudnickiemu, pisze im pomniki.

Ani przez chwilę nie zanudzając czytelnika wystawianą na pokaz erudycją, w sposób naturalny, a może nawet dla wielu niezauważalny, nawiązuje do literatury i kina.

Bo Dybuk jest też książką o literaturze, refleksją nad talentem i dokonaniem. I to może właśnie ten dybuk opętał Barta, a każda jego książka jest egzorcyzmem. 

Wszystkie wpisy Ludwika TUTAJ


Pierwodruk ukazal sie w Slowie Zydowskim,

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Bardzo Ci dziekuje za Twoj jak zawsze bardzo ciekawy opis. Rabbi Yitzhak Halevi Herzog jezdzil po wojnie do klasztorow i szukal zydowskich dzieci. Podobno kiedys zakonnica zapytala go jak rozroznisz zydowskie dzieci od nie zydowskich. Rabbi Herzog odpowiedzial: nie mam z tym zadnego klopotu. Wszedl na scene i odmowil Shma Israel, Adonaj Eloheynu, Adonai Echad. Nagle dziesiatki dzieci wybuchlo placzem i rzucilo sie na scene proszac o powrocenie do rodzicow. Moja wnuczka Hannah ma 4 lata i co noc, przed zamknieciem oczu, mowi ”Shma.” Gdy jest u mnie, razem mowimy Shma.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.