Uncategorized

KOSZTOWNA PRZESZŁOŚĆ

Henryk Grynberg

W zeszłym miesiącu minęło trzy lata od mojego wygnania z domu. W tym miesiącu minęło dwa lata od sprzedania mojego domu. Przetransportowano mi tutaj do dwóch moich pokoików w domu opieki dla starców i kalek biurko z komputerem, stolik z drukarką, file cabinet, cztery półki z książkami, dwa krzesła, płaską komodę, stolik z telewizorem, dwie nocne lampki oraz dwa dywany, które nie są niezbędne, lecz przypominają mi trochę dom i odchylany fotel, z którego w tamten feralny wieczorów nie wstałem, tylko się zwaliłem na dywan.

Pozostałe meble i „household” sześciopokojowego domu i kuchni firma przewozowa umieściła w swojej przechowalni w Marylandzie, 45 minut stąd, i do wczoraj trzymała za 260 dolarów miesięcznie, w sumie przeszło sześć tysięcy. Po co? Żebym mógł do tego wrócić i żeby to mogło do mnie wrócić w nieco innych okolicznościach (patrz „Pamiętnik 4”). Dlaczego aż dwa lata? Bo tyle widocznie trzeba, by zrozumieć, że nie ma powrotów.Joseph wynajął mi U-Haul (Ty Holujesz) czyli furgon przeprowadzkowy.

Były w trzech rozmiarach, wybrałem średni. Szoferka jest wysoko, ale wspiąłem się o własnych siłach (nie przypuszczałem, że mogę). Dłuższy czas jechaliśmy drogami, które widziałem po raz pierwszy od poprzedniego mojego życia, gdy uczęszczałem tędy w celach towarzyskich (i uczuciowych). Później nic tylko bajecznie bujna zieleń gęstych drzew, bo taki wciąż jeszcze jest ten kawałek Ameryki. Przechowalnia też dyskretnie osłonięta drzewami, chociaż ciągnie się setkami yardów w wielościanie niczym Pentagon, z setkami równolegle zaparkowanych samochodów i dziesiątkami furgonów jak nasz – większych, mniejszych i różnego koloru.

Wilhelm Dichter w swojej pierwszej lub drugiej książce pisze, że pod koniec wojny stał z wujem przy kolei, którą przejeżdżał nieskończenie długi pociąg odkrytych platform a na każdej armata, jeśli nie dwie. Widzisz, to jest Rosja – powiedział do niego wuj. To jest Ameryka – powiedziałby na nieskończone rzędy furgonów, które nieustannie przemieszczają jej mieszkańców, nigdy nie przestających migrować. Podjechaliśmy pod wskazany numer, tyłem i niczym w drive-through nie trzeba było wysiadać, bo podszedł magazynier, podał kwity do podpisania i rachunek za jedną trzecią miesiąca i załadunek.

No niezupełnie drive-through, bo załadunek zajął czworgu ludziom półtorej godziny. Czworgu, bo trzech mężczyzn i kobieta, w upalny dzień (mnie w szoferce cały czas chłodził klimatyzator). Joseph, Filipińczyk, który dorywczo pracuje w moim assisted-living, jest świetnym kierowcą i wozi mnie swoim samochodem do lekarzy, którzy są poza zasięgiem małego autobusu naszej instytucji, jeździ za mnie do banku i do apteki. Jego siostra jest u nas recepcjonistką i pomaga mi wysyłać pocztę. Mieszkają w domku mniejszym od mojego byłego, więc zatrzymają tylko część mojej przeszłości, a resztę podadzą dalej. Przeszłości, która przeważnie więcej kosztuje niż tego warta.

FB

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Henryk moj drogi, brzmisz zdeprymowany i smutno mi dla Ciebie i dla siebie. Moj maz z”l twierdzil, ze cztajanie nekrologow poprawia mu nastroj.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.