Uncategorized

Czy Polacy są dobrymi ludźmi?


JAN HARTMAN

Pytanie bardzo niewygodne, lecz jednocześnie bardzo aktualne, bo właśnie pławimy się w narcystycznym samozachwycie z powodu masowej pomocy, jakiej udzielamy uchodźcom z Ukrainy. To fakt – wielu ludzi, może nawet około połowy populacji kraju, zrobiło coś bądź nadal robi dla Ukraińców. Jeszcze więcej jest takich, którzy głośno wychwalają naszą zbiorową cnotę. Pochwały są zasłużone, lecz ten jeden przypadek, przypadek Ukrainy, nie unieważnia i nie przekreśla znaczenia przykładów wręcz przeciwnych. Stanowczo zbyt łatwo przychodzi nam przekonanie, że jesteśmy wspaniałym narodem dobrych ludzi. Poza sprawą Ukraińców niewiele na to wskazuje. A przecież i Ukraińcom pomagamy, bo sami boimy się Rosjan.

Oceniając moralne naród, trzeba pamiętać o kilku rzeczach. Ocena zbiorowości jest wypadkową oceny poszczególnych jej członków. Zdanie „Polacy są gościnni” oznacza, że jest szczególnie wielu gościnnych Polaków, a nie że wszyscy czy prawie wszyscy są tacy. Uogólnienia są jak najbardziej na miejscu, bo oznaczają jedynie pewną wartość statystyczną. To jedno. Druga rzecz, o której nie wolno zapominać, to porównawczy charakter uogólniających sądów o zbiorowości. Jeśli te sądy są pochwałami, to znaczy to ni mniej, ni więcej, że dana społeczność jest lepsza od innych. Jakich innych? W domyśle – sąsiednich bądź w ogóle ważnych na tyle, że daną społeczność z nimi właśnie się porównuje. Dlatego zdanie „Polacy są narodem gościnnym” znaczy tyle, że wśród Polaków jest więcej ludzi gościnnych niż wśród wielu innych narodów, zwłaszcza sąsiednich bądź takich, z którymi zwykliśmy się porównywać.

Po tych uwagach wstępnych przejdźmy do rzeczy. Za pomoc Ukraińcom należy się nam piątka. Nie ma jednakże dowodów, że pomagamy im bardziej niż Słowacy albo Mołdawianie. Tak czy inaczej, jest dobrze. Jednak ta ofiarność względem Ukraińców, z którymi generalnie nie bardzo się lubimy (albo raczej: lubiliśmy), dramatycznie kontrastuje z naszym stosunkiem do uchodźców muzułmańskich, przedostających się do Polski przez Białoruś. Rząd brutalnie łamie prawo polskie i europejskie (nie mówiąc już o elementarnych zasadach moralnych), wydalając chorych i potrzebujących pomocy uchodźców „za druty” oraz prześladując osoby niosące im pomoc. W wyniku tej brutalnej i nieludzkiej działalności władz zginęło co najmniej 16 osób. I co? I nic. Żadnych protestów, żadnych spadków notowań partii rządzącej, żadnego społecznego oburzenia. Jak widać, uchodźców traktujemy nader wybiórczo, solidaryzując się z takimi, którzy są do nas podobni, a lękając się tych naprawdę obcych. Ich los jest obojętny prawie wszystkim Polakom, a więc również tym, którzy dziś pomagają Ukraińcom. Jesteśmy ksenofobami – chyba nie trzeba na to bardziej uderzającego dowodu.

Zresztą nie tylko obojętność na los uchodźców o tym świadczy, lecz również aktywnie przejawiana wrogość. Rząd PiS bardzo zyskał na popularności, propagując lęk i wrogość względem uchodźców i emigrantów. Widząc przyzwolenie ze strony rządzących oraz Kościoła, a nawet otrzymując realne wsparcie finansowe i organizacyjne, wszelkiego autoramentu faszyści i rasiści bardzo się w ostatnich latach zaktywizowali. Łącznie tych ludzi są setki tysięcy, a chętnych poprzeć w wyborach jawnych antysemitów jest dobre kilka procent. Jeśli dodamy do tego niesłabnący, codzienny hejt antysemicki w internecie, nie ma wątpliwości, że pod względem ksenofobii i rasizmu wyróżniamy się in minus.

Ksenofobia łączy się zwykle z pychą i poczuciem wyższości. Nie trzeba żadnych badań socjologicznych, żeby zauważyć, że Polacy w masowej skali są chełpliwi. Naprawdę myślą, że są lepsi od innych narodów – bardziej waleczni i solidarni, bardziej przywiązani do wolności i bardziej zaangażowani we wspieranie aspiracji wolnościowych innych narodów. Wszystko to są narcystyczne mity, które innych mogą odstręczać bądź śmieszyć, lecz czasami budzą wręcz grozę, gdy już dochodzi do kłamliwej rewolty wobec faktów. Polacy nic nie chcą wiedzieć o tym, jak krzywdzili Żydów, i dosłownie masowo głoszą, że przede wszystkim im pomagali, a krzywdzili jedynie nieliczni nielicznych. Obrażają się, nawet słysząc, że więcej Żydów zabili, niż uratowali. Niestety, pod względem zdolności do krytycznej samooceny oraz konfrontacji z brudami własnej przeszłości Polacy są daleko w tyle za narodami zachodniej Europy, z którymi chcieliby być na równej stopie. Daleko nam do tego moralnego przełomu w historii dojrzałego narodu, który polega na przyjęciu do wiadomości win przodków i zmierzeniu się z nimi. Nie – z całą pewnością Polacy nie są narodem intelektualnie uczciwym i samokrytycznym. Raczej jest odwrotnie – na krytykę masowo reagują wrogością.

Niestety, Polacy nie są też powiązani silną więzią społeczną, solidarni i czuli dla siebie wzajemnie. Owszem, w sytuacjach spektakularnych katastrof bądź sukcesów potrafią bardzo intensywnie przeżywać zbiorowe uniesienia. Dzieje się tak jednakże tylko wtedy, gdy chodzi o jakiś wzniosły symbol (jak papież Polak) albo połączenie symboliki z przemawiającymi do serc obrazami tragedii (śmierć głowy państwa w wypadku lotniczym). Wtedy tak. Jednakże największa w powojennych dziejach katastrofa, jaką była utrata ponad 200 tysięcy rodaków w wyniku pandemii covid-19, nie wywołała żadnych właściwie reakcji żałobnych ani w ogóle silnych emocji. Ba! Nawet ewidentna wina rządu, którego haniebne zaniechania, korupcja i nieudolność sprawiły, że straciliśmy kilkadziesiąt tysięcy ludzi więcej, niż umarłoby w razie sprawnego i etycznego zarządzania pandemią, nie wywołała żadnych reperkusji społecznych, nie mówiąc już o obaleniu rządu.

Być może nawet większość społeczeństwa nie wie, że można było uniknąć tysięcy zgonów i że nasze statystyki są porażające na tle innych krajów. Ludzi to najczęściej wcale nie interesuje, więc i nie wiedzą. Dochodziło nawet do tego, że wyczuwając społeczną obojętność, władza rozpędzała protestujących, którzy próbowali upamiętnić ofiary koronawirusa. Przyznam, że jestem zaszokowany postawą Polaków. Również w innych krajach uroczystości żałobne i upamiętnienia były dość niemrawe, lecz jednak były. W Polsce nie było nic – ani dnia żałoby narodowej, ani uroczystości. Nie waham się nazwać tego hańbą narodową.

Brak współczucia jest pochodną niskiego poziomu zaufania społecznego. Każdy zajmuje się sobą i swoimi sprawami. Śmierć w sąsiednim domu jest problemem obcych ludzi, z którymi nie chcemy mieć za wiele wspólnego. Polacy ukonstytuowali się jako naród dość niedawno (jeszcze sto lat temu większość obywateli polskich nie mówiła o sobie „Polak”, „Polka”), a narodotwórcza propaganda nie była w ich przypadku specjalnie wyszukana. Polegała na kulcie katolickim, legendach o walecznych królach, rycerzach i powstańcach, kilku utworach literackich i muzycznych, piosenkarzach, aktorach i sportowcach. II RP wykonała wielką pracę mito- i narodotwórczą, a peerelowska urawniłowka dzieła dokończyła.

Jesteśmy narodem! Tyle że w budowie narodowej wspólnoty nie wzięły udziału wartości nowoczesnego państwa, czyli demokracja, praworządność, wolność, równość. Polski naród polityczny w końcu nie powstał, choć było blisko w czasach pierwszej Solidarności oraz po roku 1989. A ściśle biorąc, to powstał, lecz jako mniejszość. To właśnie ci, którzy próbują dziś bronić demokracji i praworządności przed zdemoralizowanym reżimem Kaczyńskiego. Idzie im słabo, gdyż właśnie są mniejszością.

Nie ma silnego polskiego narodu politycznego, lecz nie ma również wspólnoty tradycyjnej, opartej na zaufaniu i obyczaju. W Polsce – bardziej niż w krajach Zachodu – trzeba wszystko zamykać, bać się hołoty, złodziei i bandytów, a napotkany na ulicy człowiek raczej jawi się jako potencjalny powód konfliktu niż życzliwa osoba, po której możemy spodziewać się dobra. Jak głęboka jest nieufność i idąca za nią obojętność, to pokazuje najlepiej tzw. społeczna znieczulica – jedyna wada narodowa, do której Polacy się przyznają. Wada? To przerażające, że w naszym kraju można umrzeć na ulicy bez otrzymania pomocy przechodniów.

O pijaństwie, hałasowaniu i śmieceniu szkoda nawet gadać. Po prostu o chamstwie mówić się nie chce. Nie możemy go jednakże nie odnotować. Ludzi prymitywnych, brutalnych, wrogich względem innych, zachowujących się wulgarnie, krzywdzących zwierzęta, zakłócających spokój sąsiadom i otoczeniu jest w Polsce z pewnością więcej niż w krajach Zachodu, a także u sąsiadów z południa. Nie wiem natomiast, czy więcej, lecz z pewnością są całe masy Polaków bez honoru. Takie na przykład ściąganie i plagiatowanie jest wśród polskiej młodzieży tak powszechne, że o ludziach, którzy tego nie robią, śmiało można powiedzieć, że stanowią chwalebne wyjątki. A podobno odziedziczyliśmy po naszych panach i prześladowcach, w dawnej Polszcze zwących się Polakami albo Lechitami, honor! Dobre sobie.

Nie, nie jesteśmy dobrym narodem dobrych ludzi. Wypadamy gorzej do tych narodów, które podziwiamy i szanujemy. Niewielka to zaś pociecha, że pewnie i tak jesteśmy lepsi od Rosjan.

Jest jednakże inna jeszcze pociecha. Zmieniamy się powoli na lepsze. Pamiętam Polskę nawet sprzed pół wieku, więc wspomnę, jak wtedy było. Uderzyć cudze dziecko? Proszę bardzo! Ponarzekać w pociągu, że Hitler nie zdążył wymordować wszystkich Żydów – ot, konwencjonalny small talk. Napisać polityczny donos na sąsiada – banalna sprawa. Trzymać psa na krótkim łańcuchu i bez budy – toż to tylko pies. Uderzyć dziecko, bo nie ukłoniło się księdzu? Mores muszą być!

Są nawet dwie pocieszające prawdy w tej moralnej tragedii. Po pierwsze, ludzie jednak się zmieniają, a po drugie, są różni. Owszem, są te masy złych ludzi, które robią nam te paskudne statystyki i przez których nie możemy powiedzieć, że jesteśmy dobrym narodem dobrych ludzi. Ale są też zwarte i wielkie środowiska społeczne, które razem stanowią cywilizowaną i względnie etyczną wspólnotę. To jakby „naród w narodzie”. Gdyby wziąć te kilkadziesiąt procent porządnych ludzi, którzy nie krzywdzą, nie biją, nie kradną, nie oszukują, nie piją, nie złorzeczą obcym, nie wspierają zdemoralizowanej ze szczętem władzy, płacącej gotówką za poparcie wyborcze, mielibyśmy naprawdę piękny naród.

Niestety, taki zabieg można wykonać tylko w myślach. To jedynie marzenie. Realnie wszyscy odpowiadamy za amoralizm i degradację społeczną wielkich mas naszych współobywateli. Jak ktoś pije, ryczy, że powywiesza innych, rzuca butelkami i kamieniami, kradnie, niszczy, urąga wszystkim lepszym od siebie i wyciąga łapę po wyborczą kiełbasę, to winienem temu jestem także ja. Bo nie zrobiłem tego, co należało, aby tamten nie był taki, jaki jest. Bo wspólnota społeczna jest wspólnotą i życia, i sukcesów, i win. Właśnie dlatego, że jedni drugich winy nosimy, czyli zdolni jesteśmy do ponoszenia zbiorowej odpowiedzialności, jesteśmy narodem. Przed nami długa droga.

Czy Polacy są dobrymi ludźmi?

Kategorie: Uncategorized

9 odpowiedzi »

  1. Pisze Jaroslaw Kosiaty
    Szanowny Panie Leonie. Przyszedłem na ten świat już po 1968 roku, więc wypowiadam się na temat ówczesnych wydarzeń w oparciu o relacje starszych przyjaciół i znajomych, wspomnienia osób, których te haniebne działania dotknęły, a także opisy ludzi, którzy z rozdartym sercem i łzami żegnali swoich bliskich i przyjaciół na Dworcu Warszawa Gdańska (i do dzisiaj nie mogą się pogodzić z utratą wspaniałych Kolegów i Koleżanek z lat młodości). Czy oczekuje Pan, że powinienem potępić wszystkich Polaków za ten tragiczny i haniebny okres? Wielu zachowało się, jak ostatnie szuje, inni bali się stanąć się w obronie skrzywdzonych i szykanowanych, nieliczni znajdowali w sobie odwagę i siłę, aby w różnej formie wyrazić swój sprzeciw. Ktoś przywoła procenty, inny już nie będzie chciał wracać pamięcią do tamtych bolesnych wydarzeń i ran, które nigdy się nie zagoją. Każdy z nas ma w swoim życiu jakiś ukryty kompas, którym się kieruje. Dla mnie są nim proste słowa filozofa i etyka – prof. Tadeusza Kotarbińskiego (1886-1981): „”Lub robić coś, kochaj kogoś i nie bądź gałganem.” Życzę miłej, spokojnej nocy. Jarek Kosiaty

  2. p. Jaroslaw Kosiaty
    A jak w tym kontekscie odnosi sie pan do tzw ” wydarzen ” marcowych 1968 ?
    Czy to dobrze swiadczy o Polakach czy raczej … ?

  3. Granatowa Policja nosila bron natomiast policja Judenratow posiadala wylacznie palki. Ilosc Zydow sluzacych w Judenratach jest nieporownywalna z Granatowa Policja, ktora nawet posiadala centrum szkolenia. Wiekszosc Zydow w policji Judenratow sluzyla dla zabezpiecznia swojej rodzinie w miare normalne warunki przetrwania. Jak ktos juz wspomial wiekszosc z nich podzielila losy innych Zydow w komorach gazowych. Porownywanie Judenratow do Granatowej Policji jest niedorzeczne i pozbawione sensu.
    W Judenratach nie brakowalo szuj i nadgorliwcow ale zjawisko takie istnialo rowniez wsrod funkcjonariuszy Policji Granatowej na o wiele wieksza nieporownywalna skale. Na temat Granatowej Policji niedawno wydano ksiazke. Polecam.

  4. J.Kosiaty, Judenraty bledna w porownaniu z Polska Policja Granatowa-przy czym wiekszosc czlonkow Judenratow zginela ,podczasgdy olbrzymia wiekszosc Policjantow Granatowych dozyla spokojnej starosci w Polsce.
    I nieskromne pytanie, olbrzymia wiekszosc Judenraatow wykonywala takie sam funkcje jak Zarzady Gmin, soltysi, Rady Miejskie , o wiele , wiele bardziej liczne iw w niezydowskiej Polsce ?
    I zupelnie falszywe jest winienie tylko PISu , wypelnia on tylko wole wyborcow polskich.
    I o Annie Frank- wiadomosc wydanie jej prze Zyda okazalo sie prawdopodobnie nieprawdziwa, wydawca ksiazki przeprosil i wycofal ksiazke wobec powaznych zarzutow wobec wiarygodnosci jejhttps://www.theguardian.com/world/2022/jan/31/apology-over-dutch-book-that-claimed-to-identify-anne-franks-betrayer
    Nie ma natomist watpliwosci kto wydal dowodce AK, Generala Grota-Roweckiego :
    Blanka Kaczorowska i Ludwik Kakstein..
    Nikt z nich nie byl Zydem, pomio radosnego trabienia o nazwisku Kalkstein

  5. Ciekawy komentarz. Jak rozumiem dzięki pieniądzom można wykupić się z poczucia winy. Spore kwoty w euro skutecznie zagłuszą wyrzuty sumienia i usuną z pobrudzonych rąk krew milionów zamordowanych kobiet i dzieci. Dlatego mamy filmy i zdjęcia ukazujące sympatycznych staruszków, zasłaniających się gazetami na salach sądowych, którzy w czasie procesów w Niemczech tłumaczą, że oni wcale nie byli w tym czasie w danym obozie koncentracyjnym, ale bili, nie zabijali, nie mordowali. A niemieckie sądy (jeśli w ogóle zdążą wydać jakiekolwiek wyroki skazujące), orzekają… kilka miesięcy więzienia w zawieszeniu (ze względu ”na zły stan zdrowia oskarżonego”). Przytłaczająca większość niemieckich morderców uniknęła w ten sposób sprawiedliwości żyjąc sobie wygodnie we własnym kraju do późnej starości i zajmując niekiedy wysokie stanowiska w administracji państwowej i samorządowej. Tak łatwo w wielu dyskusjach padają skrajne uogólnienia. Nikt przy zdrowych zmysłach nie neguje godnych potępienia przypadków kolaboracji w okupowanych krajach i udziału w mordowaniu niewinnych ludzi – jest na ten temat (zwłaszcza w Polsce) obszerna literatura, powstają cały czas filmy dokumentalne, organizowane są panele dyskusyjne. Pomijam przy tym narrację lansowaną oficjalnie w mediach państwowych, która w każdym kraju jest taka sama, tj. pomija milczeniem niewygodne i haniebne fakty z przeszłości, uwypuklając pozytywne zjawiska i wydarzenia. W oficjalnej propagandzie rosyjskiej nie znajdziemy ani jednego słowa o grabieżach, mordach i gwałtach dokonywanych w czasie II wojny światowej przez dzielną Armię Czerwoną (nie wspominając o aktualnym obrazie w rosyjskich, państwowych stacjach TV i prasie obecnej wojny na Ukrainie), w izraelskich mediach nie ma wiadomości na temat powszechnej kolaboracji Judenratów z hitlerowcami i pomocy żydowskiej policji w wyłapywaniu i dostarczaniu Niemcom na śmierć ukrywających się rodaków (a przypadki własnej denuncjacji – jak np. wydanie w ręce gestapo rodziny Anny Frank i jej znajomych – są skrzętnie latami ukrywane przed opinią publiczną). Dlatego skąd oczekiwania, że w przypadku oficjalnej, państwowej narracji w Polsce będzie inaczej niż w innych krajach?

  6. Rozumie oburzenie wielu czytelnikow tego blogu. Niewatpliwie Niemcom mozna duzo zarzucic. Niemcy jednak do swych bledow przyznali sie i prosili o wybaczenie. Probuja tez swoja wine zatrzec wyplacaniem rent i odszkodowan. Polacy w wiekszosci oburzaja sie z takimi opiniami i nie sa w stanie przyznac sie do bledow gdy mowa o mordach na Zydach. Malo tego chca (PiS) wytaczac procesy sadowe za znieslawienie Polakow. Dlatego przyrownanie Pana Jaroslawa do Niemcow nie jest calkowicie trafne. Wiele watkow, ktore porusza Pan Hartman sa prawdziwe chociaz sa tez takie, ktore nie nalezaloby tu opisywac bez wnikliwego sprawdzenia faktow historycznych przez obiektywnych historykow.

  7. Ze smutkiem przeczytałem powyższy, prowokacyjny artykuł. Rozumiem, że w następnym odcinku jego autor napisze (w ramach dziennikarskiego obiektywizmu) o Niemcach: ”Czy Niemcy są dobrymi ludźmi?” Co z tego, że przyjmują i utrzymują obecnie tysiące muzułmańskich imigrantów (w większości młodych ludzi, zainteresowanych wygodnym życiem na socjalu), jeśli ich rodzice i dziadkowie wpychali tysiącami do komór gazowych polskie i żydowskie rodziny z dziećmi i wrzucali tam pojemniki z cyklonem B. Ponadto każdy inteligenty człowiek zrozumie różnicę między kobietami z małymi dziećmi, uciekającymi masowo przed gwałtami, grabieżami i bombardowaniem osiedli, szkół i szpitali z Ukrainy do Polski, a młodymi, zdrowymi mężczyznami, płacącymi tysiące dolarów za białoruskie wizy i bilety lotnicze, aby tylko dostać się przez Polskę do Niemiec i móc wygodnie dalej żyć dzięki świadczeniom socjalnym. A deprecjonowanie olbrzymiej pomocy, ofiarowywanej bezinteresownie od wielu miesięcy przez miliony Polaków zupełnie obcym ludziom, jest po prostu żałosne. Nigdy wcześniej w historii nie było przypadku, aby kilka milionów ludzi, uciekających przed wojną, znalazło schronienie głównie w prywatnych mieszkaniach, domach i otrzymało tyle pomocy i życzliwości od zupełnie obcych sobie osób, firm i instytucji. Zapraszam autora w wolnej chwili do odwiedzenia np. wolontariuszy na dworcu kolejowym Warszawa Zachodnia. Pracuje tam mój młodszy brat, który w ciągu dnia jest wysoko wykwalifikowanym specjalistą w dziedzinie ekonomii i finansów, a nocami przyjeżdża na dworzec razem z przyjaciółmi, aby pocieszać, pomagać dźwigać bagaże, załatwiać jedzenie, bilety, noclegi i rozwozić po mieszkaniach wystraszonych, zagubionych i zapłakanych ludzi – osoby starsze i kobiety z małymi dziećmi. Łączenie ze sobą kompletnie różnych wątków i tematów. Nie znamy okropieństw wojny, przyszliśmy na świat kilkadziesiąt lat po jej zakończeniu. Rodzice nauczyli nas, jak być dobrymi ludźmi i nieść innym pomoc w potrzebie (mieli dobre wzorce, ponieważ mój dziadek – ryzykując życiem całej swojej rodziny – uratował od niechybnej śmierci młodą dziewczynę, która później została jego żoną, jego starszy brat walczył wcześniej na pociągach pancernych w V Syberyjskiej Dywizji Strzelców Polskich, a młodszy – oficer WP – także bił się dzielnie i zginął zamordowany przez NKWD w Katyniu). Dlatego nie muszę wstydzić się własnej historii. Żałosny i bardzo krzywdzący artykuł.

  8. Pisze Aleksander C
    Chrześcijanie się taką sprawą nie interesują, tylko tym co ludzie złego lub dobrego robią.
    „Nienawidź grzechu, ale kochaj grzesznika”.

  9. Pisze Wojciech S
    Kościół katolicki przez długie lata tworzył wokół własnych parafii oazy ciemnoty by się z nich utrzymywać.To właśnie na polskiej prowincji panuje nadal potężne zacofanie i prymitywne przykłady zła na tym tle.