Uncategorized

Nie miał medycznego wykształcenia. Ocalił tysiące wcześniaków

W maju 1920 roku w szpitalu na Brooklynie Marion Conlin przedwcześnie urodziła bliźniaki. Jeden z nich był martwy. Lekarz bez ogródek powiedział kobiecie, by poczekała z pogrzebem, bo drugi również nie przeżyje. Ale rodzice malucha nie poddali się tak łatwo. Przypomnieli sobie o wystawie inkubatorów, którą oglądali rok wcześniej w Atlantic City. Mieli nadzieję, że jej autor będzie mógł uratować życie ich dziecka.

Dr Martin Couney organizował wystawy inkubatorów w USA
Dr Martin Couney organizował wystawy inkubatorów w USA Foto: BRAK

Mąż Marion, Woolsey przypomniał sobie także, że ten sam lekarz założył podobną ekspozycję na Coney Island. Podczas gdy medyk ze szpitala próbował przekonać ich, że wszystko stracone, ojciec chwycił swoją ważącą niecały kilogram córkę, uciekł ze szpitala i przywołał taksówkę, mając nadzieję, że wystawa będzie mogła uratować jej życie.

Nowa książka „The Strange Case of Dr. Couney: How a Mysterious European Showman Saved Thousand of American Babies” autorstwa Dawn Raffel opowiada historię Martina Couneya, samozwańczego „lekarza”, który uratował tysiące niemowląt.

Niewiele wiadomo na temat Martina Couneya, oprócz tego, że urodził się w Prusach w 1869 roku jako Michael Cohn pochodzenia niemiecko-żydowskiego i zmienił imię i nazwisko po imigracji do Nowego Jorku w wieku 18 lat. Wydaje się, że nie posiadał żadnych medycznych referencji i chociaż często twierdził, że jest protegowanym znanego na całym świecie francuskiego lekarza Pierre’a-Constanta Budina, który spopularyzował inkubatory w Europie, nie ma dowodów na to twierdzenie.

Prawdą jest, że niezależnie od motywu, przez 40 lat był jedyną medyczną nadzieją dla rodziców wcześniaków w Nowym Jorku i poza nim. Raffel szacuje, że uratował od 6500 do 7 tysięcy istnień ludzkich.

Inkubatory zostały wynalezione w Europie pod koniec XIX wieku. Couney twierdził, że w 1896 roku Budin, prawdziwy pionier w tej dziedzinie, wysłał go, by pokazał inkubatory na Wielkiej Wystawie Przemysłowej w Berlinie. Couney uznał, że zamiast stać obok pustych maszyn o wiele lepiej byłoby pokazać, jak rozwijają się w nich prawdziwe wcześniaki. Nie wiadomo na pewno, gdzie Couney po raz pierwszy zetknął się z tymi maszynami i jak stały się one misją jego życia. Autorka książki uważa, że w ogóle nie uczestniczył w wystawie w 1896 roku, ale dowiedział się o niej i wkrótce potem związał się z inkubatorami.

Zaczęło się od tego, że Martin ruszył z maszynami w objazd po Ameryce i w 1903 roku zorganizował pokaz na Coney Island. Ekspozycja działała na tym obszarze przez następne 40 lat. Odwiedzający płacili 25 centów, aby zobaczyć wcześniaki, a pieniądze trafiały na opiekę nad nimi. Jak można się spodziewać, na początku ludzie nie za bardzo wiedzieli, jak traktować wystawę.

Zdania były podzielone.

Couney zatrudnił szczekaczy, by stanęli pod wystawą i przyciągnali klientów, krzycząc: „Nie zapomnijcie zobaczyć dzieci!” W 1922 r. jednym z jego pracowników był młody brytyjski aktor Archibald Leach, który później zmienił nazwisko na Cary Grant. Sam Martin przeistoczył się w showmana, czarującego prasę i tłum.

Jak pisze Raffel, nigdy nie miał dość rozmów z publicznością, nawet głupcami, którzy sądzili, że hoduje te „małe stworzenia” i chcieli zamawiać je dla siebie (sic!).

Ale poza całą show-biznesową otoczką, Couney na poważnie ratował wcześniaki. Wystawa była sterylna. Kiedy przybywały nowe dzieci natychmiast były kąpane, przecierane alkoholem i owijane w pieluszki, a następnie umieszczane w inkubatorze o temperaturze ok. 35,6 stopni Celsjusza lub więcej, w zależności od pacjenta. Co dwie godziny maluchy, które były w stanie ssać przewożono na górę maleńką windą, gdzie karmiły je mamki. Pozostałym dzieciom podawano mleko specjalną łyżeczką.

Choć samozwańczy lekarz nie był w stanie uratować każdego dziecka, większość pacjentów wracała do domu po kilku miesiącach. Nie można jednak zweryfikować dokładnej liczby, bo Couney nie pozostawił żadnych zapisów dotyczących swojej pracy.

Pomimo sukcesów Martina, niewiele brakowało, a przedsięwzięcie zakończyłoby się tragicznie. Kiedy St. Louis planował swoje Światowe Targi w 1904 roku, zdecydowali, że chcą wystawy inkubatorów – ale nie Couney’a. Zatrudnili kogoś, kto zaproponował najtańszą ofertę, lekarza o nazwisku Joseph Hardy, który niestety nie miał pojęcia, jak dbać o inkubatory. Wystawę otwarto na chwilę, ale to wystarczyło, by umarło 39 spośród 43 dzieci, znajdujących się w urządzeniach. Couney opublikował list otwarty w nowojorskim dzienniku, nazywając to „zbrodnią dekady” i twierdząc, że Hardy i jego personel „nie znali różnicy między inkubatorem a palarnią orzeszków ziemnych.”

Z czasem Couney zaczął pokazywać autentyczne dowody swojego sukcesu. Zwoływał zjazdy, zapraszając dzieci, które zostały ocalone dzięki inkubatorom. Czasami jego sukcesy same do niego przychodziły. Na Światowych Targach w 1939 r. podeszła do niego 19-letnia kobieta, która stwierdziła, że jest jednym z uratowanych dzieci. Nazywała się Lucille Conlin i była córką Marion i Woolsey’a. Potem została pielęgniarką.

Ratując dzieci przez dziesięciolecia Couney starał się zainteresował inkubatorami szpitale, ale one ich nie chciały. W 1940 roku zaoferował nawet wszystkie swoje urządzenia miastu Nowy Jork, ale propozycja została odrzucona. Dawn Raffel uważa, że powodów było kilka. Jednym z nich była trudność w obsłudze maszyn. Biorąc pod uwagę popularność eugeniki w Stanach Zjednoczonych w tamtym czasie, nie było też wiele współczucia dla tych dzieci. Ludzie uważali, że nie są warte ratowania.

Couney zmarł w 1950 roku w wieku 80 lat. To, że zamknął swoją wystawę zaledwie siedem lat wcześniej, jest świadectwem zarówno jego zaangażowania w pomoc dzieciom, jak i niepowodzenia służby zdrowia w podjęciu kluczowej pracy ratowania ich życia.

Dopiero w 1943 roku Szpital Cornell w Nowym Jorku otworzył pierwszą w mieście stację z inkubatorami dla wcześniaków. W tym samym roku dr Martin Couney zorganizował swoją wystawę po raz ostatni. Powiedział, że jego misja została wykonana.

Nie miał medycznego wykształcenia. Ocalił tysiące wcześniaków

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Pisze Eryk Piasecki
    Dodam, że utrzymanie przy życiu wcześniaka wymaga bardzo precyzyjnej kontroli temperatury i ciśnienia powietrza wewnątrz inkubatora. Jeszcze 60 lat temu stabilizacja tych parametrów była robiona ręcznie i wystarczyło, że pielęgniarka się zagapiła i dziecko traciło bezpowrotnie wzrok wskutek zniszczenia nerwów prowadzących z oczu do mózgu. Mój kolega miał takiego biedaka-wcześniaka…Kiedyś czytałem o tym w Scientific American, więc nie dotyczyło to tylko PRL.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.