
Widziałem posiwiałego mistrza Władysława Kozakiewicza z olimpiady moskiewskiej, występującego w reklamie jakiegoś mydła lub powidła. Gromada rozbawionych ludzi prosiła złotego medalistę w skoku o tyczce: „Władek, pokaż nam , jak to w Moskwie pokazałeś ruskim gest Kozakiewicza”. I mistrz zbierał się w sobie, napinał prawy biceps, a potem otwartą lewą dłonią, oplatał go szybkim ruchem: „Tu się zgina ręka pingwina!” I wszyscy zebrani bili brawa na cześć jakiegoś produktu galanterii mydlanej. Żenada.
Uwielbiana przeze mnie i przez większość Polaków tenisistka z Raszyna też występuje w idiotycznych reklamach i pokazuje nabywcom, na przykład, napoje, których nie chciała nawet skosztować, bowiem spożywania nieznanych substancji wzbrania jej regulamin zawodowej sportsmenki. Iga Swiątek ma zwyczaj całowania swej prawej ręki po każdym udanym winnerze i wściekle okłada się rakietą po nogach, kiedy słabość w kończynach nie pozwala jej dogonić piłki wystrzelonej zza siatki z niedosiężną prędkością. Niekiedy w zapale bojowym wykonuje ruch nazywany nad Wisłą „gestem Kozakiewicza”, ale nikomu jeszcze nie przyszło do głowy powiedzieć, że jest to protest tenisistki przeciwko zbrodniczym działaniom Putina w jej umiłowanej Ukrainie.
Czy nasz złoty medalista z Olimpiady w Moskwie naprawdę wykonał „gest Kozakiewicza”?
30 lipca 1980 roku Władysław Kozakiewicz zdobył złoty medal. W konkursie skoku o tyczce gospodarze, co zrozumiałe, oklaskami dopingowali Konstantina Wołkowa. Jednak jego polski przeciwnik musiał pokonywać kolejne wysokości przy gwizdach z trybun. „Kiedy za drugim podejściem pokonał poprzeczkę na wysokości 5,74 m, odwrócił się do publiczności i pokazał jej zgiętą w łokciu rękę.” – podaje Wikipedia. Nieprawda; Kozakiewicz odwrócił się w stronę poprzeczki, a w stronę publiczności wyszczerzył zęby. W tym geście kibice dopatrzyli się „takiego wała, jak Polska cała!”. Wołkow nie przeskoczył już Kozakiewicza i razem z Tadeuszem Ślusarskim zdobył srebrny medal. Kozakiewicz natomiast z powodzeniem zaatakował wysokość 5,78 i ustanowił rekord świata.
Dla Polaków ten gest stał się symbolem oporu wobec ZSRR i ambasador sowiecki w Warszawie Boris Aristow, nie bez pewnej jak gdyby słuszności, stwierdził, że gest Kozakiewicza obraża cały naród radziecki i domagał się jego dożywotniej dyskwalifikacji tudzież odebrania medalu. Do szefa polskiej ekipy tyczkarzy w Moskwie telefonował Edward Gierek z pytaniem, dlaczego Kozakiewicz pokazał „takiego wała”. Ostatecznie ustalono oficjalną wersję, według której było to normalne zachowanie tyczkarza po każdym udanym skoku.
Diabeł najchętniej tkwi w szczegółach. Fotografię pstryknięto po przeskoczeniu wysokości 5,74 m, gdy Kozakiewicz zdobył już tytuł mistrza olimpijskiego, ale przed podniesieniem poprzeczki na wysokość 5,78, która dała mu tytuł rekordzisty świata. Po tym rekordowym skoku publiczność moskiewska już nie gwizdała, lecz nagrodziła wyczyn skromnymi, zawszeć sympatycznymi brawami.
Spośród dziesiątków fotografii najbardziej zaimponowało mi zdjęcie, na którym nie widać, żeby mistrz pokazywał „wała” w triumfalnym wyskoku, lecz za to doskonale demonstruje się układ rąk. Kozakiewicz jest świadom piękna swojej muskulatury i jak kulturysta, za przeproszeniem, wystawia ją na widok publiczny. Pięść nie jest wymierzona w nos publiczności, lecz skierowana ku górze i jakby zawieszona za uchem. Lewa dłoń miłośnie obejmuje prawy biceps, jakby w podziękowaniu, że przy pomocy tyczki wyniósł skoczka nad poprzeczkę. Najważniejsze na tym zdjęciu są jednak białe zęby i rozpromienione oczy, bo w szerokim uśmiechu ukazują bezbrzeżną radość Kazakiewicza z odniesionego sukcesu.
Zatriumfowała jednak szowinistyczna wymowa „gestu Kozakiewicza” i, co najgorsze w tym wszystkim , mistrz olimpijski na koniec sam uwierzył, że pokazał moskwiczanom „gdzie się zgina ręka pingwina”.
Siedziałem bezpiecznie przed telewizorem, gdy były szef CBA Mariusz Kamiński, korzystający jeszcze z wolności, z wysokości ław poselskich wykonał w moją stronę „gest Kozakiewicza” i przywalił swoją piąstką prosto w mój nieogolony pysk. Boleśnie odczułem tę zniewagę, lecz pocieszyła mnie świadomość, że to już koniec ery prezesa Kaczyńskiego, przypieczętowany przez nierozważne zachowanie byłego szefa CBA, czego opinia publiczna już mu nie wybaczy. Od tej pory nad Wisłą będzie się mówiło, że na olimpiadzie w Moskwie Kozakiewicz wykonał „gest Kamińskiego”. W ten oto sposób, kuchennymi schodami Kamiński wszedł do Historii i do języka polskiego, lecz nie na długo. 7 lutego tuż po godz. 10 rano, podczas szarpaniny ze strażą marszałkowską przed wejściem do Sejmu RP, były minister wojny Antoni Macierewicz zwinął w pięść palce prawej dłoni i z całej siły przywalił Mariuszowi Kamińskiemu w szczenę. Wykrzywiona z bólu twarz byłego posła, pokazana we wszystkich telewizjach, w dziesiątkach gazet i w tysiącach memów internetowych, sprawi, że do języka i Historii przejdzie „gest Macierewicza”. Macierewicz chciał dobrze, celował w oblicze wroga, odzianego w mundur straży marszałkowskiej.
Chłop wali, ale to Pan Bóg steruje pięścią!
W pisowskiej telewizji „Republika” chyba przez cały dzień nadawano „program specjalny”, w którym pokazywano zamach marszałka Hołowni na parlamentaryzm w Rzeczypospolitej. Ekran podzielony był na dwie części; w lewej połówce występowali komentatorzy, w prawej ciurkiem toczyła się bójka. Nagranie wideo tak było sklejone, że kilka razy zobaczyłem tę samą scenę, w której byłym posłem i więźniem politycznym demokratycznego reżimu, Maciejem Wąsikiem, tłum pogrywał sobie w „dwa ognie”. I jak tu zachować godność osobistą, gdy posłowie PiS, dowodzeni przez byłego ministra wojny, popychali obywatela Wąsika w stronę szpaleru umundurowanych strażników, a strażnicy odrzucali świeżo uwolnionego „więźnia politycznego” w kierunku pisowskiego szyku poselskiego…
Widowisko pierwszej klasy. Nie dziwota, że TV „Republika” wzrosła oglądalność.
Jakub Kopeć
Wszystkie wpisy Jakuba TUTAJ
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

