
Któż byłby tym zaplutym karłem reakcji, z którym Tuskowi przychodzi toczyć zaciekłe boje, jeśli nie byłby nim prezes Jarosław Kaczyński? Tusk z mocy definicji jest „liberalnym konserwatystą”, cokolwiek taki termin mógłby oznaczać. Z powodu mojego odchylania narodowo-judaistycznego nie mogę mu zapomnieć, że mocno przyczynił się do utrwalenia nad Wisłą kultu endeckiego ideologa Romana Dmowskiego, i to za jego rządów ustanowione zostało państwowe święto Żołnierzy Wyklętych, organicznie związane z oddawaniem czci żołnierzom Brygady Świętokrzyskiej, wsławionej ochotniczą pomocą w eksterminacji Żydów w czasie II wojny światowej.
Jaki był drzewiej, przed chwalebnym epizodem w Brukseli, prawie nikt już nie pamięta, bo jest prawdą niepodważalną, że po sześcioletnich studiach na unijnym uniwersytecie, Tusk powrócił do kraju mocno odmieniony, uczesany, ucywilizowany, przesiąknięty europejskim duchem Praw Człowieka i tak dalej i temu podobnie. Ale po odniesieniu spektakularnego triumfu nad skorumpowaną kliką Zjednoczonej Prawicy, jako premier rządu Donald Tusk spuszcza z tonu. Już nie jest tak nieprzejednanym zwolennikiem aborcji na życzenie do dwunastego tygodnia, jakim wydawał się być tuż przed wyborami. Opadła z niego wola ustanowienia szkoły bezwyznaniowej i przygasł zapał do sekularyzacji państwa. Wzmógł się natomiast zapał do rozliczeń z pokonanymi przeciwnikami politycznymi.
Rozumiem potrzebę powołania sześciu sejmowych komisji, z których trzy ustanowione najwcześniej, już po kilku miesiącach stały się nudnym i żenującym widowiskiem dla gawiedzi. Publicznie, na oczach umiarkowanie licznej widowni telewizyjnej, przeczołgano przed kamerami pomniejszego ministra Sobonia, którego komiczną postać wykreowano na znaczącą figurę w kręgach kierowniczych Zjednoczonej Prawicy. Nie powiodło się natomiast zderzenie Komisji Sejmowej z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Prezes PiS drwił w żywe oczy z członków komisji i , choć jest dżentelmenem całującym niewiasty po rączkach, przewodniczącą komisji potraktował z buta. Nie spadła nań za to najskromniejsza choćby kara dyscyplinująca. W terminie mocno spóźnionym przewodnicząca komisji sejmowej ds. inwigilacji „Pegasusem” odgraża się, że prezesa nakłaniającego swoich komilitonów do niestawiania się na wezwania Komisji, doprowadzi na miejsce dla świadków choćby siłami policji.
Co skłoniło Donalda Tuska do powierzenia mecenasowi Romanowi Giertychowi misji
powołania Zespołu ds. Rozliczeń PiS? Polityk Giertych, wsławiony przewodniczeniem organizacji ultra-prawicowej o nazwie „Młodzież Wszechpolska” i liderowaniem partii Liga Polskich Rodzin, która utworzyła pierwszy rząd Braci Kaczyńskich w koalicji z PiS i „Samoobroną” Andrzeja Leppera, sprawdził się jako nadzwyczaj skuteczny adwokat obroną m. in. Donalda Tuska, ściganego przez prokuratorów ministra Ziobry w sprawie afery banku Amber Gold. Ale próba umieszczenia Giertycha na liście Platformy Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych 2023 roku, spotkała się z ostrym protestem wewnętrznym w partii Donalda Tuska. Jednym z najczęściej powtarzających się zarzutów był atawistyczny, wyssany z mlekiem matki antysemityzm nieodrodnego syna i wnuka naszych najwybitniejszych w dziejach żydożerców, ojca Macieja i dziadka Jędrzeja Giertychów. I co zrobił z tym fantem nasz najbardziej utalentowany i pełen politycznego wdzięku intrygant? Wykreślił inkryminowane nazwisko z listy Koalicji Obywatelskiej, lecz gdy tylko Jarosław Kaczyński ze swoim kandydowaniem do sejmu uciekł z Warszawy do okręgu świętokrzyskiego, sięgnął po osobę swojego mecenasa już nie całkiem poważnie, lecz jakby dla żartu. „Nie chciał Kaczyński konfrontacji w debacie ze mną w Warszawie, to będzie miał konfrontację z Giertychem w Kielcach”- zatweetował premier Tusk na Platformie X.
Przekonany jestem, że ogładzony w Brukseli premier Tusk, dzielnie walczy z siedzącym gdzieś głęboko w jego wątpiach malutkim i prawie że nieszkodliwym „karzełkiem reakcji”, niekiedy tylko ponosząc drobne porażki. No bo czym wytłumaczyć jego klęskę w bojach z polskim chłopstwem skupionym m. in. NSZZ „Solidarność” i zbratanym z robotnikami z NSZZ„Solidarności” pracowniczej przewodniczącego Dudy? Miał Tusk w ręku wszystkie potrzebne atuty, żeby chłopski protest rozbić i unieważnić. Po pierwsze mógł ułapić za poły marynarki przewodniczącego Dudę i przekonać go, że Zielony Ład zaakceptowany został w Brukseli nie przez kogo innego, lecz właśnie przez prezesa Kaczyńskiego, z którym syndykaliście Dudzie jest tak dobrze i po drodze. Po wtóre mógł Tusk oślepić związkowca Dudę, podsuwając mu przed oczy listę firm kosmicznie wzbogaconych na handlu zbożem ukraińskim, tak ochoczo wpuszczonym na polski rynek przez byłego premiera Morawieckiego. Akurat sporządzenie takiej listy jest zadaniem dziecinnie łatwym, więc dlaczego afery zbożowej autorstwa Zjednoczonej Prawicy nie wykorzystał liberalny Tusk dla uśmierzenia buntu chłopów, blokujących w „stanie przedwojennym” przejścia graniczne do Ukrainy na swoich pięknych i potężnych traktorach?
Nasuwa się racjonalne przypuszczenie, że na liście profitentów afery zbożowej, obok biznesmenów związanych z PiS, znaleźliby się liczni rolnicy wielkogabarytowi, sympatyzujący z politykami PSL, a niewykluczone, że również przedsiębiorcy entuzjastycznie popierający Koalicję Obywatelską…
Nie do pozazdroszczenia jest sytuacja w jakiej , bez najmniejszej w tym swojej winy, znalazł się rząd Koalicji 15 Października. I jakby na ratunek dla formacji pogrążonej w tarapatach przyszedł sędzia Szmydt, wybierając wolność w ramionach batiuszki Łukaszenki. Szpieg białoruski i putinowski tkwił w samym centrum władzy kaczystowskiej i trudnił się między innymi dostarczaniem materiałów dla grupy hejterskiej pod rozkosznym kryptonimem „Kasta”, opluwających i obrzucających błotem sędziów i prokuratorów , stawiających opór „deformie sądownictwa” według projektu ministra Ziobry, szytej pod gust Jarosława Kaczyńskiego. Nareszcie ! Nareszcie znalazł się pretekst do ogłoszenia w sejmie przez premiera Tuska projektu reaktywowania działalności powołanej przez władzę Zjednoczonej Prawicy, niesławnej Komisji do Zbadania Działalności Prorosyjskiej, nakierowanej w szczególności, a może nawet wyłącznie, na osobę premiera Tuska, który ściskał się przecież z premierem Putinem na lotnisku przed setką trumien członków delegacji na obchody rocznicy Zbrodni Katyńskiej, poległych w cywilnej katastrofie lotniczej wraz z Parą Prezydencką. Putin tymczasem pojawił się na lotnisku przez kurtuazję wobec pogrążonego w bólu premiera kraju sąsiedniego. Tusk zaś mógł być do głębi serca wstrząśnięty rozmiarami nieszczęścia i śmiercią kilkorga przynajmniej bliskich przyjaciół.
Jarosław Klaczyński w związku z projektem reaktywacji „komisji do spraw wpływów” popadł w przerażenie i panikę. Roman Giertych odczuł natomiast niezadowolenie, ponieważ tym sposobem, z powodu uwiązania do Zespołu ds. Rozliczeń, ominęła go szansa zaprowadzania w Polsce tak dlań wymarzonego ładu moralnego na wzór i podobieństwo Komisji ds. Działalności Antyamerykańskiej Josepha McCarthy’ego.
Pogoda nie sprzyja liberalnemu Tuskowi. Gdy już rozluźniły się korki przy przejściach granicznych, powodowane przez traktory protestujących rolników, seria spektakularnych pożarów wstrząsnęła opinią publiczną. Jeden za drugim zapalały się całkiem nielegalne, albo też półlegalne składy niebezpiecznych odpadów, a imponujący pożar gigantycznej hali targowej przy Marywilskiej w Warszawie rozpoczął się jednocześnie w kilkunastu ogniskach, co może wskazywać na sabotaż. Szpiedzy i dywersanci hulają po Polsce, a tymczasem liberalna i konserwatywna władza toczy boje z użytkownikami „Pegasusa” z łona odsuniętej od władzy Zjednoczonej Prawicy, zamiast skorzystać z doświadczeń poprzedników w inwigilowaniu podejrzanych środowisk i poszczególnych osobników, stwarzających zagrożenie dla ładu publicznego.
Istnieje pilna potrzeba wznowienia umowy licencyjnej na użytkowanie izraelskiego „Pegasusa”, bez czego działania operacyjne kontrwywiadu skazane będą na niepowodzenie. Tymczasem dyplomacja polska podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku zagłosowała za rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ w sprawie zwiększenia uprawnień Palestyny w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Takie głosowanie w zasadzie nie przynosi nikomu wstydu, lecz stwarza liczne niewygody. Na przykład trudno będzie odnowić licencję na „Pegasusa”, gdy podnosi się w rękę w głosowaniu przeciw prawu Izraela do samoobrony. Ameryka chytrze powstrzymała się od głosu, a my przypaskudziliśmy sobie relacje z krajem napadniętym przez terrorystów.
Palestyna, jakby na sprawę nie patrzeć, jest tworem terrorystycznym. Skala tego, co stało się 7 października przekroczyła wszelkie nasze dotychczasowe doświadczenia i wyobrażenia. Bo jak porównywać wydarzenie z 7 października z atakiem na dwie wieże WTC w Nowym Jorku, w którym terroryści szli na śmierć nie stawiając żadnych żądań, albo z atakiem terrorystów czeczeńskich na moskiewski Teatr na Dubrawce, w którym terroryści próbowali z władzami rosyjskimi negocjować?
W początkowej fazie akcji na Izrael bojownicy Hamasu ze szczególnym okrucieństwem zamordowali grubo ponad tysiąc osób cywilnych, w fazie końcowej uprowadzili do swych podziemnych kryjówek ćwierć tysiąca izraelskich cywilów jako zakładników. Jako pacyfistycznie usposobiony cywil, nie mam prawa mądrzyć się w kwestiach militarnych. Dlatego przypomnę, że wśród głosów roztkliwionej europejskiej i światowej opinii publicznej, oburzonej barbarzyńskim użyciem przez rosyjskich antyterrorystów gazu paraliżującego „Nowiczok”, co skutkowało pozbawieniem życia wszystkich czeczeńskich bojowników w Teatrze na Dubrawce i otruciem dużej liczby Bogu ducha winnych osób spośród publiczności, całkiem niesłyszalny był głos naszego polskiego generała Sławomira Petelickiego. Twórca i dowódca formacji „Grom” powiedział, że akcja rosyjskich komandosów przeprowadzona została z zachowaniem wszelkich reguł sztuki!
Nie należy liczyć ilu niewinnych przez nieostrożność zabił „nowiczok”, użyty przez rosyjskich komandosów, trzeba pomyśleć ilu osobom ocalił życie. Nie wątpię, że nieżyjący generał Petelicki byłby optował za zmuszaniem Hamasu przez armię izraelską do bezwarunkowej kapitulacji. Kapitulacja i więzienie, albo śmierć. Wybór należy do Palestyńczyków., których Hamas używa w charakterze żywej tarczy, a oni z tym się godzą.
Jakub Kopeć
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


Wygląda jak subtelny imperializm UE. A może nawet nie subtelny. Ale to tylko wrażenie zewnętrznego obserwatora który o współczesnej Polsce nie ma pojęcia.
Pocieszny artykuł.
Te zawiłości polskiego teatru intryg mają tylko na marginesie do czynienia z Izraelem. PiS jest nadal najwieksza partia w Polsce a koalicja ad hoc która rządzi na czele z Tuskiem jest nienaturalnym zlepkiem często sprzecznych interesów.
super blog
tylko sprawdzam czy można napisać komentarz
No, to byl Tusk ktory zainicjowal panstwowe wielbienie NSZ..
Czy to dlatego ze jego ojciec byll w Wehrmachcie, jak 500 000 innych Polakow ?
Autor nie powinien sie martwic ze Izrael wycofa licencje Pegazusa dla Polski.
Po pierwsze szmendrki izraelskie chetnie sprzedaja najbardziej zaawansowana technologie smiertelnym wrogom tez, po drugie ze to prawdopodobnie nie ma znaczenia, Polacy jak Chinczycy nie martwia sie ”intelectual property”, specjalnie wtedy kiedy chodzi o taki produkt.
” Pegazus” o byl prawdopobnie ostatni high-tech produkt z Izraela, teraz caly wysilek musi isc na produkcje bomb, karabinow, itp., moze nie najbardziej high-tech ale konieczne wobec obudzenia sie do zdrady przez Ameryke