Uncategorized

Modlitwa za wniebowstąpienie Panjezuska

  Jan Jakub Kopec

    W czynnym życiu byłem  zaledwie reporterem, czyli dyletantem zawodowym. Chociaż po ciężkich  i długich cierpieniach udało mi się w końcu uzyskać polonistyczne magisterium na Uniwersytecie Warszawskim, to jednak główny kanon poetycki poznałem niezbyt ściśle, dlatego dziwię się, że na ten temat ciągle jeszcze myślę. Rym  w tym zdaniu jest nieprzypadkowy i pochodzi z wiersza Joanny Kulmowej, który sprawił, że  Zbigniew Mitzner redaktor naczelny „Szpilek”, na wiele lat przed Marcem 1968 stracił posadę za jego wydrukowanie.  Miejsce Mitznera zajął Arnold Mostowicy,  zwolniony ze stanowiska po marcu 1968 z przyczyn powszechnie zrozumiałych. Fakt, że w tak trudnym momencie dziejowym Partia, nieomylna w swej zbiorowej mądrości,  kierowanie „Szpilkami” powierzyła Krzysztofowi T. Toeplitzowi, komuniście, który swoim burżuazyjnym pochodzeniem żydowskim w sposób jawny się szczycił – zdaje się świadczyć, że reżim gomułkowski doskonale zdawał sobie sprawę z tego oczywistego faktu, że do  przywództwa duchowego w Polskiej Satyrze najzdatniejsi są pisarze żydowskiego pochodzenia, albowiem tylko oni, z racji borykania się z podwójną tożsamością, żydowską i polską, w dostatecznym stopniu posiedli ironiczne poczucie humoru. 

   Bluźnierczy dwuwiersz Kulmowej brzmiał tak:

        „WKPb znam niezbyt ściśle,

         po prostu wstydzę się, że myślę”

   A cóż to za instytucja, WKPb? „Krótki kurs  historii Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików)” był w czasach sowieckiej inkwizycji świętą biblią dla działaczy i członków PZPR, jej poszczególne wersety dobrze było znać na pamięć!

  Ciocia Joanna , skazana na milczenie zanim jeszcze stała się prawdziwą Poetką,  przypomniała mi się podczas lektury bardzo interesującego wpisu do bloga „Reunion 69”, traktującego o pośpiesznej i krótkotrwałej miłości Barbary Drapczyńskiej i Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Od razu postanowiłem zanieść kwiaty na świeży grób Poetki, zmarłej przed sześcioma laty cioci Joanny.

      Nie wiem w jakich kwiatach gustował wujek Jan Kulma. Wiem natomiast, że ciocia Joanna  uwielbiała gladiolusy, bo przy różnych odświętnych  okazjach wujek wysyłał mnie do kwiaciarni na rogu Koszykowej i Emilii Plater po bukiet mieczyków. Wysyłał mnie,  uporczywego buntownika i osobnika niepodległego, po kwiaty i nigdy nie spotkał się z odmową, chociaż moja ślubna Bella czyniła mi z tego powodu wyrzuty. W jej mniemaniu Kulmowie nadmiernie się mną wysługiwali, jej zdaniem byłem u Kulmów chłopcem do wszystkiego; podaj, przynieś, pozamiataj.

     Moją największą dla Kulmów posługę ślicznie odmalował wujek Janek w książce wspomnieniowej „Dykteryjki przedśmiertne”, dystrybuowanej przez „Wydawnictwo Literackie”, lecz wydane w moim niszowym „Wydawnictwie JJK”, och przepraszam, w „Wydawnictwie Jana Jakuba Kopcia”, bo takiej okolicznościowej zmiany nazwy zażyczył sobie autor.  Jan obawiał się, iż czytelnicy jego przepysznych „Dykteryjek” pomyślą sobie, że inicjały JJK przynależą nie do pojedynczego Jana Jakuba Kopcia, lecz do znakomitej pary artystów, Joanny i Jana Kulmów, odznaczonych najwyższymi państwowymi orderami, tudzież uhonorowanymi , odpowiednio, Złotym i Srebrnym medalem Gloria Artis, nadawanym wedle uznania ministra kultury wyłącznie artystom wybitnym. Kulmowie są na świeczniku, Kulmów nie wydaje się na prawach rękopisu w formie samizdatu!

        Wspomina Jan Kulma:

   „Jerzy Duda Gracz przeczytał poemat Joanny „Jak to Panjezusek  Cierniowy po świecie przepatrywał” i z miejsca zaczął szkicować do tego ilustracje.  Potem cały tekst ręcznie napisał gotyckim liternictwem, dodał kilkanaście malarskich kompozycji i wydał pięćdziesiąt numerowanych  egzemplarzy techniką litografii. (…) Po latach zachwycił się tomikiem Cezary Windorbski , prezes wydawnictwa „Twój Styl”. I wydał go w formie reprintu.”

    Cezary Windorbski był i nadal jest wielkoformatowym wydawcą, dla którego Książka jest rzeczą świętą i wartą grzechu. Nikt inny nie wydałby mi, tuż po przemianie ustrojowej, książki pt. „Dossier Generała” („Twój Styl” W-wa 1992), w której z desperacką odwagą, ale podobnie jak i wiceprezydent USA George Bush podczas wizyty w Polsce w 1986 roku, utrzymuję, że Jaruzelski stanem wojennym uratował Polskę przed sowiecką masakrą, jakiej dziś doświadcza Ukraina ze strony Rosji. Windorbski doskonale zdawał sobie sprawę, że wprawdzie cenzura na Mysiej uległa likwidacji, lecz nadal istnieje cenzura kościelna i jeszcze groźniejsza autocenzura urzędników państwowych. Miał jednak odwagę ryzykować. Cały olbrzymi nakład „Dossier generała” przy piskach i zgrzytaniu zębów kombatantów nieprzejednanych, sprzedany został w ciągu tygodnia! Natomiast „Panjezusek” cioci Joanny natrafił na mur nie do przebicia. Nie było formalnego kościelnego zakazu, a jednak po tygodniu wszystkie hurtownie jak jeden mąż zwróciły cały nietknięty nakład do wydawcy. Windorbski dowiedział się tyle od dystrybutorów, że biskupom nie spodobały się niektóre litograficzne  malunki Dudy-Gracza, a zwłaszcza karykaturalny wizerunek dupiastego księżula pod napisem „Ecce homo!” na wielkim drewnianym krzyżu.

    I dalej wspomina wujek Kulma w swoich „Dykteryjkach”: 

    «Żeby było jeszcze zabawniej, poszliśmy do Windorbskiego i on sprzedał nam cały nakład za „symboliczną złotówkę”. Daliśmy to Wydawnictwu JJKopcia (naszego powinowatego), który rozsprzedał książkę z zyskiem i jeszcze na dodatek zrobił najlepszy kawał: dal ogłoszenie w piśmie Urbana „NIE”. Byliśmy przerażeni, bo tego pisma się nie czyta, nie uchodzi. A Urban do reklamy dodał swój komentarz o wybitnej  katolickiej pisarce (to niby Joanna). Nie tylko nie wziął pieniędzy za tę reklamę, ale wpłacił na konto Joanny „Nagrodę Urbana VII” . Niezły dowcip!»

      Troszkę szkoda, że w znakomitej książce pt „Urban”, autorstwa Doroty Karaś i Marka Sterlingowa, wśród rozlicznych zabawnych facecji redaktora tygodnika NIE, tak przepięknie wykorzystanych przez Adama Ferencego w krakowskim przedstawieniu teatralnym pt. „Urban. Idę po was…”, zabrakło miejsca dla jego nagrody imienia papieża Urbana VII, bo przecież ta nagroda oddaje  samą istotę niezgody na bezprzykładną wolność słowa w kraju, w którym nie ma już państwowej  cenzury na Mysiej, ale jest za to jeszcze mocniejsza, bo na wpół tajna i całkowicie kapturowa cenzura kościelna, której ochoczo, acz nielegalnie, poddają się nie tylko instytucje państwowe, lecz także całkowicie  prywatne wydawnictwa, jakim dla przykładu  jest „Twój Styl”.

   Na tle gówniarstwa , jakim, w związku z poematem Kulmowej, popisali się moi przyjaciele z „Gazety Wyborczej”, postawa redaktora Urbana budzi i uśmiech i szacunek. Wypada jednak zauważyć, że subtelne uznanie Kulmowej za „wybitną pisarkę katolicką” było z jego strony grubą uszczypliwością, bo bliższe prawdy byłoby  stwierdzenie, że autorka „Panjezuska ” jest poetką żydowską:  przecież żydowskie jest wszystko to, co napisze Żydówka!, zwłaszcza jeśli ta  Żydówka jest niekwestionowanym dzieckiem  Holokaustu, uratowanym od niechybnej śmierci w katolickim klasztorze.

      W warstwie  brzmieniowej i znaczeniowej  poemat Kulmowej o „Panjezusku” jest bardziej polski, niż staromodny „Pan Tadeusz” Mickiewicza, i dotyczy tak samo Zagłady, jak i najboleśniejszej kwestii relacji żydowsko – polskich. Ze  wspólnym  dziełem Joanny i Jurka Dudy-Gracza zapoznałem się w pierwszym lub  drugim roku lat siedemdziesiątych, kiedy do Strumian wydelegowała mnie redakcja „Kultury”. Miałem wynajęty hotel w Szczecinie, ale pościelono mi w pokoju Joanny, bo pokój gościnny na parterze zajmowała akurat pani Wanda Cichocka, matka Joanny. Na stoliku leżała kwadratowa książka oprawiona sztywno w lniane płótno, kokieteryjnie, jakby specjalnie dla mnie, rozchylona na stronie ilustrowanej dupiastym księżulem. Czytałem i oglądałem , z lewej do prawej, z góry do dołu i od dołu do góry. Nieprawdziwe jest twierdzenie Romana Ingardena, że dzieła literackiego, w odróżnieniu od innych dzieł sztuki, nie można smakować wstecz. W każdym najdrobniejszym fragmencie, czy to w środku, czy bliżej początku, poemat o Panjezusku Cierniowym jawił mi się jako skończone arcydzieło, oprawione w genialne linorytowe ilustracje Jurka Dudy-Gracza. Wszystko napisane było nie całkiem po prosztu „pd lewej do prawej”, czym brzydził się Jurek Duda-Gracz, lecz „za takim porządkiem, żeby koniec się zgadzał z środkiem i początkiem”, zgodfnie z zalłecedniami mistrza Boileau i jego „Sztuki poetyckiej”.

  Zakochałem się w Poetce od pierwszego do tej książeczki wejrzenia. Skoro „Golgota” Dudy-Gracza , skomponowana z osiemnastu wielkoformatowych obrazów olejnych, w znaczącej części zainspirowanych przez ilustracje do „Panjezuska”, lub też po prostu we fragmentach z „Panjezuska” skopiowanych, zdobi dziś kaplicę N.M.P. w sanktuarium częstochowskim, to ja, reporter, czyli zawodowy dyletant, nie ustanę w wysiłkach propagandowych, dopóki Joanna Kulmowa nie zajmie należnego jej miejsca w czołówce na Parnasie, a „Panjezusek” nie ulegnie apoteozie, jako  arcydzieło literatury czysto polskiej; i katolickiej i judaistycznej.

     Na szwedzkim blogu naszych polskich Wygnańców Marcowych „Reunion 69” przeczytałem wzruszającą bagatelę o pośpiesznej wojennej miłości  żołnierza Armii Krajowej, starszego strzelca podchorążego Kamila Krzysztofa Baczyńskiego i jego  wybranki Barbary. Gorąca miłość, mimo rozlicznych przeszkód etnicznego autoramentu, przetrwała lat cztery i pół, zakończyła się zaś w czwartym dniu Powstania śmiercią poległego w boju Poety.

    „ On — dwudziestoletni chłopak, poeta, wrzucony w wir tragicznych wydarzeń wojny, ona — dziewiętnastoletnia dziewczyna, w ukryciu studiująca polonistykę, zakochana w poezji. Pokochali się od pierwszego wejrzenia. Miłość, która połączyła Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i Barbarę Stanisławę Drapczyńską zasługuje na ekranizację jako jeden z najbardziej wzruszających dramatów wojennych!” – konkluduje anonimowa autorka (autor?) wpisu, a komentatorka Ewa Korulska zauważa: „W całym artykule nie ma ani słowa o żydowskim pochodzeniu Baczyńskiego. O jego rozdarciu między dwoma tożsamościami, które przebija w jego wierszach. A szkoda, dało by to nowy klucz do zrozumienia jego poezji.”

     O plemiennej żydowskości Baczyńskiego dowiedziałem się dopiero w pierwszych latach dwudziestego pierwszego wieku, kiedy w książce „Żydowskie abecadło” Roberta Reuvena Stillera  ujrzałem piękne oblicze Krzysztofa Kamila obok portretów Mickiewicza, Tuwima i kilku innych znakomitości. Jeszcze później z anonimowego wpisu do bloga „Reunion 69” dowiedziałem się, że w 1941 roku Krzysztof Kamil wziął kościelny ślub w katolickim kościele parafialnym na warszawskim Powiślu. Ślub kościelny o niczym jeszcze nie świadczy. Ja też brałem ślub kościelny przez wzgląd na katolickość mojej wybranki Belli, ale miałem przy tym legitymację uprawnionego do katolickiego obrządku „innowiercy”, podpisaną przez księdza biskupa!  Krzysztof Kamil stawał do ślubu jako osobnik już od dziecka ochrzczony.

      Jak wytropili Żyda w polskim poecie wyznania rzymskokatolickiego nasi rodzimi selekcjonerzy – Bóg raczy wiedzieć. Twarz ma podługowatą, można powiedzieć – germańską, nosek po słowiańsku zadarty, oczy płowe, a może nawet niebieskie. Stiller, przewodniczący żydowskiej gminy reformowanej w Warszawie, tłumacz prozy angielskiej, ale też niemieckiej i francuskiej, skrojony  na gabaryt Boya -Żeleńskiego, ale lepiej od autora „Piekła kobiet” przygotowany technicznie do wykonywania tego trudnego zawodu, wyrzuca „aryjskiej stronie”, że perfidnie, z wredną intencją wygumkowała z opowieści o Baczyńskim wszelkie znaki wskazujące na jego semickie pochodzenie. Tymczasem to Barczyński dochował wszelkiej staranności , żeby prawda o jego korzeniach etnicznych pozostawała w ścisłej tajemnicy.

     Na stawianie takich pytań jest już trochę za późno, ale chciałoby się wiedzieć, czy wybranka Baczyńskiego  wiedziała, że idzie do ślubu ze stosunkowo świeżej daty przechrztą?  I jeszcze lepsze, choć beznadziejnie spóźnione pytanie: Czy Krzysztof Kamil miał świadomość swoich żydowskich korzeni, bo istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że zostało ono przez matkę  zatajone? Na przykład mój kolego z „Przeglądu Technicznego” i serdeczny przyjaciel z lat późniejszych, Wacław Szczepański, o tym że jest Żydem po obojgu rodziców, dowiedział się po sześćdziesiątce. Podobnie było w przypadku dziennikarza sportowego Janka Okulicza (jakże piękne żydowskie nazwisko!) i redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” Jarosława Kurskiego, który o żydowskich korzeniach dowiedział się w wieku przedemerytalnym i musiał to odreagować napisaniem znakomitej skądinąd książki pt. „Dybuk”.

    Okulicz, żartobliwie, ma się rozumieć, namawia mnie do przejścia na judaizm, co ułatwiłoby mi życie. Nie skorzystam z takiej zachęty, bo bliżej mi do mahometanizmu z racji ślepej miłości do mojego prawnuka Dżohara, któremu czeczeńscy współplemieńcy włożyli do kołyski kindżał, sposobny do ścinania głów rosyjskiej hydrze. Z tego samego powodu nie będę poszukiwał swojego „dybuka” w Zduńskiej Woli, gdzie urodziła się moja Mama. Po ojcu Antonim i dziadku Franciszku dziedziczę katolicką tradycję bezwyznaniowych (sic! ) organistów ze wsi gminnej i parafialnej Wojciechowice koło Opatowa. Z tą tradycją jest mi dobrze i nie chciałbym się dowiedzieć, że Jan Krajewski, mój dziadek po kądzieli, drobny rzemieślnik tkacki ze Zduńskiej Woli, był żydowskim przechrztą, bo to dosypałoby tylko pieprzu do i tak już przepieprzonej sytuacji rodzinnej. A szansę na odnalezienie starozakonnych korzeni są w moim  przypadku wcale niemałe, skoro moja katolicka rodzicielka, z racji wypisanego na twarzy i zwłaszcza na nosie semickiego pozoru, została przed bramą Uniwersytetu Warszawskiego pobita przez falangistowskich pałkarzy. „Gdzie się pchasz, ty żydówo!” – krzyczeli.

    Z uroczej sentymentalnej bagateli, zamieszczonej z datą 4 maja 2024 na portalu „Reunion 69”,  dowiaduję się, że przed ślubem Krzysztofa Kamila  jego matka „przez trzy dni płakała”. Ale te łzy lały się nie tyle z powodu mezaliansu, ile z racji matczynej zaborczości i niezgody na dzielenie się uczuciami jedynaka z jakąkolwiek inną kobietą.

     I w tym momencie coś mnie tknęło. Przecież godna ekranizacji love story  Krzysztofa Kamila i Basi, to wypisz – wymaluj love story Joanny i Jana Kulmów, tyle tylko, że jest to historia napisana á rebours, jakby w odwrotną stronę. Początkująca poetka Joanna Cichocka, wnuczka żydowskiego fabrykanta, magnata włókienniczego  Aleksandra Landsberga z Tomaszowa Mazowieckiego, wzięła sobie za męża chudopachołka Jana Kulmę, początkującego reżysera w raczkującej Telewizji Polskiej, zainstalowanej w prowizorycznym studio przy ulicy Ratuszowej na Pradze. Joanna i Jan „ byli jak te dwie pestki jednego owocu. On mówił o niej -Kulmowa, ona mówiła o nim – Kulma”- pisał profesor Ludwik Stomma z paryskiej Sorbony, na łamach tygodnika „Polityka”.

     Wkrótce po ślubie Jan i Joanna zamieszkali w małym pokoiku z kuchnią przy  Noakowskiego, z widokiem na piękne secesyjne zabudowania Politechniki Warszawskiej. 

Kwitło szczęście, lecz , niestety, mamę Jana na  potrzeby ośrodka wypoczynkowego dla partyjnych notabli wyeksmitowano z rodzinnej willi „Niespodzianka” w Krynicy i trzeba było dać jej dach na głową. Joanna nie manifestowała się ze swoją żydowskością, ale też nie ukrywała  jej przed Janem. Jakimś dziwnym przypadkiem Helena Kulma dowiedziała się, że Joanna jest żydowskim dzieckiem uratowanym od zagłady w katolickim klasztorze w zamian za solidną donację ze strony rodziny Landsbergów. W klasztorze namawiano nastoletnią i bezwyznaniową Joannę do przyjęcia chrztu, ale ona broniła się przed tym obrządkiem wszelkimi siłami, nie dlatego , żeby miała jakiś sentyment do wiary przodków, lecz z tej przyczyny, że jej ojca, Adolfa Cichockiego, niemiecki podoficer zastrzelił w Łodzi na ulicy , gdy z przepisową opaską z gwiazdą Syjonu nasuniętą na lewe ramię, szedł po chodniku przytulony do ściany domów, gdy  w przeciwnym kierunku kroczył niemiecki żołnierz. Gott mit uns! A więc żyd powinien  zejść w tej sytuacji na jezdnię, żeby Niemcowi dać wolną drogę. Joanna uważała , że przyjęcie chrztu byłoby opowiedzeniem się po stronie oprawcy własnego Ojca.

     Helena Kulma była natomiast średnio wykształconą małżonką oficera WP, który cudem uniknął śmierci w Katyniu i wraz z tysiącami innych jeńców wojennych trafił na Sybir, skąd wydobyła go umowa generała Andersa z władzami sowieckimi. Trafił do I Korpusu i przez Palestynę doszedł aż pod Monte Cassino, a potem do obozu dla polskich oficerów, którzy z łaski Królowej Elżbiety znaleźli w Walii dożywotnie przytulisko. Przed wojną Helena Kulma kierowała biurem swojego drogiego wuja ,marszałka Senatu  RP   Juliana Szymańskiego. W zgodzie z tendencjami rodzinnymi sympatyzowała z obozem narodowo -demokratycznym. Mieszkanie  w jednopokojowym mieszkanku z żydowską małżonką syna permanentnie uwierało ją w patriotyczne serce, jak but, który  naciska zawsze na ten sam bolesny nagniotek.

       Kiedy minister kultury w porozumieniu ze szczecińskimi władzami administracyjnymi znalazł dla Kulmów stosowną leśniczówkę w Puszczy Goleniowskiej, jako najlepsze miejsce do pracy twórczej, młodzi nie zastanawiali się ani chwili i mieszkanko służbowe Radiokomitetu oddali w użytkowanie matce Jana. Na ponad trzydzieści lat, przed pobożnymi bądź marksistowskimi prześladowcami, schronili się w podszczecińskiej głuszy, gdzie na dwuhektarowej działce leśnej stał uroczy różowy domek. 

   Jak to się stało, że pomimo molestowania i brutalnego przymuszania do modlitw, nastoletnia Joanna skutecznie stawiła opór chrystianizacyjnym zapałom sióstr zakonnych i księży spowiedników, a w stanie wojennym w wieku cokolwiek podeszłym przyjęła chrzest i wzięła kościelny ślub z wujkiem Janem, z konieczności egzystencjalnej zatrudnionym w charakterze organisty w poczernińskim kościele parafialnym św. Michała? Jak to się stało, że Jan, chociaż nie miał swojego stopnia wojskowego i nie posiadał ani jednego powstańczego pseudonimu, gdy Krzysztof Kamil Baczyński miał pseudonimów aż pięć,   w historycznym dniu 1 Sierpnia ciągnął za sobą ciężki angielski moździerz od willi stryja Juliana Szymańskiego przy ul. Parkowej 31, aż do Ogrodu Botanicznego, żeby zająć pozycję ogniową przy Alei Ujazdowskiej i wziąć udział w powstańczym ataku na gmach Gestapo w Alei Szucha, w którym wyginęły plutony 125 i 127 Kompanii Syndykalistów kpt Bartoszka „Cegielskiego”…  Wskazówka dla zainteresowanych; ta akcja bojowa, która dokładnie o godzinie „W” dała „prawdziwy początek” Powstaniu Warszawskiemu, szczegółowo opisana jest w Wikipedii pod hasłem „Jan Kulma”.

   Jak to się stało, że wujek Jan zdołał nakłonić sędziwą ciocię Joannę do przyjęcia chrztu, skoro nie potrafiły tego uczynić siostrzyczki z klasztoru katolickiego, zawodowo przygotowane do pozyskiwania wiernych? Dociekanie prawdy o katolickiej duchowości cioci Joanny i o waleczności wujka Jana, rannego już w dniu 1 sierpnia o godzinie „W” minut czterdzieści, odznaczonego Krzyżem Powstania Warszawskiego, będzie jądrem niniejszych anegdotycznych opowiastek o niezwykłej miłości Joanny i Jana, którzy w związku małżeńskim aż do grobu byli „jak te dwie pestki jednego owocu”.

                                                    Jan Jakub Kopeć

Kategorie: Uncategorized

19 odpowiedzi »

  1. @Alicia Rand

    ”nie ma dowodu, że Jezus był prawdziwą postacią historyczną”

    Pozwolę sobie zastosować tutaj pewien skrót myślowy.

    Otóż nie wiadomo tak naprawdę, czy Jezus istniał, ale wiadomo na mur beton, że go Wiarołomni Żydzi ukrzyżowali.

  2. AR

    Z tym Jezusem to jest tak jak z ”argumentem ” palestyńskim że nie bylo żadnej świątyni żydowskiej…jeśli jej nie bylo to Jezus nie mógł w niej być, jak to opisują Ewangelie. To jest oczywiście sprzeczność niektórych pismakow zachodnich. To co twierdzą Palestyńczycy jest ograniczone wylacznie do dich, nikt tego na serio nie bierze.

  3. Trudno się nie zgodzić z cytowanym socjologiem, że „nie ma najmniejszego dowodu, że rodzice Jezusa byli żydowskiego pochodzenia”. Nie ma. Głównie bo nie ma dowodu, że Jezus był prawdziwą postacią historyczną, chyba że polegamy na „wiedzy” zawartej w ewangelii i Nowym Testamencie. Jedno jest pewne, jeżeli istniał to nie był Palestyńczykiem, bo ani Palestyńczycy, ani Palestyna nie byli jeszcze wynalezieni przez niemal dwa tysiące lat. Muzułmanie czczą go jako jednego ze swoich proroków.
    My z Polski jednak wiemy jak on i jego przenajświętsza matka wyglądali. W każdym porządnym katolickim domu wisiały obrazy, z których patrzyli niebieściutkimi oczami z lokami złocistych włosów wokół bielutkiej twarzy. Jacy tam Żydzi? Jasne, że Polacy.

  4. Najswietszy ze Swietych, Papiez Wojtyla ugial sie pokornie przed palestynska interpretacja Jezucha :
    Kiedy byl w Betlejem i odprawial msze w ichnim najswietszym kosciele, muezzini przerwali ta msze nie raz ale kilka razy swoim wyciem z minaretow.
    Jak zona Arafata, Suha Arafat, chrzescijanka palestynska uczestnijaca w mszy wyjasnila unizonym hersztom Kosciola Katilickiego i dziennikarzom : Muezzini czcicli Jezucha poprzez piekne mieszanie( interleave) modl muzulmanskich z rytualami chrzescijanskimi…

  5. @Alicja Rand

    ”ich Pan Jezusek i jego matka byli Żydami,”

    Zaraz, zaraz. Ja słyszałem, że był ”Palestyńczykiem”. Jak mi kto nie wierzy, to wklejam cytaty:

    ”Aktywistka Linda Sarsour stwierdziła, że „Jezus był Palestyńczykiem z Nazaretu” i że „jest opisany w Koranie z brązowo-miedzianą skórą i wełnistymi włosami”

    ”Autonomia Palestyńska: Jezus był Palestyńczykiem”

    racjonalista.tv

    ” „Gwiazdka to okazja do świętowania palestyńskiej tożsamości Chrystusa”, zadeklarował premier AP Salam Fayad, włączając w zeszłym tygodniu światełka na choince na betlejemskim placu Manger”

    https://chrzescijanin.pl/autonomia-palestynska-jezus-byl-palestynczykiem/

    ”niemiecki socjolog L. Woltmann – cytowany przez prof. Jana Ciechanowicza – pisał:

    Nie ma najmniejszego dowodu na to, że jego rodzice byli żydowskiego pochodzenia. Galilejczycy mieli niewątpliwie jakąś część krwi aryjskiej, a na dodatek: pierwiastek aryjski manifestuje się wyraziście w naukach Chrystusa, w jego ofiarności, w braku egoizmu czy zachłanności lub ducha przekupstwa…”

    https://ciekawostkihistoryczne.pl/2012/06/13/jezus-chrystus-nie-byl-zydem-byl-aryjczykiem

    Nie jest do końca jasne, skąd się wówczas w Ziemi Świętej pojawił desant krwiożerczych Syjonistycznych Zbrodniarzy, którzy w jakiś niezrozumiały sposób zmusili do posłuszeństwa szerokie rzesze ”Palestyńczyków” i ”ukrzyżowali Pana Jezusa”. Wiem jednak z polskich przekaziorów, ze ”Palestyńczycy” zasiedlali ”Palestynę” ”od czasów neolitu”. Nie próbuję dyskutować z Oczywistą Oczywistością, bo za głoszenie niesłusznych poglądów ichni Kodeks Karny przewiduje trzy lata pierdla.

  6. Freda, gdybym ja się na tej polskiej gali odezwała o Żydzie Panu Jezusku, to by mnie siupasem wykopali z lokalu za taką obelgę. Oni nie rozumieją, że ich Pan Jezusek i jego matka byli Żydami, nie wspominając już o świętych apostołach, z wyjątkiem może Judasza. Nikt im tego na lekcjach religii nie powiedział. Moja przyjaciółka z dzieciństwa, która siedziała obok mnie (w objęciach księdza pijącego gorzałę) polska dziennikarka, a z zawodu inżynier, nawet okiem nie mrugnęła na te pożal się boże ”dowcipy,” nawet się nie czuła zażenowana. Polacy są bardzo uczuleni na polskie dowcipy, ale o Żydach można. To była moja ostatnia wizyta w Chicago.

  7. Alicia Rand
    Jak można napisać o imprezie , na której leje się wódka , księżulkowie chlają , a po scenie biega prymityw opowiadający antysemickie dowcipy, że była to elegancka impreza. Ja tylko wyobrażam sobie te „eleganckie” chicagowskie Polki. Mucha nie siada . To przecież chamstwo i prymitywizm . Trzeba było poprosić konferansjera , aby ustąpił miejsca Pani i opowiedzieć dowcip o tym jak chikagowska Polonia wkręca żarówki i dlaczego potrzeba do tej pracy aż dwóch chamusiow.
    Ja gdybym była na tej sali , to na konferansjera:” bo wiecie państwo on był wyznania mojżeszowego”…, krzyknęłabym : „Panie, niech pan nie opowiada dowcipów o naszym Panu Jezuska”. Umieram z ciekawości jakby zareagowały te wszystkie antysemickie osły .

  8. @walerian555 – o Mickiewiczu
    o ile wiem Maria Janion zajmowała się tym tematem, i była czy dalej jest bardzo krytykowana, nie wiem gdzie pisała o matce Mickiewicza która była z rodu Frankistów, to jest podobno dowiedzione

  9. @Alicia Rand

    Przeczytałem uważnie, nadal nie wiem, czy Wieszcz mógłby być zapodejrzany o ”pochodzenie” czy też nie. To zresztą czysta ciekawość, jakie to w końcu ma znaczenie? Jeśli Wieszcz był stuprocentowym aryjczykiem, to tym większa jego chwała i zasługa. Boy-Żeleński w ”Brązownikach” twierdził, że Mickiewicz przypuszczalnie został otruty za to, że próbował (w Stambule chyba?) organizować ”Legion Żydowski”. Boy pisał w sposób bardzo przekonywujący. Jeśli to wszystko prawda, to Mickiewicz, choć aryjczyk, był syjonistą na długo, nim samo pojęcie i słowo w ogóle zaistniało. I zapłacił za to najwyższą cenę.

  10. Leon Rozenbaum:
    Zupełnie się z panem zgadzam. To JJK, autor powyższego artykułu wyraził tą wątpliwość. (Opusciłem cudzysłów wokół pytania.)
    Innym przykładem takigo wiersza jest ”Deszcze”, który większość z nas trochę starszych pamięta, bo stał się textem piosenki śpiewanej przez Ewę Demarczyk. Ale nie wystarczy słuchać piosenki, trzeba uważnie przeczytać text, żeby zrozumieć o czym mowa.
    Baczyński napisał go w lutym 1943 kiedy pociągi wywoziły z getta warszawskiego po 5000 ludzi dziennie. Tam jest fraza:
    ”Dalekie pociągi jeszcze jadą dalej”
    Ktoś prześledził drogę tych pociągów aż do komór gazowych w Treblince. Ludzie nie chcieli w to wierzyć. Ale jeśli nie tam to dokąd? Baczyński znajduje tylko absurdalne odpowiedzi (reductio ad absurdum):
    ”W ogrody wód, w jeziora żalu, w liście, w aleje szklanych róż”
    Dalej w tymże wierszu:
    ” …czuję jak ląd odpływa w poszum. Odejdą wszyscy ukochani, po jednym wszyscy krzyże niosąc… ”
    Ci ”ukochani” to krewni Baczyńskiego. Dziwne, użyć chrześcijańskego symbolu cierpienia piszac o Żydach, ale przecież Żyd, Jezus z Nazaretu dźwigał krzyż.

  11. Leo Rubinstein: nie ma żadnej wątpliwości co do świadomości żydowskiego pochodzenia u K.K.Baczyńskiego. Nie tylko uczestnił w szkolnych bójkach z antysemitami po stronie kolegów Żydów ale też napisał wiersz:
    ”Byłeś jak wielkie, stare drzewo,
    narodzie mój jak dąb zuchwały,
    wezbrany ogniem soków źrałych
    jak drzewo wiary, mocy, gniewu.”
    Przez długi czas krytycy literaccy określali ten wiersz jak poświęcony Powstaniu Warszawskiemu ale to ostatnie wybuchło 1 sierpnia 1944 a wiersz datowany jest ”IV 43 r.”, czyli że poświęcony jest wcześniejszemu powstaniu w getcie warszawskim. I dalej:
    ”I otoś stanął sam odarty,
    jak martwa chmura za kratami,
    na pół cierpiący, a pół martwy,
    poryty ogniem, batem, łzami.”
    I na koniec:
    ”I zmartwychwstaniesz jak Bóg z grobu
    z huraganowym tchem u skroni,
    ramiona ziemi się przed tobą
    otworzą. Ludu mój! Do broni!”
    [cytaty z ”Wiersze z lat 1942-1944”]

  12. TP
    Żydowskie korzenie Mickiewicza to tajemnica poliszynela… Współcześni wiedzieli a sam Mickiewicz robił przejrzyste aluzje.

  13. Czy Krzysztof Kamil miał świadomość swoich żydowskich korzeni?
    Na pewno mial. Nie wiedziec o nich to zjawisko powojenne, a on z 1921.
    Mial kontakt z krewnymi swojej matki. Zeby oni wszyscy przed i w czasie wojny udawali Polakow, katolikow z dziada, pradziada i wszyscy im wierzyli, mozna wykluczyc.

  14. @walerian555

    Można prosić o jakieś konkrety a propos tego ”pochodzenia” Mickiewicza? Plotki słyszałem, a nigdy nic konkretnego. Będę bardzo wdzięczny za jakiekolwiek wskazówki czy odnośniki.

  15. ”Polonia USA.”
    Podczas wizyty w Chicago u mojej szkolnej koleżanki z Łodzi, która była redaktorką w polonijnej gazecie, poszłam z nią na elegancką imprezę towarzyską. Setki wystrojonych pań, artyści śpiewają, wóda się leje, księża chleją, a konferansjer zasuwa jeden po drugim żydowskie dowcipy. Jak tylko zaczynał: bo on był… wiecie państwo… wyznania mojżeszowego… sala wybuchała śmiechem do rozpuku z którego nie mogli się pozbierać. Tamtejsza Polonia tworzy wyjątkowo antysemicką atmosferę. Na poważnie, czy żartem nie potrafią się od nas odczepić.

  16. Ksiazka Jaroslawa Kurskiego ma tytul :
    ” Dziady i dybuki”.

  17. Polonia USA. Jedna redaktorka gazety polonijnej przyznała mi, że jak się dowiedziała o żydowskim pochodzeniu Mickiewicza to…przestała jej się podobać jego twórczość. Oto co potrafi uczynić z człowieka antysemityzm!

  18. A co do katolicyzmu Joanny Kulmowej, przypomnę jej fraszkę:

    Ten gość wątpliwości nie miewa,
    orientacja zawrotnie wprost chyża;
    wie dokładnie, gdzie prawa, gdzie lewa,
    tylko wpierw musi zrobić znak krzyża.

    Myślę, że niewiele języków miało takie szczęście do aforyzmów, żeby tworzyły je takie talenty jak Stanisław Jerzy Lec, Hugo Steinhaus i Joanna Kulmowa.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.