Uncategorized

Kiedy mafioso przed sądem cytuje Nietzschego, media natychmiast o tym piszą


Artur Górski

Icchak Abergil, najsłynniejszy boss izraelskiej mafii w drodze na salę rozpraw. Sąd skazał go na potrójne dożywocie

Icchak Abergil, najsłynniejszy boss izraelskiej mafii w drodze na salę rozpraw. Sąd skazał go na potrójne dożywocie (Fot. Israel police)

Taką taktykę wybrał Icchak Abergil, jeden z najgroźniejszych bandytów w historii Izraela.

Kiedy facet oskarżony o kierowanie dużą grupą przestępczą, handel narkotykami na wielką skalę i zlecanie zabójstw cytuje filozofów, media natychmiast o tym piszą.

W relacjach z procesu przestaje być ważne, co „napsocił” i co mu się w związku z tym od prawa należy, a na pierwszy plan wybija się jego niezwykłość; to, że mimo zła, które wyrządził społeczeństwu, szanuje pisarzy i chętnie sięga po książki. Jak mawiał porucznik Colombo, aresztując piosenkarza zamieszanego w zabójstwo: „Przecież człowiek, który tak pięknie śpiewa, nie może być do końca zły”.

Izrael nie jest mafijnym epicentrum świata, ale tamtejsze grupy przestępcze należą do wyjątkowo brutalnych i dają się we znaki policji w wielu krajach. Jedną z takich struktur, które zdobyły szacunek podziemia kryminalnego po obu stronach Atlantyku, jest klan Abergil. To właśnie jego przywódca, siedząc na ławie oskarżonych, starał się udowodnić, że jest o wiele większym erudytą od prokuratorów i sędziów.

Bandzior cytuje Fryderyka Nitzschego

Icchak Abergil, bodaj najsłynniejszy boss izraelskiej mafii, być może oglądał ten amerykański serial i powyższą zasadę zastosował do siebie – wprawdzie prokuratura postawiła mu tak wiele zarzutów, że wystarczyłaby ich na obciążenie całej grupy przestępczej, ale on postanowił udowodnić, że jest kimś zupełnie innym, niż wynika to z akt sprawy; nie zwykłym przestępcą, ale człowiekiem… głębokim.

Abergil, który był na liście osób poszukiwanych przez wiele światowych służb, w tym amerykańskie FBI, stając przed sądem w Tel Awiwie w 2018 r., postanowił zamienić proces w show jednego aktora. Choć groziło mu wieloletnie więzienie (taki wyrok w końcu usłyszał) nie zamierzał przymilać się do przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości i prokuratury, ale wręcz przeciwnie – prowokować ich. Choćby wielką predylekcją dla myśli niemieckiego filozofa Fryderyka Nietzschego.

Prokurator, również oczytany, postanowił wykorzystać tę pasję gangstera przeciwko niemu. Postawił mianowicie tezę, że Nietzsche gloryfikował wolną wolę człowieka, nieskrępowanego strachem przed żadnym bogiem (który przecież umarł) i to, że może robić, co mu się podoba.

A więc także bezkarnie krzywdzić bliźnich. „To jest myślenie w kategoriach nazistowskich!” – oznajmił triumfalnie, stawiając Abergila w jednym rzędzie z Adolfem Hitlerem czy wręcz Adolfem Eichmannem.

Abergil wzruszył ramionami i dał do zrozumienia, że takie głupstwa nie zasługują nawet na reakcję. I rzeczywiście, w izraelskich mediach rozpętała się burza – wybitni intelektualiści stanęli nawet jeśli nie po stronie gangstera, to na pewno przeciwko prokuratorowi, głosząc, że tak jak faszyści błędnie interpretowali myśli filozofa, równie błędnie rozumie ją przedstawiciel organów ścigania.

Newsletter Świat w 5 minut

Błyskawiczny przegląd wydarzeń ze świata, o których trzeba wiedzieć.

Administratorem danych osobowych podanych przy zapisaniu się na newsletter jest Wyborcza sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (00-732), ul. Czerska 8/10. Podane dane osobowe będą przetwarzane przede wszystkim w celu wysyłki zamówionego newslettera, który może zawierać treści marketingowe.Więcej

Znany historyk Zev Golan posunął się do stwierdzenia, że smutny to obraz społeczeństwa izraelskiego, gdy zwykły bandyta lepiej zna się na filozofii Nietzschego niż wykształcony prokurator.

Zamachowiec domaga się, by prokurator przeprosił rodziny jego ofiar

Spór o Nietzschego nie był jedynym intelektualnym starciem oskarżyciela z mafijnym bossem. Abergil pochwalił się również doskonałą znajomością amerykańskiej pisarki żydowskiego pochodzenia Ayn Rand (urodzonej jako Alissa Rosenbaum). Jedną z jej powieści, które zrobiły na nim spore wrażenie, było „Źródło” – rzecz o architekcie, któremu nie podoba się dom, który sam zaprojektował i postanawia go wysadzić w powietrze.

Prokurator nie miał wątpliwości – jego zdaniem, Abergil uważał, że jeśli coś się nie podoba, należy to zniszczyć, nawet kosztem ludzkiego życia. Przy okazji wspomniał o zamachu bombowym przy ulicy Yehuda HaLevy w Tel Awiwie, który został zlecony w 2003 r. przez Abergila. Miał wówczas zginąć jego największy wróg, szef konkurencyjnej grupy przestępczej Zev Rosenstein – temu ostatniemu udało się przeżyć, ale śmierć poniosły trzy osoby.

Abergil po raz kolejny wzruszył ramionami i zaproponował prokuratorowi, aby przeprosił rodziny ofiar tego zamachu za to niefortunne porównanie.

Dyskutowanie z Abergilem sprawiłoby trudność nawet specom od literatury, bo on nie tylko czyta książki, ale… uczy się ich na pamięć. Jego adwokat przyniósł mu kiedyś kilka opasłych tomów, a po jakimś czasie boss udowodnił, że jest w stanie cytować z nich dowolną stronę.

Dlaczego Icchak Abergil uciekł z Maroka do Izraela

Jak chłopak z biednej rodziny imigrantów z Maroka stał się szefem jednej z największych na świecie organizacji przestępczych? Jak udało mu się zyskać pozycję czołowego bechir czyli najwyższego rangą gangstera w Izraelu?

Abergil, urodzony w 1969 r., nie miał łatwego dzieciństwa, podobnie jak wielu mafijnych bossów (Al Capone także dorastał w ubóstwie). Jego rodzice przybyli do Izraela z Maroka już po II wojnie światowej – w latach 50. XX w. ten kraj zrzucił z siebie jarzmo francuskich rządów, a jego władze niechętnie patrzyły na środowiska żydowskie. Może dlatego, że kolaboracyjny rząd Vichy zapewniał im przyzwoity byt i teraz uznano, że czas „przykręcić śrubę”, odbierając Żydom wiele praw.

Wprawdzie król Maroka Muhammad V nie podejmował decyzji szczególnie nieprzychylnych wobec Żydów, ale oni sami obawiali się, że ich egzystencja w Afryce będzie się pogarszała. Dlatego po powstaniu państwa Izrael masowo zaczęli wyjeżdżać na Bliski Wschód – największa fala emigracji ruszyła w drugiej połowie lat 50. To nie było zresztą takie łatwe, bo w 1959 r. Liga Arabska wymusiła na władzach w Rabacie zakaz emigrowania obywateli Maroka (a Żydzi byli jego obywatelami) do Izraela. Dlatego nie docierali tam najkrótszą drogą, ale przez Francję i Hiszpanię, które pomagały organizować ten „przerzut” czy raczej tranzyt.

Żydzi z krajów afrykańskich, zwani mizrachijczykami, choć byli w Izraelu bezpieczni, stanowili jednak społeczność „drugiej kategorii”, o wiele mniej wpływową niż aszkenazyjscy syjoniści, którzy przybyli z Europy. Na wejście na salony najwyższych kręgów władzy, przedstawiciel marokańskich Żydów musieli poczekać kilkadziesiąt lat.

Chłopcze, najpierw naucz się czytać

Może Icchak Abergil nigdy nie zszedłby na drogę przestępstwa, gdyby przyszedł na świat w rodzinie, w której głód i codzienna walka o byt znane są jedynie z łzawych filmów. Niestety, miał nieszczęście dorastać w domu, gdzie wprawdzie łzawych filmów nie oglądano, ale za to głód był ważnym członkiem rodziny. Ojciec nie bardzo przejmował się kiepskim poziomem życia swoich najbliższych – jakimś cudem zawsze miał pieniądze na alkohol i przeważnie całe dnie spędzał na kanapie w stanie upojenia. Jego synowie – Jaakov, Meir i Icchak musieli sobie radzić sami.

Przyszły szef potężnej grupy przestępczej już w wieku trzech lat (pytanie, czy we wszystkie jego rewelacje wierzyć) okradał sklepy spożywcze, przy czym najchętniej te, z tureckimi słodyczami. Nieco ponad 10 lat później, w połowie lat 80., sam zaczął sprzedawać, ale nie chałwę czy baklawę, ale narkotyki, głównie haszysz i heroinę. Kokaina, choć przebojem zdobywała kolejne przyczółki w USA, na Bliskim Wschodzie jeszcze nie była popularna. Interesy Icchaka szybko pokrzyżowała policja – trafił do więzienia, które dla młodego chłopaka stało się przestępczą akademią (został skazany nie tylko za handel narkotykami, ale także za zabójstwo konkurencyjnego dealera).

Jego mentorem za kratami był niejaki Szmaja Angel – gangster, uważany za jednego z twórców izraelskiej mafii.

Angel szybko dostrzegł w Icchaku materiał na twardego gangstera, ale powiedział wprost: „najpierw nauczysz się czytać, bez tego nie zostaniesz kimś ważnym w półświatku”.

Stary boss dobrze wiedział, co mówi, bo jego żona, Sara Levy, była… popularną izraelską pisarką. Ona także poznała smak więziennego chleba, bo na jakiś czas trafiła do aresztu śledczego – prokuratura wiązała ją z zabójstwem, jakie zlecił jej mąż, ale w końcu wyszła na wolność, rozwiodła się z Angelem i poświęciła wyłącznie literaturze.

Icchak nauczył się czytać i zasmakował w książkach, co przydało mu się po latach, gdy prowadził dysputy literackie z prokuratorem.

Jednak nie jest to opowieść o literaturoznawcy, ale twórcy wielkiej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym – po opuszczeniu więzienia Abergil doskonale wiedział, co chce robić w życiu. Zręby grupy odziedziczył po najstarszym bracie Jaakovie, który został zabity w gangsterskich porachunkach. Przed Icchakiem było wielkie wyzwanie, bo klan Abergilów od samego początku musiał toczyć wojny ze starszymi grupami przestępczymi, które obawiały się wzrostu znaczenia młodych wilków.

Jedną z takich grup była familia Abutbul z nadmorskiej Netanji – prawdopodobnie, to ona stała za zamachem na Jaakova Abergila. Icchak szybko zrozumiał, że jeśli chce być szanowany, to nie może tylko uciekać przed pogonią, ale też stać się myśliwym – w ciągu kolejnych lat wojna młodych ze starymi (w tym z klanem Abutbul) pochłonęła dziesiątki ofiar.

Na początek, dwa miesiące po śmierci Jaakova, zabity został szef klanu Aburbul, Felix – jadący motocyklem kiler dopadł go w czeskiej Pradze, gdzie miał hotel i kasyno w okolicach Placu Wacława.

To był czytelny sygnał dla konkurencji: znajdziemy was wszędzie i wyślemy do piekła.

Sojusz mafii z Izraela z mafią z Salwadoru

W 1998 r. wspólnie z bandą Aviego Ruhana wschodzącej gwiazdy rynku narkotykowego Abergil nawiązał kontakty z południowoamerykańskimi kartelami – kupili 800 ton kokainy od Peruwiańczyków, co w wypadku sprzedaży mogło dać zyski liczone w milionach dolarów. Pojawił się jednak problem: jak przewieźć taki towar na drugi koniec świata? Jednak Abergil doskonale wiedział, że mafia tylko wtedy działa sprawnie, jeśli ma do dyspozycji wpływowych biznesmenów. A takim właśnie był właściciel firmy budowlanej Sami Bitton, prowadzący interesy w wielu częściach świata, także w Ameryce.

Za pewną opłatą Bitton zgodził się przetransportować kokainę w felgach pojazdów budowlanych. Zresztą chodziło nie tylko o przerzut do Izraela, ale przede wszystkim do Ameryki Północnej, bo to tam znajdowało się narkotykowe eldorado. Co więcej – zaproponował również, że za kolejną prowizję „wypierze” i zalegalizuje środki, zdobyte na sprzedaży narkotyków.

Jednocześnie Abergil rozwijał sieć swych partnerów zagranicznych – jego głównym sojusznikiem po drugiej stronie oceanu stała się amerykańska struktura mafijna z Los Angeles: Vineland Boyz, znana wcześniej jako Barrio 18. Składała się w głównej mierze z imigrantów z Salwadoru, którzy na przełomie lat 80. i 90. opuścili swój kraj, ogarnięty wojną domową między rządzącą juntą a lewicowymi bojówkami Frontu Wyzwolenia Narodowego im. Farabunda Martiego. Jednak wielu z nich zdążyło jeszcze „zasmakować” partyzantki, w której nauczyli się posługiwać bronią, a przede wszystkim wpoili sobie zasadę, że z wrogiem się nie negocjuje – wroga się zabija.

Abergil doskonale czuł się w ich towarzystwie, bo także wywodził się ze środowisk, które, aby cokolwiek mieć, musiałby to sobie wyszarpać. Rzecz w tym, że o ile przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi, to ich wrogowie są również naszymi wrogami. A akurat Salwadorczycy z Vineland Boyz toczyli do lat krwawą wojnę z gangami meksykańskimi, które zamierzały przejąć pod pełną kontrolę rynek narkotykowy w południowych stanach USA. Ich ofiarą padł m.in. twórca VB, Teddy Lopes, zasztyletowanych w jednym z nocnych klubów Monterey Park.

Dlatego ludzie Abergila – cenieni jako sprawni kilerzy – także trafiali na front tego konfliktu.

Siedem zamachów na Wilka

Ale największych wrogów Abergil miał we własnym kraju – oprócz klanu Abutbul (który podobnie jak klan Abergila zarabiał duże pieniądze na hazardzie), szczególnie mocno dawał mu się we znaki Zev Rosenstein, gangster starej daty, urodzony w 1954 r., upatrujący zagrożenia dla swych interesów w działalności młodych przestępców. Tym bardziej, że zarówno Abergil jak i Rosenstein mieli podobny pomysł na sukces: handel narkotykami w Stanach Zjednoczonych, z tą różnicą, że Zev specjalizował się w produkcji i rozprowadzaniu ecstasy, a nie kokainy, i raczej w Nowym Jorku niż w Kalifornii.

Rosenstein, zwany „na mieście” Wilkiem próbował wyeliminować Abergila i ten doskonale sobie z tego zdawał sprawę. Dlatego postanowił odwrócić role, wiedząc jednak, że zlecenie na tak „grubego zwierza” jak Rosenstein to jednak bardzo poważna sprawa.

Zorganizował spotkanie bossów młodszego pokolenia i zapytał ich o zdanie w tej kwestii. Spotkanie odbyło się w Brukseli, a brał w nim udział także wspomniany wcześniej Avi Ruhan, któremu, podobnie jak Abergilom, zależało na pozbyciu się Wilka. Zebrani nie mieli nic przeciwko projektowi „do lasu z Wilkiem”.

Egzekucja została zaplanowana na 11 grudnia 2003 r. – kiler podłożył ładunek wybuchowy pod kantorem wymiany walut w Tel Awiwie, należącym do Rosensteina. Wystarczyło poczekać, aż przyjedzie, żeby policzyć zarobione pieniądze. Wiadomo było, że Rosenstein przeżył już sześć zamachów i ma poczucie przynależności do grona nieśmiertelnych – porusza się bez ochrony i tak naprawdę stanowi łatwy cel.

Ale okazało się, że również siódmy zamach nie zgładził starzejącego się bossa – bomba eksplodowała, zabijając trzy niewinne osoby i wielu raniąc, ale jego oszczędziła. Akurat był to czas tak zwanej Drugiej Intifady, więc policja początkowo uważała, że był to zamach Palestyńczyków i nie miał nic wspólnego z porachunkami mafijnymi. Dopiero z biegiem czasu przyjęto wersję, że nie chodziło o politykę, ale czystą gangsterkę i zlecenie wydała grupa Abergila.

Smażenie izraelskiej ośmiornicy

Niedługo później Rosenstein został zatrzymany przez policję, po tym, jak FBI wkroczyło do jego apartamentu na Manhattanie i znalazło tam… 700 tysięcy tabletek ecstasy. Wprawdzie bossa nie było wówczas w USA (przebywał w Izraelu), ale skruszeni gangsterzy z jego grupy, którzy zostali zatrzymani podczas operacji w Nowym Jorku, pogrążyli Wilka. W 2006 r. strona izraelska przekazała go Amerykanom, aby mógł zostać osądzony przez sąd w USA.

Został skazany na 12 lat więzienia, ale po roku odesłano go do Izraela, gdzie od razu trafił do zakładu karnego Avalon. Obecnie jest już człowiekiem wolnym i zapewnia, że w jego przypadku powrót do przestępczości nie wchodzi w grę. Zresztą, jeśli jest się właścicielem kilku kasyn, które doskonale prosperują od lat w różnych krajach Europy, to chyba powrót do mafii nie wydaje się koniecznością.

Jego największy wróg, Icchak Abergil jeszcze długo nie będzie mógł cieszyć się wolnością (jeśli w ogóle), ale przecież książki można czytać także za kratami. Za śmierć trzech osób, które zginęły podczas zamachu na Rosensteina, usłyszał wyrok potrójnego dożywocia. Oczywiście, były też zarzuty kierowania grupą przestępczą i handlu narkotykami, ale nie wpłynęły na wysokość wyroku.

Jego kompan Avi Ruchan trafił za kraty na 25 lat za udział w spisku na życie Wilka, a tym samym za wspomniane potrójne zabójstwo.

Podobnie jak w Polsce, najgroźniejsze grupy przestępcze zostały rozbite, ale czy to oznacza, że izraelska ośmiornica nigdy się już nie odrodzi? Czas pokaże…

19 czerwca nakładem wydawnictwa Agora ukaże się książka Artura Górskiego „Gangi Izraela”.

Dostępna na kulturalnysklep.pl i publio.pl

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Jak polski dziennikarz zabiera głos ”o Żydach”, to na mur beton będzie o ”żydowskich zbrodniarzach”. Ten facet z GW oczywiście przestrzega tradycji.

    Bije po oczach głęboka znajomość tematu. Szczególnie może się podobać uwaga, iż ”kolaboracyjny rząd Vichy zapewniał im [Żydom] przyzwoity byt”. Coś w tym jest, kolaboracyjny rząd Vichy przyzwoicie się spisywał względem władz niemieckich, wyłapywali Żydów, wysyłał wyłapanych Żydów do gazu i do pieca, wyłapali ci ”przyzwoici” 75 000 (siedemdziesiąt pięć tysięcy) Żydów. I wysłali do Oświęcimia. Prościutko do gazu. Trudno uwierzyć, żeby autor artykułu tego nie wiedział. Ale i tak pisze o ”przyzwoitym bycie”. Bardziej pasowałoby określenie ”niebyt”. Rząd Vichy rzeczywiście zapewniał wyłapanym Żydom całkowity niebyt.

    Kolejna rewelka to ten srogi i okrutny los, który dotykał w Izraelu nieszczęśliwych imigrantów z krajów arabskich. Z artykułu dowiadujemy się, jak to cierpieli ”głód” i musieli na poprawę losu czekać ”kilkadziesiąt lat”. No czysty horror. Okrutnie prześladowany przez złych i niedobrych syjonistów był niejaki Mosze Kacaw, prezydent Izraela w latach 2000-2007. Kolejna ofiara prześladowań, jakim poddawano Sefardyjczyków w Izraelu, to Amir Peretz, szef Histadrutu w latach 1995-2006, minister w kolejnych gabinetach, poseł od końca lat 80-tych. Więcej takich okrutnie prześladowanych, na przykład urodzony właśnie w Maroku Szlomo Ben-Ami, historyk, były ambasador Izraela w Hiszpanii (1987-1991), były minister. I tak można wyliczać.

    Dziw bierze, że ci Żydzi marokańscy tacy dziwni. Zamiast cieszyć się, ze ich współobywatele-Arabowie tak dziarsko mordują w pogromach (pierwsze solidne pogromy już w roku 1948-ym, za karę, że Izrael ogłosił niepodległość), to sie pchali jeden przez drugiego do Izraela. Brakowało jakiegoś eksperta na miarę tego Górskiego, już on by im wytłumaczył, że źle czynią.

    Te wszystkie durne /CENZURA/ mnie nie dziwią. Dziwi i smuci, że te /CENZURA/ /CENZURA/ ukazują się w … przepraszam za wulgaryzm, _gazecie_, którą założył nasz człowiek – i to człowiek z zasługami, niewątpliwie odważny i wierny swoim przekonaniom. Szkoda, ze ta przyzwoita kiedyś _gazeta_ aż tak się sk/CENZURA/

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.