
Ruthie Blum
Dziękując Egiptowi i Katarowi za pomoc, sekretarz stanu USA Antony Blinken przyrównał Izrael do Hamasu i Hezbollahu.
Sekretarz stanu USA Antony Blinken przebywał w Egipcie, gdy na falach radiowych pojawiła się wiadomość o genialnym ataku na terrorystów Hezbollahu za pośrednictwem ich sygnałów dźwiękowych. Ponieważ Izrael nie przyznał się do odpowiedzialności za ten zuchwały manewr, amerykański dyplomata nie był w stanie wskazać winnego z imienia i nazwiska.
Mimo to on i wszyscy inni na świecie doskonale zdawali sobie sprawę z tego, który kraj może przeprowadzić tak elegancką operację – taką, która obezwładniła tysiące wspieranych przez Iran seryjnych morderców jednocześnie w całym Libanie – przy minimalnych stratach ubocznych.
Zamiast wyrazić podziw dla genialnego posunięcia to przerażenie na jego twarzy było nie do przeoczenia. Jego złe samopoczucie i wstyd były wyczuwalne podczas konferencji prasowej w Kairze; do tego stopnia, że zaczął od podkreślenia, że „Stany Zjednoczone nie wiedziały o tych incydentach, ani nie były w nie zaangażowane. Wciąż zbieramy informacje i fakty”.
Następnie zaznaczył, że ani informacje, ani fakty nie zmienią nastawienia jego administracji do izraelskiej inicjatywy.
„Ogólnie rzecz biorąc, byliśmy bardzo jasni i nadal jesteśmy bardzo jasni co do tego, jak ważne jest, aby wszystkie strony unikały jakichkolwiek kroków, które mogłyby doprowadzić do dalszej eskalacji konfliktu, który próbujemy rozwiązać w Strefie Gazy i rozprzestrzenienia się go na inne fronty” – zapewnił. „Z pewnością nie leży to w interesie nikogo z zaangażowanych stron. Dlatego też konieczne jest, aby wszystkie strony powstrzymały się od jakichkolwiek działań, które mogłyby doprowadzić do eskalacji konfliktu”.
Jest to werbalny mechanizm, który Blinken i jego szefowie w Waszyngtonie stosowali, aby stworzyć niemoralną równoważność między Izraelem a radykalnymi islamistycznymi wrogami dążącymi do jego unicestwienia na długo przed masakrą z 7 października.
Powtarzające się zapewnienia władz w Waszyngtonie, że Izrael „ma prawo się bronić”, również nie zdają egzaminu; prawo do obrony nie jest jakimś przywilejem przyznawanym przez dobroczyńcę – jest czymś oczywistym. W przypadku Drużyny Bidena jest to nieszczera redefinicja pojęcia zarezerwowanego dla grupy, której jest członkiem.
Rzeczywiście, każde pojedyncze działanie ze strony Izraela związane z zagrożeniami w jego granicach i wokół nich jest i było defensywne, nawet jeśli ma charakter odwetowy lub wyprzedzający. To ostatnie jest nie do przyjęcia dla obecnego Białego Domu i Departamentu Stanu, które zdają się uważać, że to pierwsze oznacza przechwytywanie rakiet i szaleńczy pęd do schronów przeciwbombowych.
Eksplozja sygnałów dźwiękowych i krótkofalówek to tylko najnowszy przykład. Zamiast potajemnie wychwalać najbliższego sojusznika Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie za jego niesamowitą zdolność do nieszablonowego myślenia i działania, Blinken i inni urzędnicy administracji zdecydowali się otwarcie wyrazić swoje niezadowolenie.
W międzyczasie sekretarz stanu chwalił innych regionalnych aktorów; i to tych wątpliwych.
„Egipt nadal jest niezbędnym partnerem w dążeniu do zawieszenia broni w Strefie Gazy – takiego, które sprowadzi zakładników do domu, które ulży cierpieniom mieszkańców Gazy i stworzy podstawy trwałego pokoju” – stwierdził, zaciemniając rzeczywistość, że wszystkie cierpienia w enklawie terrorystycznej wynikają z rządów Hamasu od 2007 roku. Chodzi o organizację, która przejmuje wszystkie ciężarówki z pomocą humanitarną wypełnione towarami dla ludności cywilnej w Strefie Gazy. Jej terroryści kradną żywność i inne zapasy dla siebie i sprzedają je „niewalczącym” Gazańczykom po wygórowanych cenach.
Nie jest to kwestia, która wydaje się dotyczyć międzynarodowego chóru oskarżającego Izrael o wykorzystywanie głodu mieszkańców Gazy jako broni wojennej. Blinken nigdy nie posunął się tak daleko, ale powstrzymuje się od poruszania tej kwestii, wzywając „obie strony” do zachowania powściągliwości – pocałowania się, pogodzenia i ustanowienia państwa palestyńskiego w celu „trwałego pokoju”.
Warto zauważyć, że Egipt od lat umożliwia przemyt broni i materiałów budowlanych przez tunele łączące Korytarz Filadelfijski ze Strefą Gazy. Nic dziwnego, że Kair sprzeciwił się wkroczeniu Izraelskich Sił Obronnych do Rafah; jego przywódca nie chciał, aby mężczyźni i kobiety w mundurach IDF odkryli rozmiar i zasięg tych przejść. Podczas „negocjacji” w sprawie zawieszenia broni i uwolnienia zakładników, Izrael nie miał żadnej kontroli nad tym obszarem.
Niemniej jednak, Blinken powiedział dziennikarzom, że „podziękował prezydentowi [Abdel Fattah el-Sisi] i ministrowi spraw zagranicznych [Badr Abdelatty] oraz innym współpracownikom za zaangażowanie Egiptu w tę pracę. Rozmawialiśmy też o tym, jak ważne jest doprowadzenie tej umowy do końca – do czego będziemy nadal dążyć wraz z naszymi katarskimi partnerami”.
Tak jakby Katar, który zapewnia bezpieczną przystań szefom Hamasu, był jakimś uczciwym pośrednikiem, a nie siłą zła.
„Wszyscy wiemy, że zawieszenie broni jest najlepszą szansą na rozwiązanie kryzysu humanitarnego w Strefie Gazy, na zajęcie się zagrożeniami dla stabilności w regionie – zagrożeniami, które, jak wiem, są odczuwalne tutaj w Egipcie; w szczególności ciągłe ataki Huti na globalny handel na Morzu Czerwonym, wspomagane i podżegane przez Iran, zmniejszają ruch w Kanale Sueskim. Kosztuje to Egipt 5 miliardów dolarów utraconych przychodów”.
Miło, że tak bardzo martwi się o egipskie finanse. Zadziwiające, że jedyna wzmianka o Teheranie pojawia się w kontekście Huti, podczas gdy Islamska Republika stoi za Hamasem i Hezbollahem.
„Poczyniliśmy ogromne postępy w ciągu ostatniego miesiąca, półtora” – stwierdził. „Myślę, że w porozumieniu jest osiemnaście paragrafów; piętnaście z nich jest uzgodnionych, ale pozostałe kwestie muszą zostać rozwiązane”. Innymi słowy, te nie do pokonania.
„Najważniejszą rzeczą w tym momencie jest demonstracja woli politycznej, aby ostatecznie zawrzeć to porozumienie” – stwierdził, oczywiście kierując komentarz do Izraela. Spójrzmy prawdzie w oczy: „wola polityczna” nie jest tym, co przychodzi na myśl, gdy rozważa się motywy masowego mordercy Yahya Sinwara i jego oprawców-gwałcicieli.
„I o tym właśnie rozmawialiśmy”, wyjaśnił Blinken. „Omówiliśmy również szczegółowo, jakie byłyby niezbędne ustalenia, gdyby porozumienie zostało ostatecznie osiągnięte, pod względem tak zwanego” dnia po ”- co dzieje się w Gazie pod względem zarządzania, bezpieczeństwa, odbudowy. I tutaj również. Egipt jest i będzie kluczowym partnerem i myślę, że odbyliśmy dziś bardzo pożyteczną rozmowę na ten temat”.
Dzięki Bogu, że rząd izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu nie uprzedził takich jak Blinken o planach zdetonowania urządzeń komunikacyjnych Hezbollahu. Wszystko, co Jerozolima otrzymałaby w zamian, to wielkie, wielkie „nie”.
Kategorie: Uncategorized


Mam nieodparte wrażenie, że zwołanie przez Francję i USA posiedzenie Rady Bezpieczeństwa będzie powtorka numeru Obamy który poestrzymal się od zawetowania antyizraelskiej rezolucji. Dems nie pasuje wojna z Libanem, bo być może będą wciągnięci w aktywne odstraszanie Iranu od zbrojnego poparcia Hisbollahu na krótko przed wyborami.