Przyslal Adam Mer

Agnieszka Warnke
Wszystko, co chciała powiedzieć o sobie, zapisała w wierszach. „Poeci nie robią nic innego, tylko szukają słów” – twierdziła. Zawsze odnajdywała te właściwe: zwięzłe, celne, nierzadko podszyte ironią. Na przykład instrukcje obsługi, których nie ceniła jako gatunku literackiego, nazywała „obstrukcjami”. Gromadzone przedmioty – „rupieciami” (tych uzbierało się całkiem sporo).
Gdyby rzeczy mówiły –
ale gdyby mówiły, mogłyby i kłamać.
Zwłaszcza te zwykłe i mało cenione,
żeby wreszcie zwrócić na siebie uwagę
– pisała noblistka w utworze „Gdyby” przedrukowanym w tomie „Miłość szczęśliwa i inne wiersze”. Według słownikowej definicji słowo „rzecz” nie ogranicza się tylko do czegoś materialnego, to także sens, zagadnienie, czynność, okoliczność, a nawet zamiar. Dawniej oznaczało rozmowę. Oddajmy więc im głos.
Słowa
Chcę określić ich jednym wyrazem:
jacy – ?
Biorę słowa potoczne, ze słowników kradnę,
mierzę, ważę i badam –
Żadne
nie odpowiada.
(fragment utworu „Szukam słowa”, pierwodruk 14 III 1945, przedruk w tomie „Czarna piosenka”)
Jako poetka Wisława Szymborska zadebiutowała w marcu 1945 roku utworem „Szukam słowa”. Gdy je znalazła, bawiła się nim, przekształcała, oswajała, nadawała nowy – często żartobliwy lub absurdalny – sens. Na spotkania w gronie szkolnych koleżanek odbywające się od końca lat 60. co dwa miesiące mówiła „sabaty czarownic”. „Szuraniem papierami” nazywała załatwianie znienawidzonych formalności, które dopinał jej sekretarz. Zamieszanie wokół przyznania Nagrody Nobla przyjaciele poetki określali mianem „tragedii sztokholmskiej”, co przypadło jej do gustu.
Szymborska stworzyła około trzystu pięćdziesięciu wierszy i kilka gatunków literackich, takich jak „adoralia”, „altruitki”, „moskaliki”, „rajzefiberki”. Ich realizacje zostały zamieszczone w „Rymowankach dla dużych dzieci” opublikowanych wraz z jej kolażami przez Wydawnictwo a5. Można tam znaleźć także „lepieje”, czyli krótkie ostrzeżenia typu: „Lepiej złamać obie nogi, niż miejscowe jeść pierogi”. Pomysł na nie zrodził się podczas wypadu z przyjaciółmi do restauracji – w menu przy flakach dopisano odręcznie komentarz „okropne”. Autorem tej nazwy jest sekretarz noblistki Michał Rusinek, podobnie jak „odwódek” – zamieszczanych w prasie informacji o szkodliwości alkoholu.
Od wódki… wiadomo.
Od koniaku finał na haku.
Od żytniówki dzieci półgłówki.
Od whisky iloraz niski.
Od martini potencja mini.
(„Odwódki” Wisławy Szymborskiej)
Wyklejanki
„Przycinajmy z umiarem” – głosi napis na jednej z jej wyklejanek. Na innej widać całującą się parę z podpisem „Jedna z przyczyn kataru”, na kolejnej hasło „Wspaniałe pogrzeby po cenach umiarkowanych” ilustruje ocean rekinów. Są też Mona Lisa z wielkimi oczami i Dama z gronostajem w kapeluszu, pies w okularach i kot z przydługimi wąsami, stosy walizek, kubków, baletnice, aniołki, smukłe damy, korpulentne kokietki, umięśnieni mężczyźni czy tajemniczy dżentelmeni.

Wisława Szymborska, do Gizeli Szancerowej, 1994, autorska karta pocztowa, fot. archiwum MOCAK-u
Na kilka dni w roku, zwykle w listopadzie, Szymborska zamykała się w swoim mieszkaniu i produkowała sztukę. Ze starych gazet i współczesnych czasopism wycinała ilustracje oraz słowa lub całe frazy, które dopiero wraz z obrazem tworzyły zabawny kolaż, następnie przyklejała je na kartonik wielkości pocztówki. Na odwrocie zwykle pisała krótkie życzenia. Wysyłała je przyjaciołom i osobom zaprzyjaźnionym, ale tylko tym z poczuciem humoru. Ryszardowi Krynickiemu powiedziała, że najpiękniejsze adresowała do Anny i Stanisława Barańczaków. Zaczęła je tworzyć pod koniec lat 60., bo nigdzie nie mogła dostać ładnych pocztówek. Jednak artystką (bo tak o sobie mówiła, gdy wyklejała) była już wcześniej.
Mleczarka
Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
w namalowanej ciszy i skupieniu
mleko z dzbanka do miski
dzień po dniu przelewa,
nie zasługuje Świat
na koniec świata.
(fragment utworu „Vermeer”, przedruk w tomie „Tutaj”)
Debiutowała nie jako poetka, lecz rysowniczka – ilustracjami do podręcznika języka angielskiego autorstwa Jana Stanisławskiego, ojca szkolnej koleżanki Szymborskiej. W wywiadzie dla „Tygodnika Literackiego” przyznała: „Tak naprawdę to chciałabym być karykaturzystą. […] Chciałabym cały świat obrysować – gdybym tylko umiała”. Ze ścian jej mieszkania przy ulicy Piastowskiej, dokąd przeprowadziła się w listopadzie 1997 roku, spoglądały między innymi: akwarele Marii Jaremy (pierwszej żony Kornela Filipowicza) i Anny Lutosławskiej (przyjaciółki), abstrakcja Erny Rosenstein, obrazy Janusza Stępińskiego (przyjaciela), Jerzego Nowosielskiego, Nikifora, Barbary Gawdzik-Brzozowskiej (która ilustrowała zbiór „Tarsjusz i inne wiersze”), a także reprodukcje hinduskich grafik, rysunek „Coś musiało się stać” Sebastiana Kudasa, zdjęcie Elli Fitzgerald…
Największą słabość miała jednak do Vermeera. W felietonie o książkach uważnie przyjrzała się katalogowi jego prac, zauważając, że zamiast słowami lepiej opisać twórcę za pomocą muzyki „na kwartet z dwojgiem skrzypiec, fagotem i harfą”. Utwór „Pochwała snów” rozpoczęła wyznaniem: „We śnie / maluję jak Vermeer van Delft”. Jego słynnemu dziełu przedstawiającego mleczarkę poświęciła cały wiersz. W biografii Szymborskiej „Pamiątkowe rupiecie” Anna Bikont i Joanna Szczęsna przytoczyły spostrzeżenie dziennikarza Saszy Malko, że musi być w niej coś holenderskiego: „Jak holenderscy malarze lubi się przyglądać małym rzeczom z różnych stron i w różnym oświetleniu”.

Jan Vermeer, „Mleczarka”, ok. 1658–1661, fot. Wikipedia
Pocztówki
W jednym z jej felietonów przedmiot rozważań na temat nieodgadnionej przyszłości stanowi książka naukowa Adriana Berry’ego „Następne 500 lat” oraz pocztówka wydana w 1900 roku, a przedstawiająca Tarnów – a raczej wyobrażenie na jego temat – sto lat później. Już samo to zestawienie dowodzi, że do kartek pocztowych Szymborska podchodziła bardzo poważnie.
Gdy pracowała w „Życiu Literackim”, prowadziła anonimowo rubrykę „Poczta literacka”, w której odpowiadała na listy młodych adeptów pióra. Kolekcjonowała pocztówki z okresu międzywojennego (bo „to jedyne zbieractwo, jakie można uprawiać w ciasnym mieszkaniu”), a w jej zbiorach znalazły się między innymi kartki noworoczne, w stylu secesyjnym, miejskie pejzaże czy japońskie scenki rodzajowe. Wątek ten wielokrotnie pojawiał się w korespondencji z Kornelem Filipowiczem, z którym przeczesywała targi staroci. Autorki „Pamiątkowych rupieci” informują: „Szczęśliwie każde z nich zbierało co innego: Filipowicz – pierwszą wojnę i Legiony, Szymborska – kicz”. W jednym z listów do Adama Włodka poetka instruuje byłego męża: „W szufladzie drugiej, pod pocztówkami, znajdzie Pabu sweterek w kolorze ciemnego złota oraz koszulkę dzienną białą w żółte kwiatki”.
Wizerunek noblistki utrwalony na zdjęciu Marii Söderberg znalazł się na znaczku pocztowym, który dla poczty szwedzkiej zaprojektował światowej sławy twórca Czesław Słania (zawodowo nadworny grawer króla Szwecji, prywatnie adorator siostry poetki, Nawoi).

Mieszkanie Wisławy Szymborskiej przy ul. Piastowskiej, 2021, fot. Łukasz Gągulski / PAP
Telefon
Na jeden z listów do redakcji „Życia Literackiego” odpowiedziała jak zwykle uprzejmie, ale stanowczo, z nutą ironii: „Najwięcej pomysłowości zdradza Pan w wymyślaniu nazwisk bohaterom. Ale to o wiele za mało, jak na udane opowiadanie s.f. Na razie mógłby Pan napisać bardzo ciekawą książkę telefoniczną”. Telefon służył poetce do gier i zagadek, które zadawał jej Włodek, a także do pracy, kiedy dyktowała swojemu sekretarzowi „Lektury nadobowiązkowe” lub limeryki. Gdy w jej mieszkaniu zainstalowano aparat telefoniczny, akurat wpadł Zbigniew Herbert i obdzwonił krakowskich znajomych, przedstawiając się jako Frąckowiak, autor dwóch tysięcy sonetów, gotowy przeczytać je od razu. 3 października 1996 roku do Domu Pracy Twórczej „Astoria” w Zakopanem zadzwonił pracownik Akademii Szwedzkiej z oficjalną informacją o przyznaniu Szymborskiej Nagrody Nobla.
Po Noblu telefon stał się utrapieniem. Nie przestawał dzwonić, więc gdy starający się o pracę Michał Rusinek przeciął kabel, Szymborska była zachwycona. Komunikat nagrany na automatyczną sekretarkę brzmiał: „Tu numer taki a taki. Proszę zostawić krótką informację albo skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą”. Zaniepokojeni znajomi dopytywali o zdrowie poetki, więc wiadomość szybko zmieniono. Częste awarie aparatu stacjonarnego zmusiły Szymborską do zakupu telefonu komórkowego. Używała go dwa razy w roku, w Lubomierzu i Zakopanem, gdzie odpoczywała, więc na kartce zapisała hasłową instrukcję obsługi.
Suknia
Gdyby chociaż ta suknia dłuższa, powłóczystsza,
a wiersze nie z torebki, ale wprost z rękawa,
od święta, od parady, od wielkiego dzwonu,
od bim do bum,
ab ab ba –
(fragment utworu „Trema”, pierwodruk 4 II 1979, przedruk w tomie „Ludzie na moście”)
Potrzebne były dwie: jedna na uroczystość wręczenia Nagrody Nobla i bankiet tuż po niej, druga na kolację u króla i królowej. Etykieta szwedzkiego dworu sugerowała unikanie czerni. Z propozycji łódzkiego Domu Mody „Telimena” wybrano cztery kostiumy, dwa płaszcze i suknie – granatową miała włożyć na główne przyjęcie, w czarnej wygłosić mowę noblowską, a w brązowej gościć na przyjęciu u monarchy. W ostatniej chwili Szymborska wraz z towarzyszącą jej Teresą Walas zmieniły zdanie (o czym sekretarz poetki nie zdążył już poinformować mediów). Noblistka odebrała nagrodę w brązowej – lub, jak wolą niektórzy, tabakowej – kreacji uzupełnionej żakardowym żakietem, a w tej z ciemnoniebieskiego aksamitu wzięła udział w królewskiej kolacji.
Nie przywiązywała większej wagi do strojów, nad elegancję ceniła swobodę, miała indywidualny zmysł estetyczny. Walas wspominała, że Szymborska „jak każda kobieta w tamtych czasach uczestniczyła w polowaniach konfekcyjnych, nie były one jednak jej pasją”. W wierszu „Trema”, w którym rozprawia się ze stereotypami i oczekiwaniami wobec twórcy, utrwaliła wizerunek poetki podczas wieczoru autorskiego. Z kolei utwór „Odzież”, będący potwierdzeniem jej upodobania do figury wyliczenia, miał duży wpływ na Woody’ego Allena cenionego przez noblistkę za dowcip.

Polska noblistka przyjmuje z rąk szwedzkiego monarchy medal i dyplom, fot. JONAS EKSTROMER/AFP/East News
Termos
Na marginesie lektury „Zachód a sztuka Wschodu” Andrzeja Jakimowicza stwierdziła, że wymianie kulturowej bardziej niż podboje służyła „handlowa osmoza”. W ten sposób do Europy zawędrowała chińska porcelana, „wywołując w XVIII wieku wielką modę na chińszczyznę”. Uległa jej sama poetka. Towarzyszący noblistce w wyjazdach służbowych Rusinek wspominał, że Szymborska nie znosiła podróży: „Uważała, że najważniejszym przedmiotem w bagażu podróżnym jest bilet powrotny. Żeby czuć się komfortowo, musiała mieć zapas papierosów i swój ukochany chiński termos, żeby móc napić się herbaty w środku nocy, kiedy przyjdzie jej ochota”. Nie inaczej było w Grand Hotelu, gdzie zakwaterowano noblistów. Bezcenna musiała być mina kelnera, który w białych rękawiczkach napełniał wrzątkiem lekko zardzewiały termos w żółtą kratę.
Mapa
Lubię mapy, bo kłamią.
Bo nie dają dostępu napastliwej prawdzie.
Bo wielkodusznie, z poczciwym humorem
rozpościerają mi na stole świat
nie z tego świata.
(fragment utworu „Mapa”, pierwodruk 2012, przedruk w tomie „Wystarczy”)
Szymborska uważała, że pisząc, można „mocować się ze światem rzeczywistym albo zmyślać światy nieistniejące”. Powtórzyła to podczas otwarcia Targów Książki we Frankfurcie w 2000 roku. Chociaż Polska była wówczas gościem honorowym, niektórych pisarzy ulokowano w hotelach nawet 30 kilometrów poza miastem. Noblistka upamiętniła to kuriozum: „Stał tam na półpiętrze olbrzymi globus; sfabrykowałam maleńką wysepkę, przykleiłam na najbardziej pustym miejscu Oceanu Atlantyckiego i dołączyłam nazwę hotelu”. Rusinek wspominał, że nazwa nowego lądu – „Waitz” – została wpisana obok flamastrem, a klej służący do umocowania wyspy został wykorzystany do robienia prawdziwych wyklejanek. W mieszkaniu poetki także stał globus – przedstawiający niebo. W ostatnim swoim wierszu napisała: „Lubię mapy, bo kłamią”.
Tablica

Widok wystawy „Szuflada Szymborskiej”, 2013, fot. Stanisław Rozpędzik / PAP
Hultajka, Niemodlin, Okradziejówka, Donosy, Mizerna, Pacanów, Pcim, Zagacie, Nierodzim i wiele innych. Nie musiała zwiedzać tych miasteczek i wsi, wystarczały jej nazwy – im dziwniejsze i zabawniejsze, tym lepiej. Choć sesji fotograficznych unikała jak ognia, kazała sobie robić zdjęcia pod przydrożnymi zielonymi tablicami z białymi nazwami miejscowości. Miało to związek z jej zamiłowaniem do układania limeryków. Najczęściej robiła to w drodze wraz z towarzyszami podróży, a wierszyki zawierały nazwy mijanych miejscowości. Specjalnie udała się do niemieckiej doliny, by sfotografować się z napisem „Neandertal”. W Izraelu znalazła „Sodomę”. Na Sycylii zahaczyła o „Corleone” – uwielbiała „Ojca chrzestnego”. Przy okazji powstał limeryk:
W miejscowości Corleone
można dostać cios w przeponę.
Skłonność do tych czynów dziatki
wysysają z mlekiem matki,
czyli mają to wpojone.
Rękopis

Strona 32: notatki do ukończonego wiersza „W uśpieniu”, fot. Wydawnictwo a5
„Najgorzej z poetami. Ich praca jest beznadziejnie niefotogeniczna. Człowiek siedzi przy stole albo leży na kanapie, wpatruje się nieruchomym wzrokiem w ścianę albo w sufit, od czasu do czasu napisze siedem wersów, z czego jeden po kwadransie skreśli, i znów upływa godzina, w której nic się nie dzieje… Jaki widz wytrzymałby oglądanie czegoś takiego?” – pytała w odczycie noblowskim. Pomysły na wiersze zapisywała w czarnym notesie. Pojedyncze frazy, tytuły, rymy czasem dojrzewały przez kilka, a nawet kilkadziesiąt lat. Gdy już znalazły swoje miejsce w konkretnym utworze – czy nawet w mowie noblowskiej, jak było w przypadku rozmowy z Eklezjastą – wykreślała je.
W najlepszym razie
będziesz, mój wierszu, uważnie czytany,
komentowany i zapamiętany.W gorszym przypadku
tylko przeczytany.Trzecia możliwość –
wprawdzie napisany,
ale po chwili wrzucony do kosza.
(fragment utworu „Do własnego wiersza”, pierwodruk 2012, przedruk w tomie „Wystarczy”)
Niewiele zachowało się rękopisów Szymborskiej. Gdy wiersz nie przetrwał próby nocy (napisany poprzedniego wieczoru nie spełniał oczekiwań autorki) lub przepisała go na maszynie, darła kartki na drobne kawałki i wyrzucała do kosza na śmieci. Mówiła, że to najpotrzebniejszy mebel w domu poety. Z kolei za najważniejszą czynność twórcy uważała skreślanie. Poprawki nanosiła długopisem na maszynopisie, który dawała sekretarzowi do przepisania na komputerze. Kolejne uwagi dopisywała na wydruku. Przetrwało kilka niedokończonych utworów w rękopisie, które zostały dołączone do tomu „Wystarczy” wydanego już po śmierci poetki.
Szuflada
Wolę szuflady.
Wolę wiele rzeczy, których tu nie wymieniłam,
od wielu również tu nie wymienionych.
(fragment utworu „Możliwości”, pierwodruk 1985, przedruk w tomie „Ludzie na moście”)
Trzydzieści sześć szuflad, w trzech kolumnach, niemal pod sam sufit. Te mniejsze, po bokach, przechowywały kolekcję pocztówek ułożonych tematycznie. Najwyższe, trudno dostępne, ukrywały dokumenty, na przykład deklaracje podatkowe lub instrukcje obsługi sprzętów elektronicznych zwane „obstrukcjami”. W pozostałych schowały się fotografie, apaszki, składane parasolki (które notorycznie gubiła), okulary, notesy, pamiątki i inne bibeloty. Komodę tę zaprojektował Jacek Siwczyński do ostatniego mieszkania Szymborskiej – oczywiście według szkicu poetki.

Rzeczy zgromadzone na wystawie „Szuflada Szymborskiej”, 2013, fot. Stanisław Rozpędzik / PAP
Jej pierwsze samodzielne lokum na rogu ulic 18 stycznia (dziś Królewskiej) i Nowowiejskiej w Krakowie, do którego przeniosła się z kamienicy przy Krupniczej 22 (zwanej też „czworakami literackimi” lub „domem czterdziestu wieszczów”), było tak małe, że nazywała je „szufladą”. Motyw szuflady pojawia się w ośmiu wierszach, chociażby w „Balladzie” – na jej dnie leżą sznurowadła – czy w „Wywiadzie z dzieckiem”, gdzie zostaje ożywiona i usiłuje przekonać Mistrza, że „jest w niej tylko to, co do niej wcześniej włożono”. W dodatku wysuwaną skrzynkę uważała za jeden z najważniejszych wynalazków ludzkości i domagała się postawienia pomnika autorowi.
Małpa
W „szufladzie” na rogu 18 Stycznia i Nowowiejskiej z Szymborską zamieszkały pluszowe małpy. Przyjaciele zbierali dla niej kartki, ulotki czy ilustracje prasowe z wizerunkiem tych ssaków. „Małpierzem” nazywała czule Jana Pawła Gawlika, swojego adoratora. Zwykle buntowała się przed fotografowaniem, jednak zrobiła wyjątek dla pewnej szympansicy. Słynna sesja zdjęciowa odbyła się na początku lat 60. w krakowskim zoo. Dyrektor placówki wypożyczył poetce szympansicę Cziki. „Prowadziłam ją za rękę, ona tego nie lubiła, denerwowała się, a silna była w ramionach i brzuch miała twardy jak orzech kokosowy” – opowiadała swoim biografkom. „Kiedy usadziło się ją na ławce, próbowałam ją objąć, a ona mnie wtedy ugryzła w rękę. Krzyknęłam, spojrzała na mnie i mówi, no może nie mówi, ale sięgnęła łapą, zerwała liście i zatkała mi nimi usta”.
W bajkach osamotniona i niepewna
wypełnia wnętrza luster grymasami,
kpi z siebie, czyli daje dobry przykład
nam, o których wie wszystko jak uboga krewna,
chociaż się sobie nie kłaniamy.
(fragment utworu „Małpa”, pierwodruk 1959, przedruk w tomie „Sól”)
Człekokształtni krewni wielokrotnie pojawiają się na wyklejankach Szymborskiej, grają główne role w wierszach. Utwór „Małpa” jest krótkim spojrzeniem na obecność tytułowej bohaterki w historii kultury i ewolucji. Zwierzęciu oddaje głos w „Tarsjuszu”, oskarżając człowieka o złe traktowanie, zwracając uwagę na niedającą się zrównoważyć asymetryczność świata ludzkiego i pozaludzkiego. Z kolei w „Dwóch małpach Bruegla” śni o siedzących w oknie małpach przykutych łańcuchem – to sen maturalny, a egzamin zdaje z historii ludzi. Na pytanie, skąd u noblistki zainteresowanie człekokształtnymi, odpowiedziała krótko: „Trudno komentować, one mnie fascynują”.
Biblioteczka
Lekarstwem na grypę był dla niej „Klub Pickwicka” Karola Dickensa. Choć w utworze „Możliwości” wyznała, że woli Dickensa od Dostojewskiego, to również rosyjskiego pisarza znała na wylot już w wieku czternastu lat. Bardziej interesowała ją współczesna proza, poezją się nie zajmowała. W szkole zaczytywała się w Anatole’u Fransie, uwielbiała Jonathana Swifta i Marka Twaina. Jednak największą miłością obdarzyła „Czarodziejską górę” Tomasza Manna. Niemieckiemu prozaikowi poświęciła zresztą wiersz.
Drogie syreny, tak musiało być,
kochane fauny, wielmożne anioły,
ewolucja stanowczo wyparła się was.
[…]
A najlepsze to,
że przeoczyła moment, kiedy pojawił się ssak
z cudownie upierzoną watermanem ręką.
(fragment utworu „Tomasz Mann”, pierwodruk 3 XI 1963, przedruk w tomie „Sto pociech”)

Wisława Szymborska, fot. Adam Golec/AW
W mieszkaniu na Piastowskiej poetka miała pokaźną biblioteczkę, a właściwie trzy – na każdy pokój jedna. Wytrzymałe meble z litego drewna zaprojektowano specjalnie dla niej. Ułożoną alfabetycznie poezję trzymała w sypialni, w której również pracowała. Osobny regał przeznaczyła na swoje tomy (pojedyncze egzemplarze), także w tłumaczeniu. Dzieła z wielu dziedzin, o których napisała lub zamierzała napisać felieton, oraz albumy artystyczne i roczniki „National Geographic”, przechowywała w salonie. Uważała, że książki „potrzebują powietrza”, dlatego ustawiała między nimi różne przedmioty lub zdjęcia. W ostatnim pomieszczeniu, pokoju gościnnym, stały encyklopedie, słowniki i książki naukowe. Jednak tylko te, które mogły się do czegoś przydać – pozostałe rozdawała znajomym.
Maski
W salonie między książkami trzymała głowę wawelską ze swoim wizerunkiem i papierosem w ustach. Maskę tę dostała od krakowskiego scenografa Ryszarda Hodura. Kilka innych, przesłaniających całą twarz lub część, zdobią motywy roślinne. Ta z ceramiki, przywieziona w 2000 roku z Wenecji, ma ciemne kiście winogron ze złotymi liśćmi imitujące fantazyjną fryzurę. W swojej kolekcji posiadała również miniaturowe zasłony twarzy nawiązujące do teatru greckiego, gdzie maska z ustami wykrzywionymi jak do płaczu symbolizowała tragedię, a ta radosna – komedię.

Wisława Szymborska z maską, fot. Adam Golec / AW
W rozmowach poetka zazwyczaj skrywała się za anegdotą. W wierszu „Zakochani” wyjaśniła: „Nasz uśmiech nie jest maską smutku, / a dobroć nie jest wyrzeczeniem”. Książce „Lamajskie maski taneczne” Wernera Formana i Bjambyna Rinczena poświęciła felieton. Przestrzegała w nim przed fałszywym wrażeniem, jakie o buddyjskich bóstwach dają wykrzywione w okropnych grymasach wizerunki: „Tymczasem są to oblicza bogów łagodnych i raczej życzliwych. Odrażającymi minami pragną tylko wyrazić swoją bezmierną dezaprobatę dla świata materii, który dusze ludzkie trzyma w niewoli i przeszkadza im w osiągnięciu doskonałości”. Ironia wszechobecna w jej twórczości była narzędziem demaskującym pozory, kłamstwo, zbędny patos, sztuczność, niedoskonałość. Jednak demaskacja daleka była od oskarżycielskiego tonu, zawsze towarzyszyła jej pewna życzliwość, ciepło.
Sofa
Na wywiady – jeśli ich udzielała, a robiła to rzadko – noblistka umawiała się w swoim mieszkaniu zwykle o dziesiątej. (Godzina ta najwyraźniej stanowiła granicę, bo Szymborska uważała, że przed dziesiątą nie wypada do nikogo dzwonić). Dziennikarzy sadzała na dwuosobowej sofie obitej zieloną tkaniną w kwiatowy wzór. Podawała im kawę i koniak. Rozmowę rozpoczynała seria pytań poetki do redaktora o życie prywatne (bez wścibstwa), na przykład, czy mają psa, czy kota. Dopiero później role się odwracały.
Nie mniej ciekawym, choć nieoczywistym meblem z mieszkania poetki było krzesło. W „Nic zwyczajnego” Michał Rusinek wspominał, że gdy na regularnie urządzanych przez Szymborską przyjęciach gości było więcej niż miejsc siedzących, „gospodyni przynosiła z sypialni maleńkie krzesełko z oparciem, jak z kompletu mebli dla dzieci”. Było bardzo wywrotowe i tylko ona potrafiła na nim siedzieć. „Krzesełko z pewnością było jedną z niewielu rzeczy wziętych z rodzinnego domu, być może z panieńskiego pokoju” – przypuszczał sekretarz. Dodał także, że wyróżniało się tym, że było „nieironiczne”.
Okulary

Wisława Szymborska w binoklach, 1965, fot. Sipa Press / East News
Są katalogi katalogów.
Są wiersze o wierszach.
[…]
Okulary do szukania okularów.
Wdech i wydech oddechu.
(fragment utworu „Wzajemność”, pierwodruk 2012, przedruk w tomie „Wystarczy”)
Lektura biografii austriackiego kompozytora i jednego z twórców stylu romantycznego w muzyce przywołała wspomnienie filmu, który poetka oglądała przed wojną, „w wieku kompletnie bezkrytycznym”. W felietonie poświęconym książce Tadeusza Marka przyznała, że filmowy Schubert „był młodzieńcem przystojnym (aczkolwiek w okularach)”. Sama unikała występowania przed publicznością w okularach – była przekonana, że wygląda w nich nieelegancko. Nosiła je dla kamuflażu, by nie zostać rozpoznaną. Do słynnego zdjęcia Andrzeja Żaka pozowała w binoklach. Fotografia ta widnieje na okładce „Wierszy wszystkich” Szymborskiej wydanych w stulecie urodzin oraz wznowienia jej biografii „Pamiątkowe rupiecie”, a nawet wisi w przedpokoju ostatniego mieszkania noblistki, witając rezydentów literackich.
Papieros
Redakcyjni koledzy z „Życia Literackiego” zapamiętali ją, jak przebierała w stosach wierszy, zawsze z papierosem w dłoni. Pozowała z nim do sesji zdjęciowej Joanny Helander. Portret z papierosem znalazł się na okładce biografii „Szymborska. Znaki szczególne” Joanny Gromek-Illg. Poetka odmawiała długich lotów między innymi ze względu na zakaz palenia. Ten obowiązujący podczas uroczystości noblowskich udało jej się złamać, a nawet zapalić z samym królem Szwecji. Po wspólnym ze Stanisławem Barańczakiem wieczorze autorskim swoim nałogiem uruchomiła alarm przeciwpożarowy.

Papierośnica pokazywana na wystawie „Szuflada Szymborskiej”, 2013, fot. Stanisław Rozpędzik / PAP
Powtarzała, że nikotyna jest jej niezbędna do tworzenia. W „Lekturach nadobowiązkowych” zauważyła: „W zawiesinie tytoniowego dymu rodziły się »Pan Tadeusz«, »Jądro ciemności«, »Czarodziejska góra«…”. Przyznała, że z płonącego mieszkania ocaliłaby podajnik papierosów ze srebrnym ptakiem, który otrzymała od Illgów. W każdym pokoju stała popielniczka – jedna w kształcie orła, miała też zapalniczkę imitującą łódź podwodną.
Rękawice
Zastanawiała się, za ile jej autografów można by dostać jeden podpis Andrzeja Gołoty. Pod koniec lat 50. napisała wiersz zaczynający się od słów: „Muzo, nie być bokserem, to jest nie być wcale”. Niemal cztery dekady później zatrzymała się w Hotelu Europejskim w Warszawie, gdzie nocował również polski pięściarz. W restauracji wokół jego stolika było pełno obsługi, do stolika noblistki długo nikt nie podchodził. Rusinek w książce „Nic zwyczajnego” wspominał: „Boks pojawia się w twórczości Szymborskiej, a także w rozmowach z nią, na zasadzie przeciwwagi dla poezji. Albo raczej – przeciwieństwa poezji. Ją to przeciwieństwo fascynuje”. Sekretarz sprezentował poetce rękawice bokserskie. Na fotografii widać, że sprawiło jej to radość, podobnie jak zmistyfikowany tom wierszy „Sobie a guzom”, który otrzymała od znajomych na urodziny. Na pogrzeb noblistki Gołota przysłał bukiet białych róż.
Nie być bokserem, być poetą,
mieć wyrok skazujący na ciężkie norwidy,
z braku muskulatury demonstrować światu
przyszłą lekturę szkolną – w najszczęśliwszym razie –
o Muzo. O Pegazie,
aniele koński.
(fragment utworu „Wieczór autorski”, pierwodruk 24 VIII 1958, przedruk w tomie „Sól”)
Jazz
Położył tylko rękę na jej sercu,
zajrzał do gardła, pogłaskał po głowie.
A kiedy będzie już po wszystkim – dodał –
sprawisz mi radość przybywając do mnie,
pociecho moja czarna, rozśpiewana kłodo.
(fragment utworu „Ella w niebie”, pierwodruk 2008, przedruk w tomie „Tutaj”)
Zamierzała napisać o niej wiersz, lecz zaczęła od felietonu poświęconego biografii Elli Fitzgerald. „Śpiew Elli godzi mnie z życiem i po prostu pociesza” – wyznała. „O żadnej innej śpiewaczce tego bym powiedzieć nie mogła. Dla mnie jest największa, i wątpię, czy już zdążę zmienić zdanie…”. Nie zmieniła. Kilkanaście lat później powstał wiersz „Ella w niebie”. W kolekcji płyt jazzowych Szymborskiej przeważały winyle i kompakty tej amerykańskiej wokalistki. Michał Rusinek zauważył, że poetka lubiła czytać swoje wiersze tak jak Fitzgerald wykonywała piosenki – bez przesadnego dramatyzowania. Na wieczorach autorskich czasem towarzyszył jej Tomasz Stańko, improwizujący na trąbce między wierszami. „Muzyka sama wypływała z trąbki” – przyznał jazzman po liryczno-muzycznym duecie w Operze Krakowskiej w 2009 roku, zorganizowanym po wydaniu tomu „Tutaj”. W ostatniej drodze Szymborskiej towarzyszyła Fitzgerald. Po śmierci noblistki Stańko skomponował kilkanaście utworów inspirowanych jej poezją.

Jerzy Illg, Wisława Szymborska, Marian Stala, Tomasz Stańko, wieczór poezji, 2009, Kraków, fot. Adam Golec / Agencja Wyborcza
Dwukropek
jeśli czarno na białym
czy choćby w domyśle,
z ważnego albo błahego powodu
postawione zostaną znaki zapytania,
a w odpowiedzi –
jeżeli dwukropek:
(fragment utworu „Właściwie każdy wiersz”, pierwodruk 2004, przedruk w tomie „Dwukropek”)
Bohaterem jej jedenastego z kolei, a drugiego po Noblu, tomu poetyckiego był dwukropek. Tym znakiem zakończyła utwór „Właściwie każdy wiersz”, a zarazem cały zbiór, sugerując jakiś ciąg dalszy, oczekiwanie na odpowiedź, podjęcie rozmowy, moment wahania, nabrania oddechu. Wszystkie wiersze tej książki mówią o zdarzeniowości i przemijaniu jednak bez pesymizmu, o dwuznaczności i możliwości wyboru.
Krytyczka Eliza Kącka na łamach „Tygodnika Powszechnego” stwierdziła, że Szymborska „stworzyła najściślej pytajną poetykę w historii literatury polskiej. Nikt bodaj nie pytał więcej”. W „Wierszach wszystkich” noblistki można doliczyć się ponad czterystu znaków zapytania. „Sporządziłam spis pytań, / na które nie doczekam się już odpowiedzi” – rozpoczęła utwór „Spis”. W „Radości pisania” zastanawiała się, „dokąd biegnie ta napisana sarna przez napisany las?”, we „Wzrastaniu”, „czy wiersz, czy dom układać – piękniej?”. Pytała siebie: „Co treścią jest uśmiechu / i podania ręki?”, „Czy wiesz, że przyjaźń trzeba / współtworzyć jak miłość?” („Pytania zadawane sobie”). Sprawdzała z troski, ciekawości, pod pretekstem, dla pewności. W mowie noblowskiej przekonywała: „Natchnienie, czymkolwiek ono jest, rodzi się z bezustannego »nie wiem«”.
Jeśli Szymborska lubiła pytajniki, to raczej nie przepadała za przecinkami. Michał Rusinek przyznał, że mniej więcej połowa tych znaków interpunkcyjnych w nowszych książkach poetyckich noblistki jest jego wkładem do literatury polskiej. Może tę niechęć miała po dziadku Antonim, który swój pamiętnik (przygotowany później do druku przez wnuczkę) pisał bez przecinków czy kropek? Jeśli talent literacki jest zapisany w genach, to poetka odziedziczyła go właśnie po nim – „prekursorze Apollinaire’a”, jak kiedyś zażartowała. Zapewne dla zabawy pod koniec lat 50. napisała swoje epitafium zaczynające się od słów: „Tu leży staroświecka jak przecinek / autorka paru wierszy”.
Rupiecie
Pomiń milczeniem psy, koty i ptaki,
pamiątkowe rupiecie, przyjaciół i sny.
(fragment utworu „Pisanie życiorysu”, pierwodruk 1979, przedruk w tomie „Ludzie na moście”)

Wisława Szymborska z dzwonkiem, 2009, fot. Adam Golec / AW
Niektóre kupowała sama, inne przywozili jej przyjaciele, znając jej zamiłowanie do kuriozalnych rzeczy. Gdy któryś z przedmiotów jej się nie podobał lub znudził, trafiał na loteryjkę. Podczas przyjęć zaproszeni goście mieli okazję wylosować fant – zdarzało się, że ten, który wcześniej podarowali poetce. Jerzemu Pilchowi trafił się kolorowy makaron. Bronisław Maj otrzymał kubek z lwicami czy plastikową piłkę, na której podpisali się Czesław Miłosz – już noblista – oraz przyszli laureaci Nobla Seamus Heaney i Szymborska.
Na jej półkach między książkami i w szufladach lub szafie gościły: pozytywka z korbką w kształcie świńskiego ogonka, drewniany wachlarz z ręcznie malowanymi portretami generałów armii cesarza Franciszka Józefa, damska noga z marcepanu, kość dłoni służąca za długopis, zapalniczka w kształcie biustu, dmuchana postać z „Krzyku” Muncha, pieprzniczka i solniczka imitująca postaci Goethego i Schillera, rosyjskie babuszki z malowanymi wizerunkami Beatlesów, mini maczuga z kolczastymi kulami zakupiona w sklepie klasztornym.
Groza pomyśleć,
co by mi powiedział twój urwany guzik,
a tobie – klucz do moich drzwi,
stary mitoman.
(fragment utworu „Gdyby”, pierwodruk 2007, przedruk w tomie „Miłość szczęśliwa i inne wiersze”)
Szymborska– gdyby rzeczy mówiły
Kategorie: Uncategorized


Zainteresowanym polecam piękną piosenkę – muzyczną wersję wiersza Szymborskiej „Nic dwa razy się nie zdarza”. Wykonuje Łucja Prus. Sopot 1965.
Niezwykle prosto pisala o rzeczach nieprostych. I love her.
BARDZO LADNY ARTYKUL.
DLA OGOLNEJ WIADOMOSCI. UTWORY WISLAWY SZYMBORSKIEJ ZAJMUJA PIERWSZE MIEJSCE W LITERATURZE TLUMACZONEJ W IZRAELU.
BARDZO JESTESMY DO NIEJ PRZYWIAZANI.
ZOSIA BRAUN.TEL AVIV