Ruthie Blum

Upadek 54-letniego reżimu Assada w Syrii (z czego ostatnie 24 lata rządził syn Hafeza, Baszar) nie jest jedynym wielkim wydarzeniem na Bliskim Wschodzie, które zaskoczyło świat. Przeciwnie, w regionie od ponad 14 miesięcy dochodzi do wielu szokujących wydarzeń.
Na przykład, pomimo wszystkich sygnałów ostrzegawczych przed atakami terrorystycznymi Hamasu na południu Izraela 7 października 2023 roku, w tym konkretnych ostrzeżeń przekazanych sztabowi generalnemu armii, masakra została przeoczona przez same siły odpowiedzialne za zapobieganie takim zdarzeniom.
Gwałty, ścięcia głów, podpalenia i porwania dokonane tego dnia były najgorszymi okrucieństwami popełnionymi na Żydach od czasów Holocaustu, co uczyniło rozpoczęcie operacji „Żelazne Miecze” koniecznością. I bądźmy szczerzy: skala tych horrorów zapewniła tzw. „legitymację” Izraelowi do rozpoczęcia wojny, która trwa do dziś.
Nie to, żeby Jerozolima kiedykolwiek potrzebowała usprawiedliwienia, aby zniszczyć Hamas. Jednak do 7 października operacje prowadzone przez Siły Obronne Izraela w enklawie terrorystycznej były, delikatnie mówiąc, krótkie i niekompletne. Co gorsza, z każdym zawieszeniem broni Hamas i pomocnicze potwory stawały się bogatsze i bardziej zuchwałe.
Wynikało to z połączenia międzynarodowego wsparcia i izraelskiej koncepcji, że Hamas był odstraszony – że strach przed IDF, pozwolenia na pracę dla Gazanów i polityka powstrzymywania tygodniowych zamieszek na granicy skutecznie utrzymywały pokój. Lub przynajmniej utrzymywały iluzję spokoju.
Szok w ten pamiętny Simchat Torah był tym większy. Reakcja opinii publicznej na traumę była różna: wielu zwolenników dwupaństwowego rozwiązania poczuło się zdradzonych przez Palestyńczyków, realiści rozczarowani prawicową koalicją, którą popierali, a opozycjoniści podwoili swoje wysiłki, aby usunąć rząd.
Ci ostatni nie ustąpili w swoim skupieniu na izraelskim premierze Benjaminie Netanjahu jako ucieleśnieniu wszelkiego zła. Chociaż hasła nieco się zmieniły – od oburzenia nad zamiarami reformy sądownictwa do gniewu „przynieście ich do domu teraz” – przesłanie, że Netanjahu jest dyktatorem, który nie dba o zakładników, jest identyczne.
Te wstrętne oskarżenia są głoszone przez głośną mniejszość, która ma większość mediów zarówno podżegających, jak i powtarzających jej poglądy. Na szczęście ten hałas nie odwrócił uwagi Netanjahu od jego determinacji, aby odnieść zdecydowane zwycięstwo nad wrogami Izraela.
Tymczasem jeden cudowny manewr po drugim przekonał większość społeczeństwa, że grał w trójwymiarowe szachy z oszałamiającą pewnością siebie.
Wśród osiągnięć, które przywróciły wiarę i dumę z izraelskich umiejętności, są: eliminacja przywódców Hamasu Yahyi Sinwara, Mohammeda Deifa, Ismaela Hanieha, Salaha al-Arouriego i Marwana Issy; likwidacja szefa Hezbollahu Hassana Nasrallaha i wszystkich jego najważniejszych współpracowników; dosłowne i metaforyczne kopnięcie w tyłek tysięcy terrorystów Hezbollahu w sprawie pagerów i krótkofalówek; oraz osłabiający, niezakłócony atak na cele wojskowe w Teheranie.
Nawet krytycy Netanjahu w kraju i za granicą mieli trudności z powstrzymaniem westchnień podziwu.
Co prowadzi nas do zawieszenia broni w Libanie. Początkowo wzbudzając gniew wśród tych, którzy uważali to za akt kapitulacji – zwłaszcza że Izrael robił prawdziwe postępy – przerwa okazała się mądrym posunięciem.
Po pierwsze, obawy, że przysięga Netanjahu, aby nie dopuścić do żadnego naruszenia przez Hezbollah, zostały rozwiane. Od 27 listopada, kiedy zawieszenie broni weszło w życie, IDF nadal czujnie przeciwdziałał przemieszczaniu się terrorystów i broni w Libanie.
Po drugie, porozumienie odcięło północny i południowy front Izraela, izolując tym samym Hamas od Hezbollahu – jego irańskiego sojusznika, który wszedł do gry 8 października 2023 roku. Od dnia po masakrze Hezbollah dotrzymał słowa, nie przestając wystrzeliwać rakiet, pocisków i dronów na państwo żydowskie, dopóki nie wycofało wszystkich wojsk z Gazy i nie pozostawiło Hamasu u władzy.
Po tym, jak Hezbollah został wykluczony z tego konkretnego obrazu, a Iran lizał rany, Hamas – na skraju wirtualnej dezintegracji – nagle znalazł się sam. Ta zmiana sytuacji spowodowana przez poważnie zranionego Hezbollaha otworzyła drzwi do uwolnienia 100 zakładników wciąż przetrzymywanych w Gazy.
Upadek władzy alawickiej w Syrii może nie był przewidywany, nawet przez Netanjahu. Ale nie można zaprzeczyć, że był konsekwencją wszystkiego powyższego, zainicjowanego przez złudzenia Sinwara dotyczące zniszczenia Izraela raz na zawsze.
Jako radykalny islamista dobrze znający teksty hebrajskie, powinien był zdać sobie sprawę, że takie zamiary wobec Żydów ostatecznie kończą się niepowodzeniem. Rzeczywiście, jak Bóg pokazał potencjalnym niszczycielom narodu żydowskiego, to oni, a nie Żydzi, kończą na śmietniku historii. Sinwar na pewno tak zrobił – dosłownie.
Nic z powyższego nie powstrzymało chóru „każdy, ale nie Bibi” od twierdzenia, że Netanjahu wszedł do wojny bez planu na „dzień po”. Nie przestali też członkowie tej malejącej grupy wzywać do jakiegoś palestyńskiego podmiotu (być może, jak nazwał to prezydent USA Joe Biden, „ożywiona Autonomia Palestyńska”), który przejmie władzę w Gazy po pokonaniu Hamasu.
Ironicznie, to są dokładnie ci sami ludzie, którzy od 7 października twierdzą, że Hamas jest „ideą”, której nigdy nie można pokonać. To są postacie, które wyśmiewają samą ideę „zwycięstwa”, a tym bardziej „całkowitego zwycięstwa”.
W obecnych okolicznościach trudno mówić o ostatecznym zwycięstwie, ponieważ zakładnicy nie zostali uwolnieni; żołnierze giną każdego dnia na polu bitwy; a Iran ściga się, aby zdobyć broń nuklearną przed inauguracją Donalda Trumpa 20 stycznia.
Ale trochę przyjemności z winy w postaci złośliwej radości, choć niegustownej, jest zdecydowanie uzasadnione.
Chór „dzień po” zawsze śpiewał falszywie
Ruthie Blum
Kategorie: Uncategorized


avinaneseed….Piłeś to nie pisz.
Co , w ciagu dziesiatek lat, zrobil Izrael by zycie w Gazie znormalizowac. Izrael byl temu winny ì wswoim interesie! GAZE ZNORMALIZOWAC. A SWIAT BY POMOGL.