Uncategorized

Izraelska wojna na wielu frontach – i co dalej?

Jonathan Spyer

Przyslal Adam Mer

Przez ostatnie 18 miesięcy Izrael był zaangażowany w wojnę na siedmiu frontach przeciwko jednemu wrogowi. Wrogiem tym jest islamski sojusz regionalny pod przywództwem Iranu. Celem tego sojuszu jest zniszczenie Izraela. Deklarowanym zamiarem tych, którzy 7 października 2023 r. rozpoczęli masakry w Strefie Gazy, było rozpoczęcie tego procesu. Oprócz Gazy, frontami w tej wojnie są lub były Liban, Syria, Irak, Jemen, Zachodni Brzeg Jordanu i sam Iran.

Osiągnięcia Izraela w tym konflikcie są bardzo znaczące. Jak dotąd Siły Obronne Izraela i inne izraelskie agencje bezpieczeństwa zdołały wyrządzić poważne szkody wszystkim siłom, które zdecydowały się wkroczyć do walki.

W Strefie Gazy ruch Hamasu, choć nie został jeszcze zniszczony, poniósł ogromne szkody i straty. Konieczność odbicia zakładników uniemożliwiła Izraelowi całkowite zniszczenie palestyńskiej grupy islamistycznej, ale jej najważniejsi przywódcy ostatnich lat – Yahya Sinwar i Mohammed Deif – nie żyją, wraz z tysiącami ich bojowników.

W Libanie organizacja Hezbollah, niegdyś uznawana za najpotężniejszą niepaństwową siłę militarną na świecie, jest cieniem dawnej siebie. Jej zdolny i charyzmatyczny historyczny przywódca, Hassan Nasrallah, nie żyje. Jego następca, Hisham Safieddin, został szybko usunięty przez izraelskie lotnictwo. Obecny przywódca, Naim Qassem, jest weteranem znanym bardziej z pism intelektualnych niż przywództwa wojskowego. Wydaje się mało prawdopodobne, by mógł on zastąpić Nasrallaha.

Jeśli Islamskiej Republice uda się przetrwać ten krytyczny moment – dzięki dyplomatycznej grze na zwłokę i powściągliwości zachodnich mocarstw – będzie to tragiczna stracona szansa.

Hezbollah stracił 80% swojego potencjału rakietowego dalekiego zasięgu. Izrael ustanowił pięć pozycji po libańskiej stronie granicy i działa teraz zgodnie z nową agresywną doktryną, uderzając w cele Hezbollahu do woli. W listopadzie ubiegłego roku Hezbollah zaakceptował zawieszenie broni i skutecznie wycofał się z konfliktu.

Być może najbardziej dramatycznym wydarzeniem było obalenie w grudniu reżimu Assada w Syrii, który sprawował władzę przez 62 lata. Hezbollah, zbyt osłabiony, by go bronić, nie był w stanie powstrzymać natarcia dżihadystów z Hayat Tahrir al-Sham w kierunku Damaszku.

W Iraku szyickie milicje powiązane z Iranem również jednostronnie zakończyły konflikt pod koniec ubiegłego roku. Doniesienia sugerują, że mogą one całkowicie się rozbroić, aby uniknąć odwetu ze strony USA.

Jemeńskiemu ugrupowaniu Ansar Allah (Houthis) udało się zakłócić globalny handel przez Morze Czerwone i Zatokę Adeńską. Teraz jednak muszą stawić czoła bezlitosnej kampanii bombowej prowadzonej przez USA, a pogłoski sugerują, że zbliża się duża ofensywa sił rządowych na miasto portowe Hodeidah.

Nawet Iran wziął w niej bezpośredni udział, wystrzeliwując pociski balistyczne i drony w kierunku Izraela w kwietniu i październiku ubiegłego roku. W odpowiedzi Izrael zniszczył irańską obronę powietrzną i uderzył w cele głęboko na terytorium Iranu.

To obraz znaczącego sukcesu. Wojna jeszcze się nie skończyła. Z wyjątkiem reżimu Assada, żaden z wrogich podmiotów nie został wyeliminowany. Są ranni, ale odbudowują się. Otwiera to krótką okazję do zdecydowanego uderzenia w irański reżim – architekta regionalnej wojny, która wybuchła w 2023 roku. Ale to okno nie pozostanie otwarte na długo.

Tymczasem negocjacje w sprawie irańskiego programu nuklearnego, prowadzone obecnie w Rzymie przez Omańczyków, oferują Teheranowi potencjalne koło ratunkowe. Niedawne oświadczenie wysłannika prezydenta USA Steve’a Witkoffa, sugerujące, że Stany Zjednoczone mogą pozwolić Iranowi na kontynuowanie wzbogacania uranu na poziomie cywilnym, zaalarmowało izraelskich urzędników. Obawiają się oni, że Iran może osiągnąć porozumienie nuklearne podobne do porozumienia JCPOA z 2015 r., przeciągając negocjacje, jednocześnie odbudowując swoją obronę i dozbrajając swoich sojuszników.

Jeśli Islamskiej Republice uda się przetrwać ten krytyczny moment – poprzez dyplomatyczne przeciąganie negocjacji i powściągliwość zachodnich mocarstw – będzie to tragiczna stracona szansa. Reżim irański jest znienawidzony przez własnych obywateli, jego zagraniczne oddziały są zniszczone, a jego potencjał wojskowy zmniejszony. Presja musi być utrzymywana, a Stany Zjednoczone nie mogą dać się zwieść. Cel powinien pozostać jasny: położyć kres ambicjom irańskiego reżimu, by zdominować region i zniszczyć państwo Izrael.

Izraelska wojna na wielu frontach – i co dalej?

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.