Uncategorized

Wyjrzała nienawiść

Ania Grabowska

Od 7 października 2023 roku miałam wrażenie, że zniknęła cienka zasłona, a spod niej wyjrzała nienawiść, której historia nigdy naprawdę nie uciszyła. W sieci, w komentarzach, zamiast refleksji nad tragedią pojawiła się fala hejtu. Za każdy mój merytoryczny komentarz, poparty źródłami, dokumentami, logiką – spadała lawina wyzwisk, jakby rozum i wiedza były czymś zakazanym. Zamiast odpowiedzi na argumenty słyszałam: „pejsata suka”, „syjonistyczna ku*wa”, a moje artykuły – pisane z przekonaniem o ich rzetelności – były zgłaszane jako mowa nienawiści, przez co traciły zasięgi. Widziałam, jak łatwo dziś odebrać nie tylko prawo do głosu, ale i do samego istnienia.

W komentarzach powracały slogany, które mogłyby znaleźć się w ustach tych, którzy sto lat temu przygotowywali grunt pod Zagładę: „Hitler nie dokończył swojego dzieła”, „zrównać Izrael z ziemią”, „gdyby nie było Żydów, nie byłoby problemu”. I co najgorsze, brakowało reakcji. W mediach ukazują się ewidentne kalumnie, wprost sprzeczne z prawem prasowym, a prawo milczy. A przecież istnieją przepisy, które wprost nakładają obowiązki na dziennikarzy i nadawców: polskie Prawo prasowe (art. 6 i 12) zobowiązuje do rzetelności i sprawdzania prawdziwości informacji, ustawa o radiofonii i telewizji wymaga bezstronności, wyważenia i odpowiedzialności za słowo, a Kodeks cywilny i kodeks karny chronią dobra osobiste i penalizują zniesławienie. Nad całością ma czuwać KRRiT, a w szerszej perspektywie także prawo europejskie – dyrektywa AVMSD i art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, które zakazują podżegania do nienawiści i nakazują odpowiedzialność za słowo.

Gdzie więc jest praktyczne zastosowanie tych regulacji? Gdzie są prawnicy? Gdzie są instytucje, które powinny stać na straży prawa i reagować na jawne kłamstwa? Zadaję sobie też pytanie, gdzie jest większość moich znajomych. Czy naprawdę tak trudno odezwać się, wesprzeć choć jednym zdaniem, gdy ktoś obok jest linczowany? Milczenie boli bardziej niż te wszystkie wyzwiska, bo oznacza zgodę. A ja zaczynam tracić siły. W tej chwili osoby spoza kręgu moich znajomych nie mogą skomentować moich tekstów, zmusiła mnie do tego sytuacja. Liczbowo jest nas tak mało,głosy takie jak mój spotykają opór ściany, za którą kryje się już tylko nienawiść. Ktoś mówi, że „nie widzi aż takiego problemu”.

Ktoś inny nie chce stracić miejsca pracy, gdzie dominuje przekonanie, że Żydzi są źli. Jeszcze inny woli nie narażać swojej pozycji czy miejsca w środowisku i woli „wesprzeć mnie” w wiadomości prywatnej, żeby nikt nie widział. Straciłam tylu życzliwych „znajomych”, którzy nagle zniknęli, gdy stanąć obok stało się po prostu niewygodne. Najboleśniej widać to w środowisku poetów, które kiedyś traktowałam jak naturalną przestrzeń solidarności. Miałam około pięciuset znajomych poetów – część usunęła mnie jak wesz, część zablokowała, część w ogóle nie reaguje na moje wpisy, bo nie brzmią wystarczająco poetycko. Zostało może dziesięciu dawnych znajomych, którzy mnie wspierają, a dwoje z nich traktuję dziś jak rodzinę – i za to jestem ogromnie wdzięczna. Ale wiem też, że czasy, w których zaangażowana poezja mogła walczyć o sprawiedliwość, skończyły się w erze internetu bezpowrotnie. Poezja stała się jedynie dodatkiem, ozdobą, która nie burzy spokoju, nie zadaje trudnych pytań, przynajmniej jeśli chodzi o Żydów.

To, co mnie spotyka dziś, ma swoje korzenie w odległych wiekach. Antysemityzm zawsze był skryty za fasadą: kiedyś były to oskarżenia o zatruwanie studni i mordy rytualne, później Protokoły Mędrców Syjonu i propaganda nazistowska o pasożytach, dziś ochoczo o z werwą powtarza się to samo wezwanie: do eliminacji Izraela.

Obrazy, które oglądaliśmy po 7 października w wielu stolicach Zachodu, są tego potwierdzeniem. W Berlinie już wieczorem tego samego dnia padło hasło „From the river to the sea, Palestine will be free”. Kilka dni później, 11 października, w Neukölln mimo zakazu demonstracji skandowano te same słowa. W 2024 roku sąd ukarał uczestniczkę grzywną, uznając, że w kontekście masakry 7 października oznaczało to gloryfikację terroru i negowanie prawa Izraela do istnienia. W Londynie 21 października 2023 roku maszerowało sto tysięcy ludzi z transparentami i okrzykami „From the river to the sea”, a w Marble Arch grupa Hizb ut-Tahrir krzyczała „jihad”, co wywołało debatę w brytyjskim parlamencie o granicach wolności słowa. W Paryżu 22 października tysiące ludzi zebrały się na Place de la République, a rok później, 13 listopada 2024, na placu Trocadéro tłum protestujący przeciwko gali „Israel is Forever” skandował to samo hasło, które w praktyce oznacza nie pokój, lecz eliminację całego państwa. W Sydney 9 października tłum zgromadzony pod Operą krzyczał antyżydowskie hasła, nagrania obiegły świat i oburzyły australijskie władze. Tak wyglądała reakcja, nie refleksja nad ofiarami terroru, ale radość, jakby była to sprawiedliwa kara.

W takich momentach pojawia się pytanie, które stawiam sobie od dawna: czy Żydzi sami mogą poradzić sobie z tą nienawiścią? Historia uczy, że nie. Bo antysemityzm nigdy nie był kwestią żydowską, on wyrastał zawsze z otoczenia. Żydzi średniowieczni byli lojalnymi mieszkańcami i płacili podatki, a i tak wypędzano ich z kolejnych krajów. Niemieccy i francuscy Żydzi w XIX wieku byli w pełni zasymilowani, a i tak obarczono ich winą za spiski. Po Holokauście wydawało się, że świat wyciągnął lekcję, ale już w latach pięćdziesiątych w ZSRR rozpętano nową falę antysemickiej propagandy. Dziś wraca ona w Internecie, w komentarzach, w których jedno kliknięcie wystarczy, by powielić nienawiść, a prawo i przyjaciele znów odwracają wzrok. Czy antysemityzm może zniknąć? Na pewno nie. Tak jak nie zniknie rasizm czy mizoginia. Ale przecież można sprawić, by zszedł na margines. Można uczyć prawdziwej historii, trzy lekcje o Holokauście nie wystarczą . Można stawiać granice prawne i karać za mowę nienawiści, nawet jeśli kryje się pod pozorem politycznych haseł. Można mieć odwagę mówić, nawet jeśli kończy się to wyzwiskami, zgłoszeniami i szykanami. Piszę to z własnego doświadczenia, bo wiem, że milczenie nigdy nie było sprzymierzeńcem prawdy.

Przypomina mi się także przykład Polski i Ukraińców. W 2022 roku Polacy otworzyli serca i domy dla uciekających przed wojną. Rok później przyszło zmęczenie, problemy gospodarcze, konflikty o zboże. Rosyjska propaganda dolała oliwy do ognia i nagle ofiary zaczęły być postrzegane jako roszczeniowe, jako ciężar. To ten sam mechanizm, który działa od wieków wobec Żydów: ofiara staje się winna, bo łatwiej jest obrócić gniew przeciwko słabszemu niż zmierzyć się z brutalną prawdą o świecie a przede wszystkim – o sobie.

Wątpię, czy doczekamy dnia, w którym antysemityzm naprawdę zniknie. Ale wiem, że dopóki będę mogła, będę mówić. Nawet jeśli oznacza to kolejne fale hejtu, kolejne próby uciszenia, kolejne wyzwiska i kolejne zgłoszenia. Bo jedynym naprawdę groźnym sprzymierzeńcem nienawiści jest cisza.

A cisza, to nie tylko brak słów. To obojętność tych, którzy odwracają wzrok. To przyjaciele, którzy znikają. To poezja, która zamiast stawać do walki, zamienia się w ozdobę. Wiem, że czasy zaangażowanej poezji minęły. Ale wierzę, że nawet jeśli została tylko garstka – kilku ludzi, dwa czy trzy głosy, jedno słowo -to ono wciąż może znaczyć więcej niż tysiące krzyczących sloganów. Bo zawsze zostaje słowo. A dopóki ono istnieje, dopóki nie poddamy się milczeniu, dopóty istnieje też nadzieja, że nienawiść nie będzie miała ostatniego zdania w żadnym z języków świata.

Dziękuję za uwagę.

Wszystkie wpisy Ani TUTAJ

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. W biblijnej przypowiesci, gdy Lot prosi Boga by oszczedzil Sodome i Gomore majace ulec zniszczeniu za grzeszne wyuzdanie ktore te miasta opanowaly bez reszty, Stworca powiada, ze przychyli sie do prosby Lota, gdy tamten znajdzie wsrod ludnosci DZIESIECIU sprawiedliwych. Jak wynika z dalszego ciagu, poszukiwania Lota nie zakonczyly sie sukcesem, i oba miasta zostaly zniszczone ogniem z nieba.
    Owczesna ludnosc obu miast prawdopodobnie nie przekraczala w sumie 38 000 osob – obecna ludnosc Polski, to 38 milionow. Proporcjonalnie trzeba by bylo znalezc nie 10, lecz ponad 10 000 ”sprawiedliwych”. Nalezy przypuszczac – albo raczej miec nadzieje – ze udalo by sie ich znalezc. Lecz nawet jesli jest tylko 10, to Ty, Aniu, jestes wsrod nich!

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.