
Poniedziałek stanowi kluczowy moment w historii, która rozpoczęła się 7 października 2023 r. barbarzyńską masakrą Hamasu i przerodziła się w wojnę trwającą prawie dwa lata.
Premier Izraela Benjamin Netanjahu ma spotkać się w Białym Domu z prezydentem USA Donaldem Trumpem po raz czwarty – jest to bezprecedensowa sytuacja. Amerykański prezydent nadał temu spotkaniu dramatyczny ton, przedstawiając Strefę Gazy jako centralne pole bitwy, na którym sprawdzona zostanie jego strategia pokoju światowego.
Trump podkreśla, że Gaza jest najważniejszym frontem, na którym należy ugasić zarzewie konfliktu. I rzeczywiście, nie jest to jedynie konflikt lokalny – to konfrontacja na linii podziału między światem islamu a Zachodem.
Słowem dominującym w dyplomatycznej choreografii jest „szacunek”. Pojawia się ono w 21 punktach opracowanych przez specjalnego wysłannika USA na Bliski Wschód, Steve’a Witkoffa, oraz byłego premiera Wielkiej Brytanii, Tony’ego Blaira, w dyskusjach z Netanjahu, izraelskim ministrem spraw strategicznych Ronem Dermerem i umiarkowanymi przedstawicielami arabskimi.
Sam Netanjahu mówił o możliwych porozumieniach z Syrią i Libanem, gestach dobrej woli wobec Indonezji oraz o wzmacnianiu Porozumień Abrahamowych. Szacunek oznacza tu odrzucenie taktyk wymuszeń – takich jak fałszywe oskarżenia Izraela o „ludobójstwo” w celu narzucenia zawieszenia broni.
Wyzwania i Perspektywy
Jednak żaden plan nie może ignorować nieodłącznego niebezpieczeństwa, że państwo palestyńskie mogłoby stać się, słowami Netanjahu, „państwem terrorystycznym w granicach Izraela”. Propozycja amerykańska to uznaje, jednocześnie sugerując, że „szacunek” dla Palestyńczyków byłby możliwy wyłącznie, jeśli wyrzekną się terroryzmu i nienawiści uosabianej przez Hamas. Po raz pierwszy przedstawiona wizja nie mówi o usunięciu ich ze Strefy Gazy, lecz o wymaganiu wewnętrznej transformacji.
Nadal najpilniejszą kwestią pozostają zakładnicy. Netanjahu, w wysoce osobistym momencie, odczytał ich imiona jedno po drugim w swoim piątkowym przemówieniu na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Głośniki po izraelskiej stronie granicy z Gazą niosły jego obietnicę do Strefy: wszyscy muszą wrócić – żywi i martwi. Trump nalega, że to jest podstawa każdej umowy.
Stany Zjednoczone dążą do zaangażowania mediatorów – w tym Kataru i Egiptu – którzy muszą zostać zmuszeni do porzucenia dwuznaczności i ostatecznego wywarcia presji na Hamas. Nawet turecki Erdogan jest wciągnięty w to równanie, pomimo swojej wrogości wobec Izraela. Od Arabii Saudyjskiej i ZEA oczekuje się przyspieszenia normalizacji, kroku, który mógłby przełamać dziesięciolecia wojen religijnych, które piętnują Izrael jako winnego już za samo istnienie.
Ale tu leży paradoks: Hamas musi zrzec się władzy, pozwolić swoim przywódcom odejść albo „przejść kulturową konwersję” – co samo w sobie jest absurdem. „Deradykalizacja” nie jest zjawiskiem, które następuje z dnia na dzień.
Izrael jest proszony o chodzenie po krawędzi, polegając wyłącznie na swoim amerykańskim sojuszu, podczas gdy Europa – zalana antysemityzmem i trzymająca się kurczowo lidera Autonomii Palestyńskiej, Mahmouda Abbasa (który nie przeprowadził wyborów od 20 lat i nagradza terrorystów w ramach programu „płać za zabijanie”) – nie może już być uważana za wiarygodnego gwaranta.
Omawiany pakt przewiduje brak przymusowego eksodusu ze Strefy Gazy, utworzenie międzynarodowej grupy nadzorującej odbudowę i koniec rządów Hamasu. Wymaga jednak również, by skazani terroryści zostali uwolnieni z powrotem do Gazy i Ramallah, oraz by Izraelczycy uwierzyli w obietnice pokoju od tych, którzy przysięgali na święte księgi zabijać Żydów.
Netanjahu celowo powstrzymał się od mówienia o aneksji Judei i Samarii w swoim przemówieniu w ONZ. Zamiast tego wzywał do pokoju, przypominając o odporności Izraela w pokonywaniu wrogów nawet po traumie 7 października. Ale jak sam wie, to jest delikatna materia. I dzisiaj to Biały Dom ją kształtuje.
Kategorie: Uncategorized

