Uncategorized

„Nie jestem antysemitą, jestem tylko antysyjonistą.”

Katarzyna Żmuda-Bryl

Dlaczego antysyjonizm to nie krytyka Izraela, lecz nowa forma antysemityzmu

Dlaczego tylko państwo żydowskie musi wciąż udowadniać prawo narodu żydowskiego do istnienia w miejscu, które jest źródłem jego historii i tożsamości? Wszystkie inne narody uznaje się za uprawnione do własnej suwerenności na swojej ziemi. Tylko Żydzi słyszą: „Wasze państwo może istnieć, ale nie tam, gdzie od zawsze macie swoje historyczne korzenie”.

Współczesna lewica, reagująca alergicznie na samo pojęcie narodu, szczególnie upodobała sobie kwestionowanie tej legitymacji poprzez sprowadzanie żydowskiej tożsamości do wymiaru religii. To zabieg wygodny, ponieważ pozwala ignorować fakt, że Żydzi są narodem zakorzenionym na Bliskim Wschodzie i obecnym w Erec Israel nieprzerwanie od starożytności, nawet wtedy, gdy większość narodu została rozproszona po świecie. Powojenny „powrót” Żydów z Europy i krajów arabskich nie był kolonizacją, lecz odbudową obecności narodu autochtonicznego na jego historycznej ziemi.

W XIX wieku syjonizm był jednym z wielu ruchów emancypacyjnych. W XXI wieku dla wielu stał się obelgą. Dlaczego? Pokazuję genezę i pluralizm syjonizmu, rolę Herzla, Weizmanna i Żabotyńskiego, a także współczesne manipulacje narracyjne stosowane przez część lewicy. Pytam: dlaczego tylko Żydzi muszą uzasadniać swoje prawo do państwa, które innym narodom przyznaje się bez dyskusji?

Krytyka działań każdego rządu, także izraelskiego, jest naturalnym elementem debaty publicznej. Antysyjonizm jest współczesną formą antysemityzmu. Odbiera Żydom prawo do samostanowienia, demonizuje syjonizm jako wyjątkowe zło i stosuje podwójne standardy, których nie stosuje się wobec żadnego innego narodu. Gdy ktoś nie mówi o reformie Izraela, lecz o jego likwidacji, nie mamy do czynienia z krytyką polityczną. To odmowa Żydom prawa do bycia narodem.

Syjonizm nie narodził się jako ideologia wyjątkowa ani osobliwy projekt historyczny. Powstał w samym centrum epoki nacjonalizmów, która przekształcała wielonarodowe imperia w suwerenne państwa. W końcu XIX wieku narody odrzucały status mniejszości i sięgały po polityczną podmiotowość: Serbowie, Czesi, Słowacy, Finowie, Bałtowie, a później także narody Bliskiego Wschodu i subkontynentu indyjskiego. Syjonizm był częścią tej samej fali emancypacyjnej.

Jego podstawowe założenie opierało się na dwóch przesłankach. Po pierwsze, że Żydzi są narodem posiadającym własną kulturę, historię, język oraz wielowiekową więź z określoną ziemią. Po drugie, że w Europie nie przestają być traktowani jako element obcy, nawet tam, gdzie obowiązują liberalne zasady. Theodor Herzl, obserwując mechanizmy antysemityzmu w Paryżu w czasach afery Dreyfusa, uznał, że asymilacja w warunkach europejskich nie usuwa ryzyka prześladowań tylko je maskuje. W „Der Judenstaat” sformułował program suwerennego państwa żydowskiego jako politycznej gwarancji zbiorowego bezpieczeństwa.

W 1897 roku I Kongres Syjonistyczny w Bazylei nadał ruchowi instytucjonalny kształt, lecz syjonizm nigdy nie był ideologią jednorodną. Stanowił parasol obejmujący nurty ideowe od liberalnych, przez socjalistyczne (kibucowe), po rewizjonizm Żabotyńskiego, a także syjonizm religijny i kulturowy. To właśnie Żabotyński nadawał syjonizmowi wymiar realistycznej samoobrony: twierdził, że Żydzi muszą odzyskać suwerenność nie tylko przez dyplomację, lecz również poprzez gotowość wojskową, jeśli dialog zawiedzie.

Przed II wojną światową syjonizm spotykał się z oporem zarówno żydowskiej lewicy (Bund), która stawiała na internacjonalizm i doktrynę doikajt, jak i części ortodoksów dla których powrót do Syjonu powinien następować jedynie zgodnie z porządkiem mesjańskim.

Historia rozstrzygnęła ten spór w sposób dramatyczny. Birkenau i inne niemieckie obozy zagłady przekreśliły doktrynę doikajt, czyli bundowską wiarę w bezpieczną przyszłość narodu żydowskiego w Europie. Unicestwiona została niemal cała środkowoeuropejska diaspora, na której ta wizja się opierała. Utworzenie państwa Izrael nie było rekompensatą za Zagładę. Stało się możliwe dlatego, że przez ponad pół wieku — od 1897 roku, kiedy Herzl zwołał I Kongres Syjonistyczny w Bazylei — działał zorganizowany ruch polityczny, budujący krok po kroku instytucjonalne podstawy przyszłego państwa żydowskiego. Shoah nie powołała syjonizmu do życia, lecz potwierdziła, że bez suwerenności żydowskie trwanie pozostaje iluzją.

Syjonizm nie odebrał Palestyńczykom państwa. Nie mogli stracić czegoś, czego nigdy nie mieli. Każda propozycja podziału i utworzenia państwa palestyńskich Arabów była odrzucana przez arabskich przywódców, którzy woleli wojnę, ponieważ ich celem było zniszczenie państwa żydowskiego, a nie sąsiadowanie z nim. W 1937 roku plan Komisji Peela został przez stronę arabską odrzucony. W 1947 roku Arabowie odrzucili plan podziału ONZ i zaatakowali żydowskie osiedla. W maju 1948 roku armie pięciu państw arabskich napadły na nowo powstały Izrael, zapowiadając jego „unicestwienie”. Większość arabskich mieszkańców, którzy opuścili te tereny, uczyniła to na wezwanie własnych liderów, licząc na szybkie zwycięstwo i powrót po masakrze Żydów. Fakt, że tak się nie stało, nie jest dowodem syjonistycznej agresji, lecz porażką planu unicestwienia państwa żydowskiego.

Wbrew temu, co głosi część współczesnej lewicy, prawo Żydów do Erec Israel nie zasadza się wyłącznie na religii. Wynika z wielowiekowej ciągłości: historycznej, obejmującej istnienie żydowskiej państwowości w starożytności; kulturowej, w tym odrodzenia hebrajskiego jako języka nowoczesnego; prawno-politycznej, uzyskanej w ramach porządków międzynarodowych już przed II wojną światową; demograficznej, potwierdzonej nieprzerwaną obecnością żydowskich wspólnot w Jerozolimie, Safedzie, Tyberiadzie i Hebronie; autochtonicznej, ponieważ Żydzi są narodem bliskowschodnim, a połowa współczesnych obywateli Izraela to Mizrachijczycy wypędzeni z państw arabskich po 1948 roku.

W wielu lewicowych interpretacjach historii, reprezentowanych między innymi w pismach Ilana Pappé, syjonizm zostaje przedstawiony nie jako ruch emancypacyjny narodu prześladowanego, lecz jako ekspresja europejskiego kolonializmu. Mechanizm tej narracji opiera się na trzech operacjach retorycznych: anachronizmie, czyli ocenianiu Herzla kategoriami powojennego postkolonializmu; odwróceniu przyczyn i skutków, czyli przedstawianiu wojny 1948 roku wywołanej przez państwa arabskie jako syjonistycznej agresji; oraz eliminowaniu faktów niewygodnych dla tej tezy, takich jak wypędzenia Żydów z krajów arabskich, pluralizm syjonizmu i realne zagrożenie bez państwowości. Celem takiej narracji jest delegitymizacja podstawowego prawa narodu żydowskiego do samostanowienia.

Dla współczesnej lewicy figurami autorytetu stały się osoby takie jak Pappé czy Edward Said. Pappé może twierdzić, że państwo żydowskie jest anomalią, ponieważ to państwo istnieje i zapewniało

mu wolność słowa oraz bezpieczeństwo. Krytyka syjonizmu z dystansu — z brytyjskiej katedry uniwersyteckiej lub amerykańskiego kampusu — ignoruje najprostsze pytanie: kto zapewni Żydom bezpieczeństwo, jeśli nie oni sami? Możliwość uznania suwerenności za zbędną jest paradoksalnym dowodem jej sukcesu.

Kiedy więc syjonizm obrasta etykietą agresji, a samo słowo syjonista bywa używane jako obelga, nie mamy do czynienia z krytyką polityczną. To próba odebrania Żydom prawa, które uznaje się za naturalne dla innych narodów. Delegitymizacja żydowskiej suwerenności jest powrotem do kategorii, które wielokrotnie prowadziły ten naród do katastrofy.

Syjonizm nie jest projektem kolonialnym ani nagrodą za cierpienie. Jest konsekwencją narodowej ciągłości i polityczną formą żydowskiej samoobrony. Ocena tego projektu mówi dziś znacznie więcej o stanie współczesnego myślenia politycznego niż o samym Izraelu.

Ostatecznie współczesny antysyjonizm próbuje stworzyć sytuację, w której Żydzi mogą istnieć, lecz nigdzie nie mają prawa być u siebie. Akceptuje ich jako wyznawców religii, ale nie jako naród mający prawo do terytorialnej podmiotowości. To jest najnowsza forma najstarszego uprzedzenia: Żydzi mogą istnieć wyłącznie za zgodą innych.

Czy trzeba być Żydem, aby być syjonistą? Nie. Wystarczy uznać, że każdy naród ma prawo do własnego bezpiecznego państwa na swojej historycznej ziemi. Syjonizm jest tylko zastosowaniem tej zasady do narodu żydowskiego.

Katarzyna Żmuda-Bryl

Kategorie: Uncategorized

4 odpowiedzi »

  1. Jakie nowe panstwo dla ”Palestynczykow”?
    Mandadat Palestyny -brytyjski zostal podzielony przez ONZ na dwie czesci malenki skrawek przy morzu zostal nazwany Izraelem a wieksza czesc zostala Jordania tam mialy mieszkac klany arabskie rodziny Arabow.Dostali KROLA.Wiec dostali panstwo.Inne kraje skladajace sie z Arabow Turkow i Druzow i innych klanow mieszkajacych na tych terenach dostali panstwowosc jak np Liban (mandat francuski) Syria ,Turcja i inne..Kraje arabskie tego nie zakceptowaly . Wybuchla wojna 48.Izrael sie ostal.Jordanczycy zatrzymali cala wschodnia Jerezolime lacznie ze sciana placzu
    Czyli Jordania powiekszyla swoje terytorium wiec Arabowie i klany Judei Samarii mialy panstwo !!!
    Palestenczykow (ta nazwa przypisana byla Zydom przez Rzymian) arabskich tez NIE BYLO!
    Facet z Egiptu to wymyslil!
    Dalej jak bylo juz wszyscy pamietamy przegrane przez Arabow wojny czarny wrzesien w Jordani.
    Tam to bylo wesolo ale terorisci Arafata sami zaczeli i zostali ot powiednio potraktowani.Tam Arabow z bronia zginelo wiecej niz 60 000 ( pisali 100000 tysiacach).Arafat i Liban. W kazdym razie Krol Jordanii
    zrezygnowal klanow tak zwanego Zachodniego Brzegu czyli oddal czesc swojego kraju . W ktorym byly juz wojska Izraela!
    Gazy Egipt nie chcial za zadna cene rozejm Jordarnia i Egipt podpisaly byle tylko nie miec tych terenow.
    Wniosek:
    Chca miec panstwo wiec do Jordanii
    Gaza do Egiptu.
    Wlodek T

    .

  2. PPP, Syjonizm= Izrael, czy to sie podoba Polakom czy nie. Sa/byli tacy co uwazal/uwazaja Polska nie powinna istniec, ale to nie antypolonizm, to polityczny uklad, zupelnie usprawiedliwiony.

  3. Ppp ‘Każdy naród ma prawo do swojego państwa’: ‘palestynczycy’ nie sa narodem, nigdy nie byli… jakie ‘kilka narodów rości sobie prawo do tego samego terenu’? bo ja znam tylko jeden, do tego wymyslony, nieistniejacy ‘narod palestynski’… kto uznal, ze gaza i judea i samaria (nie zachodni brzeg, nazwa wymyslona, tylko judea i samaria) nie sa israelskie?
    po pierwsze, historycznie, bardzo dawno temu, gaza byla zydowska…
    po drugie, israel po wojnie yom kippur chcial oddac gaze z powrotem egiptowi, ktory jej nie chcial za zadna cene i sadat nawet grozil beginowi, ze jesli israel bedzie sie upieral przy zwrocie, on nie podpisze umowy pokojowej…
    po trzecie, ten ‘zachodni brzeg’ byl okupowany przez jordanie i wtedy zaden ‘palestynczyk’ nie protestowal…
    po czwarte w roku 2005 israel wyrzucil wlasnych obywateli z gush katif, kawalku gazy, ktory wlasciwie byl strefa buforowa miedzy gaza a israelem i w zamian za pokoj i dostalismy 7 pazdziernika…
    po piate mamy juz ta ‘autonomie palestynska’, ktora nie jest niczym innym, niz tworem terrorystycznym, promujacym zamachy na zydow, oplacajacym terrorystow i ich rodziny i uczacym dzieci w przedszkolach i szkolach nienawisci do zydow…
    po szoste bylo takie ‘panstwo’ w gazie i widzimy, co to bylo za ‘panstwo’… tam gdzie wladze sprawuja terrorysci, nie ma nic oprocz terroru, zniszczenia i smierci…
    po siodme zaden trzezwo myslacy czlowiek nie zgodzi na powstanie ‘panstwa palestynskiego’ na granicach israela…

    to ‘panstwo palestynskie’ nigdy nie powstanie…

  4. Każdy naród ma prawo do swojego państwa, kiedy jednaki kilka narodów rości sobie prawo do tego samego terenu, to musi nastąpić jakiś podział.
    Akurat mamy 11 Listopada, co my tu świętujemy? 107 lat temu Polacy, realizując swoje prawo do posiadania państwa, wyrwali po kawałku terenu z państw zaborczych, którym to się oczywiście bardzo nie podobało. Ale czy owo ”niepodobanie się” wyłącza prawo narodu do państwa? NIE. Niemcy i Rosja musieli oddać po kawałku terenu i się do tego przyzwyczaić. Zauważmy z resztą, że po 2WS Niemcy musiały oddać jeszcze więcej. A co Rosja odzyskała w 1945r, to straciła w latach 90-tych.
    To samo z Kurdami – żyją w Iraku, Iranie, Turcji i Syrii – jeśli kiedyś będą mieli własne państwo (uważam, że mają prawo), to te państwa będą musiały oddać im fragmenty terytoriów. Nie będzie im się to podobało, ale to w świetle prawa nie ma znaczenia.
    Prawo do istnienia państwa o roboczej nazwie ”Palestyna” NIE oznacza, że Izrael ma być zlikwidowany – po prostu nastąpi podział terytorium. W dodatku Izrael będzie oddawał to, co już w latach 90-tych XXw było uznane, że nie są jego (Gaza i Zachodni Brzeg). Nie będzie się to podobało, ale to w świetle prawa nie ma znaczenia.
    Antysyjonizm NIE jest formą antysemityzmu. Antysemityzm dotyczy ludzi i wiary – antysyjonizm dotyczy układu politycznego.
    Pozdrawiam.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.